Dziwny układ radiolatarni


E.Ż. , Justyna Prus , Piotr Nisztor 26-04-2010, ostatnia aktualizacja 26-04-2010 07:18

Radiolatarnie na lotnisku Siewiernyj są rozmieszczone niestandardowo. Czy to zmyliło pilota Tu-154?

– Rozkład radiolatarni naprowadzających przed pasem startowym w Smoleńsku jest niestandardowy. Jeśli pilot o tym nie wiedział, mogło to być przyczyną katastrofy – mówi „Rz” były pilot wojskowy ze Smoleńska. Twierdzi, że system radiolatarni NDB jest jedynym systemem naprowadzającym na lotnisku Siewiernyj.

Inni byli piloci, z którymi rozmawiała „Rz”, potwierdzają informację o nietypowym układzie radiolatarni na tym lotnisku.

W standardzie bliższa radiolatarnia znajduje się 1 km od początku pasa startowego, dalsza – 4 km. Z tej strony, z której nadlatywał prezydencki tupolew, druga jest jednak umieszczona w odległości 6 km. – Jeśli pilot orientowałby się na standardową odległość i wybrał standardową trajektorię podejścia do lądowania, okazałaby się ona zbyt krótka i stroma. W efekcie mniej więcej w odległości 1,5 – 2 km znalazłby się na wysokości kilku metrów nad ziemią – tłumaczy nasz rozmówca.

– 4 km i 1 km to rzeczywiście standard – potwierdza pilot instruktor Dariusz Szpineta. – Nie spotkałem się, aby radiolatarnia dalsza znajdowała się w odległości 6 km od lotniska.

Zaznacza, że system NDB jest rzadko stosowany, bo jest mało precyzyjny i najbardziej prymitywny ze wszystkich systemów pomagających w lądowaniu.

Jedno z najważniejszych pytań przy poszukiwaniu przyczyn katastrofy brzmi: dlaczego samolot, znajdując się ok. 1,1 km od pasa startowego, leciał tylko kilka metrów nad ziemią (potwierdzają to ścięte drzewa).

– Leciał tak, jakby tutaj właśnie spodziewał się pasa startowego – mówi, stojąc przy ściętej skrzydłem samolotu brzozie, Aleksandr Koronczik, inny pilot ze Smoleńska.

Dotąd nie udało się wyjaśnić, co spowodowało tak szybkie obniżenie lotu. Lecąc prawidłowo, Tu-154 w odległości 1,1 km od pasa powinien znajdować się na wysokości co najmniej 70 m, a optymalnie – ok. 120 m.

Czy przyczyną katastrofy mogło być niestandardowe rozmieszczenie radiolatarni? Rosyjscy eksperci podkreślają, że jest to możliwe tylko przy nagromadzeniu innych pomyłek.

– Pilot powinien przed lotem dostać te parametry od strony rosyjskiej, a dane powinny być wprowadzone do urządzeń znajdujących się w samolocie – zaznacza informator „Rz”.

– Także obsługa naziemna, widząc, że samolot jest za nisko, powinna natychmiast reagować i nakazać pilotowi wyrównanie wysokości. Według oficjalnych informacji taka reakcja była, ale wolałbym usłyszeć to na własne uszy z nagrań na czarnych skrzynkach – mówi rosyjski pilot.

Pilot Arkadiusz Protasiuk leciał już do Smoleńska 7 kwietnia z premierem Donaldem Tuskiem. – Był wtedy jednak drugim pilotem, a samolot mógł podlatywać z drugiej strony pasa – mówią nasi rozmówcy. – A z drugiej strony rozkład radiolatarni jest standardowy – 1 i 4 km.

– Podchodziliśmy do lądowania z tej samej strony – zapewnia jednak „Rz” płk Bartosz Stroiński, dowódca eskadry samolotowej Pułku Lotnictwa Specjalnego, który był 7 kwietnia kapitanem Tu-154. Jego zdaniem rozkład radiolatarni nie miał wpływu na katastrofę.

Eksperci podkreślają też, że nawet jeśli Protasiuk założył, że radiolatarnie mają standardowy rozkład, przed nadmiernym obniżeniem lotu powinny go ostrzegać inne urządzenia na pokładzie, m.in. wysokościomierze i bazujący na GPS system TAWS (w sobotę prowadzący śledztwo Międzypaństwowy Komitet Lotniczy podał, że był on w czasie lotu uruchomiony. „Rz” informowała o tym jako pierwsza).

Jak działa system NDB? – Radiolatarnie nadają sygnały we wszystkich kierunkach. Są one odbierane w samolocie przez ADF – odbiornik sygnałów z radiolatarni. Jeśli wskazówki ADF się pokrywają, pilot wie, że leci dobrze, bo na linii tych radiolatarni znajduje się pas startowy – tłumaczy Szpineta. Podkreśla, że system NDB prowadzi pilota tylko kierunkowo – pokazuje mu prostą linię na pas startowy, ale nie informuje go ani czy samolot znajduje się na właściwej wysokości, ani w jakiej jest odległości od pasa. – Dlatego margines błędu jest duży – mówi Szpineta, dodając, że lądowanie dzięki NDB jest ryzykowne.

Prowadząca śledztwo Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie potrafiła wczoraj odpowiedzieć, czy jest badany wątek złego rozmieszczenia radiolatarni.

Tymczasem „Rz” dotarła do dokumentów potwierdzających, że do wypadku doszło wcześniej, niż podaje oficjalna wersja (godz. 10.56 czasu moskiewskiego, 8.56 polskiego). To raport urzędu energetycznego SmoleńskEnergo dotyczący zerwania kabla elektrycznego, o który zahaczył Tu-154. Nastąpiło to mniej więcej sekundę po tym, jak maszyna zaczepiła skrzydłem o brzozę, w efekcie czego odłamało się 30 proc. skrzydła. Z raportu wynika, że zerwanie linii nastąpiło o 10:39:35. Około 500 m dalej, czyli po kilku sekundach, samolot się rozbił.

-Justyna Prus ze Smoleńska i Piotr Nisztor

Rzeczpospolita

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s