Nie możemy ciągle płakać


Ewa Łosińska 30-04-2010, ostatnia aktualizacja 30-04-2010 01:58

Wierzę, że coś z narodowych rekolekcji w Polakach zostanie. Ale w sferze prywatnej – mówi historyk UJ

Rz: Po tragedii z 10 kwietnia wielu Polaków sądziło, że ten wstrząs zmieni nas na długo. Ale nastrój narodowych rekolekcji już mija. W Krakowie gimnazjaliści przerwali wartę pod Krzyżem Katyńskim, nie ma kolejek do krypty na Wawelu, gdzie spoczęła para prezydencka. Z jedności, jaką czuliśmy po katastrofie, nic nie zostanie?

Prof. Tomasz Gąsowski, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego:Myślę, że coś zostanie, choć rekolekcje nie mogą wypełniać całego życia. Pojawia się pytanie, czy doświadczenie rekolekcyjne się w nas utrwali, czy potraktujemy je jako coś wyjątkowego – co ma początek i koniec. Podobną sytuację przeżywaliśmy pięć lat temu, gdy zmarł Jan Paweł II. Jakieś badania, które na ten temat prowadzono, mówiły bodaj, że wówczas ten szczególny czas trwał dziesięć dni. Nie możemy ciągle płakać ani się modlić. Mimo to w obu tych przypadkach jestem umiarkowanym optymistą. Wierzę, że coś w nas zostaje, ale jest to realizowane głównie w sferze prywatnej – w rodzinie, w stosunkach koleżeńskich.

W przestrzeni publicznej tego nie zauważymy?

Tu z optymizmem jest gorzej. Wkrótce po pożegnaniu Ojca Świętego mieliśmy być może najbardziej zaciętą w ostatnich latach wojnę polityczną, wręcz próby zniszczenia przeciwników.

Czy tym razem będzie inaczej? Ze względu na szczególne okoliczności obecnego dramatu trauma jest mocniej przeżywana i może trwać trochę dłużej. Na odejście Jana Pawła II byliśmy bowiem jakoś przygotowani.

Z drugiej strony – obecna kampania polityczna już się zaczęła. Może być mniej agresywna niż kampanie, z którymi do tej pory mieliśmy do czynienia, ale to zależy od strategii głównych sztabów wyborczych, a także – tonu najważniejszych mediów.

Napisał pan w tekście dla Fundacji Czynu Niepodległościowego, że „pamięć jest spoiwem narodu i jej pielęgnowanie jest naszym obowiązkiem, wręcz warunkiem dalszego zbiorowego istnienia”. Czy dziś wystarczająco dbamy o narodową pamięć?

Lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Upowszechnia się powoli świadomość tej potrzeby. Nadal część opiniotwórczych środowisk uważa jednak, że ta pamięć to balast, bo my mamy „złą” historię: kiedy byliśmy silni, gnębiliśmy innych, a jak byliśmy słabi – byliśmy bici.

Sądzę mimo to, że większość zaczyna się przechylać w drugą stronę, która historii nie traktuje jak ciężaru.

Wciąż istnieje jednak wyzwanie – jak tę pamięć kultywować i przekazywać, by nie była to sztywna celebra czy rozdrapywanie ran.

Pamięć ma nas wzmacniać i dawać poczucie wspólnoty, a nie dzielić. W przypadku lat powojennych nadal mamy w praktyce dwie wersje naszej historii. Osoby, które jej uczą, mają nierzadko problem, jak to robić. Negować cały okres PRL? Uczyć, że „mogło być gorzej”?

Czy władze pomagają nam dbać o tę pamięć? Zaraz po tragedii pod Smoleńskiem wiele samorządów chciało uczcić zmarłych np. nazwą ulicy. Teraz słychać, że trzeba się z takimi inicjatywami wstrzymać, bo jest zbyt wcześnie na te decyzje. Propozycja prezydenta Krakowa, by nazwać estakadę i park imionami prezydentów Ryszarda Kaczorowskiego i Lecha Kaczyńskiego, nie budzi entuzjazmu części radnych.

Nadgorliwość nie jest dobrym rozwiązaniem. Może wywołać efekt odwrotny – choćby zniecierpliwienie. Władze często mierzą się z takimi inicjatywami po propozycjach środowisk politycznych. Nie wykluczałbym podtekstu wyborczego, bo przecież wyborcza kampania samorządowa nie jest odległa. Są inne metody upamiętnienia ofiar niż pomniki albo nazwy ulic.

Jakie?

Przede wszystkim edukacja.

A nasze szkoły sobie z takim zadaniem radzą? Po katastrofie odbyły się specjalne lekcje wychowawcze. Z kolei nie tak łatwo np. znaleźć nauczycieli chętnych do organizowania wycieczek młodzieży do Katynia.

Nie jest ich dużo, bo takie działania nie mieszczą się w pewnej rutynie. Ona w jakimś stopniu krępuje wszystkich. Tylko mniejszość podejmuje wyzwania.

Takie wycieczki są potrzebne. Choć nie jestem pewien, czy do Auschwitz albo do Katynia powinniśmy zabierać bardzo młodych ludzi. Starsza młodzież, bardziej dojrzała, na pewno wyniosłaby z nich pożytek.

Zresztą wycieczki można organizować nie tylko do miejsc związanych z martyrologią. Powinniśmy pamiętać nie tylko o tym, co nas bolało, bo inaczej wzmacniamy w sobie postawy pewnego niedowartościowania. Powinniśmy mówić, że jesteśmy silni, wiele nam się udało, zwyciężaliśmy. To nie znaczy, że szkołom trzeba np. dyktować, co mają świętować.

Pewne rzeczy chyba jednak obchodzić warto. Jest święto 3 Maja, a dzień wcześniej – Święto Flagi. Wielu Polaków jednak biało-czerwonych barw nie wywiesi. Dlaczego wciąż tak trudno nas do tego przyzwyczaić?

Flag mogłoby być więcej, ale i tak powoli ich przybywa.

Przez lata mówiono przecież ludziom, że to flaga państwowa, własność państwa i to ono mówi, czy należy ją wywiesić.

Tymczasem to flaga narodowa i każdy ma prawo do jej wywieszania w momentach ważnych np. dla naszej rodziny. Choćby w dniu pierwszej komunii dziecka. W wielu krajach przy takich okazjach flagę się wywiesza.

Rzeczpospolita

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s