Archeolodzy na lotnisku


Krzysztof Kowalski 18-05-2010, ostatnia aktualizacja 18-05-2010 23:50

Polscy naukowcy z PAN przeprowadzą badania na miejscu katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem

Rz: Kiedy wyruszacie?

Andrzej Buko: Lada chwila, po otrzymaniu zgody od strony rosyjskiej. Najpierw pojedzie grupa sześciu, ośmiu osób, potem druga, podobna, w sumie 15 badaczy.

Kto zlecił te badania?

Nikt. Jest to inicjatywa polskich archeologów, którzy zgłosili gotowość podjęcia takich działań. To wolontariusze, nie wezmą zapłaty. Zgłosili się do dyrektora instytutu oraz do przedstawicieli rządu. Strona rządowa też wystąpiła do instytutu z pytaniem, czy można przeprowadzić takie badania. W tej sytuacji nie mogłem postąpić inaczej, udzieliłem tej inicjatywie wsparcia instytucjonalnego, za którym stoi potencjał największej w Polsce archeologicznej placówki badawczej.

Co ma do roboty archeolog na miejscu katastrofy lotniczej?

Nikt poza archeologami nie dysponuje metodą badawczą adekwatną do tego rodzaju prac. Po zakończeniu II wojny podjęto prace archeologiczne na terenie obozu w Oświęcimiu. Prace ekshumacyjne prowadzono w stalinowskich miejscach kaźni polskich oficerów. Nikt wówczas nie pytał, dlaczego prac tych nie prowadzą przedstawiciele służb kryminalnych. Nie prowadzili ich, bo tylko archeologia dysponuje metodą.

Na czym ona polega?

Teren katastrofy pokryjemy siatką geodezyjną i podzielimy na kwadraty. W ich obrębie zostaną wytyczone równoległe linie. Wzdłuż nich będzie się poruszać – co dwa, trzy metry, w rzędzie – ekipa badaczy. Dokumentować będą, dla każdego z tych kwadratów i jego linii, za pomocą teodolitu laserowego, trójwymiarowo, wszystkie znaleziska na powierzchni terenu. Każdy przedmiot zostanie podniesiony. Potem znaleziska zostaną podzielone na kategorie. Na tej podstawie zostanie stworzona komputerowa mapa terenu i mapa tego, co archeolodzy znaleźli na powierzchni. Na takiej mapie uwidocznią się miejsca koncentracji różnych przedmiotów, strefy jałowe.

Archeologia kojarzy się raczej z wykopaliskami.

To jest laickie pojęcie o archeologii. Równolegle z opisanymi poszukiwaniami planujemy poszukiwania geofizyczne metodami magnetycznymi. Pozwalają one rejestrować anomalie pod powierzchnią. Wynikają one z zaburzeń spowodowanych przez przedmioty tkwiące pod ziemią albo przez inny opór stawiany przez grunt – na przykład pustki, mniej gęsta ziemia tam, gdzie wcześniej były jakieś naruszenia. Z kolei wykrywacze metali umożliwią wyodrębnienie miejsc i stref zalegania różnych przedmiotów pod powierzchnią gruntu. Mogą one mieć związek, albo nie, z przedmiotami pochodzącymi z katastrofy samolotu. Efektem tych działań będą mapy: tego, co jeszcze zalega na powierzchni terenu, i tego, czego nie widzimy gołym okiem, gdyż znajduje się pod ziemią. Jeśli zajdzie potrzeba, po uzgodnieniu ze stroną rosyjską możemy przeprowadzić wykopaliska w wybranych miejscach.

Jaki sens mają te badania?

Nie doprowadzą do spektakularnych odkryć. Nie ułatwią poznania szczegółów katastrofy. Miejsce to było wielokrotnie penetrowane przez rosyjskie służby państwowe, turystów, ciekawskich, jak i poszukiwaczy sensacji. A nawet osoby, które w znalezieniu rzeczy osobistych w miejscu katastrofy widzą źródło potencjalnych zysków. Można więc przypuszczać, że jeśli coś jeszcze się tam zachowało, to drobiazgi, rzeczy mało istotne, które umknęły uwadze innych.

To brzmi jak zapowiedź fiaska badań…

Nie, ponieważ dostarczymy wiedzę o tym, że na powierzchni nie ma już niczego istotnego, a pod powierzchnią można się spodziewać odkryć lub nie. Określimy skalę zakłóceń pierwotnego układu warstw, ewentualnych przemieszczeń ziemi, aby wykluczyć absurdalne informacje – na przykład że przesiano ziemię z miejsca katastrofy do głębokości metra. Tego rodzaju działania są podejmowane w trakcie prac archeologicznych, ale szlamowanie jednego wiadra „urobku” wymaga kilkunastu minut. Po badaniach sporządzimy opinię ekspercką. Musimy je przeprowadzić, aby dziennikarze nie znajdowali na miejscu katastrofy przedmiotów należących do wyposażenia samolotu, jak to już miało miejsce. Nasze działania na miejscu katastrofy mają na celu przekazanie zainteresowanym, że od tego momentu niewiele już jest do odnalezienia.

Czy archeologia, podejmując taką inicjatywę, nie wikła się w politykę?

Archeologia była i pozostanie uwikłana w konteksty polityczne. Od XIX wieku trwa spór, kto pierwotnie zamieszkiwał nasze ziemie – Słowianie czy Germanie. Po II wojnie tłem badań nad początkami państwa polskiego był problem słowiańskiej odwieczności ziem zachodnich i północnych. Nawet teraz, czego doświadczam na własnej skórze, tego typu wątpliwości pozostają, gdy prowadzi się badania na pograniczach etnicznych i kulturowych, do jakich zaliczana jest m.in. badana przez nas ziemia chełmska: czy to nasze, w domyśle „polskie”, czy „ruskie” – to dla wielu mieszkańców z obydwu stron granicy najistotniejszy problem badań.

Rzeczpospolita

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s