Rząd chce, by „wszystko spłynęło do Bałtyku”


Piątek, 21 maja 2010

Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem i filozofem społecznym, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Jacek Dytkowski

Jak Pan ocenia rosyjski tryb narracji w sprawie śledztwa dotyczącego katastrofy pod Katyniem?
– Nawet trudno to oceniać, bo niewiele dowiedzieliśmy się z tej konferencji Międzypaństwowej Komisji Lotniczej (MAK).

W zasadzie pojawiły się tylko trzy nowe informacje. Nie wiadomo zresztą, jak je umiejscowić w porównaniu do poprzednich. Są one bowiem sprzeczne z ujawnianymi wcześniej, również z prawie oficjalnych źródeł. Wrażenie jest jedno, że komisja, która wydawała certyfikat dla zakładów w Samarze, gdzie remontowany był samolot prezydencki, teraz bada przyczyny jego katastrofy. Czyli wygląda to tak, jakby ktoś badał sprawę, mimo że jest w niej stroną.

Jest to uderzające i w gruncie rzeczy powróciliśmy do punktu wyjścia, czyli tej najprostszej – także pod względem politycznym – hipotezy. Mianowicie, że był to błąd pilota, który być może działał pod naciskiem. Tego oczywiście nie powiedziano wprost, ale sugerowano.

Czego chciałby się Pan dowiedzieć, a nie dowiedział po konferencji MAK?
– Dlaczego samolot leciał tak nisko, a piloci nie reagowali na sygnały urządzeń pokładowych? Nie podano nam zapisów rozmów z wieżą kontrolną. Była to typowa konferencja, jakie w Rosji odbywają się w innych sprawach, które także nie zostały wyjaśnione.

Nie powiedziałbym, żebym to moskiewskie spotkanie odebrał jako wiarygodne. Nie dowiedzieliśmy się również tego, co się działo po katastrofie, dlaczego tak późno ogłoszono alarm i jak zabezpieczono lotnisko. Nie odniesiono się do filmu nakręconego na miejscu wypadku, który krążył po internecie.

Wykluczono zamach…
– Ale tylko jako wybuch na pokładzie. W gruncie rzeczy nie ustosunkowano się do żadnych z pytań, które niepokoją nie tylko Polaków, ale i Rosjan. Tymczasem stronie polskiej i rosyjskiej powinno zależeć na jak najszybszym dotarciu do prawdy.

Rząd polski popełnił błąd, nie starając od razu o przejęcie śledztwa?
– Myślę, że polskie władze, ogólnie rzecz biorąc, charakteryzują się tak wielką uległością w każdej sprawie, że obecna sytuacja tylko to potwierdza. Polska jest państwem całkowicie pozbawionym przywództwa politycznego. Żeby po tak wielkiej katastrofie, która jest nieporównywalna z niczym innym, nikt nie poczuł się odpowiedzialny i nie podał się do dymisji? Natomiast – jak słyszymy – buntują się teraz wojskowi, składają wypowiedzenia stosunku zawodowej służby wojskowej.

Katastrofa smoleńska ujawniła postępującą bezsilność państwa polskiego, jego rozkład i brak przywództwa. To samo widzimy dzisiaj na południu Polski, jak niewiele zrobiono od czasu ostatniej powodzi w 1997 roku. Podobnie jak w przypadku katastrofy tupolewa mamy do czynienia z pewnym liczeniem, że „może jeszcze raz się uda”. Potem dochodzi do tragedii, trzeba się skrzyknąć, następuje emocjonalne poruszenie, pojawiają się akcje doraźne.

Jestem przekonany, że za miesiąc – jak mówił pan marszałek Bronisław Komorowski – „woda spłynie do Bałtyku„. Czyli da się ludziom pieniądze, podobnie jak rodzinom ofiar ze Smoleńska, i wszystko wróci znowu do „normy”. To pokazuje stan państwa oraz jego przywództwa. Widać teraz, że ten cały PR, dbałość o dobry wizerunek, w sytuacjach realnych ujawnia całą swoją nicość.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Rząd chce, by „wszystko spłynęło do Bałtyku”

  1. jadwiga

    Co się dzieje z naszą kochaną Polską?
    Patrioci łączcie się!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s