Co się stało z autopilotem?


Sobota-Niedziela, 22-23 maja 2010

Tu-154 z parą prezydencką, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem, podchodził do lądowania na autopilocie na kilka sekund przed pierwszym zderzeniem z pierwszą przeszkodą – poinformował w swoim komunikacie rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK). Zdaniem pilotów latających na tupolewach, zagadką pozostaje, dlaczego nie wyłączono go wcześniej, już po otrzymaniu komendy „pull up”. – Czyżby autopilot uległ awarii? – zastanawiają się lotnicy. Rosjanie cały czas twierdzą, że maszyna była w pełni sprawna i winę za katastrofę zrzucają na pilotów.

W rozdziale ósmym komunikatu można znaleźć ciekawą informację, która nie została przekazana dziennikarzom na konferencji w siedzibie moskiewskiego Interfaksu – a mianowicie, że samolot podchodził do lądowania na włączonym autopilocie.

Jak podaje komunikat, wyłączenie autopilota nastąpiło dopiero na 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę. Najpóźniej, bo w momencie uderzenia w trzecią przeszkodę, nastąpiło wyłączenie autopilota sterującego kursem. Warto podkreślić, iż fakt ten nie został podany przez komisję podczas środowej konferencji prasowej w Moskwie.

Według pilotów latających na tupolewach, informacja ta jest o tyle dziwna, że żaden z doświadczonych lotników – a z takich składała się przecież załoga prezydenckiego samolotu – nie pozwoliłby na to, by autopilot był włączony blisko ziemi. Na autopilocie schodzi się wyłącznie do tzw. wysokości decyzji, na której pilot ocenia, czy w ogóle może wylądować.

– Dlatego, moim zdaniem, najprawdopodobniej załoga miała włączony autopilot w tzw. ścieżce schodzenia. Z kolei ona powinna być trzymana na stałej prędkości. Jednak tej stałej prędkości oni nie trzymali, ponieważ dość szybko zbliżali się do ziemi. Może więc warto by było postawić pytanie, czy ten autopilot był w pełni sprawny? Z tego, co podaje MAK, wynika, że piloci Tu-154 odłączyli go dość późno. MAK podaje, że na 18 sekund przed zderzeniem z drzewem piloci otrzymali komendę „pull up – ciągnij do góry”. To w tym momencie powinni wyłączyć autopilota.

Zagadką dla mnie pozostaje to, dlaczego czekali jeszcze 13 sekund? Powinni odłączyć autopilota zaraz po uzyskaniu tej komendy – mówi pilot. – Niepokoi mnie ciągle powtarzana teza, że nie było żadnej awarii. Ci sami ludzie, którzy oceniają stan prezydenckiego samolotu, jednocześnie nadzorują zakład naprawczy tupolewów. To daje do myślenia – konkludują lotnicy. Ich zdaniem, załoga miała pełną świadomość, na jakiej wysokości się znajduje. Działały bowiem wysokościomierze baryczne.

Autopilot nie steruje ciągiem silników. Utrzymuje on tylko parametry lotne. Bada, czy maszyna znajduje się na trasie – dane te lotnik odczytuje z pulpitu maszyny. Lotnicy zastrzegają też, że nie włącza się autopilota przy słabej widoczności. Eksperci lotnictwa krytykują też ciągłe doniesienia mediów, które lansują tezę o skrajnej nieodpowiedzialności polskiej załogi Tu-154M, decydującej się na lądowanie mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych.

Informacje, które podała MAK, niepokoją też prawników. – Chodzi o to, iż wedle zapowiedzi komisji nie otrzymamy oryginalnego zapisu z czarnych skrzynek, a jedynie ich kopie – mówi Piotr Kruszyński, karnista. Według niego, byłoby lepiej, gdybyśmy otrzymali oryginały zapisów. Wówczas bowiem – podkreśla prawnik – istnieje mniejsza możliwość przekłamania, dokonywania manipulacji na materiale.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s