Gdyby się szkolili, nie podjęliby ryzyka


Grażyna Zawadka 26-05-2010, ostatnia aktualizacja 26-05-2010 02:14

Edmund Klich, ekspert lotnictwa. Przedstawiciel Polski przy MAK, rosyjskiej komisji badającej przyczyny katastrofy

Rz: Z pana słów wynika, że piloci tupolewa z pełną świadomością złej sytuacji zdecydowali się lądować. To przesądza o ich błędzie?

Edmund Klich: Kiedy piloci byli na wysokości 100 metrów, powinni byli zacząć wznosić samolot, a nie liczyć, że im się uda wylądować. Ale szkolenie pilotów w wojsku polega na tym, że „uda się albo się nie uda”. I wielokrotnie się im udawało, stąd nawyki takich prób do końca. Nie słyszałem, by w lotnictwie cywilnym takie rzeczy się zdarzały.

Zna pan sytuacje, w których wojskowi piloci podejmowali nadmierne ryzyko?

Chociażby katastrofa CASY w Mirosławcu, której przyczyny badałem. Tam piloci tak samo pchali się do ziemi, nikt nie patrzył na przyrządy, i runęli. Albo wypadek Su-22 w Powidzu czy kilka innych katastrof w ostatnich kilkunastu latach. Z rozmów z pilotami znam takie sytuacje. Od Mirosławca trzeba było badać system szkolenia wojskowych pilotów.

Błędne decyzje załogi prezydenckiego tupolewa wynikały ze złego wyszkolenia?

Gdyby się szkolili na symulatorach i kilka razy „zabili”, to by zrozumieli, że tak nie można ryzykować. Ale oni nie mieli testów na symulatorach. W wojsku nie ma takich szkoleń jak w lotnictwie cywilnym. Dlaczego? Z powodu kosztów, ale też nie ma takich wymagań. Tymczasem każdy pilot powinien co pół roku mieć ćwiczenia na symulatorze. Wtedy się ćwiczy latanie w skrajnie trudnych warunkach, wyrabiają się określone nawyki działania i reagowania na sygnały. A oni na sygnały nie reagowali.

Na przykład na ostrzeżenie z systemu TAWS, że są za blisko ziemi?

Według mojej oceny piloci wielokrotnie nie reagowali na sygnały z automatyki: na ostrzeżenie „terrain ahead” („przed tobą ziemia”– red.) ani „pull up” („do góry” – red.). Zostały one zlekceważone. Dlaczego? Jak ktoś np. przekracza prędkość autem, i nie kończy się to nieszczęściem, to uważa, że jest to naturalne. Bo ciągle mu się udaje. Ale w końcu będą inne okoliczności i się nie uda.

Łamanie przepisów wchodzi w nawyk, jeśli jest ogólnie tolerowane i akceptowane. Tak jak przekroczenie wysokości decyzyjnej przez pilota. Gdyby na wysokości 100 m (wysokość decyzyjna – red.) piloci zdecydowali się odstąpić od lądowania, byłoby bezpiecznie.

Czy kiedy samolot zszedł na wysokość 90, potem 80 m była szansa, by piloci go poderwali?

Według mojej oceny, była taka szansa. Oczywiście to wszystko jeszcze będzie szczegółowo badane. Żeby odpowiedzieć precyzyjnie, trzeba wziąć pod uwagę informacje z rejestratora, inne elementy, np. ciężar samolotu, to, jakie miał obroty, prędkość zniżania.

Obecność w kabinie szefa Sił Powietrznych gen. Błasika pana zdaniem mogła mieć wpływ na zachowanie pilotów?

Jak pani pisze tekst na komputerze, a z tyłu ktoś stoi, to się pani nie stresuje?

Bo ja się stresuję.

Rzeczpospolita

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s