Polscy publicyści o odtajnionych stenogramach


Środa, 2 czerwca 2010 18:10

Jerzy Jachowicz: „Jedyną ulgę przynosi fakt, że pasażerowie prezydenckiego samolotu zginęli jak we śnie”. Marcin Wolski: „Do żadnego źródła informacji nie można podchodzić bezkrytycznie, szczególnie gdy jest ono obciążone interesem obcego państwa”.

„Zginęli jak we śnie” – mówi dla portalu Fronda.pl Jerzy Jachowicz

Są dwa wymiary ujawnienia zapisu czarnych skrzynek. Pierwszy z nich jest polityczny. Początkowo po stronie polskiej istniały spore obawy przed ich ujawnieniem. Sądzę, że obawiano się, iż w skrzynkach są rzeczy, które mogą obciążyć ekipę rządzącą. Co takiego konkretnie? Choćby uwagi pilotów o wieku tej maszyny. Że to jest gruchot. Że nigdy nie ćwiczyli lotów w tak trudnych warunkach na symulatorach lub innego tego typu zarzuty.

Prawdopodobnie oczekiwano, że zapis ujawni naciski prezydenta Lecha Kaczyńskiego lub szefa kancelarii prezydenta Władysława Stasiaka na pilotów, albo że stenogramy będą zawierać tego typu przesłanki wskazujące na złą wolę ze strony prezydenckiej.

Donald Tusk zapowiadał, że najpierw zapisy przejrzy Rada Bezpieczeństwa Narodowego, która miała się spotkać w piątek, a po kilku dniach – zapewne w poniedziałek – zostaną one upublicznione z pominięciem intymnych szczegółów. Jeszcze we wtorek rano obowiązywała taka wersja.

Tymczasem niespodziewanie zwołano radę na godzinę 12.00 we wtorek. Wykluczone, by Bronisław Komorowski zdecydował o tym wbrew woli Donalda Tuska. Godzinę później stenogramy umieszczono na portalu MSWiA. Dlaczego? Okazało się, że te materiały nie obciążają rządu w żaden sposób. Nie ma w nich też sygnałów o naciskach Belwederu. Rzucono je na żer opinii publicznej, na znak dobrej wolu rządu, dla którego przed wyborami wygodnie jest pokazać, że niczego nie ukrywa.

O tym zawirowaniu świadczy fakt, że Grzegorz Napieralski zbojkotował posiedzenie RBN uznając, że to nie jest kompetentne ciało, by się tym zajmować, ale też że nie będzie uczestniczył w spektaklu politycznym tego rodzaju. Jeszcze ostrzej zareagował Jarosław Kaczyński – nie wziął udziału w żadnym fragmencie rady, słusznie wytykając rządowi, że z materiałami najpierw powinny zapoznać się rodziny ofiar.

W ocenie katastrofy posiłkuję się opiniami oficerów lotnictwa, zwłaszcza związanych ze specpułkiem, m.in. płk. Tomasza Pietrzaka, byłego dowódcy specpułku, który odszedł z niego 2 lata temu na znak protestu wobec oszczędzania pieniędzy na paliwo, szkolenia rzeczywiste, a nie udawane itp.

Głównych punktów spornych jest kilka: czy był to błąd pilotów? Zdaniem płk. Pietrzaka ta sprawa wymaga wyjaśnienia. Część ekspertów prezentuje punkt widzenia niekorzystny dla pilotów, za to korzystny dla władzy. Porównują wypadek do przejechania przez skrzyżowanie na czerwonym świetle – widzą zatem kardynalny błąd pilotów. Ja i część ekspertów wolimy wstrzymać się od tak radykalnych opinii, korzystnych również dla strony rosyjskiej.

Stenogramy otwierają nowy, ważny kierunek śledztwa. Należy odłożyć na bok dywagacje polityczne i skupić się na eksperckim zbadaniu przyczyn katastrofy, zbadać moment zaistniały kilkanaście sekund przed katastrofą. Drugi pilot mówi: „odlatujemy”, kapitan pociąga drążkiem sterowym w górę, samolot leci dalej w dół 3-krotnie przekraczając normalną prędkość.

W tym momencie samolot traci sterowność, a wcześniej wszystko było w normie. Szczegóły z wieży: „samolot leci prawidłowo w kierunku pasa”. Pozostaje tylko pytanie o widoczność. Jeśli wieża kontrolna ją podawała, to znaczy, że samolot było z niej widać. Brakuje zeznań oficerów wieży kontrolnej, a kiedy się pojawią, otwarte pozostanie pytanie, na ile będą wiarygodne.

Ważną sprawą jest teraz zgranie technicznej reakcji samolotu na komendę „odlatujemy”. Czy rzeczywiście dowódca podniósł stery, gdy drugi pilot to powiedział? Gdyby tak było, a mimo to samolot siłą inercji spadał 3 razy szybciej niż przy normalnym podejściu do lądowania, to można zastanawiać się, czy diagnoza rosyjskiej komisji, że samolot był do końca w pełni sprawny, jest słuszna.

Pyta pan, czemu przyjąłem za pewnik, że zapis rozmów jest wiarygodny? Opieram takie założenie na relacjach moich informatorów, ludzi, którzy byli najpierw w Smoleńsku, potem w Moskwie. Twierdzą, że czarne skrzynki nigdy nie znalazły się poza kontrolą Polaków. Polacy byli obecni przy nich cały czas. Próba skręcenia tego przez Rosjan wydaje się mało prawdopodobna, oczywiście, o ile informatorzy nie wprowadzili mnie w błąd.

Po drugie wywołałoby to ogromny skandal, gdyby Rosjanie coś istotnego pominęli, a coś dodać byłoby im trudno. Ryzykowaliby narażenie się całej opinii międzynarodowej, bo cały świat uznałby wówczas, że od czasów bolszewickich nic się w Rosji nie zmieniło. Gdyby miała to być kalka Katynia z lat 40. XX wieku, świat odwróciłby się od Rosji.

A jaki grzech może mieć wieża? Że przyjmowała tupolewa na nieprzygotowanym lotnisku, które powinno się zamknąć? Według relacji osób, które były na lotnisku Siewiernyj, tamtejsza wieża kontrolna to rozsypujący się barak sprzed 50 lat. Może oficerowie udzielili załodze fałszywych informacji? Zbyt późno wysłali ostrzeżenie, gdy samolot znajdował się na pułapie poniżej 100 metrów? Takie błędy zdarzają się w lotnictwie i obciążają tylko struktury lotnicze, służby techniczne lotniska. Nie stawiają na ławie oskarżonych całego państwa.

Trzeba być nieufnym, sceptycznym wobec tych stenogramów, bo Rosjanie są niechlujni i nie zdarzyło się w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, żeby całkowicie ujawnili opinii publicznej dowody w sprawie jakiejkolwiek katastrofy. Skrajne przypadki to teatr na Dubrowce i okręt podwodny Kursk. Nie możemy udzielić Rosjanom pełnego zaufania. Jeżeli przy skrzynkach nikt nie grzebał, to powinniśmy je dostać. Polska powinna przejąć te skrzynki i jeszcze raz je przesłuchać.

Inna rzecz, że ten rejestrator nie jest doskonały. To stary sprzęt, który nagrywa tylko ostatnie 30 minut, przy czym nowe nagranie nadpisuje poprzednie. Na Zachodzie stosuje się już rejestratory nowej generacji, dzięki którym eksperci mogą rozpoznać szepty w kokpicie i usłyszeć zmiany szumu pracy silnika, co pozwala np. stwierdzić, że do turbiny silnika wpadły ptaki. W starym rejestratorze z tupolewa około 1/5 czy 1/6 dźwięków pozostaje nieuchwytna. Rosjanie przesłali nam zresztą tylko transkrypcję tego, co udało im się rozpoznać. Polacy mogą rozpoznać więcej.

Tak czy inaczej udostępnienie zapisu z kokpitu ukierunkowuje badanie. Nie jesteśmy już w mgławicy. Możemy przestać się zastanawiać, czy ktoś podłożył ładunek, czy samolot był storpedowany – na 90% te hipotezy zostają obalone, bo 10 sekund przed zderzeniem samolot leciał prawidłowo. Nie towarzyszył temu też żaden wybuch, bo zarejestrowałby go rejestrator głosów. Ze stenogramów wynika, że na początku ten lot był pełen radości i dobrych nadziei.

Lecimy po szlify generalskie” – mówili piloci. To był jeden z tych ważnych lotów, który w dalszej perspektywie mógłby doprowadzić do ich awansu. Później słyszymy dramatyczną przepowiednię: „Żeby nie doszło do tragedii”. I wreszcie ostatnie słowo, gdy dowiadują się, że za chwilę zginą. Padło jedynie sakramentalne polskie słowo, kończące ten lot.

Pocieszeniem swego rodzaju jest to, że załoga i pasażerowie tupolewa nie przeżywali długiego koszmaru, że los spotkał ich nagle. Nie zmniejsza to cierpienia, ale stanowi ulgę, bo zginęli jak we śnie.

„Pozostaje wiele znaków zapytania” – mówi dla portalu Fronda.pl Marcin Wolski

Nie czuję się kompetentny w analizowaniu zapisów rejestratorów pokładowych, więc mogę jedynie wypowiedzieć się jako historyk. Na pewno nasuwa się wiele wątpliwości. Choćby takie: dlaczego zrozumiałe są tylko niektóre głosy, zaś pozostałe już nie, choć padają z bliskiego planu? Pojawiały się też opinie, że odtajniony zapis przeczy wcześniejszym przeciekom pochodzącym od osób, które wysłuchały nagrania. Według tych przecieków w krytycznym momencie piloci mieli wzywać imienia Boga, natomiast z zapisu wynikałoby, że przeklinali.

Dziwne są też reakcje załogi w ostatnich minutach. Dlaczego pierwszy pilot milczy, jak zaklęty? Nie ma informacji, czy była wada naprowadzania, ani czy działały stery wysokości. Pozostaje wiele znaków zapytania. Dlaczego piloci nie poderwali samolotu? Ta wersja dałaby się obronić, gdyby uznać, że piloci byli samobójcami. Właściwie wiemy mniej, niż wiedzieliśmy w niedzielę.

Zbyt mało wiem, żeby wyrokować, jak można było zmanipulować takie nagranie. Z pewnością jednak można jedno zdanie rozpoznać lepiej, a inne gorzej, jedno ściszyć, a inne pogłośnić. Jako historyk przypominam o krytyce źródła. Do żadnego źródła informacji nie można podchodzić bezkrytycznie, szczególnie gdy jest ono obciążone interesem obcego państwa. Często jest tak, że źródło przynosi więcej informacji o tym, kto je stworzył, niż o samym zdarzeniu. Myślę więc, że przedstawiony zapis jest średnio wiarygodny.

not. MJ, Fronda.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s