Robert Wit Wyrostkiewicz: Czarne skrzynki i dezinformacja


„Nasza Polska” nr 23 (762) z 8 czerwca 2010 r.

Po ujawnieniu zapisów rejestratoru lotu Tu-154M pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Za to widać jak na dłoni, że część ekspertów, polityków i dziennikarzy od początku interpretuje zapis pod ówcześnie założoną tezę o błędzie pilotów i nacisków ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego.Nic nie budzi chyba większego zdziwienia niż fragment zapisu pierwszego, tragicznego podejścia do lądowania.

Na wysokości decyzyjnej piloci rozpoczęli odliczanie: 100 metrów, 90, 80. Drugi pilot powiedział wówczas „Odchodzimy”, ale samolot obniżał się dalej i to z zaskakująco dużą szybkością. Mało tego, w kabinie pilotów nikogo zdaje się to nie zdziwiło. Dla „Naszej Polski” tę i inne zagadkowe fragmenty stenogramu omówili eksperci: Michał Likowski ze „Skrzydlatej Polski” oraz Marek Strassenburg-Kleciak  z Harman Becker. Tymczasem trzeba bardzo jasno powiedzieć:

Jeśli stronie rosyjskiej zależało na zatarciu celowych lub niezamierzonych działań czy zaniedbań po swojej stronie, to na pewno technicznie mogła to bez problemu uczynić, ponieważ taśmowy zapis czarnych skrzynek pozwala w łatwy sposób manipulować nagraniem. Przez skandaliczne oddanie całości śledztwa stronie rosyjskiej, bez próby zabezpieczenia rejestratorów lotu przez stronę polską i powołania międzynarodowej komisji do spraw katastrofy nigdy nie będziemy mieli pewności, jak przebiegały ostatnie chwile lotu tupolewa. Oczywiście nikt tego aspektu w Polsce nie porusza, bo byłoby to jednoznaczne z samoekskomunikowaniem się z Kościoła ludzi poważnych…

Zapis rejestratora lotu pokazuje, że wielu momentów nagrania nie można zidentyfikować, a te które są dobre jakościowo, niewiele wyjaśniają. Do zrozumienia zapisu potrzebne jest jeszcze nałożenie parametrów lotu na stenogramy rozmów. Zresztą do zrozumienia całości potrzebne są nie tylko odczyty pozostałych skrzynek, zapisy rozmów między załogą a wieżą, także nagrane dialogi między wieżą w Smoleńsku a centrum dowodzenia lotami w Moskwie i inne dokumenty, które – o czym trzeba zawsze pamiętać, przez niemal dwa miesiące zabezpieczała i przygotowywała jedynie strona rosyjska, a badała je rosyjska prokuratura, która w zupełności uzależniona jest od woli politycznej Kremla.

Trudno zrozumieć, dlaczego pomimo komendy „Odchodzimy” i wielokrotnego podkreślania przez pilotów, że nie będą lądować w złych warunkach, samolot dalej zniżał się i to z dużą prędkością. Może to świadczyć m.in. o celowych zakłóceniach sygnału satelitarnego w systemie TAWS (tzw. meaconning), ale o tym oczywiście polscy eksperci nie zająknęli się ani słowem. Za to bez wiedzy z innych czarnych skrzynek i pozostałej dokumentacji chwilę po publikacji stenogramów Tomasz Hypki, etatowy ekspert lotniczy polskich mediów, zawyrokował: „Pilot przeszarżował. To on ponosi winę za katastrofę”.

Podobnie inne dość racjonalne tłumaczenia nie przekonują takich ekspertów jak Hypki czy Edmund Klich, który codziennie zaprzecza sam sobie i z wyjątkową gorliwością obwieszcza coraz częściej, że za katastrofę odpowiada li tylko pilot. Tymczasem wśród ekspertów pojawiły się inne, niestety już nienagłaśniane wypowiedzi: – Ostatnie 30 sekund lotu i milczenie dowódcy świadczy o tym, że załoga była w szoku, bo utraciła sterowność. Maszyna przestała reagować – uważa Janusz Więckowski, emerytowany pilot, który wylatał na tupolewie 154 prawie 20 tysięcy godzin. Jego zdaniem – o tym, że samolot mógł utracić sterowność, świadczy też fakt, że dysk turbiny drugiego silnika nie był uszkodzony, połamany. – Silnik musiał rozpaść się w powietrzu, a dysk siłą odśrodkową upaść łagodnie na ziemię – dodał Więckowski. Czy sprawdzi tę część silnika polska prokuratura? Nie wiadomo.

Nie ma dowodu na presję prezydenta Lecha Kaczyńskiego na załogę Tu-154M. O 10.26 kapitan informuje dyrektora Mariusza Kazanę, że „w tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie”. Następny fragment jest częściowo niezrozumiały. Kapitan pyta, „co będziemy robili?”. W stenogramie nie ma odpowiedzi na to pytanie, kolejną wypowiedzią są słowa kapitana, że „Paliwa nam na tak dużo nie starczy”. „No to mamy problem” – odpowiada Kazana. „Możemy pół godziny powisieć i odejść na zapasowe – Mińsk albo Witebsk” – proponuje kapitan. O 10.30 dyrektor Kazana mówi, że „nie ma jeszcze decyzji prezydenta, co dalej robić”. Jest za to decyzja załogi: O 10.32 piloci zeszli na wysokość 1000 metrów. „Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie” – mówi dowódca. Dlaczego nie odeszli? Czy nastąpiła awaria samolotu? Czy był to samobójczy zanik zdrowego rozsądku wśród polskich pilotów? Czy doszło do zamachu za sprawą zakłóceń satelitarnych zwanych meaconningiem? Stenogramy tego nie wyjaśniają do końca, podobnie jak nie rozstrzygają kwestii nacisków prezydenta na pilotów. Jednak o ile w przypadku zamachu wszystkie supozycje z góry skazane są przez media na wyśmianie, to zarzucanie Lechowi Kaczyńskiemu, bez najmniejszego dowodu, że wbrew woli pilotów i sytuacji pogodowej kazał wykonać manewr lądowanie, zdaje się być w dobrym tonie wśród polskich komentatorów katastrofy smoleńskiej.

Nieokreślony rozmówca powiedział w kabinie pilotów: „To będzie… makabra będzie. Nic nie będzie widać”. Innym razem drugi pilot Robert Grzywna:  „Nie no ziemię widać… Coś tam widać… Może nie będzie tragedii”. Słowa te bezwzględnie w mediach wykorzystywane są jako dowód na ryzykanctwo załogi. Tymczasem pomiędzy tymi zdaniami piloci żartują, nic nie wskazuje na ich niepokój, a słowa „nie będzie tragedii” w polskiej semantyce znaczą przecież tyle, co „będzie dobrze” czy „da radę”, jednak media celowo zagrywają słowem „tragedia” i „makabra”, aby uwypuklić dramat i rzekomą nonszalancję załogi.

Po upublicznieniu stenogramów pojawiły się głosy, że nie wiemy jeszcze wszystkiego, ale strona rosyjska jest na pewno czysta. Pomijając gorliwość i postsmoleńską rusofilię polskich polityków i mediów, trudno zrozumieć tak bezkrytyczne odrzucanie hipotezy winy po stronie naszych wschodnich sąsiadów. Przecież to oni powinni zamknąć lotnisko, jeśli uważali, że warunki do lądowania są fatalne. Dlaczego wieża powiedziała „Horyzont” dopiero na wysokości 40 metrów? Dlaczego nikt nie pisze o niezabezpieczeniu miejsca przez stronę rosyjską? Nikt o tym dzisiaj oczywiście nie mówi.

Robert Wit Wyrostkiewicz

Nasza Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s