Delikt marszałka


Poniedziałek, 21 czerwca 2010

Z dr. Przemysławem Czarnkiem, pracownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego KUL, rozmawia Zenon Baranowski

Jak ocenia Pan ponad dwa miesiące pełnienia obowiązków głowy państwa przez marszałka Bronisława Komorowskiego…
– Niestety, negatywnie. Po katastrofie smoleńskiej okazało się, że przepisy Konstytucji, które regulują kwestię ciągłości władzy w przypadku śmierci głowy państwa, albo zostały niedoprecyzowane, jak komentują jedni, albo dają zbyt wiele uprawnień marszałkowi Sejmu, jak stwierdzają drudzy. Otóż wydaje się z jednej strony, że z punktu widzenia przepisów Konstytucji RP marszałkowi Sejmu przysługują wszystkie kompetencje prezydenta RP poza skróceniem kadencji parlamentu. Natomiast należy zwrócić uwagę, że marszałek Sejmu nie tyle przejmuje zadania i kompetencje prezydenta, ile pełni obowiązki głowy państwa do czasu wyboru nowego prezydenta.

Co to znaczy „pełnić obowiązki”?
– Pełnić obowiązki to znaczy wykonywać tylko to, co jest niezbędne. Wynika to nie tyle z jakiegoś bezpośredniego przepisu prawa konstytucyjnego, ale ma to swoje podstawy, gdy się patrzy na całokształt przepisów Ustawy Zasadniczej. Po pierwsze, marszałek Sejmu to osoba, która nie jest wybrana w wyborach powszechnych, przez cały Naród. Po drugie, marszałek Sejmu nie jest osobą apolityczną, apartyjną. Zwróćmy uwagę, że ta apartyjność w przypadku prezydenta jest jednym z atrybutów prezydenckich, jedną z cech, które mają charakteryzować prezydenta, oznaczającą brak zaangażowania w realizację bieżącej linii politycznej konkretnej formacji politycznej. Marszałek Sejmu obydwu tych warunków nie spełnia. Nie jest wybrany w wyborach powszechnych i jest przedstawicielem, a nawet liderem, konkretnej formacji politycznej. Dlatego marszałek Sejmu powinien podejmować tylko te decyzje, które są absolutnie niezbędne z punktu widzenia funkcjonowania państwa.

Nominacja szefa banku centralnego na wieloletnią kadencję w tym zakresie się nie mieści?
– W moim przekonaniu, na pewno nie było takiej palącej potrzeby, żeby już teraz podejmować decyzję co do nominacji prezesa NBP. Można było odczekać te kilka tygodni. NBP normalnie funkcjonuje pod kierownictwem zastępcy prezesa. Nie ma żadnych zgrzytów, nie ma żadnych większych niepokojów na rynkach walutowych. A nawet gdyby, to przecież swą niebagatelną rolę odgrywa tutaj Rada Polityki Pieniężnej, która funkcjonuje niemal w komplecie pod przewodnictwem zastępcy prezesa NBP. Z tej racji nie było żadnego powodu, żeby marszałek Sejmu wchodził w faktyczne uprawnienia prezydenta. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Odrzucenie sprawozdania Rady ma daleko idące skutki.
– Uważam, że biorąc pod uwagę całokształt konstytucyjnych uprawnień osoby pełniącej obowiązki prezydenta i te dwie cechy – warunki, które wyróżniłem – marszałek Sejmu, podejmując decyzję w sprawie sprawozdania KRRiT, rzeczywiście przekroczył granice sprawowania przez niego obowiązków prezydenckich. Ale to pokazuje inny aspekt tej sprawy. Należy się poważnie zastanowić nad modyfikacją przepisów Konstytucji w zakresie zapewnienia ciągłości władzy na wypadek śmierci głowy państwa. Do tej pory mówiliśmy o hipotetycznej sytuacji, bo nikt nie przypuszczał, że coś takiego w ogóle może się wydarzyć. Marszałek Sejmu powinien mieć wyraźnie dookreślone w Konstytucji uprawnienia do podejmowania tylko decyzji niezbędnych.

Czego dzisiaj brak?
– Istotnie, tak właśnie dziś jest. Jak się patrzy na chłodno na ten konkretny przepis, zgodnie z którym obowiązki prezydenta przejmuje marszałek Sejmu, to podstaw do tego, żeby zarzucić marszałkowi delikt konstytucyjny jako taki, raczej nie ma. Brak jest bowiem bezpośredniego przepisu Konstytucji, który został złamany przez marszałka Sejmu. Jednak można mówić o delikcie, który wynikałby z całokształtu przepisów konstytucyjnych.
Odrębną kwestią jest samo podejście marszałka Sejmu do wykonywania obowiązków prezydenckich. Wydaje się, że brak precyzyjnych granic prawnych nie oznacza braku granic, powiedziałbym, ludzkich, moralnych. Takie granice powinny być stawiane. Te granice powinien sobie stawiać sam funkcjonariusz publiczny, który w wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności wykonuje akurat obowiązki prezydenckie. Widać, że marszałek Komorowski tych granic sobie po prostu nie postawił. Zwróćmy uwagę, że żaden z prezydentów III RP nie miał takiej sposobności do podejmowania wszystkich najważniejszych decyzji wynikających z kompetencji prezydenckich, jak marszałek Sejmu pełniący obecnie obowiązki prezydenta. Nikomu się nie zdarzyło mieć tak otwartego pola. Tym bardziej marszałek powinien sobie postawić granice, a niestety tego nie zrobił – skorzystał w zasadzie ze wszystkich uprawnień prezydenckich, które tylko mógł wykorzystać w ostatnich dwóch miesiącach.

Te granice powinno postawić prawo?
– Oczywiście, że tak. To prawo powinno hamować władzę. Na tym polega zresztą państwo prawa. Organy władzy publicznej mają być do końca związane obowiązującym prawem, jednoznacznym i dookreślonym. Tymczasem dziś to prawo wydaje się zbyt ogólnie określone, niedoprecyzowane, i stąd te kontrowersje. Władza, jak uczy historia, deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Żeby nie dochodziło do tej deprawacji, trzeba postawić konkretne granice dookreślone w przepisach prawa. Nie ma co zakładać z góry powściągliwości konkretnej osoby piastującej aktualnie określoną funkcję, bo można się przeliczyć. Dziś, jak sądzę, doskonale to widać.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s