Tylko jeden z pięciu


Sobota-Niedziela, 26-27 czerwca 2010

Do tej pory Rosjanie zrealizowali, i to częściowo, zaledwie jeden z pięciu wniosków o pomoc prawną sformułowanych przez polskich śledczych. Dlatego też Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie wykluczyła żadnej z hipotez dotyczących przyczyn katastrofy prezydenckiego Tu-154M.

Brak materiałów z rosyjskiego śledztwa prowadzonego w związku z katastrofą prezydenckiego Tu-154M z 10 kwietnia br. de facto skazuje polskich śledczych na działania w obrębie materiałów, które można zdobyć w kraju. W ocenie mecenasa Rafała Rogalskiego, pełnomocnika kilku rodzin ofiar katastrofy, w tym zakresie śledztwo prokuratury wojskowej jest rzeczywiście wielowątkowe i dynamiczne. Śledczy nie dysponują jednak kluczowymi rosyjskimi materiałami, które dotykałyby istoty sprawy, czyli przyczyn katastrofy. Rosjanie nie spieszą się też z przekazywaniem swojej dokumentacji.

Do tej pory Polska otrzymała zaledwie sześć tomów akt zawierających m.in. dokumentację z oględzin przedmiotów znalezionych na miejscu katastrofy, protokoły z identyfikacji ciał czy z zeznań niektórych świadków. Pośród przesłanych 1300 kart nie ma jednak tych najważniejszych dokumentów, jak protokoły z oględzin z miejsca zdarzenia, ekspertyzy wraku samolotu, dokumentacja biologiczna czy przesłuchania kluczowych dla wyjaśnienia sprawy rosyjskich świadków. Oficjalnie prokuratura jest powściągliwa, choć jej przedstawiciele przyznają, że z pięciu wysłanych wniosków o pomoc prawną, Rosjanie zrealizowani dotąd niespełna jeden.

– Otrzymane od prokuratury rosyjskiej materiały procesowe spełniają wszelkie normy dotyczące realizacji wniosków o pomoc prawną i stanowią w tej chwili materiał dowodowy śledztwa prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie – podkreślił płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Fakty jednak mówią same za siebie: na przekazanie materiałów dowodowych czekaliśmy 2,5 miesiąca, wśród nich nie ma tych najistotniejszych dokumentów. A przecież to jedyna droga do pozyskania niezbędnych do śledztwa materiałów. – Czynności wykonane przez prokuratorów rosyjskich, będące realizacją polskiego wniosku o pomoc prawną, są jedyną dopuszczalną w międzynarodowym obrocie prawnym formą uzyskania dowodów z zeznań obywateli rosyjskich przebywających na terenie Federacji Rosyjskiej. Zawsze jednak, jeśli polski prokurator tak stwierdzi, istnieje możliwość przeprowadzenia ponownie konkretnej czynności procesowej (oczywiście w ramach wniosku o pomoc prawną), także przy udziale polskiego prokuratora – tłumaczył płk Rzepa. Rzecznik potwierdził, że do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynął już wniosek mec. Rafała Rogalskiego dotyczący m.in. wraku samolotu Tu-154M. – W tej chwili wniosek ten jest analizowany przez prokuratorów prowadzących śledztwo – podkreślił. Prokuratura jest też w posiadaniu nagrań z samolotu Jak-40. Pułkownik Rzepa zaznaczył również, że z uwagi na charakter śledztwa „polska prokuratura nie wyklucza skierowania do prokuratury rosyjskiej kolejnych wniosków o pomoc prawną”. Rzecznik nie poinformował nas, kiedy takie wnioski będą formułowane i czego będą dotyczyć.

Tłumaczka z podstawówki

Wątpliwości budzi sposób, w jaki przyjęto, że strony polska i rosyjska będą współpracować w oparciu o konwencję chicagowską. Ze słów płk. Edmunda Klicha, który przepytywany był w maju przed sejmową Komisją Infrastruktury, można wręcz wnioskować, że to Rosjanie narzucili obecną formę współpracy, a strona polska bez uwag przystała na nią. Przerażający jest też fakt, że ustalenia ze stroną rosyjską miały być czynione przy pomocy tłumaczki ściągniętej ze Smoleńska – jak mówił Klich – uczennicy „szkoły średniej czy podstawówki”. W efekcie zdecydowano się na konwencję, której zastosowanie w przypadku katastrofy samolotu wojskowego budzi wątpliwości i pytania o to, czy nie należało uzupełnić jej zapisów. W ten sposób śledztwo zostało uzależnione wyłącznie od Rosji. – Nie mam wątpliwości, że to mogło i powinno wyglądać inaczej. Prokuratura obraca się w ramach prawnych, jakie zostały narzucone decyzją pana premiera Donalda Tuska o przyjęciu tzw. konwencji chicagowskiej, i w związku z tym powierzeniu w ręce rosyjskie całego materiału dowodowego. To Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) i komisja techniczna przezeń wyłoniona jest gospodarzem i faktycznym właścicielem całego materiału dowodowego. Dopiero później, w zależności od decyzji MAK, ta dokumentacja jest przekazywana prokuraturze rosyjskiej. Dopiero ta rozstrzyga, który z materiałów i w jakim zakresie przekaże prokuraturze polskiej – ocenił Antoni Macierewicz, poseł PiS.

W tej sytuacji polscy śledczy są w dużym stopniu – przynajmniej jeśli chodzi o rosyjską część postępowania – „bezradni i skazani na działanie w ramach narzuconych przez premiera”. – Tak być nie musiało. Można było oprzeć się przynajmniej na porozumieniu z 1993 roku, tak jak było to zresztą czynione przez pierwsze 3 dni, kiedy równolegle działały dwie komisje: polska i rosyjska, które ze sobą współpracowały i wymieniały między sobą dokumentację. Takie rozwiązanie sprawiłoby, że polska stałaby się gospodarzem przynajmniej części tego materiału – dodał poseł. Rzeczywistość okazała się inna, a podjęte decyzje szły po myśli żądań wysuwanych przez Rosjan, by działać według konwencji. Wspominał o tym Edmund Klich, który przyznał, że naczelny prokurator wojskowy Krzysztof Parulski wybór takiej ścieżki określił jako działanie na szkodę interesów Polski. – Uważam, że było to trafne określenie, i to legło u źródeł tego, co po dziś dzień się dzieje: opóźnień, niemożności otrzymania materiałów – ocenił Macierewicz.

Przykładem bezradności jest m.in. wyprawa archeologów, która miała być dowodem na to, że strona rosyjska jest otwarta we wszystkich sprawach, które Polska uważa za istotne, że możemy podejmować działania gwarantujące zabezpieczenie dowodów. – Mija już drugi miesiąc i wiadomo w tej sprawie tylko tyle, że archeologowie przed wrześniem nigdzie nie pojadą. Ponadto w międzyczasie w wypadku samochodowym zginął szef tych archeologów – podkreślił Macierewicz.

Kolejną sprawą jest los czarnych skrzynek. Gwarantowano nam, że to, co zostanie odegrane z pozostających w rękach rosyjskich oryginałów, będzie wiarygodne. – Potem okazało się, że zabrakło istotnej części nagrania, a być może ten materiał, który nam przekazano, został sfałszowany, trzeba było go jeszcze raz nagrywać, a i tak nie wiemy ostatecznie, co nagrano – uważa Macierewicz. W wyniku podjętych decyzji strona polska została właściwie pozbawiona dwóch kluczowych materiałów dowodowych: z oględzin miejsca zdarzenia i zapisów czarnych skrzynek. – W obu tych kwestiach doprowadzono do sytuacji, że polska prokuratura nie ma jasności, czy to, czym dysponuje, ma znamiona jakiejkolwiek wiarygodności. To jest odpowiedzialność premiera Tuska – dodał poseł.

Macierewicz uważa za działanie jak najbardziej pożądane reasumpcję śledztwa. – Oczekiwałbym, że strona polska wystąpi o przekazanie części lub całości postępowania, zgodnie z konwencją chicagowską. To ciągle jest możliwe i konieczne, zważywszy na niepokojące głosy, np. dotyczące zagrożenia zniszczeniem, przetopieniem wraku. Trzeba przejąć wrak, czarne skrzynki i zbadać teren katastrofy. Oczekiwałbym też, że polscy śledczy sporządzą raport podsumowujący dotychczasowe działania i w oparciu o taki dokument wyznaczone zostaną kierunki dalszych działań – dodał poseł.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s