Lot na ślepo


2010-07-08, ostatnia aktualizacja 2010-07-08 09:15

Urządzenia lotniska w Smoleńsku działały 10 kwietnia prawidłowo, ale są przestarzałe i bardzo nieprecyzyjne. Przy złej pogodzie piloci muszą tam polegać wyłącznie na sobie

„Gazeta” poznała wyniki tzw. oblotu lotniska w Smoleńsku. To standardowa procedura testująca urządzenia lotniska po każdym wypadku. Rosjanie przeprowadzili ją, bez polskich specjalistów, tuż po katastrofie prezydenckiego Tu-154. Protokół z oblotu ma Międzynarodowy Komitet Lotniczy (MAK), który przy udziale ekspertów z Polski wyjaśnia katastrofę. Dokumentu tego MAK jeszcze polskiej stronie nie przekazał.

– Wszystkie urządzenia, m.in. radar i dwie radiolatarnie, działały bez zarzutu – mówi nam uczestnik prac MAK znający raport z oblotu. – Ale nie ma tam radaru precyzyjnego podejścia pokazującego dokładnie, jak zniża się samolot. Wtedy podejściem kieruje kontroler. Smoleńsk ma tylko radar ogólnego naprowadzania, który pokazuje lot samolotu z dokładnością do 200 m. W dodatku przez ostatnie 1,5 km od pasa praktycznie nie widać maszyny na radarze i załoga musi polegać wyłącznie na przyrządach pokładowych.

– Kontroler mówił co prawda pilotom, że są „na ścieżce i kursie”, ale to tylko ogólne stwierdzenia. Załoga powinna wiedzieć, że wieża ma bardzo nieprecyzyjne wskazania – podkreśla płk Stefan Gruszczyk, wieloletni pilot i instruktor LOT i Centralwings (15 tys. wylatanych godzin), b. dowódca eskadry tupolewów w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego przewożącym najważniejsze osoby w państwie.

Smoleńsk ma dwie radiolatarnie – ok. 6,1 km i 1,1 km od progu pasa. Sygnalizują dźwiękiem, że maszyna nad nimi przeleciała i jest mniej więcej w osi pasa, co załodze pokazuje strzałka radiokompasu. Dowódca Jaka-40, który lądował w Smoleńsku godzinę przed tupolewem, zeznał w prokuraturze, że radiolatarnia bliżej pasa mogła być uszkodzona, bo strzałka radiokompasu wychylała się raz w lewo, raz w prawo.

– Ta załoga chyba nigdy nie lądowała na lotnisku wyposażonym w radiolatarnie [dziś prawie wszystkie lotniska mają system precyzyjnego naprowadzania, tzw. ILS]. To urządzenia bardzo nieprecyzyjne. Kiedy latałem na takie lotniska jak Smoleńsk, śmialiśmy się, że to wycieraczka – strzałka raz w lewo, raz w prawo. Lot trzeba wtedy wypośrodkować między wychylenia – tłumaczy płk Gruszczyk.

Rosyjski pilot oblatywacz Władimir Gierasimow, który przed laty za sterami samolotu-laboratorium sprawdzał urządzenia nawigacyjne Smoleńska, mówi „Gazecie”: Precyzyjny system naprowadzania wskazuje pilotom właściwy kurs i wysokość, jaką powinni zachować w danym miejscu. W Smoleńsku strzałka radiokompasu stale drga, więc załoga musi sama kontrolować lot.

– Dlatego w stenogramach z czarnych skrzynek kontroler pyta, czy załoga lądowała już na wojskowym lotnisku – dodaje płk Gruszczyk. – W domyśle chodzi o poradzieckie lotniska, gdzie nie tylko urządzenia są przestarzałe, ale też specyficzne komendy wieży.

Smoleńskie lotnisko piloci z 36. Pułku znali dobrze, bo lądowali tam wcześniej. Dowódca Tu-154 mjr Arkadiusz Protasiuk był 7 kwietnia drugim pilotem samolotu premiera. Wtedy pogoda była piękna. Ale trzy dni później, gdy pilotował maszynę z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami, warunki były fatalne: gęsta mgła, widzialność pozioma 200-400 m, pionowa poniżej 50 m.

Minimalne warunki do lądowania w Smoleńsku to 1000 i 100 m. Co więcej, uprawnienia mjr. Protasiuka pozwalały mu lądować przy widzialności co najmniej 1800 i 120 m. Nie powinien był więc zejść poniżej 120 m (to tzw. wysokość decyzji), jeśli nie widział wtedy ziemi i nie dostał zgody na lądowanie. Ale Tu-154 zniżał się aż do 20 m.

Czy załogę mogły zmylić nieprecyzyjne dane GPS o środku pasa i położeniu radiolatarni zapisane w tzw. karcie podejścia do lądowania w Smoleńsku otrzymanej od Rosjan? O tym też zeznał dowódca Jaka-40.

– Nie – odpowiada płk Gruszczyk. – Radiolatarnie dają sygnał, gdy maszyna nad nimi przelatuje, więc nie można lecieć za nisko [tupolew nad bliższą radiolatarnią był ok. 20 m nad ziemią; powinien być 60-70 m]. GPS to urządzenie dodatkowe, pomaga głównie w ocenie odległości. Kluczowe są wskazania innych przyrządów i przede wszystkim wzrokowy kontakt z ziemią na wysokości decyzji.

Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s