BOR mógł zaniedbać procedury


Piątek, 9 lipca 2010

Z Bogdanem Święczkowskim, byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratorem Prokuratury Krajowej w stanie spoczynku, rozmawia Mariusz Bober

Trzy miesiące po katastrofie pod Smoleńskiem szefostwo Biura Ochrony Rządu szuka m.in. broni i radiotelefonów swoich funkcjonariuszy, którzy zginęli pod Smoleńskiem…
– W moim przekonaniu, to nie jest normalne, żeby kierownictwo BOR nie wiedziało, co stało się z ich sprzętem po katastrofie smoleńskiej. Jest to dla mnie całkowicie niezrozumiałe.

Jako jedni z pierwszych na miejsce katastrofy dotarli oficerowie BOR, którzy czekali na lotnisku w Smoleńsku na samolot z polską delegacją. Byli wówczas w stanie zabezpieczyć nośniki informacji należące do prezydenta i poległych kolegów w taki sposób, by rosyjskie służby, którym później oddano wszystkie rzeczy funkcjonariuszy BOR, nie poznały polskich tajemnic państwowych?
– Mamy tu do czynienia z dwoma problemami. Pierwszy to ocena, czy przedmioty należące do funkcjonariuszy BOR były objęte immunitetem dyplomatycznym. Są to rzeczy, które nie podlegają ani sprawdzeniu, ani zabezpieczeniu przez państwo, na terenie którego doszło do katastrofy. Ważniejsza jest jednak druga sprawa, a mianowicie to, że w sytuacji, kiedy nie został powołany wspólny zespół śledczy, strona polska nie miała innego wyjścia, jak tylko wydać wszystkie przedmioty należące do ofiar stronie rosyjskiej, o ile nie były one objęte immunitetem dyplomatycznym. Gdyby natomiast śledztwo było prowadzone wspólnie, wówczas żądanie wydania tych przedmiotów wydaliby wspólnie śledczy z obu stron. Wówczas przedmioty te zostałyby również wspólnie zabezpieczone. Najpierw jednak trzeba jasno ustalić, jakie są w tym zakresie przepisy rosyjskie.

Nośniki informacji i telefony funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa są zazwyczaj objęte immunitetem?
– To zależy zawsze od konkretnych ustaleń związanych z wizytą. Ta z 10 kwietnia miała przecież, jak mówi się w mediach, charakter międzypaństwowy. Nie jestem ekspertem w dziedzinie prawa międzynarodowego, ale moim zdaniem, telefony osób posługujących się paszportem dyplomatycznym powinny być objęte immunitetem. W przypadku funkcjonariuszy BOR ich status ustalany jest wcześniej, choćby ze względu na to, że musiała być wydana zgoda strony rosyjskiej na posługiwanie się bronią przez naszych funkcjonariuszy na terenie Federacji Rosyjskiej.

To każe postawić pytanie o sposób przygotowania i zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na wieży kontroli lotów w Smoleńsku był funkcjonariusz rosyjskich służb specjalnych…
– Nie można z samego faktu obecności rosyjskiego oficera w wieży wyciągać wniosku, że było to niewłaściwe. Gdyby podobna wizyta była organizowana w Polsce, w wieży kontroli albo w jej pobliżu również byłby obecny oficer naszych służb specjalnych. Dziwi mnie natomiast nieobecność w wieży kontroli w Smoleńsku polskich funkcjonariuszy. Jeśli zaś chodzi o zabezpieczenie tej wizyty, to niepokojące były też doniesienia, że polscy urzędnicy zastanawiali się, czy ta wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego miała charakter prywatny czy państwowy. Trudność w ocenie jej zabezpieczenia sprawia to, że nie są do końca znane procedury, które obowiązują BOR. Ich plany dotyczące sposobu ochrony najważniejszych osób w państwie częściowo mają charakter niejawny. Jednak według moich informacji i oceny, w Smoleńsku doszło do bardzo poważnych zaniedbań w zabezpieczeniu tej wizyty, m.in. w zabezpieczeniu kolumn samochodowych czy liczby funkcjonariuszy i sprzętu.

W osłonę radaru Tu-154 niecałe dwa dni przed wylotem do Smoleńska coś uderzyło. Niektórzy eksperci uważają, że mogło to doprowadzić do uszkodzenia radaru.
– By to ocenić, najpierw trzeba by się było upewnić, jak dokładnemu przeglądowi poddano samolot przed odlotem do Smoleńska. Niestety, nie można było polecieć drugim tupolewem, bo go nie było [nadal znajduje się w remoncie w Rosji – przyp. red.]. Informacja o kolizji jest o tyle istotna, że jeśli rzeczywiście doszłoby do uszkodzenia radaru, to mogłoby to mieć wpływ na funkcjonowanie urządzeń pokładowych maszyny. A przecież wiadomo już, że prezydencki samolot miał błędne dane potrzebne do ustalenia właściwej pozycji lotniska w Smoleńsku i podejścia do lądowania. Ta informacja na pewno powinna zostać uwzględniona przy badaniu przyczyn katastrofy.

Polska prokuratura wciąż nie ma najważniejszych dowodów w sprawie, przede wszystkim czarnych skrzynek, a na 5 wniosków o pomoc prawną skierowanych do strony rosyjskiej zrealizowano tylko jeden, i to nie w pełni.
– Oznacza to, że polska prokuratura nadal będzie czekać na udostępnienie materiałów przez stronę rosyjską i będzie prowadziła śledztwo w sposób ułomny lub też zawiesi je do czasu otrzymania od Rosji potrzebnych materiałów. To konsekwencja sytuacji, w której postanowiono o prowadzeniu dwóch odrębnych śledztw – w Polsce i w Rosji.

Dlaczego strona polska praktycznie oddała to śledztwo rosyjskiej prokuraturze i Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu (MAK), skoro – jak niedawno mogliśmy przeczytać – przez pierwsze trzy dni po katastrofie współpracę z Rosją prowadzono w oparciu o polsko-rosyjską umowę międzyresortową z 1993 roku?
– Zanim odpowiem, chciałbym uściślić pewne rzeczy. Wspomniana umowa nie reguluje prowadzenia śledztwa przez prokuraturę, a jedynie pracę komisji powołanej do wyjaśnienia tej katastrofy. Przede wszystkim zaś materiały dowodowe zabezpieczane są na potrzeby prowadzonych śledztw prokuratorskich. W tym zakresie, niestety, od początku obowiązywała zasada, że zarówno strona polska, jak i rosyjska prowadzą odrębne śledztwa.

Jednak w tym wypadku przynajmniej po stronie rosyjskiej doszło chyba do scedowania najważniejszych uprawnień na MAK.
– Nie znam procedur rosyjskich, ale gdyby do takiego wypadku doszło w Polsce, to prokuratura decydowałaby o najważniejszych materiałach dowodowych. Komisja badająca przyczyny katastrofy nie mogłaby więc dysponować dowodami bez zgody prokuratury. Gdyby powołano wspólny zespół śledczy, wówczas musiałyby być stosowane także polskie przepisy. Być może jednak formalnie to również rosyjska prokuratura jest dysponentem dowodów, tyle że zgadza się na wszystko, co robi MAK.

Można więc przypuszczać, że zgodziłaby się na złomowanie szczątków prezydenckiego samolotu, co według informacji podawanych przez rosyjskie media zaplanowały rosyjskie służby?
– To jest absurd. Nie mieści mi się w głowie, że przedstawiciele organów prokuratorskich mogli wpaść na taki pomysł. To łamałoby wszelkie zasady pracy prokuratorskiej. Gdyby doszło do zniszczenia jakiegokolwiek fragmentu Tu-154 przed zakończeniem śledztwa, byłby to skandal nad skandale.

Jak Pan ocenia decyzję polskiej prokuratury wojskowej, która złożyła do sądu wniosek o zniszczenie ubrań ofiar?
– W mojej opinii, naczelny prokurator wojskowy nie sprostał temu bardzo trudnemu śledztwu. Sama zaś NPW jest moim zdaniem anachronizmem. Jeden z dzienników ogólnopolskich pisał niedawno o tym, jakie osoby – zaproszeni zostali prokuratorzy, byli i obecni – uczestniczyły w obchodach 80. rocznicy powstania Naczelnej Prokuratury Wojskowej, i nie był to powód do chwały. Podobno – choć nikt tego oficjalnie nie chce potwierdzić – śp. prezydent Lech Kaczyński kilkukrotnie odmawiał przyznania naczelnemu prokuratorowi wojskowemu awansu na stopień generała. Teraz zapewne przy nowym prezydencie liczy na ten awans.

Minister Miller ostatnio przywoził z Rosji kopie czarnych skrzynek oraz zapis rozmów. Problem w tym, że nagranie nie było pełne, podobnie zresztą jak stenogram upubliczniony mimo to przez MSWiA…
– Wygląda na to, że to MAK prowadzi właściwe czynności, a polska komisja co najwyżej czeka na przekazanie jakichś materiałów. Powołana przez rząd komisja działa całkiem niezależnie od prokuratury.

Dlaczego władze Polski tak łatwo oddały stronie rosyjskiej inicjatywę w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy z udziałem głowy państwa i obywatelami polskimi na pokładzie?
– Powody takiego zachowania, moim zdaniem, mogą być dwa: albo polskie służby lub urzędy mają coś na sumieniu i boją się, aby to nie wyszło na jaw, albo też zgodzono się na takie warunki, uznając, że jeśli Rosjanie nie wyjaśnią przyczyn katastrofy lub popełnią jakieś błędy, to wówczas na nich można będzie zrzucić całą odpowiedzialność. Być może również oba powody są prawdziwe.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s