Niepotrzebne rocznice, wstydliwa niepodległość


Czwartek, 4 listopada 2010, Nr 258 (3884)

Prof. Ryszard Terlecki

Nie ma już defilad w Święto Niepodległości – a przecież jeszcze dobrze pamiętamy skurcz w gardle ze wzruszenia, gdy Lech Kaczyński, prezydent Rzeczypospolitej, odbierał honory wojskowe przed przemarszem pododdziałów naszego wojska. Dziś wojsko wydaje się w stadium likwidacji, a gdy wycofamy się z Afganistanu, rozproszeniu i dezorganizacji ulegną ostatnie jednostki, zdolne jeszcze do akcji bojowych. Ale po co nam wojsko – przekonuje rządowa propaganda – skoro nikt nie zagraża naszej niepodległości.

Kiedy już będziemy mieć armię słabszą i gorzej uzbrojoną od Estonii, wtedy naprawdę okaże się, czy nie mamy wrogów.
Czy wojsko uzbrojone w przestarzały sprzęt, słabo wyszkolone, marnie opłacane i pozbawione społecznego prestiżu będzie zdolne do obrony niepodległości w sytuacji, gdy ta niepodległość rzeczywiście zostanie zagrożona? A jak dostrzec zagrożenie niepodległości, skoro rocznica jej odzyskania jest co najwyżej okazją do występów znudzonych oficjeli, którym kiepscy sekretarze piszą kiepskie przemówienia, wypełnione okolicznościową papką. Skoro państwa nie stać na obchody Święta Niepodległości, to jak można oczekiwać, że narodową rocznicą przejmą się młodzi obywatele, że za swoje święto uznają ją polscy żołnierze, że telewizyjna publiczność, karmiona tego dnia zwykłą mieszanką rozrywkowych produkcji, zada sobie pytanie, czy niepodległość jest jej jeszcze do czegoś potrzebna.
Jak to się stało, że w odzyskanej po półwieczu niepodległej Polsce niepodległość okazała się tanim reliktem lekceważonej przeszłości? Na drodze do bezpaństwowego społeczeństwa w pozbawionej swej dumy i tradycji Europie obchody narodowych rocznic stały się wstydliwą pamiątką po czasach patriotycznych uniesień. W zamyśle ekipy PO – PSL na niepodległościowe pochody przychodzić powinni sterani wiekiem i biedą kombatanci oraz zawsze ta sama garstka ludzi, którzy nie dali sobie jeszcze wmówić, że miłość Ojczyzny jest już tylko przeżytkiem.

Kompleks niższości
Krok po kroku, data po dacie rząd PO – PSL odbiera nam prawo do pamięci o naszej dumnej przeszłości. W zeszłym roku na Westerplatte w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej spotkali się przywódcy państw, które na Polskę najechały: Niemiec i Rosji. Niegdysiejszych aliantów reprezentowali drugorzędni urzędnicy, a polski rząd pokornie wysłuchiwał wypowiedzi, które miały usprawiedliwić wrześniową agresję. Budowane w Gdańsku muzeum II wojny światowej ma – według jego twórców – reprezentować „europejski punkt widzenia”, aby tylko nikogo nie drażnić naszymi polskimi pretensjami. Gdyby ktoś we Francji, Wielkiej Brytanii czy Norwegii wpadł na podobny pomysł, zostałby przez tamtejszą opinię publiczną bezlitośnie wyśmiany, a następnie wysłany na posadę, na której wymyślanie czegokolwiek daleko wykracza poza zakres jego obowiązków. Kto ma upomnieć się o polski punkt widzenia w prezentowaniu naszego udziału w największym z wojennych kataklizmów, jak nie my sami? I jak prostować brednie, które zdarza się wypisywać zagranicznym dziennikarzom, skoro już z góry rezygnujemy z upominania się o swoje racje? Obecna władza jest zupełnie głucha na tego typu pytania.
Jeszcze dziesięć lat temu w rocznicę Sierpnia ‘80 europejskie gazety zauważały zasługi „Solidarności” w przezwyciężaniu podziału Europy i demontowaniu żelaznej kurtyny. W tym roku dyskretnie wyciszyliśmy obchody 30. rocznicy największego w Europie strajku, ograniczając się do wyrzucenia pieniędzy na żenująco prowincjonalne widowisko. Pozwoliliśmy tym samym, aby to Niemcy, którzy skutecznie przypominają datę zburzenia berlińskiego muru, zapewnili sobie monopol na organizowanie święta wolności środkowo-wschodniej Europy.
Nie będzie Muzeum Ziem Zachodnich ani Muzeum Kresów, których projekty – usłużnie wobec możnych sąsiadów – skasował obecny rząd. Już szykuje się obcięcie funduszy dla Muzeum Powstania Warszawskiego. Instytut Pamięci Narodowej, najważniejsza z polskich instytucji realizujących politykę historyczną Rzeczypospolitej, został wolą sejmowej większości ubezwłasnowolniony i poddany politycznej poprawności. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego całkiem niedawno pozwalało sobie na pogróżki wobec uczonych i uczelni za niestosowanie się do „jedynie słusznej” wykładni niedawnej przeszłości.

Historyczny analfabetyzm
Ostatnio Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wpadła na kuriozalny pomysł budowy monumentu na grobie bolszewickich najeźdźców, poległych podczas ofensywy na Warszawę w 1920 roku. Częścią tego monumentu był rząd kamiennych bagnetów skierowanych w stronę odwiedzających cmentarz. Dopiero po licznych protestach zdecydowano się zdemontować bagnety, pozostawiając jedynie potężny prawosławny krzyż. Mniejsza z tym, że pochowani tam czerwonoarmiejcy pewnie zniszczyliby ten znak wiary, gdyby spotkali go na swej drodze. Gorsze jest jednak co innego: ta sama Rada podobno odmawia wsparcia budowy mauzoleum powstańców listopadowych wydobytych z masowej mogiły w Kopnej Górze koło Białegostoku. Dlaczego dla szacownej Rady bolszewiccy żołnierze są lepsi od polskich powstańców? Czy w kolejnym geście uległości wobec imperialnych ambicji Rosji ktoś nie wymyśli, aby np. w Przemyślu postawić pomnik sowieckim sołdatom, poległym podczas najazdu na Polskę 17 września 1939 roku?
Gabinet Donalda Tuska jest na najlepszej drodze do uczynienia z Polaków ogłupiałych i zakompleksionych mieszkańców europejskich peryferii. Podczas gdy Niemcy wydają miliony euro na promocję swojej polityki historycznej, zarówno u siebie, jak i za granicą, podczas gdy Rosja na imperialnych tęsknotach buduje swoją wizję mocarstwowej przeszłości, podczas gdy Ukraińcy, Litwini, Słowacy, Węgrzy troszczą się o narodową edukację młodego pokolenia my podążamy w dokładnie przeciwnym kierunku. Rząd Platformy nawet wykombinował, jak z systemu szkolnego pozbyć się treści dla niego niewygodnych, i zredukował naukę historii do jednej klasy liceum ogólnokształcącego (tak, tak: ogólnokształcącego!), w pozostałych dwóch klasach ograniczając ją do kilku godzin infantylnych pogadanek. Już dziś większość młodych ludzi po szkole średniej nie ma pojęcia o historii najnowszej, zarówno o okresie komunistycznej dyktatury, jak i o wolnościowej rewolucji „Solidarności” czy o dziejach III RP. Co będzie, gdy pomysły rządu Tuska zostaną wcielone w życie? Wykształcimy narodowych analfabetów, za co dzisiejsi ministrowie zamiast emerytur dostaną w nagrodę wymarzone europejskie posady.

Nie oddamy pamięci
Przed nami okrągła rocznica Grudnia ‘70, za rok taka sama rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Czy znów w telewizji zobaczymy Lecha Wałęsę, który będzie nas przekonywał, że to pod jego światłym przewodnictwem Polska przekształciła się w krainę szczęścia i dostatku? Może pokażą nam Wojciecha Jaruzelskiego – jak to bywało jeszcze nie tak dawno – który nadal kpi sobie z polskiego wymiaru sprawiedliwości? A może prezydenccy doradcy – Tadeusz Mazowiecki i Henryk Wujec, roztoczą kolejną wizję dobroczynnych skutków grubej kreski?
Nie dajmy się zwariować. Historia Polski jest powodem naszej dumy, a narodowe rocznice są świadectwem naszego przywiązania do wolności. Polska polityka historyczna, eksponująca nasze dokonania i poniesione ofiary, jest koniecznym elementem naszej racji stanu. Gdy pozwolimy odebrać sobie pamięć, w końcu możemy stać się łatwym łupem dla polityków, dla których pełne kieszenie okażą się jedynym celem ich władzy.

Autor jest historykiem, posłem PiS, byłym dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s