Będziemy znali prawdę o Smoleńsku


09-11-2010 14:32

Miałem ostatnio okazję zapoznać się z informacjami dotyczącymi dokumentów w sprawie smoleńskiego śledztwa. Pewnie nie są to wszystkie istotne dane, ale jedynie te, którymi dysponowali moi rozmówcy. Dają one całkiem wyraźny obraz tego, co się stało 10 kwietnia.

Według zeznań pilota jaka Artura Wosztyla, GPS w jego samolocie kierował go w bok. Wszyscy mamy w pamięci obraz schodzącego z kursu rządowego Tupolewa. Wosztyl zorientował się, że GPS ściąga go z właściwej drogi

. Czy wiedział o tym pilot Tupolewa? Wosztyl zeznaje, że przednia radiolatarnia wysyłała nieskoordynowane sygnały, a poza tym odległość między nimi była pół kilometra mniejsza, niż wynikało to z kart podejścia. Czy wiedział o tym pilot Tupolewa? Wosztyl twierdzi, że przestał uwzględniać przednią radiolatarnię i kierował się tylko tylną. Z całą pewnością nie zrobił tego pilot Tupolewa. On po prostu nie miał pojęcia, że radiolatarnia źle działa i w dodatku jest w innym miejscu.

To jednak nie koniec problemów z nawigacją. Niezwykle ważne przy lądowaniu urządzenie – ciśnieniomierz baryczny – był wcześniej uszkodzony. Nie wiadomo, czy piloci mieli wystarczające zaufanie do jego działania.

Kontroler lotu nie był pewny, jakie ciśnienie podawał pilotom przed katastrofą. Jednocześnie, mimo że samolot schodził z kursu, kontroler utwierdzał pilotów, że są „na kursie i na ścieżce”. Według zeznań innego pilota, Piotra Pietruczuka, zamontowane w Tu-154 podczas remontu w Samarze urządzenia (chodzi o radiostacje ratownicze) zakłócały sygnał GPS. Według relacji drugiego pilota jaka Bogdana Suchorskiego próg pasa w Smoleńsku był faktycznie przesunięty o 300 metrów w stosunku do kart podejścia. Co to wszystko znaczy?

Zarówno sygnały z wieży, jak i te przetwarzane przez urządzenia samolotu prowadziły pilotów prosto do katastrofy. Różnice między tym, co im podawano, a tym, co rzeczywiście się działo, były dramatyczne. Piloci jaka lądowali przy lepszej pogodzie, mogli więc ignorować złe naprowadzanie. Piloci Tupolewa uwierzyli sygnałom z rosyjskich urządzeń i informacjom z wieży. Byli zaskoczeni tym, gdzie się znaleźli, i próbowali poderwać maszynę. Czy do jej zniszczenia wystarczyłoby zderzenie z brzozą, to już zupełnie inna sprawa. Mamy dostateczną wiedzę, by podejrzewać, że pilotów wprowadzono w błąd. Czy zrobiono to specjalnie, czy też mieliśmy do czynienia z nieprawdopodobnym bałaganem, dowiemy się w przyszłości. Nie można jednak obwiniać pilotów za to, że zaufali urządzeniom. Tego ich przecież uczono całe zawodowe życie. Mieli, zamiast kierować się intuicją, lecieć według tego, co pokazują przyrządy. Zrobili, co mogli, i nic nie wskazuje na to, że podjęli przesadne ryzyko. Nic, poza oczywiście rosyjską prasą i wspierającymi ją polskimi mediami. Te same zeznania co moi rozmówcy widziało dziesiątki osób, w tym bardzo wielu dziennikarzy. Mogą być kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn śmierci polskiego prezydenta i elity naszego państwa. Dlaczego nikt tej sprawy nie podnosi? Czy dobre stosunki z Rosjanami mają polegać na tym, że ukryjemy ich ewentualną winę?

Tej sprawy nie da się zamieść pod dywan. Mimo upływu siedmiu miesięcy jest ona jednym z najważniejszych problemów życia publicznego dla dwóch trzecich spośród naszych rodaków. Ma się to nijak do preferencji partyjnych, ale oczywiście dalsze zwlekanie przez władze z wyjaśnieniem społeczeństwu tego, co się naprawdę stało, doprowadzi do potężnego kryzysu zaufania wobec elit.

Ani Rosja, ani nikt na świecie nie będzie z powodu ujawnienia winnych katastrofy wszczynał wielkiej awantury. Strach istnieje tylko w głowach wąskiej grupki karierowiczów w Moskwie i Warszawie. Może będą musieli pożegnać się ze swoimi stołkami. Z powodu ujawnienia prawdy o katastrofie nic złego na świecie się nie stanie. Czy warto, by tyle sił politycznych i mediów angażowało się w tuszowanie rzeczywistości?

Pokolenie naszych rodziców dostało w spadku po wolnej Polsce wyjaśnienie sprawy Katynia. Mimo niewoli i represji wywiązało się z tego nie najgorzej. To był ich honor, by świat nie zapomniał o tragedii z 1940 r.

Honorem naszego pokolenia jest rozwikłanie zagadki śmierci prezydenta i elity polskiego państwa.

Tomasz Sakiewicz

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s