Śledztwo smoleńskie, czyli międzynarodowy szok


Sobota-Niedziela, 13-14 listopada, Nr 265 (3891)

Ryszard Czarnecki

Sprawa kwietniowej katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem staje się coraz bardziej problemem międzynarodowym. Niestety, Zachód, bojąc się rozdrażnić Rosję, chowa głowę w piasek i nie udziela nam adekwatnej do rangi tragedii pomocy.

Na początek osobiste wspomnienie. Jest rok 1988, grudzień. Jadę z Londynu do stolicy Szkocji, Edynburga, aby nagrać wywiad z legendą Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, sędziwym generałem Stanisławem Maczkiem. Minęły dosłownie godziny od wielkiej katastrofy amerykańskiego samolotu pasażerskiego linii PanAm, który w rejsie do USA runął nad Lockerbie w Szkocji. Przejeżdżamy przez tę miejscowość. Gęsto od policji. Ścisłe kordony. Setki policjantów i ludzi ze służb specjalnych przeczesują każdy centymetr olbrzymiego terenu, na który spadły szczątki maszyny. Ta nieprawdopodobna, tytaniczna skrupulatność przyniesie po kilku tygodniach niespodziewane rezultaty: mimo że samolot runął nie z kilkudziesięciu metrów, ale z ponad 10 tysięcy (!) metrów n.p.m., odnaleziono skrawki bagażu, w których znajdowała się bomba, co z kolei pozwoliło na ustalenie tożsamości libijskich zamachowców. No, ale to była Wielka Brytania i rząd Margaret Thatcher, a nie Rosja oraz Polska i bezradny, z silną domieszką uległości wobec strony rosyjskiej, rząd Donalda Tuska.

W ostatnim czasie sprawa kwietniowej katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem staje się coraz bardziej problemem międzynarodowym. W lipcu złożyłem pierwszą interpelację do Komisji Europejskiej w sprawie opieszałego rosyjskiego śledztwa po 10 kwietnia. Za tym poszły kolejne dwa pytania do KE autorstwa posłów PiS, wystąpienia na forum europarlamentu, przygotowywane na następny miesiąc tzw. publiczne wysłuchanie (public hearing), inicjatywy zapowiadane przez polskich prawicowych polityków opozycyjnych w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (a więc w organizacji, w której jest również Rosja). Ta ofensywa zbiega się z coraz większymi wątpliwościami, jakie stają się udziałem – w kontekście rosyjskiego śledztwa – międzynarodowej opinii publicznej. Tylko w ostatnim czasie można było usłyszeć w kuluarach Parlamentu Europejskiego w Brukseli kilkanaście pytań w kwestiach budzących wręcz osłupienie naszych zachodnich, ale też środkowo-wschodnioeuropejskich i bałtyckich partnerów.

Oto one:

  1. Dlaczego polski rząd na samym początku, tuż po tragedii, nie zażądał – do czego miał prawo – pełnej kontroli nad śledztwem albo przynajmniej jego „umiędzynarodowienia”, czyli powołania międzynarodowej komisji śledczej?
  2. Dlaczego polskich lekarzy nie było przy sekcji zwłok 96 Polaków? Przyznała to na początku listopada polska minister zdrowia. Jednak ta sama minister, będąca jedną z najbardziej zaufanych osób premiera Tuska, w kwietniu, tuż po tragedii, publicznie wielokrotnie podkreślała, że lekarze z Polski tam byli… Za to kłamstwo, za wprowadzenie opinii publicznej w błąd minister Kopacz dotąd nie przeprosiła. Nawet się nie zająknęła, jakby to mówił ktoś inny. Zaiste, wyjątkowy cynizm.
  3. Dlaczego Polska nie wystąpiła do strony rosyjskiej, aby poczekać z sekcją zwłok – choćby tylko kilka godzin! – na przyjazd specjalistów z Polski?
  4. Dlaczego przez ponad 7 miesięcy rosyjskie władze nie oddały stronie polskiej uzbrojenia funkcjonariuszy służb specjalnych ochraniających prezydenta Polski? Chodzi o pistolety żołnierzy Biura Ochrony Rządu. Zaskoczenie zewnętrznych obserwatorów budzi fakt, że badania balistyczne przeprowadza się stosunkowo szybko, nie jest to rzecz żmudna i nie musi zabierać kilku miesięcy. Jest to dla śledztwa tym ważniejsze, że na dostępnym powszechnie – bo umieszczonym w internecie – krótkim filmiku, nakręconym tuż po katastrofie, słychać odgłosy wystrzałów… Badania balistyczne mogą wykazać, czy były to odgłosy wybuchów, detonowania amunicji w polskich pistoletach należących do funkcjonariuszy BOR, czy też nie. Jeśli tak, upada wersja, pojawiająca się coraz częściej, o „dobijaniu rannych przez Rosjan”. Jeśli natomiast nie, trzeba poważnie sprawdzić hipotezę o strzałach oddawanych przez Rosjan, jakkolwiek by ona była szokująca i kontrowersyjna. Kwestia ta – w oczach postronnych, zachodnich obserwatorów – jest tym bardziej dziwna, że nawet bardzo spolegliwe i niechcące sprawiać Moskwie problemów polskie struktury władzy oddały sprawę do rodzimej prokuratury (mowa o kierownictwie BOR).
  5. Szok na Zachodzie wywołała informacja, że przed wizytą polskiego prezydenta Warszawa otrzymała błędne (!) dane lotniska w Smoleńsku. Rosjanie przekazali je tuż przed wizytą i w krótkim czasie nie sposób ich było zweryfikować. Rozmiary błędów w tych danych są porażające. W przypadku naprowadzających radiolatarni strona rosyjska pomyliła się, bagatela, o 650 metrów! To kompletnie zmienia sytuację i ocenę możliwości lądowania przez pilotów. Współrzędne pasa startowego, też kluczowe, miały się różnić o… 350 metrów.
  6. Polska wciąż nie ma oryginałów czarnych skrzynek, a to przecież jest podstawa jakiegokolwiek śledztwa lotniczego.
  7. Sensację na Zachodzie wzbudziła informacja, że na udostępnionym Polsce zapisie brakuje 16,3 sekund. Może to być kluczowy moment w analizie tej tragedii. Dlaczego ten fragment zapisu został przez Rosjan skasowany? Co zawierał? Czy nie dopuszczono w ten sposób do zniszczenia kolejnego dowodu w śledztwie?
  8. Sprawa nr 8, podnoszona w Brukseli w kontekście śledztwa smoleńskiego, wygląda jak fragment scenariusza filmu sensacyjnego. Chodzi znów o niszczenie dowodów – kasowanie zdjęć z aparatów fotograficznych ofiar katastrofy. Uczyniono to… zarówno w Polsce (!), jak i w Rosji. Na terytorium Federacji Rosyjskiej przeglądano i „modyfikowano” (!) zdjęcia z polskich aparatów pierwszy raz nazajutrz po tragedii, drugi raz sześć dni po niej. Ciekawe, że w jednym z aparatów fotograficznych… zainstalowano (przypadkiem?) wirus komputerowy – było to dwa dni po „Smoleńsku”. Jeszcze bardziej niesamowicie brzmią informacje o ingerowaniu w aparaty – w sensie kasowania zdjęć, a nie samego sprawdzania, bo ono było oczywiste już w samej Polsce! Działo się to siódmego i dziewiątego dnia po tragedii smoleńskiej. Ingerowano też, jeszcze na terenie Rosji, w dane trzech laptopów. Po co? Można sobie teoretycznie wyobrazić, że pasażerowie feralnego lotu chcieli robić zdjęcia w trakcie lądowania i hipotetycznie mogli na taśmie utrwalić coś ważnego dla śledztwa z ostatnich chwil rejsu i swojego życia. Ale notatki w laptopach??? To już polityka, działalność wywiadowcza (zobaczyć, co mają i czym się zajmują polscy politycy i generałowie), a nie żadne śledztwo.
  9. Z najwyższym zaskoczeniem na Zachodzie przyjęto fakt, że niszczejący wrak Tu-154 został przykryty brezentem niemal pół roku po katastrofie! Tu naprawdę takie rzeczy nie byłyby możliwe.
  10. Zdjęcia przedstawiające cięcie, niszczenie kadłuba samolotu z białym orłem dokonane przez Rosjan wywołały niedowierzanie. Początkowo myślano, że to fotomontaż albo prowokacja wymierzona w Moskwę. Gdy Rosja potwierdziła te fakty, Bruksela osłupiała. Wybijanie okien i kawałkowanie wraku, żeby uzyskać „obrys samolotu” i lepiej go transportować (sic! Tak to uzasadniano!) przyjęto jako ewidentne barbarzyństwo i utrudnianie, jeśli nie uniemożliwianie śledztwa.
  11. Na Zachodzie do tej pory nie rozumieją, dlaczego doszło do dwóch wizyt w Smoleńsku (najpierw premiera, potem śp. prezydenta) w ciągu czterech dni. Ale rozumieją już, że pośrednio mogło to zaważyć na tragedii.
  12. Podkreśla się też dość często, że ten typ samolotów – tupolewy – jest mocno awaryjny.
  13. Kontrowersje budzi fakt połączeń telefonicznych z telefonów komórkowych dwóch ofiar. W jednym przypadku chodzi o osiem połączeń w ciągu dwóch dni (15 kwietnia – sześć, a 16 kwietnia – dwa, z telefonów szefa Federacji Rodzin Katyńskich, przy czym te telefony zostały zwrócone rodzinie, a także połączenia z nieoddanego Polakom telefonu funkcjonariusza BOR, i to wykonane sporo po tragedii – 21 kwietnia i 5 maja).
  14. Duże wrażenie wywołała w Brukseli informacja o znalezieniu przez ekipę polskich (oczywiście, nie rosyjskich…) archeologów aż 5 tysięcy „znalezisk” na miejscu katastrofy, i to ponad pół roku od tragicznego 10 kwietnia. Ale jeszcze większe wrażenie, wręcz szok, wywołał fakt, że olbrzymia część fragmentów samolotu, szczątków ciał, rzeczy ofiar, została być może bezpowrotnie pogrzebana pod… betonową drogą, którą Rosjanie zbudowali po katastrofie w celu, jak to określono, „transportu wraku” (!). A w promieniu do czterech metrów od owej drogi skrywającej tajemnice nasi archeologowie znaleźli najwięcej szczątków…

Zachód jest zbulwersowany. Ale Zachód milczy. Czy milczeć będzie dalej, zależy od tego, czy potrafimy zorganizować międzynarodową presję na Rosję. Niestety, na rząd Tuska w tej sprawie nie ma co liczyć.

Autor jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy).

Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s