Oferta Putina


16-11-2010

Politycy mają prawo walczyć o swoje kariery, ale my mamy prawo od nich czegoś wymagać. Dzisiaj PiS płaci nie za zmianę wizerunku, tylko za to, że odrzucił ofertę Putina skierowaną do polskich elit: przyjaźń w zamian za nietykanie Smoleńska i kilku innych denerwujących go problemów.

Jeżeli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, że życie polityczne w Polsce toczy się wokół smoleńskiej tragedii, po próbie rozłamu w PiS powinien je stracić. O co oficjalnie poszło? Ano o to, że PiS miał stać się zbyt radykalny. Nie trzeba być znawcą mediów ani sławnym politologiem, żeby wiedzieć, że o tym, jak wygląda kampania wyborcza, decydują największe media. A PiS właśnie został pozbawiony wpływu na publiczną telewizję i radio. Partia Jarosława Kaczyńskiego może więc, i to z trudem, decydować o treści kampanii, mało ma jednak do powiedzenia co do tego, jak jest ona prezentowana. Tym niestety w mediach zajmują się dzisiaj obsesyjni wrogowie tej partii. Sprawa była przesądzona już po śmierci prezydenta. Można było jeszcze ten proces odwrócić, gdyby Jarosław Kaczyński wygrał wybory prezydenckie. Nie wygrał i zdaje się, że było to zgodne z założeniami jego sztabu wyborczego z Joanną Kluzik-Rostkowską na czele. Jak wielokrotnie podkreślali przedstawiciele tego sztabu: walczyli o dobry wynik, a nie o prezydenturę. Dobry wynik osiągnęli, prezydenturę oddali. Wyznawana przeze mnie zasada, że każdy ma w życiu to, czego tak naprawdę pragnie, potwierdziła się tu w 100 proc.

Jaka była cena dobrego wyniku? Rezygnacja z zajmowania się smoleńską tragedią. Większość członków zespołu „GP” udzieliła w wyborach prezydenckich poparcia Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jednak wyjaśniania sprawy smoleńskiej nie zaniechaliśmy. Były trzy szczególne powody takiej postawy. Przede wszystkim, wobec ogromu tragedii byłoby to moralnie nie do przyjęcia, szczególnie dla dziennikarzy. Po drugie, kapitulacja wobec tego, co naprawdę interesowało Polaków, przekreślała nadzieję na masową mobilizację elektoratu spoza PiS, a więc na prezydenturę. Po trzecie, w Smoleńsku poległo wielu naszych znajomych i przyjaciół. A nikt bardziej niż bliscy i przyjaciele nie jest zobowiązany do wyjaśnienia powodów nagłej śmierci tylu ludzi.

Nie miałem nic przeciwko temu, że Jarosław Kaczyński pokazywał w kampanii swoje łagodne oblicze, byłem jednak przeciwny chowaniu głowy w piasek w sprawie Smoleńska. Zapłaciliśmy za to ogromną cenę, m.in. tracąc programy w TVP i radiu. Wyrzucały nas stamtąd często osoby związane z PiS. Jednocześnie spotkała nas też nieoczekiwana nagroda: gwałtownie przybyło nam czytelników.

Dzisiaj oferta byłego sztabu Kaczyńskiego (Kluzik, Jakubowska, Migalski, Poncyliusz itd.) jest dosyć podobna do tej z maja tego roku: albo porzucicie Smoleńsk, albo rozwalimy partię. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia, czy robią to, jak twierdzą, dla możliwości zdobycia władzy, czy też dlatego, że dali się podpuścić. Jeżeli bym chciał popierać bezideowe ugrupowanie, to mam od tego PO. Od PiS wymagam czegoś więcej niż walki o diety i stołki.

Wyjaśnienie sprawy Smoleńska jest dzisiaj niezwykle trudne, bo uderza w podstawy geopolityki, które dobrze opisał rzecznik rządu Paweł Graś. Jego zdaniem poproszenie o pomoc naszego największego sojusznika – USA – to teraz zdrada. Podporządkowanie się zaś Rosji uważa za normę. W tych warunkach można dojść do wniosku, że pytający o śmierć naszych elit w katastrofie zrobią taką samą karierę jak ci, którzy mówili w czasach PRL o Katyniu.

Politycy mają prawo walczyć o swoje kariery, ale my mamy prawo od nich czegoś wymagać. Dzisiaj PiS płaci nie za zmianę wizerunku, tylko za to, że odrzucił ofertę Putina skierowaną do polskich elit: przyjaźń w zamian za nietykanie Smoleńska i kilku innych denerwujących go problemów. Szczególnie jednak ważny jest dla niego Smoleńsk. Zastanawiałem się, kto tę ofertę podejmie. Podjęły niemal wszystkie elity: obóz rządowy, lewica, zdecydowana większość mediów, nawet niektórzy biskupi. Okazało się, że w PiS też są tacy, dla których dotykanie sprawy narodowej tragedii w sposób kłopotliwy dla Moskwy jest nie do przyjęcia. Putinowi nie zależy wcale, by PiS nie rządził. Zgodzi się na rządy PiS, ale takiego, który o paru sprawach zapomni. Na szczęście Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz i wielu innych zapomnieć nie chcą.

Przed nami wybory samorządowe. Rozłamowcy zrobili, co mogli, by wynik w tych wyborach był jak najgorszy. Chcą udowodnić, że sprawą Smoleńska nie warto było się zajmować.

W wyborach samorządowych bardziej wprawdzie chodzi o to, żeby dziur nie było na ulicach i żeby zniknęły z nich korki, ale tym razem na szali położono też coś ważniejszego. Jest to wystarczający powód, żeby iść głosować. Nie dajmy się przestraszyć, bo jest nas naprawdę bardzo wielu. Idźmy głosować, namówmy do tego sąsiadów i znajomych. Wybór powinien być szczególnie łatwy dla ofiar rządów, takich jak choćby te w Warszawie. Kto nie wie, o co chodzi, zapraszam w te korki. Odkorkujmy Polskę i z bałaganu na drogach, i z przyjaciół Putina.

Tomasz Sakiewicz

Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s