Dokument z Agencji Wywiadu – pytania i wątpliwości


27-11-2010 12:14

Opisany w „Rzeczpospolitej” dokument, mający pochodzić z Agencji Wywiadu, krążył po Warszawie od kilku miesięcy.

„Rzeczpospolita” przytacza treść tego dokumentu:

„W trakcie rozmowy ze mną Andriej MEDIEREJ stwierdził, że jest przekonany, że po upadku TU 154 M, a przed włączeniem syren alarmowych widział funkcjonariuszy OMON, którzy biegli wokół wraku samolotu i strzelali. Jego zdaniem wyglądało to jak dobijanie rannych. Andriej MENDIREJ potwierdził gotowość złożenia w tej sprawie szczegółowych zeznań przed polskim prokuratorem. Poprosił również o azyl polityczny w Polsce, twierdząc, że po złożeniu zeznań jego życiu grozić będzie niebezpieczeństwo. Na koniec rozmowy zapewniłem Andrieja MENDIEREJA, że polska prokuratura będzie w stanie zapewnić mu ochronę”.

Dokument – opatrzony logo Agencji Wywiadu i klauzulą ściśle tajne – ma dopisek, że powinien być przekazany do wiadomości szefa AW gen. Macieja Huni, p. o. prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska, prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka. Ten niezwykły rozdzielnik – jak zauważa „Rzeczpospolita” – to jeden z najsilniejszych argumentów świadczących przeciw autentyczności dokumentów. Tego typu notatki operacyjne nie są bowiem przekazywane prawie wszystkim najważniejszym osobom w państwie.

Gdy kilka miesięcy temu zaproponowano nam wgląd w treść tego dokumentu i dokładnie go opisano – odmówiliśmy, podejrzewając, że mamy do czynienia z „fałszywką”. Jak zresztą informuje „Rzeczpospolita”, szef Agencji Wywiadu zawiadomił prokuraturę o możliwości dokonania fałszerstwa. Czy jednak faktycznie notatka ta to tylko nic nieznaczący papier?

Naszym zdaniem kolportowanie dokumentu w środowisku dziennikarzy śledczych było albo prowokacją mającą na celu skompromitowanie redakcji niebojących się rozważać hipotezy zamachu, albo próbą zdyskredytowania prawdziwych lub częściowo prawdziwych informacji uzyskanych drogą operacyjną przez polskie służby. Niewykluczone bowiem, że specsłużby – otrzymawszy podobną lub identyczną relację rosyjskiego świadka – postanowiły „rozbroić” taki szokujący dokument, upowszechniając wśród dziennikarzy jego sfalsyfikowaną wersję.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2004 r., gdy niżej podpisany – Leszek Misiak – opublikował w „Życiu” artykuł na temat tajnych szwajcarskich kont polityków – była to pierwsza informacja medialna na ten temat. Następnego dnia Bertold Kittel w „Rzeczpospolitej” i Wojciech Czuchnowski w „Gazecie Wyborczej” opublikowali artykuły, w których napisali, że informacje

o kontach zostały napisane na podstawie fałszywki wywiadu, mimo iż o notatce wywiadu w artykule „Życia”… nie było w ogóle mowy. Można sądzić, że żródłom obu dziennikarzy z „Rzeczpospolitej” i „Wyborczej” chodziło o zdyskredytowanie tej informacji, która – jak wiadomo – potwierdziła się; wszczęto nawet w tej sprawie znane w całej Polsce śledztwo.

Leszek Misiak
Grzegorz WierzchołowskiGazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s