Monthly Archives: Grudzień 2010

Piloci tupolewa byli bez szans


Michał Majewski, Paweł Reszka 11-12-2010, ostatnia aktualizacja 11-12-2010 01:24

Edmund Klich: Procedury są dobre, ale wojskowi ich nie przestrzegają. Wylądowałeś, to jesteś bohaterem.

– Nie było jednej, ale 12 przyczyn katastrofy tupolewa – mówi „Rzeczpospolitej” Edmund Klich. – Wstrząsające, że było aż tyle niedoróbek, łamania zasad podczas organizacji i samego lotu.

Z materiałów zebranych przez Klicha wynika, że tupolew nie miał żadnych szans na bezpieczne lądowanie w Smoleńsku. Mgła była tak gęsta, że piloci nie mogli zobaczyć ziemi.

– Robiliśmy próby na symulatorze w Rosji. Siedziałem w jego kabinie. Ziemię zobaczyłem tylko raz, kiedy samolot był na wysokości 20 metrów. Zaraz potem nastąpiła „katastrofa” – opowiada.

Przedstawiciel Polski przy rosyjskiej komisji MAK ma chyba największą wiedzę w kraju na temat katastrofy smoleńskiej. Był na miejscu niedługo po wypadku, wie, jak przebiegał lot, osobiście rozmawiał ze wszystkimi kontrolerami, zna treść rozmów telefonicznych wieży z dowódcami w Moskwie.

Klich, sam pułkownik, obwinia ludzi odpowiedzialnych za wojskowe lotnictwo. Mówi, że wojsko nie przestrzega procedur i dlatego dochodzi do wypadków. – Obowiązuje zasada: jak się uda, to się uda. Wylądowałeś, to jesteś bohaterem. Jak to zrobiłeś? W jakich warunkach? Według jakich procedur? To nieważne.

Klich podkreśla, że i Rosjanie nie są bez winy. W jego 46-stronicowych uwagach do raportu MAK jest mnóstwo zastrzeżeń do tego, co działo się na lotnisku pod Smoleńskiem. Sugeruje, że między kontrolerami doszło do sporu, czy należy przyjmować samolot w takich warunkach: – Paweł Plusnin był najrozsądniejszą osobą na wieży. Gdyby tylko on decydował, to posłałby tupolewa na inne lotnisko.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Klich opowiada, że zaraz po katastrofie naciskano na niego, by starał się jak najwięcej winy zepchnąć na Rosjan. Kto naciskał? – Osoba odpowiedzialna za stan lotnictwa wojskowego – mówi.

Pułkownik twierdzi, że Polska ma za mało czasu, by przygotować rzetelną odpowiedź na raport MAK. Termin przesłania uwag upływa już za tydzień, 19 grudnia.

Rzeczpospolita

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Macierewicz: Fałszerstwa i zdrada Tuska!


10.12.2010, 12:18

Były już sugestie, ale tak mocnych oskarżeń jeszcze nie słyszeliśmy. Antoni Macierewicz stwierdził bez cienia wątpliwości, że w śledztwie smoleńskim mieliśmy do czynienia z fałszerstwami, mataczeniem i świadomym okłamywaniem społeczeństwa przez członków polskiego rządu. Zarzucił Donaldowi Tuskowi zdradę stanu!

– Będę wnioskował o wystąpienie do prokuratury ws. zaniechania przez pana Tuska wykonywania swoich obowiązków i działania na szkodę Rzeczpospolitej – powiedział szef parlamentarnego zespołu ds. badania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Udzielając wywiadu portalowi onet.pl Macierewicz mówił bez ogródek (nie używając nawet trybu przypuszczającego lub warunkującego hipotezę) o matactwach, kłamstwach ministrów, zdradzie Donalda Tuska, fałszerstwach Rosjan oraz zatajaniu dokumentów. A wszystkie te rzeczy miały – w ocenie posła – służyć temu, by forsować teorię o winie  gen. Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

– Rząd Tuska boi się prawdy i w coraz większym stopniu uzależnia się od kłamstwa smoleńskiego. Dogmatem w PO jest teza, że katastrofę spowodował prezydent Kaczyński zmuszając pilotów do lądowania. W taki absurd nie wierzą nawet prokuratorzy, którzy wykluczyli naciski prezydenta lub generała Błasika na pilotów. Posłowie PO akceptują kłamstwo smoleńskie, gdyż inaczej musieliby zastanowić się nad rolą Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego – powiedział Antonii Macierewicz.

– Pan Dzięciołowski (Fundacja Wolne Media – przyp. red.) był na miejscu katastrofy smoleńskiej, już po oświadczeniu pani minister Kopacz zapewniającym nas, że miejsce katastrofy zostało dokładnie przebadane i przekopane na głębokość metra. Okazało się, że po prostu nas okłamano – podkreślił Macierewicz w rozmowie dla onet.pl

– Przebieg tego śledztwa prowadzonego już przez blisko osiem miesięcy jest znany: strona rosyjska bez żadnych dowodów zrzuca całą winę na polskich pilotów ukrywając prawdę o odpowiedzialności Rosjan. Pan Tusk i jego administracja akceptują to stanowisko – oskarża Macierewicz.

– Pan Klich przedstawił nam trzy pisma, które w lipcu br. wystosował do premiera Tuska informujące go o drastycznym łamaniu konwencji chicagowskiej przez stronę rosyjską. Chodziło o niedopuszczenie do kontroli i możliwości zapoznania się z oblotem narzędzi nawigacyjnych lotniska. Chodziło o niedopuszczenie do zbadania urządzeniafotografującego podejście do lądowania Tu-154. Istnienie i działanie takiego urządzeniato dowód o niesłychanej doniosłości, ale nikt o tym do dzisiaj nie wspomina. Pan Klich referował nam to i jest z tego stenogram. Przypominam publicznie o tym, bo pan płk Klich czasami zmienia zdanie i twierdzi, że słuchacz źle zrozumiał jego słowa – dodał Macierewicz.

Fakt.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Ppłk. Kleczyński, katastrofa w Gibraltarze a tragedia w Smoleńsku


2010-12-8 3:20 pm

Nie tak dawno temu kilkanaście jesiennych dni spędziłem w londyńskich archiwach i bibliotekach. Niespodziewanie wśród kolejnych tomów akt trafiających na moje biurko, znalazły się dokumenty dotyczące Katastrofy Gibraltarskiej. Przeglądając zdjęcia z akcji ratowniczej, depesze kondolencyjne i dokumenty nt. organizacji ceremonii pogrzebowej Naczelnego Wodza, przed oczyma stanęły mi wydarzenia z kwietnia 2010 r. Skojarzenia były tak silne, naturalne i automatyczne, że postanowiłem w wolnym czasie mocniej zastanowić się nad podobieństwami tych dwóch największych niewyjaśnionych dotychczas katastrof w dziejach Rzeczypospolitej.

1. Przesłuchania świadków.

Najpierw chwilę uwagi chciałbym poświęcić wydarzeniom,  jakie miały miejsce nad Atlantykiem 21 marca 1941 r.  w samolocie Liberator AM 262, na pokładzie którego do Kanady i Stanów Zjednoczonych udawał się polski premier i Naczelny Wódz gen. W. Sikorski. Doszło wówczas do zagadkowej sytuacji. W samolocie czuć było spaleniznę.  Pochodziła ona z bomby zapalnej, którą znalazł ppłk. Kleczyński. W ostatniej chwili wyrzucił on zapalnik do toalety, a ładunek ostudził w tyle samolotu. O całej sprawie powiadomił przełożonych dopiero po wylądowaniu w Montrealu. Przebieg całego wydarzenia, bliski ostatecznym wnioskom dochodzenia, przedstawia poniższy dokument z brytyjskiego National Archives.

Przebieg przesłuchania, mającego posłużyć do sporządzenia ostatecznego raportu, jasno mówi o ustalonym kierunku prowadzonego dochodzenia. Powyższy dokument przedstawiam Pańswu jako refleksję nad informacją o unieważnieniu przez rosyjską stronę  przesłuchań najważniejszych świadków katastrofy smoleńskiej.  Czy po serii “sugestii” rosyjskich organów śledczych i służb zaangażowanych w dochodzenie , przesłuchania świadków wyglądały według schematu przedstawionym w powyższym dokumencie? Jeżeli nie, jaki byłby więc cel podjęcia tak zastanawiającej decyzji?

2. Niszczenie i utajnianie dowodów.

Kolejne odtajnione trzy lata temu dokumenty  wskazują, iż Polacy stronę brytyjską o incydencie powiadomili dopiero 2 kwietnia w Montrealu, przed odlotem do Wielkiej Brytanii.  Podjęte przez RCMP na zlecenie MI5 poszukiwania zapalnika  nie mogły przynieść już żadnego skutku. Wraz z innymi ściekami dawno znalazł się on w nurcie rzeki  St. Lawrence. Sami Brytyjczycy przyznali, iż upływ czasu uniemożliwił przeprowadzenie skutecznego dochodzenia. Czy w tym przypadku analogią nie jest polska opieszałość w sprawie śledztwa smoleńskiego, pozostawienie bez żadnej kontroli kluczowych dowodów, niszczonych celowo przez rosyjskie służby, poddanych na kilkumiesięczne działanie skrajnych warunków atmosferycznych?

Warto w tym miejscu zauważyć, iż wśród utajnionych przez Brytyjczyków dokumentów są ekspertyzy techniczne. Do podobnych dokumentów nie mogą także dotrzeć polscy eksperci (w tym oryginały czarnych skrzynek), a biorąc pod uwagę zniszczenie samego samolotu, możliwość przeprowadzenia skutecznych bezpośrednich badań już na starcie skazana jest na porażkę.

W przypadku wydarzeń z  wiosny 1942 roku, zastanawiające są także podejrzenia, co do pochodzenia bomby. Zdaniem polskich oficerów, była ona prowieniencji rosyjskiej. Brytyjczycy wykluczali zaś, iż nie mogła ona być w żadnym wypadku zbudowana według konstrukcji niemieckiej, mając niemal pewność, iż wytworzono ją według  według modelu brytyjskiego (Special Operation Executive, SOE). Oczywiście wszystkie informacje na ten temat były utajnione.  W przypadku Smoleńska, podobnych rozbieżności, przynajmniej w znanych opinii publicznej faktach, jest równie dużo.

3. Zaniedbania odnośnie środków bezpieczeństwa. Stan techniczny samolotu.

Brytyjskie dochodzenie wykazało, iż nie zachowano żadnych środków bezpieczeństwa względem ochrony dostępu osób postronnych do Liberatora AM 262. Samolot, którym odleciał do Kanady Naczelny Wódz W. Sikorski stał w hangarze niepilnowany przez tydzień, od 14 marca. Jak stwierdziło wewnętrzne brytyjskie dochodzenie,  na lotnisku nie obowiązywały praktycznie żadne normy bezpieczeństwa, a do samolotu osoby postronne mogły dostać się jeszcze przed samym odlotem polskiego premiera.  W przypadku Smoleńska, Rosjanie bezpośredni dostęp do samolotu mieli podczas remontów w zakładzie w Samarze, nie muszę chyba przypominać, do kogo należącym. Pojawiły się także informacje, iż rosyjscy eksperci sprawdzali TU 154 M już w Polsce. Film o polskim “Air Force One”, ze zdjęciami od środka, wyemitowała także rosyjska telewizja. Jak polskie służby do tego dopuściły? TVN “podniecając się” kilka dni temu legendarnym przepychem Iljuszyna Ił-96-300PU, podkreślała, iż nikt spoza wąskiego grona najważniejszych rosyjskich urzędników i polityków nie wie, jak tak naprawdę podróżuje rosyjski przywódca, gdyż jest to chronione tajemnicą. Nic dodać, nic ująć. Szkoda tylko, że TVN nie słucha sam, co w “Faktach” nadaje.

Brytyjskie dochodzenie z okresu wojny wskazało także, iż wiele samolotów obsługujących lotnisko w Preston miało problemy z elektrycznością. Przyczyną miały być… wrzucane do generatorów orzechy i inne drobne przedmioty.  Na zaniedbania w obszarze bezpieczeństwa zareagowano dopiero po “sprawie” Kleczyńskiego. W mojej ocenie, styl działania ministra B. Klicha jest jeszcze bardziej skandaliczny, a efekty niestety znacznie bardziej tragiczne.

4.  Wydarzenia poprzedzające katastofę. “Polsko-polska” gra.

Zagadek w sprawie ppłk. Kleczyńskiego jest więcej, łącznie z jego śmiercią.  Tez na temat rzeczywistych motywów jego działania również. Ja, oprócz ostatecznie przyjętej, rozważałbym rezygnację z zamachu ze strachu przed utratą własnego życia lub ostrzeżenie dla Naczelnego Wodza. Sami Polacy (m.in. dr Rettinger) uważali, że cała sytuacja wymierzona była w Naczelnego Wodza.   Gra “samolotowa” D. Tuska, R. Sikorskiego i T. Arabskiego  i B. Klicha,  a także celowe umniejszanie znaczenia wizyty 10 kwietnia były może odrobinę mniej perfidne,  ale o wiele bardziej widoczne.

Ciekawsza wydaje się sprawa wykorzystania “niby-zamachu” ppłk. Kleczyńskiego do przeprowadzenia “właściwej” operacji w Gibraltarze. Dochodzenie ze strony brytyjskiej prowadził m.in. ppor. Edward Szarkiewicz, będący w głębokim konflikcie osobistym z Władysławem Sikorskim. Zdobyte podczas śledztwa informacje na temat procedur ochrony wykorzystane miały być przez niego w Gibraltarze. Konkretnie, awansowany przez Brytyjczyków do stopnia brygadiera (prawie-generał) Szarkiewicz, miał dostęp do samolotu Naczelnego Wodza w Kairze, skąd Sikorski odleciał do Gibraltatu.  E. Szarkiewicz, jak sam zeznał, posmarować miał wówczas specjalną substancją stery, co przyczyniło się kilkanaście godzin później do tragicznej katastrofy.

Ze sprawą prowadzonego przez Brytyjczyków i E. Szarkiewicza dochodzenia widzę pewne związki w przypadku słynnego lotu ŚP Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Gruzji.  W świat poszły wówczas informacje o procedurach przebiegu lotu.  Wywołany polityczną decyzją MON i MSZ (brak zgody na lot bezpośredni do Tbilisi, podczas gdy lądowały już tam inne samoloty)  konflikt służy do wysuwania absurdalnej tezy, iż to ŚP Lech Kaczyński mimo złych warunków atmosferycznych naciskał na lądowanie w Smoleńsku. Jeszcze bardziej niedorzeczne są wnioski o ujawnienie prywatnej rozmowy Prezydenta ze swoim bratem. Ciekawe, że takiej dociekliwości m.in. polski MInister Spraw Zagranicznych nie stosuje w bardziej poważnych kwestiach. I tutaj pojawia się kolejna analogia – zrzucanie winy na Polaków przez Polaków, niechlujność. Nawet absurdalne zarzuty podświadomie oddziaływują na kompleksy dużej części społeczeństwa. W przypadku Gibraltaru możemy tutaj wymienić tezę, iż przyczyną tragicznego upadku do morza bombowca Liberator było… przemieszczenie się kilku skrzynek z przemycanymi przez otoczenie Naczelnego Wodza cytrusami i whisky.

5. Bezpośrednie przyczyny śmierci.

Kolejną niezwykle istoną kwestią, są sekcje zwłok ofiar. Dzisiaj, po 67 latach od katastrofy w Gibraltarze, przeprowadzane są sekcje zwłok oficerów poległych wraz z Naczelnym Wodzem. Wcześniej ponownie zbadano ciało W. Sikorskiego.  Wszystko to odbywa się równolegle do sytuacji, kiedy polska prokuratura nie posiada tak podstawowych dowodów w sprawie Smoleńska jak sekcje zwłok ofiar, a wszelkie dostępne informacje wskazują, iż takich badań nie przeprowadzono lub zrobiono to pobieżnie z naruszeniem procedur. Pisząc te słowa nie mogę ukryć niedowierzania, a może i wściekłości, na polskie śledztwo, polskich polityków i polskie media. Nie mogę uwierzyć, że wszystko to dzieje się w wolnej Polsce, w wolnej Europie, w wolnym świecie.  Co pomyślą o nas następne pokolenia, badając ponownie tę tragedię, mając głębszą wiedzę o politykach i decydentach mających dzisiaj wpływ na śledztwo, otrzymując pierwsze niegdyś “ściśle tajne” dokumenty z przytwartych po 50 latach  sejfów różnych służb specjalnych? Niestety, nie wróżę pochlebnych nam odpowiedzi na te pytania.

6. Cui bono est vel fuit, is auctor est.

Stanowczość w dbaniu o polski interes sprawiła, iż  Władysław Sikorski był największym zagrożeniem dla “alianckiej” jedności. Konkretnie jedności Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Sowieckim. Niezależnie od tego, kto zastąpiłbym Generała, był on na przegranej pozycji, jego głos nie mógł być słyszalny ani w Teheranie, ani w Jałcie.  Kto zastąpi Lecha Kaczyńskiego? Czy przypadkiem nie był on ostatnią przeszkodą do pełnego zresetowania stosunków “Zachód-Moskwa”?  Bieg wydarzeń po 10 kwietnia wskazuje, iż wielu polityków tylko czekało w blokach startowych na dogodny moment, by planować nową architekturę europejskiego bezpieczeństwa (tzw. inicjatywa Miedwiediewa), zapraszać Rosję do NATO, rbudować oś Paryż- Berlin – Warszawa – Moskwa, podpisać umowę gazową, wpuścić Rosję do WTO, czy zezygnować z Patriotów (a później rakiet SM-3) na rzecz samolotów transportowych (!) i kilku myśiiwców, które co jakiś czas będą towarzyszyć naszym w akrobacjach nad Wielkopolską. Niestety, polskie media wolą zajmować się PJN, śniegiem, czy lukrowaną wersją polityki.  Niestety, sytuacja w “polskim” Londynie, podobnie jak ta AD 2010 nad Wisłą,  pośrednio przyczyniła się do katastrofy (walka o samolot), w żaden sposób nie pomagając w wyjaśnieniu katastrofy. Nikt na świecie nie miał także wątpliwości, iż następcy W. Sikorskiego czy L. Kaczyńskiego z większą finezją dostosują się do priorytetów najważniejszych stolic: zachowania jedności Aliantów  (czyt. wspieranie Sowietów w wojnie z III Rzeszą, kosztem nie rozstrząsania zbrodni w Katyniu) i “resetu” stosunków Moskwą w obliczu wojny w Afganistanie i zagrożenia ze strony Iranu (czemu nie pomagała stanowcza postawa L. Kaczyńskiego wobec agresji Rosji na Gruzję, sprzeciw wobec powrotu do polityki stref wpływów czy ekspansji Gazpromu).  Wystarczy porównać S. Mikołajczyka z W. Sikorskim i B. Komorowskiego z L. Kaczyńskim.

Historia magistra vitae est.- pisał Cyceron w dziele “De oratore”. Do dzisiaj  sentencja ta nie straciła na aktualności, a kolejne dekady udowadniają jej prawdziwość.  Jednak nie dla osób z lewicowo-liberalnych kręgów, które uznały, że “historia się skończyła” i żyjemy w czasie postpolityki. Dokąd doprowadzi taki błogostan polskich i światowych decydentów, lansowany wbrew wszelkich dostępnym i dotykających nas analizom,  pokazała historia. Tak samo, iż mądre narody w takich chwilach potrafią obudzić się z letargu i wziąć sprawy w swoje ręce. Ktoś kiedyś powiedział, iż Władysław Sikorski był ostatnią ofiarą Katynia. Dzisiaj do tej długiej listy dodać należy ŚP Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu 95 osób delegacji i obsługi.  Obdydówch przywódców łączy nie tylko wiele niejasności i podobieństw co do przyczyn ich śmierci.  Połączyło ich miejsce spoczynku – Władysław Sikorski i Lech Kaczyński spoczęli na Wawelu.

PS. Podobieństw obu tragedii jest oczywiście więcej. Proszę nie pisać komentarzy o pominięciu przeze mnie różnic, gdyż te są oczywiste. Przepraszam za nie najlepszą jakość reprodukcji, ale była ona robiona na własne potrzeby, nie planowałem publikacji tego dokumentu.

PS.2 W związku z dyskusją nt. Doktora Retingera. Poniżej wycinki z dokumentu brytyjskich służb odnośnie zaangażowania Retingera w “niby-zamach” ppłk. Kleczyńskiego. Proszę o zapoznanie się z biografią Kleczyńskiego (nawet na WIkipedii) i Państwa opinie, kto dzisiaj pełni rolę Retingera.  Zadanie łatwe, analogie bardzo mocne, WNIOSKI PRZERAŻAJĄCE, więc uznajmy to za zabawę.

Jaćwing

Bibula.com

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Prawa fizyki nt. Smoleńska


03.12.2010

PRAWA FIZYKI nt. Smoleńska w „NCz!”

[dotarłem (przez zaspy, szczególnie obfite w naszej okolicy) do NCz! z dziennikarską wersją mego dokumentu złożonego w Prok. Wojskowej. Umieszczam, bo może język dziennikarski dotrze skuteczniej do niektórych czytelników niż mój do prokuratora.. MD]

– Oficjalna rosyjska wersja śledztwa w sprawie kata strofy Tu-154M jest sprzecz na z prawami fizyki – zeznał w wojskowej prokuraturze profesor Mirosław Dakowski – fizyk, członek międzynaro dowego zespołu wyjaśnia jącego przyczyny upadku prezydenckiego samolotu. „Najwyższy CZAS!” dotarł do jego zeznań.

LESZEK SZYMOWSKI

– PRAWA FIZYKI I LOGIKI DZIAŁAJĄ NIEZALEŻNIE OD KWESTII POLITYCZNYCH – UWAŻA PROFESOR MIROSŁAW DAKOWSKI. JEGO OBLICZENIA [—-md] OBALAJĄ WERSJĘ MAK I JEGO TEZY, ŻE SMOLEŃSKA KATASTROFA BYŁA WYNIKIEM BŁĘDU PILOTÓW

Profesor Mirosław Dakowski przeanalizował dostępne w internecie zdjęcia wykonane wkrótce po katastrofie. Skorzystał też z oficjalnych danych technicznych dotyczących modelu samolotu Tu-154M. – W sytuacji, gdy szczegółowa wiedza o parametrach końca lotu Tu-154M jest za rezerwowana wyłącznie dla strony rosyj skiej, wszystkie rejestratory tych danych są zagarnięte przez stronę podejrzaną, nawet oryginał tzw. trzeciej skrzynki zo stał im przekazany, nam pozostaje potęż na broń – korzystanie z niezmiennych i nie dających się zafałszować praw logiki oraz praw natury, czyli „praw zachowa nia” fizyki – mówił Dakowski. – Nie wy starczą one do zrozumienia, co się tam stało. Pozwalają jednak wykluczyć wer sje antyfizyczne, antylogiczne.

 

Dowód pierwszy: brzoza

Pierwszym tropem są zdjęcia brzozy, o którą samolot miał uderzyć skrzydłem w krótką chwilę przed katastrofą. – Jeśli ta brzoza została zupełnie obcięta przez pra wie poziomo lecący przedmiot, to z anali zy zdjęcia wnioskujemy, iż przekaz pędu był na tyle niewielki, że korona nie odle ciała na pewną odległość „w przód”, lecz spadła tuż koło swego pnia w kierunku prostopadłym do hipotetycznego lotu pła towca – wyjaśniał profesor. – Przypomina to więc cięcie szablą. W takim przypad ku niemożliwe jest równoczesne urwa nie paru metrów skrzydła przez tak małą zmianę pędu, który miałby mieć wielkie działanie destrukcyjne.

Zdaniem Dakowskiego, ważną prze słanką jest również drzazga na brzozie, która wskazywać może na późniejsze odłamanie się korony drzewa. Ten ślad wskazuje na to, że tupolew nie zahaczył o brzozę, lecz bardzo lekko i delikatnie musnął ją końcówką skrzydła. Ta wer sja wyklucza uszkodzenie tak duże, aby urwało się kilka metrów skrzydła, co su geruje MAK. Wyliczenia profesora Da kowskiego przeczą więc wersji o tym, jakoby tupolew stracił sterowność i od wrócił się na grzbiet wskutek uderzenia skrzydłem o brzozę.

Co więcej: jeśli przyjąć, że w ostatnich sekundach lotu kapitan Arkadiusz Pro tasiuk zwiększył do maksimum ciąg sil ników, aby osiągnąć maksymalną moc, zaowocowało to ogromnym pędem po wietrza. – Prąd powietrza o sile huraga nu powinien porwać koronę ze sobą, w

kierunku hipotetycznego lotu samolotu – mówi profesor Dakowski. [ja tam raczej uważam, że to gazy odrzutu z silników powinny odrzucić topolę (zwaną popularnie „brzozą”) do tyłu.. Ale na pewno nie mogła pozostać jak ta trzcina nadłamana.. MD]. Korona spa dała jednak pionowo w dół, co dowodzi, że nie została porwana wiatrem wytwo rzonym przez ciąg. Z tego z kolei wyni ka, że nieprawdziwa jest wersja, jakoby w ostatnich sekundach, samolot leciał na pełnym ciągu. o Panie Logiki, a może go w ogóle tam nie było?? MD]

 

Dowód drugi: śmieci

Na zdjęciu widać, że obok brzozy leżą bezładnie porozrzucane śmieci. Brakuje na nich śladów skutków pędu powietrza spowodowanego przez samolot, który wg MAK leciał na wysokości paru metrów nad ziemią. Pęd powietrza musiałby do prowadzić do tego, że worki ze śmiecia mi i pojedyncze odpady zostałyby poroz rzucane na dużą odległość. Nic takiego się nie wydarzyło. Co więcej: – Gdyby dodatkowo uwzględnić, co niektórzy analitycy zakładają, możliwość lub na wet konieczność podnoszenia samolotu po uderzeniu o brzozę przez pełen ciąg silników, to byłyby dodatkowo widoczne ogromne efekty gorących gazów emito wanych w dół z silników na otoczenie widoczne na zdjęciu – mówił prokura torom profesor Dakowski. Tymczasem nawet worki ze śmieciami i same śmieci są i były w spoczynku. Na zdjęciach nie ma żadnych zaburzeń spowodowanych dwoma powyższymi czynnikami.

 

Dowód trzeci: wybuch

Kolejnym śladem jest widoczny na zdjęciach wygląd wraku tupolewa. Z praw fizyki wynika, że po uderzeniu o ziemię dochodzi do zgniecenia kadłu ba. Z podobnymi sytuacjami mamy do czynienia, kiedy dochodzi do wypadku samochodowego. Wówczas część sa mochodu również ulega zgnieceniu. Tak samo jest w przypadku samolotu. Ude rzenie o ziemię z ogromną siłą sprawia, że kadłub ulega zgnieceniu. Aby przy uderzeniu samolotu o ziemię kadłub mógł wybuchnąć, w środku musi dojść do pożaru albo wybuchu. [pożar nie wystarcza, zresztą go nie było.. MD] Dopiero w ta kim przypadku kadłub rozrywany jest na dziesiątki tysięcy części. Zdjęcia z katastrofy smoleńskiej stanowią zagadkę. [przepraszam, że się wtrącam, ale raczej stanowią DOWÓD! MD] . Widać na nich, że kadłub samolo tu faktycznie się rozleciał, a nie uległ zgnieceniu. – Moja analiza niektórych z licznych przecież w Polsce zbiorów szczątków Tu-154M wskazuje, że czę ści z duralu nie zostały zgniecione, lecz rozerwane – mówił Dakowski. – Ko nieczne jest sprawdzenie tego twierdze nia w laboratoriach specjalistycznych, np. Wydziału Mechaniki Politechniki Warszawskiej. Mam nadzieję, że Pro kuratura Wojskowa takie pytania zada ła i odpowiedzi uzyskała. Jeśli zostanie potwierdzone rozerwanie, to wybuch przestanie być hipotezą, stanie się oczy wistością.

To nie jedyny dowód w sprawie. Pro fesor Dakowski zwrócił również uwa gę prokuratorów na zdjęcia, na których widać, że dolna część kadłuba, z włazem mniej więcej na odcinku odpowiadają cym literom „EPUBLIC OF P” położona jest w kierunku przeciwnym do prawdo podobnego ruchu kadłuba. Co najważ niejsze, ta część stoi pionowo. Brzegi tego fragmentu wygięte są na zewnątrz, co wskazuje na działanie siły od środka [wnętrza md] kadłuba. Ciężko znaleźć wytłumaczenie dla takiego położenia tego elementu. Prawdopodobna hipoteza jest taka, że pierwotnie równolegle do niego znajdo wał się cały kadłub. Następnie wybuch, który rozerwał kadłub, i siła działająca od jego wnętrza przesunęła element w stronę drzewa tak, że się o nie oparł. W tych samych okolicznościach powstały również wygięcia fragmentów w stronę zewnętrzną.

 

Dowód czwarty: krater

Ponadto, zdaniem profesora Dakow skiego, gdyby spadający samolot ude rzył w ziemię z tak ogromną prędkością, jak miało się to stać według śledczych z MAK, w ziemi musiałby powstać krater. Uderzenie musiałoby wyzwolić energię kinetyczną, która doprowadziłaby do zgniecenia kadłuba. – Takie uderzenie nie mogłoby spowodować rozerwania kadłuba na tysiące części – dowodził naukowiec w rozmowie z wojskowymi prokuratorami. Co więcej: brak krateru dowodzi również tego, że samolot nie upadł w tym miejscu, gdzie znaleziono jego wrak. Upaść musiał wcześniej. [te trzy słowa dodał dziennikarz, ja tego nie wiem…MD]

Profesor zwrócił również uwagę na to, że na zdjęciach zrobionych po katastro fie widać doskonale fragmenty kadłuba, ale nie widać kabiny pilotów. A tym czasem kabina pilotów wykonana jest z twardszego materiału niż wszystkie inne części. Jak więc tłumaczyć to, że nie ma po niej śladu? Zdaniem profeso ra, to kolejna przesłanka przemawiająca za tym, że kabina została wysadzona w powietrze.

– Fakt, iż kadłub jest rozpryśnięty na dziesiątki tysięcy drobnych ułamków i większych części, w związku ze stwier dzeniem prokuratora Andrzeja Seremeta, że „na pokładzie nie doszło do wybu chu konwencjonalnego”, wskazuje na wybuch ładunku niekonwencjonalnego – zeznawał profesor Dakowski. – Narzu cającą się przyczyną tak destruktywnego „rozpryśnięcia” kadłuba jest eksplozja bomby termo-wolumetrycznej w czasie zatrzymywania się kadłuba (z dokład nością 2-4 sekund). Z tej przyczyny uza sadnialiśmy konieczność ekshumacji już 2 maja.

Dowód piąty: przeciążenia

Profesor Dakowski obliczył też (…) przeciążenia, jakie mogły zaistnieć w momencie uderzenia samolotu o zie mię. Według niego, przy prędkości 300 km/h i długości drogi hamowania 100 metrów, średnie przeciążenie wynosiło 3,5 g (g to wartość przyciągania ziemskiego). Jeśli przyjąć, że samolot faktycznie zawadził skrzydłem o brzo­zę, oznacza to, że pokonał później drogę 200 metrów (taka odległość dzieli brzo zę od miejsca upadku). Przeciążenie nie mogło więc być przyczyną śmierci pa sażerów (śmiertelne przeciążenie to co najmniej 14 g). Według MAK, to wła śnie przeciążenie o wartości 40-100 g powstałe w wyniku uderzenia samolotu o ziemię było przyczyną śmierci pasaże rów. Jak zauważył profesor Dakowski, tak ogromne przeciążenie pozostawia na zwłokach człowieka wyraźne ślady : odrywają się kończyny, a oczy i mózg wypływają przez oczodoły. […] Większość zwłok rozpoznawali krewni ofiar i nie zauwa żyli takich śladów. Potwierdza to rów nież protokół sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w którym nie ma mowy o tego rodzaju uszkodzeniach ciała.

– Prawa fizyki i logiki działają nieza leżnie od kwestii politycznych – uwa ża profesor Mirosław Dakowski. Jego obliczenia [—- md] obalają wersję MAK i jego tezy, że smo­leńska katastrofa była wynikiem błędu pilotów. Analizy profesora Dakowskie go mogą być przełomowe dla wyjaśnie nia prawdziwych okoliczności tragedii. Czy jednak polska prokuratura wyko rzysta tę wiedzę?

Najwyższy Czas!, dakowski.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized