Monthly Archives: Styczeń 2011

Sfałszowane stenogramy


18/01/2011

Analiza komunikatów wykazuje anomalie które jednoznacznie świadczą o ingerencji w treść zapisów czarnych skrzynek.

08:04:11 Anonim: „To będzie makabra…będzie nic nie będzie widać” Nie ma żadnych śladów w nagraniu aby załoga do tej pory dostała informację o złych warunkach atmosferycznych. Ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

08:10:07 Nawigator: „RW, nastawniki RW” (RW – radiowysokościomierz)

08:10:10 I pilot: „100M” (ustawienie sygnału dźwiękowego radiowysokościomierza przy przekroczeniu wysokości 100m)

08:10:14 II pilot podaje informację o 11 tonach paliwa w zbiornikach. Niemożliwe samolot startując z 19 tonami powinien mieć po 43 minutach lotu około 15,5 tony.

08:11:01 II pilot: „No ziemię widać…coś tam widać… może nie będzie tragedii” Nie ma żadnych śladów w nagraniu aby załoga do tej pory dostała informację o złych warunkach atmosferycznych.

08:14:06 Komunikat kontroli obszaru: „W Smoleńsku mgła i widzialność 400m” Komunikat fałszywy, wklejony gdyż załoga go w żaden sposób nie komentuje a 14 minut później II pilot wyraża obawę o kierunku lądowania pod słońce.

08:18:24 II pilot podaje informację o 12,5-13 tonach paliwa. Informacja niespójna z wcześniejszym komunikatem o 11 tonach. W rzeczywistości powinno być 14,5 ton.

08:20:07 II pilot ” Tu jakby było 259 (kierunek wschodni), byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce.” Obawa o lądowanie pod słońce świadczy o tym, że załoga do tej pory nie wiedziała o mgle. Brak jest w późniejszych dialogach informacji o wyborze kierunku lądowania.

08:23:55 I pilot podaje wieży informację o 11 tonach paliwa w zbiorniku. Komunikat niespójny z wcześniejszymi. W rzeczywistości powinno być około 14 ton.

08:24-29 Pilot Jaka porucznik Artur Wosztyl przez radio informuje załogę TU154 o kłopotach z lądowaniem Iła, o aktualnej widoczności wynoszącej 400 w poziomie i 50m w pionie oraz o grubości warstwy chmur wynoszącej powyżej 400m.

08:27:58 Bort: „Zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód” Informacja od tajemniczego samolotu (Ił76???) o zakończeniu zrzutu (wody – pary wodnej celem wywołania mgły???)

08:28:04 Bort: „Pozwolili” Patrz wyżej.

08:29:17 Pilot Jaka informuje, że APM są ustawione 200m od pasa.

APM – Dużej mocy lotniczy reflektor naprowadzający w warunkach ograniczonej widoczności. Przed lądowaniem prezydenta musiały być ustawione 1km przed pasem dla zmylenia pilotów.

08:29:46 II pilot: „Słyszałeś”

08:29:47 I pilot: „Ktoś tam jest?”

08:29:51 II pilot: „U ciebie też?” Piloci zwracają uwagę na dziwne odgłosy w eterze. Może pochodzą one od tajemniczej trzeciej osoby w wieży kontroli lub samolotu o kryptonimie Bort.

08:29:58 II pilot kalibruje wskazania wysokościomierza barometrycznego na ciśnienie w poziomie lotniska 993 hPa co odpowiada 745 mm Hg. Brak jakiekolwiek informacji o prędkości i kierunku wiatru, która jest bardzo istotna i również powinna być wprowadzana do urządzeń samolotu.

08:32:02 Kontrola lotów: „Zajęliście 500 metrów?”

08:32:05 I pilot: „Na razie nie. 1000 schodzimy” Bardzo dziwne pytanie wieży która dysponuje radarem i powinna znać wysokość samolotu z dokładnością do 10m. O pomyłce rzędu 500 metrów nie może być mowy.

08:33:25 Technik pokładowy podaje informację o 12 tonach paliwa. Informacja niespójna z wcześniejszymi komunikatami. W rzeczywistości po 66 minutach lotu powinno być 13,5 tony.

08:33:29 Anonim: „200 metrów” Samolot wg pozostałych zapisów znajdował się dużo wyżej. Pochodzi najprawdopodobniej z innego samolotu lub z wieży. Może to być informacja o wysokości samolotu zamachowców lecącego pod tupolewem lub rzeczywista wysokość tupolewa omyłkowo pozostawiona przez fałszerzy skrzynek.

08:34:35 Samolot redukuje prędkość do 380 km/h.

08:34:56 Wieża: „500 metrów, na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście” Dziwne pytanie skierowane do wojskowego pilota wojskowego samolotu. W myśl psychologii kryminalistycznej można je potraktować jako swoiste sadystyczne pożegnanie oprawcy z ofiarą dające jej iluzoryczną szansę na dostrzeżenie podstępu.

08:35:04 Kontrola lotów informuje o ustawieniu reflektorów na progu po lewej i prawej stronie pasa.

08:35:19 Kapitan: Wykonujemy trzeci (współrzędna trzeciego zakrętu wg karty lotniska 54° 56′ 0N 32° 17′ 4E)

08:35:21 Prędkość samolotu 330 km/h

08:35:22 Informacja z kontroli lotów aby być gotowym do odejścia na drugi krąg od wysokości 100m. Wg zeznań nasłuchujących radiostację kapitana Jaka Artura Wosztyla i technika Remigiusza Musia wieża podała wysokość decyzyjną 50m zarówno pilotom TU jak i wcześniej próbującemu lądować Iłowi oraz im samym – ingerencja w zapisz czarnych skrzynek)

08:35:59 Nawigator: 0,7 mili od osi (czyli czwartego zakrętu)

08:36:25 Nawigator 0.1 mili od osi (czyli czwartego zakrętu) Czas pomiędzy komunikatami 26 sekund, przebyta droga to 0.6 mili czyli 1100m, stąd prędkość 42,3 m/s = 152 km/h – niemożliwe. Wg komunikatów prędkość samolotu wynosi 330 km/h a minimalna prędkość samolotu to 235 km/h – ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

08:37:01 Pilot Jaka ponownie informuje drugiego pilota TU154 Roberta Grzywnę o trudnych warunkach pogodowych. Widzialność określa na 200m.

08:37:23 Kapitan Protasiuk: Wykonujemy czwarty. (Współrzędna czwartego zakrętu wg karty lotniska 54° 51′ 9N 32° 18′ 9E) Czas od komunikatu 0,1 mili a czwartym wynosi 58 sekund, przebyta droga 185m, stąd prędkość 3,18m/s = 11,5 km/h – niemożliwe. Wg komunikatów prędkość samolotu wynosi 330 km/h a minimalna prędkość samolotu to 235 km/h – ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

08:38:20 Nawigator: Pól mili (do ścieżki podejścia 10 km od pasa) Odległość między czwartym a niniejszym punktem wynosi 930m, różnica czasu to 57s, stąd prędkość 16m/s = 58,7 km/h – niemożliwe. Wg komunikatów prędkość samolotu wynosi 330 km/h a minimalna prędkość samolotu to 235 km/h – ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

08:38:37 Drugi pilot: Prędkość samolotu 300 km/h

08:38:49 Drugi pilot: Prędkość samolotu 280 km/h.

08:39:08 Informacja z wieży: Samolot w odległości 10 km od pasa. Od komunikatu 0,5 mili minęło 48 sekund, przebyta droga to 930m, stąd prędkość 19,3m/s=69.5 km/h – niemożliwe. Wg komunikatów prędkość samolotu wynosi 280 km/h a minimalna prędkość samolotu to 235 km/h – ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

Przy 280 km/h i 108 sekundach przed BRL (bliższą radiolatarnią) jest 9,50 km od pasa.

08:39:30 Informacja z wieży: Samolot w odległości 8 km od pasa. Ostatnie dwa kilometry musiałby lecieć z prędkością 327 km/h. Przy 280 km/h i 86 sekundach przed BRL jest 7,79 km od pasa.

08:39:40 Pilot otrzymuje z wieży komunikat „Posadka dopołnitielno 120-3 metry”. Informacja i kierunku i prędkości wiatru. Stanowczo spóźniona i w tym czasie już bezużyteczna dla załogi.

08:39:49 Informacja z wieży: Samolot w odległości 6 km od pasa. Przy 280 km/h i 67 sekundach przed BRL jest 6,32 km od pasa. Sygnał co najmniej 4 sekundy przed czasem

08:39:50 Samolot rejestruje sygnał dalszej radiolatarni w odległości 6,1 km od pasa. Ostatnie 1900m musiałby lecieć z prędkością 342 km/h. Przy 280 km/h i 66 sekundach przed BRL jest 6,24 km od pasa. Sygnał co najmniej 2 sekundy przed czasem. Samolot powinien być na wysokości 300m nad ziemią tymczasem za siedem sekund otrzymujemy informację od anonima (kogoś z załogi) o 400m. Świadczy to o tym, że wieża wie iż wskazania załogi są fałszywe mimo to upewnia ją o prawidłowym położeniu komunikatami „na kursie i ścieżce”

08:39:57 Wysokość samolotu wg stenogramów wynosi 400 metrów nad terenem.

08:40:06 Tu154 otrzymuje pierwszy sygnał ostrzegawczy z systemu TAWS „Terrain Ahead”, który powinien nastąpić przy przekroczeniu pułapu 666m. Niemożliwe, ingerencja w zapis czarnych skrzynek.

08:40:13 Informacja z wieży: Samolot w odległości 4 km od pasa. Ostatnie dwa kilometry musiałby lecieć z prędkością 300 km/h. Przy 280 km/h i 43 sekundy przed BRL jest 4,44 km od pasa. Komunikat co najmniej 5 sekund przed czasem.

08:40:19 Wysokość samolotu wynosi wg stenogramów 300 metrów.

08:40:26 Informacja z wieży: Samolot w odległości 3 km od pasa. Ostatni kilometr musiałby lecieć z prędkością 277 km/h. Przy 280 km/h i 30 sekundach przed BRL jest 3,44 km od pasa. Komunikat co najmniej 5 sekund przed czasem.

08:40:32 Wysokość samolotu wynosi wg stenogramów 200 metrów.

08:40:37 Wysokość samolotu wynosi wg stenogramów 150 metrów.

08:40:38 Informacja z wieży: Samolot w odległości 2 km od pasa. Ostatni kilometr musiałby lecieć z prędkością 300 km/h. Przy 280 km/h i 18 sekundach przed BRL jest 2,50 km od pasa. Komunikat co najmniej 6 sekund przed czasem.

08:40:41 Anonim: Wysokość samolotu wynosi 100 metrów.

08:40:42 (wg wstępnego raportu MAK 18 sekund przed katastrofą, wg stenogramów 24 sekundy) Pierwszy sygnał ostrzegawczy z systemu TAWS „Pull up”

08:40:44 TAWS wg stenogramów: „Pull up” Wg polskiej komisji badającej katastrofę kapitan Protasiuk wydaje komendę: „Odchodzimy”.

08:40:46 TAWS wg stenogramów: „Pull up”

08:40:48 Nawigator wg stenogramów: 100 metrów. Przez siedem sekund samolot utrzymuję się na wysokości 100m a nie jest możliwe aby przy utrzymaniu tej samej wysokości TAWS wydał w tym czasie trzy ostrzeżenia.

08:40:49 Drugi pilot wg stenogramów: „W normie” Komunikat wydawany przy przelatywaniu na bliższą radiolatarnią po potwierdzeniu wysokości 100m, tymczasem sygnał BRL jest dopiero za 7 sekund.

08:40:50 Wg stenogramów nawigator: „80 metrów” a drugi pilot wydaje komendę „Odchodzimy”

08:40:51 Sygnał dźwiękowy F-400 Hz (sygnał radiowysokościomierza o przekroczeniu niebezpiecznej wysokości – wg fałszerzy zapisów skrzynek w domyśle 70m, tymczasem został on ustawiony przez załogę wg stenogramów na takie ostrzeżenie przy 100m – patrz dialogi 08:10:07 do 08:10:10).

08:40:52 Piloci wg stenogramów otrzymują z wieży komendę „Gorizont” czyli „wyrównaj lot”.

08:40:53 Wg stenogramów komunikaty nawigatora 50 i 40 metrów nakładają się na siebie – w rzeczywistości niemożliwe.

08:40:54 Wg stenogramów wysokość samolotu 30 metrów.

08:40:54 Wg stenogramów ponowny komunikat z wieży: Kontrola wysokości horyzont.

08:40:55 Wg stenogramów wysokość samolotu wynosi 20m.

08:40:56 (wg wstępnego raportu MAK 3 sekundy wcześniej niż w stenogramach) Sygnał wyłączenia pilota automatycznego (wg MAK w płaszczyźnie wzdłużnej). Wyłączenie autopilota musiało nastąpić dużo wcześniej albowiem samolot zanim zacząłby się wznosić biorąc pod uwagę jego dotychczasową prędkość zniżania, opadałby jeszcze przez około 50m czyli praktycznie rozbiłby się w tym momencie.

08:40:56 Samolot wg stenogramów otrzymuje sygnał bliższej radiolatarni – 1,1 km od pasa. Ostatni kilometr musiałby lecieć z prędkością 180 km/h. Niemożliwe minimalna prędkość samolotu to 235 km/h.

08:40:56 (wg wstępnego raportu MAK 2 sekundy wcześniej niż w stenogramach) Sygnał wyłączenia pilota automatycznego (wg wstępnego raportu MAK regulatora ciągu). Wyłączenie autopilota musiało nastąpić dużo wcześniej – patrz wyżej. Piloci zwiększają maksymalnie moc silników aby rozpocząć wznoszenie samolotu. Okres bezwładności samolotu wynosi około 10 sekund. Niemożliwe, autopilot musiał zostać wyłączony wcześniej bo samolot już by się rozbił.

08:40:58 (wg raportu wstępnego raportu MAK dwie sekundy później niż w stenogramach) sygnał wyłączenia pilota automatycznego w płaszczyźnie bocznej.

08:40:59 Słychać odgłos zderzenia z drzewami.

08:41:00 Drugi pilot krzyczy przekleństwo.

08:41:02 Komunikat wieży „Odejście na drugi krąg”.

08:41:02 Wg MAK samolot uderza w dużą brzozę tracąc dużą część lewego skrzydła i pilot traci kontrolę nad samolotem, zrywa linię energetyczną, ścina kolejne drzewa. Jeszcze w powietrzu miała odpaść część ogonowa razem z silnikami.

08:41:02-04 Przekleństwo.

08:41:04 Samolot uderza w ziemię.

08:41:05 Koniec zapisu stenogramów.

08:41:06 Samolot roztrzaskuje się 500 metrów od pasa lotniska i 100 m poniżej jego osi.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – część 2


Polon210, 17 stycznia, 2011 – 21:58

Dziś sensacyjny wątek z Raportu MAK- kto wiedział 22 marca, że 10 kwietnia rano zepsuje się Casa i dlaczego dla Tuska rezerwowano flotyllę samolotów a dla Prezydenta i Generalicji tylko jedną latającą trumnę??

Cofnijmy się dziś do przygotowań do lotów 7 i 10 kwietnia – co na ten temat mówi raport MAK? oto stosowny fragment z komentarzami:

str 15

1.1. Historia lotu

22 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw

Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej (grę dyplomatyczną tusko-ruską w celu wystawienia Prezydenta opisał Łarzący Łazarz w artykule Gruppenfuhrer KAT więc tylko podkreślę fakt że B. Komorowski nagrodził odznaczeniem ambasadora FR w Polsce Grynina, który ewidentnie kłamał publicznie w tej rozgrywce) zostało przesłane pismo o numerze PdS 10-14-2010 z załączonymi dwoma zapotrzebowaniami na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 10 kwietnia 2010 roku. Zgodnie z zapotrzebowaniami na 10 kwietnia 2010 roku planowano dwa rejsy po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M (b/n 101, rejs PLF 101) i Jak 40 (b/n 044, rejs PLF 031). Jako cel lotu wskazano: „wizyta delegacji polskiej na czele z Prezydentem Rzeczpospolitej w Katyniu i udział w uroczystościach w Miejscu Pamięci”. (oto kluczowy wątek- Sztab sił zbrojnych RP jeszcze rankiem 10 kwietnia miał planowo lecieć Casą! Z nieznanych do dziś niewyjaśnionych powodów, podobno awarii Casy, generałów ulokowano w Tu154M-101 – skąd polski MSZ wiedział 22 marca że 10 kwietnia Casa ulegnie awarii? Dlaczego nie było zapasowej Casy??)

W piśmie Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zawarta była prośba

o zapewnienie obsługi na lotnisku w Smoleńsku oraz zapewnienie aktualnych planów

i procedur portu lotniczego. Strona polska prosiła o skierowanie nawigatora na pokład samolotu. (czytałm dalej uważnie ten raport – jest info że ruskiego „szturmana” na pokładzie nie było, nie ma informacji dlaczego!) Powyższe zapotrzebowanie było uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów Rosaeronawigacji2 31. 03. 2010. Rejs PLF 101 otrzymał oznaczenie„A” (ciekawe że ten jeden rejs nazywa się A, pozostałe prezydenckie i rządowe nazywają się K – czyżby A znaczyło u ruskich to co AF1 u amerykanów?), rejs PLF 031 – oznaczenie „K”. Zgodnie z p. 3.13 G.N 1.2-9 Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (dalej AIP FR) Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej 9 kwietnia z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej do Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało wysłane pismo z zezwoleniem na wykonanie lotów: o numerze 176 CD/10 dla rejsu PLF 101 i o numerze 177 CD/10 dla rejsu PLF 031.

30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej

zostało przesłane jeszcze jedno pismo, numer PdS 10-19-2010, z załączeniem trzech zapotrzebowań

na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji

Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku. (zauważmy, że ruski MSZ potwierdza, że najpierw zafiksowano lot „prezydencki” a po 8 dniach osobny „rządowy”)

Zgodnie z zapotrzebowaniami, na 7 kwietnia 2010 roku planowano trzy rejsy po trasie

Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M

Str 16

(b/n 101, rejs PLF 102) i dwóch Jak 40 (b/n 044, rejs PLF 034 i b/n 0443, rejs PLF 035)

z delegacją polską na czele z Prezesem Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej. (to już 3 samoloty dla tuskowej delegacji)

Powyższe zapotrzebowanie zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli

Szczególnie Ważnych Lotów Rosaeronawigacji (w opisie przygotowań lotu „prezydenckiego” nie ma tego określenia „szczególnie ważne loty- sens tej frazy należy koniecznie wyjaśnić) 31. 03. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”.30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało przesłane dodatkowe pismo o numerze PdS 10-20-2010 z załączonym jeszcze jednym zapotrzebowaniem na wykonanie nieregularnego (jednorazowego) lotu w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku.

Zgodnie z zapotrzebowaniem, na 7 kwietnia 2010 roku planowano jeszcze jeden rejs po

trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotu

Jak-40 (b/n 047, rejs PLF 037). (to już samolot nr 4 dla Tuska&co) Ww. zapotrzebowanie również zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów (Tusk „szczególnie ważny” vs Prezydent RP nieważny?) Rosaeronawigacji 01. 04. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”. Dodatkowo na podstawie pisma Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej numer PdS 10-21-2010 z 1 kwietnia 2010 został uzgodniony przylot 7 kwietnia trzech samolotów typu CASA – 295M. (samoloty nr 5 i 6 dla ekipy Tuska – już cała flotylla!!)

Faktycznie, 7 kwietnia na lotnisko Smoleńsk „Północny” wykonano cztery rejsy: jeden

samolotem Tu-154M (PLF 102), jeden samolotem Jak-40 (PLF 035) i dwa samolotami CASA-

295M. (z 6 anonsowanych samolotów poleciało 4 – to uważam za normalną nadmiarowość w przygotowaniach ale pozostaje pytanie dlaczego całą delegację prezydencką upchnięto w feralnym Tu154M-101 – tu juz dziwnie całkowity brak „zapobiegliwości”! Lotu Jaka40 z samymi pismakami na pokładzie nie liczę – nie byli członkami oficjalnej delegacji a co najciekawsze brak praktycznie ich relacji z tej „imprezy” – to po co lecieli jak nic nie relacjonowali?? Jedyny który przekazał ciekawe dane był tam na miejscu wcześniej obecny W. Bater i „zaginął” a jego kamerzysta Knyż poniósł tajemniczą śmierć wkrótce po zdarzeniu)

Moje podsumowanie:

– sensacyjny „profetyczny” wątek odnośnie przydziału samolotów do lotu 10 kwietnia – albo MAK napisał te zamówienia na loty Tu154M-101 i Jak40-44 post facum fałszując i antydatując dokumenty albo polski MSZ wiedział 22 marca, że Casa dla generalicji się zepsuje i zapobiegliwie nie przygotował rezerwowej, choć 7 kwietnia obie Casy brały udział w „wypadzie” Tuska

– zauważmy dysproporcję w traktowaniu delegacji rządowej i prezydenckiej – 7 kwietnia dla Tuska anonsowano 6 samolotów poleciały 4, 10 kwietnia anonsowano 2 w tym VIPy zostały stłoczone w „feralnym” Tu154M-101 a Jak40 poleciał z nic nie znaczącymi pismakami

Ciekawe, prawda??

c.d.n

niepoprawni.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Oko żaby


17.01.2011 11:06

 

Każdy, kto miał do czynienia ze scenografią filmową lub chociaż oglądał filmy opowiadające o kręceniu filmów, wie, że iluzja planu polega na tym, iż pokazane jest tylko to, co oglądający ma zobaczyć. To, co nie jest pokazane rozgrywa się już w wyobraźni widza. W przypadku seriali telewizyjnych typu sitcom, rozgrywających się częstokroć w jednym miejscu, konstruowany jest w studiu jakiś „pokój” czy „szpital”, a kamera nigdy nie opuszcza planu, czyli nie wyjeżdża „za dekoracje”, nie pokazuje osób pilnujących reflektorów, sprawdzających scenopis, dokonujących charakteryzacji aktorów itd. Można tę sytuację porównać do perspektywy, z jakiej na świat patrzy żaba. To, co widzi żaba jest dosyć wąskie w porównaniu do tego, co może (stojący w miejscu żaby) ujrzeć człowiek.
Wspominam o tym w kontekście materiałów propagandowych osłaniających zamach smoleński. Wszyscy je znamy niemalże na wylot nie tylko z tego powodu, że były one (i są) powtarzane nieustannie, ilekroć mowa jest o katastrofie, ale przede wszystkim z tego powodu, że tych materiałów jest tyle co kot napłakał. Wszystkie je możemy zaliczyć do „perspektywy żaby”. Czekiści, którzy dokonali mordu smoleńskiego, chcieli i nadal chcą, byśmy widzieli wyłącznie to, co „ma być zobaczone”, czyli, co oni chcą nam pokazać. Nie ma więc mowy o tym, by kamera udała się „poza plan” i by pokazała kulisy zamachu oraz kulisy aranżowania miejsca zdarzenia na „powypadkowe”. Możemy jednak dziś z całą pewnością twierdzić, że takiej aranżacji dokonano, wobec tego powinniśmy (idąc tym tropem) porzucić perspektywę żaby i opuścić wygodny fotel telewidza, by wyjrzeć poza zmontowane dla nas (i oczywiście dla opinii międzynarodowej) dekoracje.
Zacznijmy może od tego, czego NIE widać na ruskim planie. Bez względu na to, czy mamy do czynienia z filmikiem Koli, Igora (3. film smoleński) czy Wiśniewskiego (pomijam nawet kwestię fotografii i fotomontaży szeroko komentowanych w blogosferze) – nigdzie, powtarzam, nigdzie nie ma migawek z kokpitem. Nigdzie nie ma też (autentycznych podkreślam, ruskie fotomontaże nas nie interesują) zdjęć zabitych pasażerów. Nigdzie, jak doskonale wiemy, nie ma sfilmowanej samej katastrofy, co wydaje się o tyle dziwne, że w dzisiejszych czasach w Rosji nawet zwykli mechanicy samochodowi i malcziki mają komórki z kamerami. Nigdzie nie ma migawek z 10 Kwietnia znad pobojowiska, a przecież nie możemy podejrzewać, że ruska telewizja (no bo przecież polska nie zajmowała się takimi drobiazgami jak udokumentowanie miejsca katastrofy (vide książka P. Kraśki, o której pisałem http://freeyourmind.salon24.pl/209287,smolensk-w-wersji-dla-idiotow)) nie dysponuje ekipami z helikopterem i operatorem umiejącym robić zdjęcia z dużych wysokości.
Jeśli zaś weźmie się pod uwagę filmowe relacje z innych katastrof lotniczych, to nasuwa się podstawowe pytanie: dlaczego brakuje tylu tak ważnych materiałów? Czemu nie ma kokpitu, który przecież nie uległ całkowitemu zniszczeniu, bo informuje o tym nawet „raport komisji Burdenki 2”, w którym ustalono nawet, jak czytaliśmy, stopień ucisku rąk pilotów na wolancie?
Do głowy przychodzą mi dwa scenariusze. Kokpitu może brakować po pierwsze dlatego, że został natychmiast po katastrofie zabrany z miejsca zdarzenia. To by świadczyło, że 1) do katastrofy doszło jakiś czas WCZEŚNIEJ niż się oficjalnie przyznaje, 2) na miejscu zdarzenia, na długo PRZED dotarciem jakichkolwiek ekip ratowniczych (straż, medycy), operowały specsłużby usuwające natychmiast „newralgiczne” elementy samolotu (wraz ze sprzętem natowskim i innymi kosztownościami z czekistowskiego punktu widzenia), 3) te służby ani nie udzieliły, ani nie sprowadzały żadnej pomocy, zajęte swoją akcją.
Po drugie jednak kokpitu i innych wymienionych wyżej elementów (charakterystycznych dla miejsc po wielkich lotniczych katastrofach) może brakować dlatego, że… ich tam nie było, a tam, tj. na całym tym błotnisto-leśnym pobojowisku, które wszyscy znamy ze zdjęć i filmów, nie doszło do prawdziwej katastrofy, tylko do inscenizacji, mającej odwrócić naszą uwagę od realnej tragedii, która to tragedia mogła nastąpić niedługo PÓŹNIEJ. Z tego też powodu nie robiono 10 Kwietnia zdjęć z helikoptera, by nie ukazały się jakieś kulisy wielkiego spektaklu. Pamiętamy słynną i zagadkową zgoła w całej sytuacji wypowiedź jednego z ludzi pracujących wtedy w „wieży kontroli lotów” skierowaną do polskiej załogi Jaka-40, jakoby tupolew ODLECIAŁ (http://aqqa.salon24.pl/185017,wosztyl-vs-wisniewski-konfrontacja-zeznan) (http://wyborcza.pl/1,75478,7913721,Tupolew_wcale_nie_ladowal.html?as=3&startsz=x). Wosztyl twierdzi jednak, że NIE słyszeli odlatującego tupolewa.
Zakładając, że załoga spostrzegła, że Ruscy sprowadzają tupolewa w pułapkę, a maszyna „przestaje działać” prawidłowo: czy tupolew nie mógłby wtedy awaryjnie lądować i „spaść” (o ile nie został strącony) gdzieś opodal, lecz w INNYM miejscu, po wyłączeniu (w celach bezpieczeństwa, czyli, by nie doszło do eksplozji paliwa) silników lub ich awarii? Przecież piloci wojskowi są wprawieni w lądowaniach w ekstremalnych warunkach. Na miejscu znanym nam z przekazów medialnych, dokonano by zaś inscenizacji „oficjalnej” katastrofy ze szczątkami innej maszyny zrzuconymi wcześniej (np. przez Iła, który cuda wyczyniał przed przylotem polskiej delegacji)?
Zwróćmy uwagę na przedziwne zachowania służb ratowniczych, które zdają się 10 Kwietnia krążyć po Smoleńsku nieco jak błędne owce (jeden z milicjantów przyznaje w którymś z ruskich materiałów „na gorąco”, że „nie wiedzieli dokąd ich wszystkich wzywają”) – tak jakby były (niemal równocześnie) DWIE katastrofy; do jednej się specjalnie ratownicy NIE spieszą (bo tam „nie ma kogo ratować”), a do drugiej, bardzo, by zwyczajnie opanować sytuację. Przypomnijmy sobie zresztą relacje o „stojącym bez kół” polskim samolocie i o płonącym samolocie, co „spadł obok czołgu” (http://kisiel.salon24.pl/176049,samolot-w-plomieniach-spadl-obok-czolgu). Objęta oczywiście całkowitą osłoną czekistów prawdziwa katastrofa mogła mieć swój milczący, tragiczny przebieg bez jakichkolwiek świadków, bez Wiśniewskiego pałętającego się po błotnisku, z jego słynnym „ja p…lę to nasz jest”, bez kamer, bez zdjęć. Wszyscy bowiem reporterzy, dyplomaci, po oficjalnym podaniu przez Rusków informacji o katastrofie, byliby w innym miejscu (Smoleńsk-Siewiernyj) – i byliby w dostatecznie dużym szoku z powodu tragedii, by nie „dopytywać o szczegóły” takie choćby jak rzucający się w oczy brak ciał czy kokpitu i sporej części kadłuba. Taki scenariusz tłumaczyłby też późniejsze aranżowanie miejsca katastrofy na lotnisku Siewiernyj na „powypadkowe”, niszczenie wraku, zasypywanie i wycinanie drzew – jak też dostawianie brakujących części i dowożenie 10 Kwietnia białymi furgonami zwłok z innej części miasta.
Powyższe rozważania są oczywiście hipotetyczne, ale wydaje mi się, że ten drugi scenariusz wart jest dokładnej analizy, skoro już wiemy, że po „raporcie komisji Burdenki 2” powinniśmy wrócić do punktu wyjścia i uznać olbrzymią większość materiałów przekazywanych oficjalnie przez Rusków, za fałszywe.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Premier podszyty tchórzem


niedziela, 16 stycznia 2011

Artur WosztylTupolew wcale nie lądował. Robił podejście do lądowania i w jego trakcie doszło do katastrofy. Podejście wygląda tak, że samolot zniża się do swojej minimalnej wysokości i wykonuje lot w kierunku lotniska. Jeżeli na tej wysokości w odpowiedniej odległości od drogi startowej ma kontakt wzrokowy z ziemią, może się zniżyć i kontynuować, nawet gdyby wieża podała mu gorsze warunki. (…)

Gazeta Wyborcza: Czemu Tu-154 myślał, że jest wyżej, niż był?

Artur WosztylSytuacja musiała ich zaskoczyć. Czym, nie mam pojęcia i nie będę spekulował. Gdybyście rozmawiali z 10 pilotami, mielibyście 10 logicznych hipotez.

To wypowiedzi Wosztyla jeszcze z maja ubiegłego roku. Wosztyl, śledził to co się działo w Tu-154 nasłuchując rozmów Protasiuka z wieżą, a że sam jest pilotem Tu-154, jest chyba osobą kompetentną i mając nasłuch na to co się dzieje w kabinie i jak przebiega komunikacja z wieżą, potrafi ocenić co robi pilot.
Już w maju wiadomo więc było, że według „nausznego” świadka katastrofy, Protasiuk nie lądował, a jedynie robił podejście do lądowania. Dzisiaj wiemy ze stenogramów, że podejście było nieudane i zakończyło się wydaną przez Protasiuka komendą „odchodzimy”.
Tymczasem w raporcie MAK-u, ocenionym przez polski rząd jako w zasadzie rzetelny, napisano, że „decyzji dowódcy statku powietrznego o odejściu na drugi krąg nie było”. Powiedzenie, że jest to nadużycie to mało. To ordynarne kłamstwo. I nie jest nawet problemem to, że takie kłamstwo się w raporcie znalazło, niczego innego się po komisji Putina spodziewać nie należało. Prawdziwym problemem jest całkowita bezradność Tuska w tej sprawie, wynikająca wcale nie z tego, że po tym jak oddał narrację smoleńską do wyłącznej dyspozycji Putina nie ma już żadnych możliwości odkręcania tego co od Putina dostał. Wbrew pozorom do ostatniej chwili można było coś zrobić, problem w tym, że naszego premiera sparaliżował strach, strach tak wielki, że nie umiał zadbać już nie tylko o tak obce mu wartości jak prawda, interes swojego kraju czy honor polskiej armii, ale nawet o jedyną rzecz na jakiej mu w polityce zależy – własny wizerunek. I gdy dzisiaj Janusz Wojciechowski pisze „Rosja ma nas tam, gdzie jej sami weszliśmy” to można się co najwyżej zżymać, że to ciut nieeleganckie, ale nie da się temu zaprzeczyć bo jest wyjątkowo celne.
Nikt nie oczekuje od Tuska wielkich gestów i jakiejś nadzwyczajnej odwagi, mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby się przestać łudzić. Ale nawet ja, mając o Tusku jak najgorsze zdanie, byłam zaskoczona jak bardzo sobie nie poradził. Nawet jeśli znacząco obniżymy premierowi poprzeczkę i uznamy, że miał prawo się pomylić w kwietniu i nie zabezpieczyć naszego interesu w tym śledztwie (i nie mówię tu nawet o samym oddaniu śledztwa, ale choćby o tym, że nie zadbano o pobranie własnych próbek materiału do badań i dzisiaj możemy odetchnąć z ulgą, że Rosjanie wpisali Błasikowi do krwi tylko 0,6 promila a nie na przykład 2 promile i krętki blade), to przecież jeszcze całkiem sporo można było zrobić od momentu gdy dostaliśmy raport i premier w pierwszym odruchu ogłosił, że jest on „w całości nie do przyjęcia”.
I znowu, nie oczekuję od Tuska, że się będzie stawiał Rosjanom, prostował, walczył. Aż taka naiwna nie jestem. Ale trzy rzeczy miał obowiązek zrobić tu, w kraju. Po to, żebyśmy się dzisiaj nie czuli aż tak upokorzeni, nie samym raportem, ale pokorą z jaką państwo polskie go przyjęło.
Tusk znał raport Anodiny od grudnia, te kilka tygodni to wystarczająco dużo czasu aby:
  • przygotować kontrprezentację podsumowującą polskie zastrzeżenia do raportu Anodiny, a w znacznej mierze wręcz go unieważniającą (brak wiarygodnych danych o pochodzeniu alkoholu w krwi Błasika, komenda „odchodzimy” podważająca główną tezę o lądowaniu za wszelką cenę). O tym, że padła komenda „odchodzimy” powinniśmy się dowiedzieć zaraz po zakończeniu konferencji Anodiny, nie trzeba było czekać aż internauci się wsłuchają w nagranie, a Wróblewski wczyta w polskie uwagi, bo taka prezentacja powinna być dawno gotowa do rozesłania do mediów, po polsku i angielsku,
  • rozbroić „bombę alkoholową” zamiast zostawiać z nią upokorzoną wdowę i czekać aż dziennikarze znajdą ekspertów, którzy powiedzą co to jest alkohol endogenny i skąd się bierze. Upokorzenia Błasika – a razem z nim polskiej armii – można było uniknąć zawczasu podważając wiarygodność badania, bo przecież jest ona zerowa. Sam fakt, że się w ogóle z tym dyskutuje jest upokarzający, tę dyskusję trzeba było uciąć zanim się zaczęła i było mnóstwo na to sposobów. A jeśli Ewa Błasik dowiedziała się o alkoholu dopiero z konferencji Anodiny, to jest niewyobrażalny skandal.
  • wykorzystać media do przygotowania gruntu pod raport Anodiny i wzmocnienie polskiego głosu. Ta władza jak żadna inna wyspecjalizowała się w uprawianiu polityki za pomocą „przecieków kontrolowanych”. Ten jeden raz, kiedy odpowiednio przygotowane mogły uratować nasze zbiorowe samopoczucie (mniej ważne) i dobre imię (dużo ważniejsze) nie zrobiono nic.
Ta bierność, podobnie jak wcześniejsza aktywność, opisana przeze mnie we wpisie „Szeptana propaganda władzy” czyni z Tuska wspólnika Anodiny. Po prostu. Miał obowiązek i możliwości. Nam zostaje już tylko satysfakcja, że gorliwie pomagając Putinowi upokorzyć prezydenta, generała, pilotów, Polskę, sam został – niespodziewanie dla samego siebie – upokorzony. Marna to jednak pociecha, bo jedyną lekcję jaką z tego wyniósł jest najwyraźniej przekonanie, że nic nie możemy. A skoro nic nie możemy, to nie będziemy nawet próbować.
Po tym jak premier „poradził sobie” z kłamliwym raportem, który można było dość łatwo ośmieszyć i zawczasu zneutralizować jego negatywne skutki, pozostaje już tylko modlić się, żeby los nie zechciał nas wystawić na poważniejszą próbę, bo chyba już nikt nie wierzy, że Tuska będzie stać na obronę naszych interesów. Nie umie obronić nawet swojego. Nie wierzę w raport Anodiny i bym się nim nie przejęła, upokarza mnie jednak strach mojego premiera przed jakimkolwiek gestem, słowem. Takiego tchórza na takim stanowisku jeszcze nie mieliśmy.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Rozbiórka kłamliwego raportu MAK na czynniki – część 1


Polon210, 15 stycznia, 2011 – 18:19

Wziąłem się za wnikliwą lekturę raportu MAK. Odłóżmy emocje na bok bo złym są doradcą. Bierzmy się za meritum – ten stek kłamstw należy rozmontować step by step!

Zamierzam tę pracę kontynuować z pozycji inżyniera – sceptyka, człowieka który co prawda nie jest profesjonalnym ekspertem w dziedzinach które dotyczą tej katastrofy, ale nieźle zorientowanym w zagadnieniu pasjonatem. Wasze poprawki i uzupełnienia do tego cyklu jak najbardziej mile widziane i oczekiwane!

Celem który chcę doraźnie osiągnąć, jest sporządzenie rzeczowej krytyki raportu MAK – spójnej, logicznej i niepodważalnej. Katalogu zagadnień wogóle pominiętych w Raporcie, jawnie zakłamanych, przeinaczonych, bezpodstawnie wykreowanych, nie zgodnych ze znanymi dowodami jak i prawami fizyki i pozostałych nauk, stanem prawnym i wszystkim co sprawdzalne i mierzalne, mam zamiar użyć jako narzędzia do demontażu fatalnego merotorycznie wpisu na polskiej Wikipedii

http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_polskiego_Tu-154_w_Smole%C5%84sku

Cel strategiczny tej pracy jak i wszystkich następnych jest oczywisty – przyczynić się do udowodnienia roli strony rosyjskiej i podległej jej agentury administrującej Polską w zbrodniczej intrydze a wyniku czego ekipa Tuska będzie musiała oddać władzę ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami (jakimi? o tym innym razem).

A więc do dzieła! Opieram się w swej pracy na polskim tłumaczeniu Raportu:

http://bi.gazeta.pl/mak/raport.pdf

sporne kwestie zaznaczam na czerwono, własne uwagi zamieszczam na zielono.

Na początek wziąłem na warsztat krótki a ważny akapit „Podsumowanie” ze stron 193, 194 w.w. wersji Raportu. Oto ten tekst:

Str193

3 Podsumowanie

Badanie katastrofy samolotu Tu-154 lotnictwa państwowego Rzeczpospolitej Polskiej (nie cywilnego czyli wojskowego!), wykonującego nieregularny międzynarodowy lot (lot HEAD a sugestia jakby jakiś charter) w celu przewozu pasażerów na lotnisko lotnictwa państwowego (czytaj „nie cywilne” czyli wojskowe!) Federacji Rosyjskiej Smoleńsk „Północny”, prowadzono, na podstawie decyzji (brak decyzji, nie istnieje żaden dokument co potwierdził Tusk – samowolka rządu FR) Rządów Federacji Rosyjskiej i Rzeczpospolitej Polskiej, zgodnie ze standardami i zalecaną praktyką Załącznika 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym (nie dotyczy lotów wojskowych a więc i PFL-101) Załącznik 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym jest jedynym

międzynarodowym dokumentem (nieprawda – jest bilateralne porozumienie z 1993), wyraźnie określającym sposób powołania, organizacjii przeprowadzenia badania zdarzeń lotniczych, dotyczących interesów dwóch lub więcej państw.

Zapisy Załącznika 13 regulują prawa i odpowiedzialność zainteresowanych państw przy badaniu, a także sposób przygotowania i publikacji raportu Końcowego z wyników badania.

Badanie prowadziła Komisja Techniczna Międzypaństwowego (międzynarodowego – tzn jakiego jeszcze narodu??) Komitetu Lotniczego. Akredytowany przedstawiciel Rzeczpospolitej Polskiej (E. Klich) , jego współpracownicy (jacy? EK uniemożliwił współudział innych osób) i duża grupa cywilnych i wojskowych ekspertów uczestniczyli we wszystkich głównych aspektach tego badania, przewidzianych Załącznikiem 13 do Konwencji. Polskim specjalistom przekazywane były materiały, mające związek ze sprawą (wybiórczo te, które pasowały do założenia apriori winy Polaków, dostępu do większości materiałów odmówiono), a także dana była możliwość zapoznania z wyciągami z dokumentów ograniczonego dostępu (tak utajniono główny dowód w sprawie, czyli oryginalne zapisy czarnych skrzynek, jakiś „stenogram” i to we wstępnej wersji nie ma żadne=j wartości procesowej. na podobnej zasadzie uniemożliwiono dostęp do innych dowodów). W badaniu brali również udział specjaliści instytutów naukowo-badawczych i przemysłu Federacji Rosyjskiej, Rzeczpospolitej Polskiej i USA.

Na podstawie zapisów Zbioru informacji aeronawigacyjnej Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (AIP RF) (czy ten tajemniczy dokument udostępniono stronie polskiej?), określających sposób organizacji ruchu powietrznego i lotów międzynarodowych wszystkich rodzajów lotnictwa nad terytorium Federacji Rosyjskiej, a także zgodnie z zamówieniem na lot, przekazanym przez Ambasadę Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, rejs PLF 101 był międzynarodowym, nieregularnym (jednorazowym) lotem w celu przewozu pasażerów. (potwierdza wojskowy i to HEAD charakter lotu – lotów cywilnych charterowych nie organizują MSZ-ety zainteresowanych państw!)

Możliwość wykonania nieregularnego (jednorazowego) lotu statkiem powietrznym lotnictwa państwowego obcego państwa na lotnisko Federacji Rosyjskiej, nieotwarte dla lotów międzynarodowych, w sposób jawny omówiona jest w AIP FR (j.w. odnośnie znajomości w RP tych przepisów). Wychodząc ze statusu rejsu

56 W tym rozdziale, jeżeli nie podano inaczej, pod terminem wysokość rozumie się wysokość odnośnie progu WPP 26. (do czego ten przypis?)

 

Str 194

PLF 101, do jego wykonania i zabezpieczenia zostały przyjęte zapisy AIP FR w części jego dotyczącej. Zapisy Federalnych przepisów lotniczych wykonywania lotów lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej, a także innych dokumentów, na podstawie których oparto te Zasady, przyjmowane są tylko dla pododdziałów i statków powietrznych lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej i co za tym idzie, nie mają zastosowania do rejsu PLF 101, ponieważ nie był on lotem, wykonywanym przez pododdział lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej i statkiem powietrznym lotnictwa państwowego Federacji Rosyjskiej. (lot PFL nie był rosyjski- truizm, lot może być wojskowy tylko jak jest rosyjski- bzdura w sumie to jest SOFIZMAT  uzasadniający jakoby że wojskowy lot HEAD został potraktowany w raporcie jako cywilny)

Moje podsumowanie:

– akapit ma tytuł „Podsumowanie” a zawartość nie stanowi podsumowania, tylko założenie apriori, że lot ten miał charakter cywilny. Nie wynika to z żadnych faktograficznych przesłanek, w.w. tekst zawiera pseudoargumenty łatwe do odrzucenia, sprowadzające się do czczej sofistyki.

– MAK próbuje tu wykreować umocowanie prawne w dokumencie AIP RF – jakimś wewnętrznym regulacjom FR nikomu w Polsce nie znanych a nie obowiązujących w żadnym przypadku na pokładzie polskiego lotu HEAD z definicji eksterytorialnego!!

– MAK nie potrafiąc uzasadnić wybiegu formalnego traktowania PFL-101 jako cywilnego obala podstawę prawną procedowania Komisji, czyli Załącznik 13 do Konwencji Chicagowskiej

– nieistnienie umowy bilateralnej zawierającej podstawy takiego procedowania

dodatkowo czyni raport MAK zdarzeniem jedynie medialnym

– MAK jawi się sędzią w sprawie gdzie jego zleceniodawca jest stroną – konsekwencją tej niedopuszczalnej sytuacji jest spodziewana apriori stronniczość, co przy braku procedur odwoławczych czyni raport niewiarygodnym z definicji

– MAK reglamentował materiał dowodowy co w praktyce sprowadzało się do jego całkowitej niedostępności – w tym kluczowych dowodów w sprawie katastrofy lotniczej, czyli dostępu do oryginalnych zapisów z rejestratorów. Według dostępnych w mediach informacji, do dnia dzisiejszego strona polska nie otrzymała wiarygodnej kopii zapisu z VCR, z uwagą że kopia wiarygodna bardziej czy mniej nie ma wartości dowodowej w sensie procesowym. Podobnie bezwartościowy jest stenogram – jego niewiarygodność wynika z kilku przesłanek w tym z braku podpisu pod nim pilota B. Stroińskiego delegowanego do siedziby MAK w celu rozpoznawania głosów na zapisie dźwiękowym

c.d.n.

niepoprawni.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

O tym jak niedźwiedź podtarł się zającem


kokos26, 14 stycznia, 2011 – 13:59

Zadałem sobie trud i po wielu latach przeczytałem ponownie „słynny” raport Nikołaja Burdenki opublikowany podobnie jak raport MAK w styczniu, z tym, że 67 lat temu.

„Autorytet” przewodniczącego akademika Burdenki ugruntowywała podobna, a nawet większa ilość stopni naukowych, tytułów oraz otrzymanych nagród niż te, które wymieniła w środę, 13 stycznia, generał Tatiana Anodina w odpowiedzi na pytanie „dociekliwego” dziennikarza.

Pod tamtym raportem z 1944 roku widnieje powalająca ilość podpisów profesorów i starszych pracowników naukowych, specjalizujących się w anatomii patologicznej i medycynie sądowej. Zeznania naocznych świadków są tak „autentyczne”, drobiazgowe i szczegółowe, że owej lektury nie polecam niektórym wybitnym blogerom s24.

Myślę, że siła i wielość argumentów, faktów i niezbitych dowodów jest tam tak powalająca, iż wielu z nich mogłoby jak nic zmienić zdanie na temat faktycznego przebiegu owej zbrodni.

Szczególnie sugestywne są zeznania O. Michajłowej, Z. Konachowskiej i profesora Astronomii, B. Bazylewskiego, profesora astronomii i dyrektora Obserwatorium Astronomicznego w Smoleńsku.

Myślę, że dzisiejsza Rosja Putina jest mimo wszystko mniej perfekcyjna, a ewidentne kłamstwa zawarte w raporcie MAK zostały wytknięte niemal natychmiast po zakończeniu moskiewskiej konferencji prasowej.

Obnażanie ich trwa dalej i zostało właśnie nagle przerwane w TVP info. Po prostu znienacka zdjęto z anteny konferencję prasową Antoniego Macierewicza.

Nie pasowała ona do narracji „etatowych ekspertów” od lotnictwa eksponowanych w „wiodących” mediach, z byłym konferansjerem Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu i pierwszym prowadzącym program „Kawa czy Herbata” Tomaszem Białoszewskim, głównym ekspertem TVN24.

Przeraża mnie dzisiaj jednak coś innego.

Ilość ludzi naiwnych, ogłupionych oraz ewidentnych zaprzańców, zdrajców i zwykłych tchórzy krzątających się przy smoleńskim kłamstwie bije na głowę to, co działo się po opublikowaniu raportu Burdenki.

Myślę, że Donald Tusk i jego ekipa już dziś wie jak zostanie kiedyś opisana na kartach historii, a jeśli chodzi i politykę pojednania z Rosją premiera Tuska, to zrobił to już dawno temu nieodżałowany Andrzej Waligórski.

Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące

W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.

Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:

– Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!

niepoprawni.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Zaskakujące podobieństwo morderstw ważnych osób, w śledztwie dotyczącym ks. Popiełuszki i katastrofy w Smoleńsku!


12 stycznia, 2011 – 22:24

Od jakiegoś czasu zastanawia mnie zbieżność faktów związanych ze śledztwem dotyczącym zabójstwa ks. J. Popiełuszki i katastrofą w Smoleńsku. Chodzi mi o sposób w jaki pozbywano się „niewygodnych” świadków, którzy mogli za dużo powiedzieć… .

Zacznę może od sprawy ks. J. Popiełuszki zamordowanego przez SB. Już od początku śledztwa ówczesna władza skutecznie utrudniała, aby prawda ujrzała światło dzienne. Świadkowie, a także członkowie rodziny ks. Popiełuszki umierali w dziwnych okolicznościach! W 1984 roku w wypadku samochodowym zginęli oficerowie Biura Śledczego MSW płk S. Trafalski i mjr W. Piątek, badali oni wcześniejszą działalność G. Piotrowskiego, L. Pękali, W. Chmielewskiego. W Białobrzegach z jadącego od strony fiata od strony Krakowa uderzył jelcz. Oficerowie ponieśli śmierć na miejscu
z samochodu poginęły dokumenty dotyczące śledztwa.

Jeszcze dziwniejszym faktem jest to, że jeden z dziennikarzy o ich śmierci wiedział kilkanaście godzin przed wypadkiem!!!! kiedy jeszcze żyli, ktoś za szybko się wygadał..!

Następny był Tomasz Popiełuszko osiemnastoletni bratanek ks. J. Popiełuszki w 1992 roku, w białostockim szpitalu zmarł bo w jego organizmie wykryto wysoki poziom alkoholu metylowego! Jego ojciec Józef Popiełuszko od dawna dostawał pogróżki, aby przestał mieszać się do śledztwa bo ucierpią na tym jego bliscy. Prokuratura na wniosek rodziny nie zgodziła się na sekcję zwłok!

Danuta Popiełuszko bratowa ks. J. Popiełuszki umiera wskutek zatrucia alkoholem metylowym w szpitalu w 2000 roku!! Na jej ciele rodzina znalazła ślady od igieł, i w tym przypadku prokuratura nie zgodziła się na sekcję zwłok!!!
Aniela Piesiewicz matka jednego ze świadków została zamordowana w taki sam sposób, jak ks. Popiełuszko we własnym domu.

Jan. O. świadek, który widział jak z mostu dwoje ludzi zrzuca zwłoki księdza do rzeki umiera we wrocławskim szpitalu przez zatrucie alkoholem metylowym. I tutaj także prokuratura nie zgodziła się na przeprowadzenie sekcji zwłok!!!
Jeśli chodzi o „śledztwo” dotyczące katastrofy w Smoleńsku można dostrzec wiele podobieństw! Tak naprawdę jeśli chodzi o dokumenty sekcyjne ofiar wygląda to na jedno wielkie kłamstwo i mataczenie! Ale także i tutaj zaczynają ginąć w zagadkowych okolicznościach osoby mogące wspomóc śledztwo!

Pierwszy rzekomo odebrał sobie życie współpracownik Tomasza Arabskiego Grzegorz Michniewicz, choć rodzina i przyjaciele uważają, że został zamordowany.

Szyfrant Zielonka został zamordowany i odnaleziony po roku w zaroślach!! Był potrzebny rosyjskim służbom dziś wiemy w jakim celu!

Krzysztof Knyż operator Faktów został znaleziony martwy w swoim domu, miał nagranie, na którym było widać,że TU-154 rozpadł się na dwie części.

Prof. M. Dulinicz miał być szefem grupy archeologów, która miała wyjechać do Smoleńska, zginął w wypadku samochodowym!

E. Wróbel zostaje zamordowany rzekomo przez swojego syna, miał on podważyć raport MAK. Był wybitnym specjalistą z dziedziny lotnictwa i fizyki.

Bp. Cieślar zginął w wypadku samochodowym!!! W kręgach jego bliskich współpracowników mówiono, że biskup otrzymał sms od biskupa Pilcha otrzymał, który napisał, że przeżył katastrofę w Smoleńsku!

Dr Dariusz Ratajczak został znaleziony martwy w samochodzie, chciał zająć się badaniem katastrofy w Smoleńsku.
W jednym, jak i drugim śledztwie giną ludzie, znikają dokumenty, fałszowane są dowody np.TVN w 2008 roku, a dokładnie program Superwizjer pokazał reportaż, o tym, że ks. Popiełuszko nie został zamordowany 19 października tylko 25. Program miał na celu oczyścić z zarzutów morderców ks. J. Popiełuszki, jakoby ktoś inny go zamordował, bo oni w tym czasie, czyli 25 października byli w areszcie!!Wiadomo, że TVN to stacja, która pomaga ludziom z SB. Pani K.

Surówka żona jednego z oficerów BOR, którzy zginęli w Smoleńsku, także tłumaczyła się w TVN, że jej mąż dzwonił do niej zaraz po katastrofie! Jednak to ona pierwsza mówiła o tym telefonie, a potem ze strachem w oczach na wizji w TVN zaprzeczyła wszystkiemu…bała się.. .Dziś w raporcie MAK ujawniono, że w krwi gen. Błasika był alkohol..Rosjanie, aż tak chcą kłamliwie dokopać zmarłemu!!!On się nie obroni!

Nie możemy pozwolić, aby w Polsce dochodziło do takich procederów, na naszych oczach mordowani są ludzie, media karmią nas potwornymi kłamstwami, a prawda jest ośmieszana!!! Musimy krzyczeć do całego świata, aby pokazać, jak zabija się w Polsce prawdę!!!

niepoprawni.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized