Dark Side of the Moon


02.03.2011 23:26

Każda porządna historia z lotem w kosmos musi zawierać epizod ze spotkaniem Obcych – i historia z pierwszym Polakiem na Księżycu też zawiera takie momenty. S. Wiśniewski bowiem po dokonaniu swych historycznych skoków na księżycowej ziemi, zostaje schwytany przez Obcych, co opisuje (tak od 01.11.33 http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE&feature=related; do tego materiału będę się często w niniejszym poście odwoływał) w ten sposób:
jak usłyszałem, że jest Polak, to wydawało mi się w tym momencie dobrze, nie wiem, nie zastrzelą mnie, nie aresztują, nie zrobią mi krzywdę i rozmowa była (…) oni zapytali tego polskiego dyplomaty, czy on… czy wie, kto ja jestem. On mówi: „Ja nie znam tego człowieka, proszę go aresztować, zabrać, zabrać mu i zniszczyć sprzęt”. No w tym momencie zrobiło mi się podwójnie przykro, że polski, Polak, który wg mnie powinien mi pomóc, ewentualnie w jakiś sposób, no, zabrzmi to może dość banalnie, ale stanąć w mojej obronie. Jeśli mówię, kto ja jestem, a np. nie wpadłem na pomysł, żeby wziąć ze sobą jakikolwiek dokument (?? – przyp. F.Y.M. – na ruskie wojskowe lotnisko bez bumagi?)… no to, no poczułem się po prostu bardzo źle i mało komfortowo. Bo jeśli rozumiem, Rosjanie chcą mi zrobić krzywdę, czy ewentualnie, wiadomo, to jest ich praca, ich obowiązek, ale jeśli do tego jeszcze Polak się dokłada, to nie jest rzecz sympatyczna, o której chciałoby się wspominać.
Jest to nieco inna wersja od tej z 10 Kwietnia, która brzmiała mniej więcej tak:
Tam próbowałem uciekać przed tymi FSB, bo zaczęli mnie ganiać – no to wiesz, oni mnie, a ja ich, no a jak wpadłem potąd w błoto, no to już niestety nie mogłem już… Złapali mnie, wyrwali, kazali oddać kasetę (…) Jakby nie to, że wpadłem w błoto, to bym im uciekł, i z drugiej strony zrobił zdjęcia.
Chłopaki mnie OMON-owcy chwycili i mówią: „Do tiurmy pójdziesz!” A ja pytam się: „Za co? Ja jestem z polskiej telewizji, to jest moja robota, to jest mój obowiązek. Coś im musiałem powiedzieć, żeby mnie nie zastrzelili. Już raz miałem makarowa przy łbie.
Wracając zaś do relacji SW przed zespołem parlamentarnym min. A. Macierewicza, to może nieco zdumiewać fakt, iż epizod z przystawieniem makarowa do łba został przez SW zupełnie pominięty. Wiele on rzeczy „pamiętał jak dziś”, wiele pamiętał nawet lepiej niż zaraz „po katastrofie”, ale tej jednej najwyraźniej nie pamiętał w ogóle. Oczywiście, zdarza się, choć moim zdaniem ciężko jest zapomnieć chwilę, gdy ktoś nam grozi bronią, przystawiając ją do naszej skroni. Czy więc grożono w taki sposób SW, czy nie? A jeśli tak, to kto i w którym momencie? Czy G. Cyganowski, nakazujący ruskim specsłużbom zatrzymać polskiego montażystę i skonfiskować, a nawet zniszczyć sprzęt, był uzbrojony, czy nie? I jak się tenże Cyganowski znalazł koło tych ruskich wozów strażackich? Przybył jednym z nich z płyty lotniska, na której miał oczekiwać na przylot prezydenckiej delegacji? Kiedy się tam pojawił? To nowe kwestie, które sygnalizuję niezmordowanym blogerom, dziennikarzom śledczym i sejmowemu zespołowi.
SW, skoro już jesteśmy przy tych strażackich wozach, zaczynając swoją prezentację (0.34.34), sam sobie cierpliwie odpowiada na pewne nasuwające się pytania – jednym z nich jest to dotyczące, co tu dużo kryć, dość sporej i widocznej opieszałości smoleńskich strażaków. Skąd ona? Mamy jasne od SW wytłumaczenie:
Dlaczego oni przyjechali tak późno, mimo tego, że byli tak blisko? Rzecz w tym, że prawdopodobnież… później pytałem tego strażaka(kiedy była ku temu okazja? – przyp. F.Y.M.), bo oni myśleli, że się zdarzył wypadek na szosie. Tam jest zaraz szosa wylotowa ze Smoleńska i ta straż jechała tą szosą. Tam nie da się po prostu zjechać, bo tam jest taki wysoki jest nasyp i musieli zawrócić i pojechać od strony lotniska.
Ciekawe, prawda? Najciekawsza i najważniejsza jednak rzecz związana z księżycowym obrazem SW jest teraz, proszę o pełne skupienie🙂. SW przekazuje swój materiał do „polskiego wozu transmisyjnego”, jak twierdzi, 1/2h lub maks. 1h po „zatrzymaniu”, a więc, załóżmy: koło godz. 10-tej (pol. czasu). Abstrahuję już w tym miejscu od kwestii, czy Ruscy mu ukradli ten legendarny materiał, czy go skopiowali po zarekwirowaniu, czy też wzięli sobie, jak to opowiadał SW, z „otwartego kanału” (jak powie „wszystko, co szło z polskiego wozu satelitarnego, każdy mógł sobie brać”, tak jakby było cokolwiek sensownego do wzięcia poza relacją SW; jakby półki wprost uginały się od kaset), który wspaniałomyślnie uruchomiono w polskim wozie – a więc mniejsza teraz z tym, co spowodowało, że emisja w ruskiej telewizji nieco poprzedziła emisję w TVP Info.
Zauważmy bowiem jedną, naprawdę podstawową i zaskakującą rzecz. Materiał SW musiał zawierać parametry czasowe (związane z „zegarem kamery”; wiele o tym zresztą opowiada sam legendarny autor 0.27.04 materiału sejmowego na youtube) – zatem w owym wozie transmisyjnym, z którego tenże materiał 10 Kwietnia niedługo po 10-tej (pol. czasu) „poszedł na cały świat” i obiegł glob ziemski wzdłuż i wszerz, musiano WIDZIEĆ przed emisją, że… księżycowy film SW zaczyna się, co przecież stoi jak byk w pierwszym kadrze, o godz. 8.49.02, powtarzam o 8.49.02, podczas gdy „cały świat” już wiedział, że do katastrofy tupolewa doszło o… 8.56.
Czy więc w tymże „wozie” żadnemu specowi czy szpecowi nie przyszło do głowy proste pytanie, jak to możliwe, że polski montażysta swym obiektywem łapie „czarną skrzynkę” o 8.49.59, a kawałek skrzydła i statecznika z biało-czerwoną szachownicą oraz całe pobojowisko ma w kadrze już o 8.49.09, a więc jak do cholery jest możliwe, by ów montażysta… nakręcił te szczątki PRZED katastrofą? Czy też przeciwnie, takie pytanie przyszło niejednemu specowi do głowy i z tego właśnie powodu materiał „poszedł w świat” BEZ parametrów czasowych?
Kto tam w tym wozie wtedy dyżurował, hę? Nie tylko z kwiatu polskiej żurnalistyki, ale z kwiatu polskich specsłużb?
Ale to nie koniec mojej opowieści o ciemnej, mrocznej stronie Księżyca. Wróćmy jeszcze na pożegnanie do jednej z największych przygód naszego bohatera, który stoi aktualnie „na dworzu”, bo go, jak moglibyśmy powiedzieć, „zwolniono z aresztu” w samochodzie. Tymże samochodem wywieźli go pod bramę lotniska OMON-owcy (ci sami, którym dziękował i których przepraszał swego czasu Graś), co wcześniej capnęli SW z pobojowiska. „Kawał chłopa”, czyli fajny oficer FSB, towarzyszy naszemu moonwalkerowi, trzymając torbę z jego sprzętem (1h17′)):
i on mnie pilnował. Ja pilnowałem jego – on pilnował mnie (śmiech)(to trochę tak, jak z tym ganianiem się 10 Kwietnia z FSB-kami po błocie na Siewiernym – przyp. F.Y.M.) (…) i próbowałem właśnie w jakiś sposób porozmawiać z nim, dojść do porozumienia, żeby np. oddał mi ten sprzęt. On powiedział: „Jak narozrabiałeś, to cierp.” (…) I później po jakimś czasie – nie powiem, czy to było po 10 czy 15 min. w międzyczasie miałem możliwość krótką, krótkie spotkanie, rozmowy z red. Baterem, który tam był na miejscu. I powiedziałem mu, jaka jest sytuacja… Była taka mało grzeczna wymiana słów. On to dość niezbyt sympatycznie skomentował: „Co ty, człowieku, opowiadasz?” Ja mówię: „No, człowieku, przecież byłem, widziałem. Tam jest moja torba, tam są moje zdjęcia”.
Jak możemy się domyślić z tej scenki – Bater wysłuchuje relacji SW o jego pobycie na Księżycu i o zatrzymaniu tudzież o zarekwirowaniu sprzętu; tej zapewne, którą wygłasza SW wnet za bramą w doskonale nam znanych migawkach (http://www.youtube.com/watch?v=yifz6Se52kE&feature=related) – i Bater reaguje obcesowo zapewne z tego powodu, że już „cały świat wie”, że doszło do „katastrofy prezydenckiego tupolewa na Siewiernym”, a jeden jedyny SW, który był na MIEJSCU, sprawia wrażenie ślepego i głuchego, jakby nie widział i nie słyszał TEJ właśnie katastrofy, i pitoli od rzeczy. Bater jednak najwyraźniej nie informuje wtedy SW o tym, co się stało (tzn. jak widzi to wszystko „świat”) – ten ostatni wszak dopiero siedząc w kolejnym wozie dostaje sms-a „od kogoś z Wwy” z newsem o tragedii. Ale ta obcesowość Batera mogła się wiązać także z tym, że SW został zatrzymany przez ruskie specsłużby, a więc pewnie coś „w takiej chwili” narozrabiał (jak to ujął jeden z oficerów FSB).
Bater zatem, tak jak i Cyganowski o wiele lepiej zdają się rozumieć racje Obcych niż naszego księżycowego bohatera, co też jest bardzo ciekawe. (Nawiasem mówiąc, czy to możliwe, by taki pracownik ambasady czekający na lotnisku nie miał przy sobie listy ludzi mediów akredytowanych do obu (z 7 i 10 kwietnia) wizyt w Katyniu?) FSB zaś okazuje się niezwykle wielkoduszne, bo z uwagi na to, że SW „nic nie zarejestrował” swoją kamerą (jak im zaprezentował po odsiadce w tym drugim aucie) i przez wzgląd na zabłocone ubranie montażysty, odwozi go pod sam hotel: „Było to o tyle sympatyczne:Gdzie taki brudny pójdziesz, zabłocony”, wspomina SW. To jest dopiero happy end. To dopiero prawdziwa przygoda po lądowaniu na Księżycu!
Brakuje tylko klasycznego „maładiec” po stwierdzeniu pułkownika FSB: „no to jak nic nie nagrał, to trzeba człowieka puścić. No to jak nie ma nic, nie ma nic nagranego, nic na niego nie mamy, to jedź, człowieku do hotelu”. Najpierw więc „kaseta na wabia” (z 7 kwietnia) oddana ruskiej bezpiece na pobojowisku, potem po „aresztowaniu na niecałą godzinę” przewinięcie taśmy w kamerze i pokazanie (ruskiej bezpiece) kompletnej nicości, jeśli chodzi o zapis księżycowej wędrówki. Bond mógłby brać lekcje u SW i to za ciężkie pieniądze, nie za ruble transferowe. Nic zatem dziwnego, że FSB wymięka i faktycznie odwozi montażystę pod hotel ulokowany w odległości rzutu beretką Plusnina od bramy lotniska.
* * *
SW siedząc przed zespołem parlamentarnym, w chwili jakiegoś chyba nadmiernego wyluzowania, wyrzekł następującą mądrościową sentencję (0.38.24): „Dobrze, że akurat tam spadł”, mając oczywiście na myśli polskiego tupolewa. Miało to w pewnym skrócie (myślowym) oznaczać to, że 10 Kwietnia mogła być jeszcze większa masakra, „gdyby tupolew poleciał dalej” – na autobusy z ludźmi lub pobliskie budynki. Parafrazując tę złotą myśl, możemy rzec: dobrze, że pierwszy Polak spadł na księżycową ziemię na Siewiernym, bo to dzięki niemu wiemy, że tam tupolew w ogóle nie doleciał. I nie spadł.
SW wprawdzie mówi wyraźnie (0.26.40): „Dopiero później, będąc zatrzymanym, miałem świadomość, jakiego zdarzenia, jakiej katastrofy jestem świadkiem”, ale różni „wojskowi fachowcy” (zapewne i z Rosji, i z Polski) sprawili, że tę świadomość w pełni odzyskał i ma do dziś. Czy pomagali mu także sparametryzować czasowo materiał nakręcony 10 Kwietnia? Takie pytanie nasuwa się w kontekście stwierdzenia SW (0.27.04), jakoby szacowna „komisja pana Millera” uznała czas podany w kamerze za pewien układ odniesienia do wielu innych zdarzeń i za „czas wiarygodny”. Oczywiście nie śmiem wątpić w wiarygodność „zegara kamery” montażysty TVP, chciałbym tylko wiedzieć, do jakiego zegarka (i kiedy dokładnie) ustawiał nasz księżycowy wędrowiec ów słynny „zegar kamery”? Do polskiego czy ruskiego? I czy nie było to czasem tak jakoś… po „zdarzeniu”?

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s