Historia Łunochoda


05.03.2011 22:13

Przez długie miesiące szukałem tego mitycznego świadka, który dla Rusków stanowił archimedesowy 10 Kwietnia „punkt oparcia” dla całego ich (księżycowego) globu, dla całej mitologii z „uderzeniem tupolewa w drzewa”, „beczkowaniem”, „świętą brzozą” na smoleńskim śmietniku, strzeżoną potem przez patrol z psem, czyli dla całego załganego scenariusza MAK-u, który znany był ruskim „badaczom” oraz „ekspertom” ZANIM do tragedii doszło. I znalazłem.
Jak pamiętamy z relacji Rusków z 10 Kwietnia, świadkowie mieli widzieć, jak tupolew „spada na masyw leśny”, jak dochodzi do eksplozji i zniszczenia „prezydenckiej” maszyny. Tych świadków nie było zbyt wiele – nie można ich było za bardzo znaleźć na płycie lotniska, bo ci widzieli i słyszeli tyle co nic ani tym bardziej w smoleńskim lesie dymiącym mgłą, bo tam jedynie ptaki siedziały, ćwierkając sobie nad rozłożonym złomem. Leśne umundurowane dziadki, których potem z rękawa zaczęła wytrzepywać ruska bezpieka, to była już ta klasa świadków, co zaświadczą wszystko, włącznie z tym, że pęd powietrza zwalił akurat ich z nóg, a nie stertę śmieci leżącą w pobliżu. Nie takie jednak rzeczy dzieją się po flaszce spirytu i nie tylko w okolicach Siewiernego. Nawet S. Amielin, dyżurny satyryk MAK-u, odkrył swoją pasję fotograficzno-katastroficzną (bo wcześniej zajmował się jedynie smoleńskimi pejzażami, ot taka, impresyjno-inżynieryjna dusza) dopiero trzy dni „po katastrofie” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100729&typ=po&id=po01.txt).
Z licznych świadków więc, co już w pierwszych minutach „po katastrofie” mieli zaświadczyć, jaki był jej przebieg, zrobił się jeden – ale za to jaki! – świadek. To był ten sam doskonale nam znany moonwalker, który przerwawszy dwugodzinne skrupulatne, dokumentalne filmowanie mgły z powodu nagłego nalotu ruskich blacharzy na jego „plan zdjęciowy”, skierował swoje zamglone spojrzenie w tzw. rozwiewkę we mgle, w której w cudownym olśnieniu widział wszystko to, co stało się potem podstawą ruskiej narracji „powypadkowej”. Skrzydło skierowane pionowo w dół, kawałek kadłuba, rycie ziemi, błysk, wybuch (lub odwrotnie), kulę ognia itd.
Tkwiliśmy w błędzie, sądząc przez blisko rok, że Ruscy nie mają żadnego naocznego świadka katastrofy tupolewa na Siewiernym. Mają! Mieli go od samego początku! I jest nim nasz księżycowy bohater. Pierwszy Polak na Księżycu. Facet, który widział jakąś katastrofę, jakiegoś małego wojskowego samolotu, co wcale nie przeszkodziło Ruskom w wybraniu z jego relacji wyłącznie tego, co do ruskiej narracji idealnie się nadawało i uznaniu za zeznania NAOCZNEGO ŚWIADKA.
Jak to jednak się stało, że do tej pory o tym nie wiedzieliśmy? Czy sam SW o tym nie wiedział, że jest dla Rusków najważniejszym świadkiem? Że jego wypowiedzi cytowały 10 Kwietnia ruskie portale? Czy wiedział, ale nie powiedział? Czy też nie powiedział, bo nie wiedział? Czy miał świadomość, że owszem, był na siewiernieńskim Księżycu, ale jako Łunochod, nie zaś jako polski świadek czekistowskiej, piekielnej, makabrycznej maskirowki?
x
Mógł nie wiedzieć, że nazywa się dla Rusków: Sławomir Śliwiński. I jako taki jest przywoływany właśnie jako naoczny świadek. Proszę sobie pogooglować, wrzucając hasło „Славомир Сливинский” i licząc, ile portali, nie tylko ruskich, przywołuje jego wypowiedzi w kontekście tragedii z 10 Kwietnia; ja zacytuję zaledwie kilka przykładowo:
Очевидец: „Услышал звук двигателя, но он как-то странно работал. Потом увидел самолет. Он летел в густом тумане очень низко. Левым крылом вниз. Дальше последовал сильный удар, страшный грохот, потом две вспышки – и самолета не стало”.
Славомир Сливинский, очевидец: „Я услышал звук двигателя, но он как-то странно работал. Потом увидел самолет. Он летел в густом тумане очень низко, левым крылом вниз. Дальше последовал сильный удар, страшный грохот, потом две вспышки – и самолета не стало”.
«Перед тем, как рухнуть на землю, самолет наклонился влево», сообщил некий очевидец Славомир Сливинский по телеканалу «Россия-24». Он сказал, что было 2 мощных взрыва, когда самолет упал на землю», передает АР.
I tak dalej:
To jest naprawdę historia nie z tej ziemi, i nie wiem, czy Daeniken wymyśliłby lepszy, kosmiczny scenariusz. Tak jednak działają czekiści – zawsze coś służy za imitację czegoś innego. Świadek maskirowki zatem posłużył jako koronny świadek katastrofy.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s