Skala maskirowki smoleńskiej


17.03.2011 11:49

Operacja „Smoleńsk” pomyślana była tak, by z jednej strony zapewnić szczelną osłonę dla zamachu terrorystycznego na polską delegację, z drugiej zaś, by maskirowka stała się podstawowym obszarem „badań” i „medialnych relacji” (http://freeyourmind.salon24.pl/271428,drugi-katyn). Błędem jednak byłoby traktowanie maskirowki jako wymierzonej wyłącznie w Polaków – przeciwnie, ona była wymierzona także w Rosjan, w tym m.in. w służby ratowniczo-medyczne. Istnieje trochę relacji z 10 Kwietnia świadczących o kilku zupełnie zaskakujących, jak na „okoliczności wielkiej katastrofy lotniczej” tej rangi, rzeczach: 1) zdumiewających opóźnieniach, co do akcji straży pożarnej, pogotowia itd., 2) chaosie informacyjnym, co do czasu i przebiegu samego lotniczego zdarzenia i 3) chaosie komunikacyjnym w Smoleńsku.
Zacznijmy od tego ostatniego, przywołując znaną już relację P. Kraśki:
Wozy strażackie. Stare, wielkie, zakurzone i ubłocone wozy strażackie. To dla mnie początek wszystkiego, co stało się 10 kwietnia. Przy tej drodze nie było krawężnika ani chodnika, tylko pas ubitej ziemi. I to po nim jechali strażacy, żeby przebić się przez korek, a ich wozy wzbijały tumany kurzu. Nie miałem wtedy pojęcia, dokąd jadą. Pomyślałem, że był jakiś wielki karambol. Ta droga nie prowadziła na lotnisko, tylko do naszego hotelu. Wracaliśmy z centrum miasta. Gdy zobaczyłem sznur samochodów, przyśpieszyłem: „Jeśli są takie korki i coś się stało, lepiej wcześniej wyjechać do Katynia. A najlepiej od razu.”
Moonwalker S. Wiśniewski opowiada zaś tak (0h34’40” http://www.youtube.com/watch?v=ctNcvVAqLUk&feature=related):
Rzecz w tym, że prawdopodobnież była… Później pytałem tego strażaka (kiedy? I którego? Tego, co był na pobojowisku czy jakiegoś innego z lotniska? – przyp. F.Y.M.), bo oni myśleli (myśleli? – przyp. F.Y.M.), że się zdarzył wypadek na szosie (jaki wypadek? Samochodowy? Samolot spadł na szosę? – przyp. F.Y.M.). Tam jest zaraz trasa wylotowa ze Smoleńska i ta straż jechała tą szosą, a tam nie da się po prostu zjechać, bo jest dość wysoki (…) nasyp (…) I musieli zawrócić i pojechać w stronę lotniska.”
Istnieją nawet relacje z lotniska Siewiernyj, w których jest mowa o tym, że straż pojechała zrazu w zupełnie innym kierunku niż trzeba i dopiero potem „się zorientowała” i zawróciła (SW zresztą o pogotowiu także mówi, że nie mogło dojechać na pobojowisko ze względu na brak bitej drogi). Tak więc strażacy (czy także ratownicy, pogotowie) mający zwykle za zadanie dotrzeć na miejsce jakiejś tragedii najszybciej jak to możliwe, by udzielić pomocy – naraz nie wiedzą, GDZIE mają jechać? Jadą „na czuja”? Na ślepo? Czy może dostają nieprawdziwe, błędne komunikaty dotyczące miejsca zdarzenia?
W „raporcie komisji Burdenki 2” akcję ratunkową sprowadza się do kilku oszczędnych zdań (s. 101-103), które przytoczę w pewnym uproszczeniu, pomijając głupie ruskie szczegóły techniczne zamydlające wyłącznie sprawę:
10.43 ogłoszenie alarmu, 10.46 wyjazd strażackiego kamaza, 10.48 wyjazd gaza z lotniska Jużnyj, 10.51 wyjazd dyżurnej ochrony „ministerstwa spraw nadzwyczajnych” – 40 ludzi i 11 „jednostek techniki” (cokolwiek to znaczy – przyp. F.Y.M.), zaś o 10.54 (a więc kiedy moonwalker jeszcze w najlepsze paraduje po ruskiej zonie) ma być już w promieniu 500 metrów zabezpieczone miejsce przez 80 ludzi i 16 „jednostek samochodowych”; 10.55 przybycie pierwszego „zespołu strażackiego”. 10.58 przybycie „brygady pogotowia”. 10.59 likwidacja otwartego ognia. 11.00 wyjazd kolejnych ekip ratowników (jadą i jadą, jak widzimy, ruch jak w ruskim ulu – przyp. F.Y.M., ale na miejscu zdarzenia też chłopaki nie próżnują, bo już o) 11.03 „pełna likwidacja pożaru”, 11.10 przybycie 7 „brygad” pogotowia (czy jest jakieś zdjęcie z 7 karetkami na miejscu katastrofy?). 11.40 ustalenie faktu braku żywych, odjazd „brygad”. 13.00 przybywają jacyś patolodzy. 13.02 znalezienie 2 rejestratorów pokładowych. 14.27-14.58 przybywają śmigłowcami ruscy ministrowie. 14.58 (uwaga) „przygotowane miejsca do rozmieszczenia ciał ofiar: miejska kostnica 100 miejsc, 1-szy szpital kliniczny m. Smoleńsk – 5 miejsc” (s. 103). 15.12 początek ewakuacji ciał ofiar (ustalono ich ilość? – przyp. F.Y.M.). 16.20 odnalezienie 25 ciał ofiar (następnych? – przyp. F.Y.M.). 19.00 „początek załadunku ciał ofiar do śmigłowca Mi-26” (ilu? – przyp. F.Y.M.). 20.54 „wylot śmigłowca Mi-26 na lotnisko Domodiedowo m. Moskwa z ciałami ofiar na pokładzie”.
Tylko że ten raport jest pisany już po „cofnięciu czasu” zdarzenia o kilkanaście minut. 10 Kwietnia zaś wszystko wygląda zupełnie inaczej (pomijając na razie kwestię ilości ofiar na Siewiernym, do której pod koniec posta wrócę).
Zauważmy, że (rzekomo) dochodzi do wielkiej i tragicznej w skutkach katastrofy „polskiego prezydenckiego samolotu” (oficjalnie podawana jest godzina 10.56 ruskiego czasu, pamiętajmy, a w polskich mediach mówi się o ruskiej akcji ratunkowej, że jest ona o 11.36 ruskiego czasu http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-tragedia-w-smolensku-podsumowanie-wydarzen-z-soboty,nId,271978), ale nie zostają natychmiast wysłane helikoptery do poszukiwania rannych i błyskawicznego rekonesansu nad miejscem zdarzenia, pozwalającego koordynować akcję ratunkową, a przecież liczą się minuty, jeśli nie sekundy, gdyby należało ewakuować rannych i dokonywać reanimacji na pobojowisku. Takie bezzwłocznie wysłane helikoptery pozwoliłyby też precyzyjnie ustalić miejsce tej niesamowitej katastrofy i zorganizować (oprócz ewakuacji) ekspresowo transport, zarządzać logistycznie poruszaniem się służb typu straż pożarna czy pogotowie.
Absolutnie NIC takiego się nie dzieje. Wprost przeciwnie, panuje w Smoleńsku chaos tego typu, jakby nie wiadomo było, co się stało, gdzie się stało i co należy robić. Można nieco zmrużyć oczy i powiedzieć sobie, że tak mniej więcej działają przeróżne ruskie instytucje w chwilach ekstremalnych (i „w takiej mgle”), czyli po prostu nikt nic nie wie, auta krążą ulicami jak błędne owce i wszyscy udają straszliwą krzątaninę, czekając na dalsze dyspozycje z centrali, bez których niepodobna nic ustalić. Nie bądźmy jednak aż tak naiwni – katastrofa sporej wielkości samolotu z prawie setką osób na pokładzie (z politycznego i wojskowego establishmentu, z Parą Prezydencką; to nie jest przecież upadek „zwykłego cywilnego statku powietrznego”), to nie jest coś, czego w promieniu kilometra kwadratowego od pasa lotniska nie sposób zlokalizować, co można by jakoś przeoczyć, czy zbagatelizować.
Powinniśmy więc na ten chaotyczny stan rzeczy patrzeć, jak sądzę, wyłącznie w taki sposób, że czekiści organizujący zamach i sprawujący 10 Kwietnia „kontrolę nad kryzysową sytuacją” celowo, podkreślam, celowo wprowadzają ruskie służby w błąd i nie tyle opóźniają akcję ratunkową, co ją niemal całkowicie w pierwszej godzinie blokują. Uwaga, ale blokują oni nie z tego powodu, że nie chcą, by udzielano pomocy rannym na Siewiernym. Tam przecież nie ma żadnych rannych! Czekiści stosują blokadę akcji ratunkowej dlatego, że cała delegacja została „wyeliminowana” w trakcie zamachu przeprowadzonego w innym miejscu. Co w związku z tym pozostaje później tymże służbom, gdy już zaczną być wpuszczane na „miejsce katastrofy na Soiewiernym”? No takie zachowanie, jakie widać na księżycowym filmie SW, gdzie oglądamy zwyczajny ruski cyrk, a nie akcję po wielkiej katastrofie. Potem „liczy się trupy”, no i o godz. 15-tej zwozi kolorowe trumny.
Chaos informacyjny dotyczy służb ratowniczych, służb medycznych, polskiej delegacji (http://freeyourmind.salon24.pl/278778,syrena-ruska), mieszkańców Smoleńska, władz Smoleńska ale, zauważmy, także… wieży ruskich szympansów, którzy mają problem z uzyskaniem precyzyjnych wiadomości, kto kiedy wyleciał, kto gdzie leci i kto kontroluje lot tutki (o czym wielokrotnie nie tylko ja pisałem (http://freeyourmind.salon24.pl/277006,czyli-gorset, http://freeyourmind.salon24.pl/277507,dziwne-szpule-2, http://freeyourmind.salon24.pl/285967,eskorta); możemy zresztą chyba zasadnie podejrzewać, iż ruskie szympansy poza jakimś kontrolującym ich treserem z CzeKa, nie były wtajemniczone w akcję terrorystyczną, chociaż… tu by trzeba jeszcze sprawę pobadać).
Jak już kiedyś wspominałem, na samym początku doniesień smoleńskich „rywalizują” ze sobą w mediach 2 narracje: 1) „awaryjno-bezwypadkowa” (awaria, awaryjne lądowanie bez strat w ludziach, taka się pojawia choćby we wczesnych relacjach J. Olechowskiego i taką też słyszy P. Kraśko od jednej z dziennikarek będącej w Katyniu); dość szybko wyciszona, z 2) „wsie pogibli”.
Już o tym pisałem (http://freeyourmind.salon24.pl/271428,drugi-katyn), ale przypomnę:
„TVN24 przed godz. 10, od 1’39” materiału 10 Kwietnia podaje: „Wiemy, że były bardzo złe warunki pogodowe, była bardzo gęsta mgła. Samolot nie wylądował, nie przyziemił, słychać było ryk silników, piloci podnieśli tę maszynę, polecieli jakieś półtora kilometra od tego lotniska i tam maszyna się rozbiła, zapaliła się. Wiemy już, że została ugaszona. Mówiliśmy o akcji ratunkowej. Mówiąc „akcja ratunkowa” zawsze jest ta iskierka nadziei, że wyciągnie się z tego samolotu kogoś żywego, ale już wiemy, to jest oficjalna informacja od pani gubernator obwodu smoleńskiego, nikt tej katastrofy nie przeżył…””
(w tej zaś wersji obie w/w narracje ulegają niejako „syntezie”, połączeniu (http://www.youtube.com/watch?v=PkCZVtpmb6E&feature=related))
Można oczywiście zrzucić ten stan rzeczy na karb tego, że w takiej nadzwyczajnej, wyjątkowej sytuacji „różni ludzie różnie gadają”, można jednak podejść do kwestii owych dwóch narracji tak, że ktoś, kto widzi lądowanie polskiej delegacji w innym miejscu (jeszcze przed akcją terrorystyczną), z wrażenia (no bo na pewno nie jest to coś codziennego, że prezydencka delegacja z Polski pojawia się na jakimś nietypowym ruskim (białoruskim?) lotnisku) wysyła gdzieś dalej (np. do władz Smoleńska albo do dziennikarzy) takiego newsa, który przez chwilę pocyrkuluje wśród ludzi, no i rzecz jasna, szybko zniknie.
Ta druga narracja zrazu jest wybitnie nieskoordynowana jeśli chodzi o „szczegóły techniczne” – na początku nie ma mowy nawet o żadnej mitycznej brzozie ani nawet o „lądowaniu na plecach”. Tymi detalami zajmą się już spece od dezinformacji i osłony maskirowki (bo i maskirowka przecież będzie medialnie osłaniana). Ale pośród tego „medialnego bałaganu” jedna rzecz jest elementem wyjątkowo trwałym: „wsie pogibli” czy „nikto nie wyżyw”. Ten komunikat cyrkuluje nie tylko na poziomie „dyplomatyczno-medialnym” – bo to akurat jest oczywiste. On cyrkuluje też na poziomie propagandy szeptanej. W wielu reportażach ze Smoleńska i relacjach świadków pojawia się stały motyw: poinformowania świadków CO SIĘ STAŁO (typu „to rozbił się prezydencki samolot z Polski”) oraz NIKT NIE MIAŁ PRAWA PRZEŻYĆ.
Co więcej, we wrześniowej „Misji specjalnej” jest taki charakterystyczny dialog gostków stojących jak te kołki pod kawałkiem skrzydła nad „rzeczką” i jeden mówi do drugiego, że POGRANICZNIK mu powiedział, co to za samolot miał taką katastrofę. Ileż takich właśnie jest historii z jakimiś „pośrednikami”, nawet gdy chodzi o polskich dziennikarzy. J. Olechowski relacjonuje w swych telefonicznych korespondencjach „na gorąco”, co mu o katastrofie powiedział dobry ruski milicjant (http://freeyourmind.salon24.pl/284690,red-moon), moonwalker SW ma się dowiedzieć o tym, że rozbił się „prezydencki tupolew” z lektury sms-a z Polski (siedząc w wozie czekistów; oni mu nie powiedzieli, co się stało? Bater czy dziennikarz TVN-u też mu nie powiedział, gdy gadali przez bramę?), Kraśko, który nie pojechał do Katynia i jest „w chwili katastrofy” w samym Smoleńsku!, dowiaduje się o tragedii od koleżanki w hotelu (http://freeyourmind.salon24.pl/285796,oko-zaby-4), delegacja czekająca na lotnisku dowiaduje się „z nerwowego, nietypowego zachowania ruskich służb”, że „coś się stało” – i tak dalej. Tak jakby w okolicy nie było nikogo – no, poza SW – kto by widział, jak wyglądało samo zdarzenie. Tylko że to, co widział SW nie było „katastrofą prezydenckiego tupolewa”, niestety.
Ileż to więc przypadków dowiadywania się o tym, co się stało, właśnie Z DRUGIEJ RĘKI, a nie bezpośrednio u źródeł? Ten chyba najzabawniejszy: „Pomyślałem sobie: pewnie coś tam palą i butelka wybuchła. Pomyślałem, że to nic takiego. Potem wyszedłem i okazało się, że samolot się rozbił” (http://freeyourmind.salon24.pl/234632,film-swiadkowie). Gość wyszedł i okazało się. Od wybuchu butelki na śmietniku do katastrofy blisko stutonowego samolotu, jak widać, krótka droga – ale to tylko w Federacji Rosyjskiej pod rządami czekistów. Babcia wychodzi na balkon słyszy grzmot i myje dalej okno. Na szczęście malczik na innym balkonie po chwili jej wyjaśnia, co się stało, bo się z telewizji dowiedział, że to „samolot z polskim prezydentem” się rozwalił. Takich „korelacji” między narracjami jest po prostu na pęczki w przypadku Smoleńska. Ktoś coś słyszał, zaś ktoś inny wyjaśnia temu pierwszemu CO słyszał, czyli „do jakiej katastrofy doszło” (http://freeyourmind.salon24.pl/276565,oko-zaby-2).
I ostatnia rzecz, którą już parokrotnie przywoływałem, ale wciąż jest ona wielką zagadką. Pracownice pogotowia, które doliczają się ok. 90 ciał na miejscu zdarzenia (http://freeyourmind.salon24.pl/234632,film-swiadkowie) – gdzie one te ciała liczą? I jakie ciała one liczą (czy rozpoznają one polskich pasażerów? w jakim stanie są te ciała?)? Czy te pracownice pogotowia są na Siewiernym tamtego dnia i należą do jednej z siedmiu „brygad”, o których pisze w swym załganym „raporcie” załgany neosowiecki „MAK”? Czy też są one 10 Kwietnia w innym zgoła miejscu, tj. na drugim lotnisku (http://freeyourmind.salon24.pl/279085,poza-ruska-zone) jeszcze przed transportem niektórych ciał na Siewiernyj, a reszty ciał do Moskwy (ile 10 Kwietnia transportów z ciałami do Moskwy dociera; jest też mowa o transportach do Briańska)? Dlaczego do tej pory nikt tych pielęgniarek nie wypytał?
Wszystkich ciał bowiem na Siewiernyj nie przetransportowano (nie było takiej potrzeby, skoro i tak w ciągu paru godzin trzeba było je stamtąd zabierać). S. Szojgu i jego ministerstwo zapewniają 10 Kwietnia, że znaleziono 96 (97?) ciał wszystkich osób z prezydenckiej delegacji i że będą one przetransportowane do Moskwy, gdzie zostaną poddane identyfikacji przez rodziny (dlaczego nie w Smoleńsku w kostnicach i klinicznym szpitalu?), ale przecież kłóci się to całkowicie z relacjami późniejszymi o wydobywaniu zwłok „spod wraku na Siewiernym” przez następne „po katastrofie” dni czy już zupełnie makabrycznej relacji o „kuli ciał we wraku” (http://wyborcza.pl/1,75478,8599278,To_byla_kula_z_ludzkich_cial__320_fragmentow_96_ofiar.html?as=2).
Czy zatem Szojgu „pospieszył się” i powiedział, że znaleziono ciała, mając zarazem pełną świadomość, że nie znaleziono (w sporządzonym kilka miesięcy później „raporcie”, jak pisałem wyżej, jeśli chodzi o ilość ciał ofiar, to jest wyraźnie mowa tylko o znalezieniu 25 ciał pierwszego dnia)? Wiemy, że ruskie władze łżą bez ustanku i nawet byśmy się nie zdziwili, gdyby to było kolejne z ruskich kłamstw z 10 Kwietnia. Ta wypowiedź wydaje się zupełnie nonsensowna, jeśli weźmiemy pod uwagę wspomniany wyżej, późniejszy, cykl prac z wydobywaniem zwłok „spod wraku”. Można by tę wypowiedź wyjaśniać w kategoriach „uspokajania opinii publicznej na świecie, a zwłaszcza w Polsce” (ciała znaleziono, więc sytuacja kryzysowa się ustabilizowała).
Ja jednak sądzę, że chodziło znowu wyłącznie o kwestię logistyczną związaną z czekistowską maskirowką – przecież już 11 kwietnia do Moskwy przyjeżdżają polskie rodziny na identyfikację (http://freeyourmind.salon24.pl/272972,identyfikacja). Czy są to rodziny tylko tych osób, których ciała zabrano ze Smoleńska helikopterem wieczorem 10 Kwietnia? Ile trumien wwieziono i wywieziono z Siewiernego tamtego dnia?

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s