Trójkąt bermudzki na Siewiernym


27.03.2011 10:20

Mamy trzy dość podejrzane osoby 10 Kwietnia w tym samym miejscu w dniu tragedii. Pierwszą z nich jest peerelowski agent T. Turowski, o którym wiele pisali „Rz”, „GP” oraz A. Ścios, drugą – pracownik ambasady, G. Cyganowski, który, jak wiemy z relacji moonwalkera S. Wiśniewskiego, w zupełnie zaskakujący, obcesowy sposób reaguje na obecność polskiego montażysty na „miejscu katastrofy”, nakazując czekistom zatrzymać Polaka i zniszczyć mu sprzęt. Za trzeci z wierzchołków tego „bermudzkiego trójkąta” należy uznać D. Górczyńskiego z MSZ, który nie tylko zajmował się logistyką przebiegu wizyt z 7 i 10 Kwietnia, ale też miał już o godz. 10.43 ruskiego czasu telefonować do Bartkiewicza, T. Stachelskiego oraz W. Batera z informacją o „wypadku”. Godzina 10.43 to dosyć wcześnie, prawda? To trochę podobna historia, jak z tym niesamowitym zdarzeniem, które zaobserwować mieli równocześnie i Wiśniewski, i gubernator obwodu smoleńskiego o godz. 8.38 (http://freeyourmind.salon24.pl/286838,bilokacja-o-8-38).
Biorąc poprawkę na wyciągnięcie telefonu, wybranie numeru i połączenie z kimkolwiek, to można by przyjąć, że już o 10.42 Górczyński miał tę pierwszą wiadomość, że doszło do tragedii. Nie za szybko jednak ta cyrkulacja takiej wiadomości, skoro polski samolot miałby się roztrzaskać o godz. 10.41 (już pomijam to, że tupolew miał ponoć zniknąć z ruskich radarów dopiero o 10.50, jak głosiły ruskie „oficjalne czynniki” 10 Kwietnia)? W jaki sposób możliwe jest, by już w minutę po katastrofie rozsyłać jakieś zawiadomienie „o wypadku”? Nie wiem, czy człowiek po takim zdarzeniu byłby w stanie od razu zebrać myśli, a co dopiero brać się za informowanie innych o zaistniałych faktach. Poza tym chyba potrzebny jest wcześniej jakiś choćby pobieżny rekonesans po miejscu zdarzenia i wstępna ocena sytuacji, nim się do kogokolwiek z wiadomością o tak poważnym wypadku zadzwoni, a to z kolei także wymaga przynajmniej paru minut czasu.
Jak więc możliwe jest tak wczesne zawiadomienie innych o Zdarzeniu? Wydaje mi się, że tylko w taki sposób, że otrzymało się informację od kogoś będącego na miejscu zdarzenia i kto dokonał w/w rekonesansu oraz oceny lub też samemu było się na miejscu zdarzenia i się dokonało tychże dwóch czynności. Albo więc news Górczyńskiego pochodzi od Cyganowskiego, albo Górczyński był w siewiernieńskim lasku wraz z Cyganowskim (Wiśniewski wspomina w jednym ze swych wczesnych, kwietniowych wywiadów o tym, że widział „polskich dyplomatów” (http://www.rp.pl/artykul/460798.html): „Dopóki byli strażacy, wszystko było OK. Zapytali, kim jestem; gdy powiedziałem, że z telewizji, nie robili żadnych kłopotów. Potem jednak pojawili się ludzie z Federalnej Służby Ochrony. Na filmie słychać, jak krzyczą: „Federalna Służba Ochrony. Oddawaj kamerę!”. Doszło do szarpaniny. Dwa byczki wzięły mnie pod pachy. W międzyczasie widziałem, że przez las od strony lotniska przybiegło kilku naszych dyplomatów w garniturach.”), a nie z delegacją oczekującą przy bramie wjazdowej i pomniku z ruskim samolotem. Gdyby bowiem był z tą delegacją, to przecież przekazałby J. Bahrowi i M. Wierzchowskiemu informację, i nie musieliby oni wróżyć z fusów i ugiętych ruskich kolan tudzież panicznego zachowania ruskich służb, że – jak to miał dramatycznie ubrać w słowa kierowca Bahra – „coś się stało, coś się stało”. Niemożliwe, by takiej informacji wtedy na gorąco Górczyński NIE przekazał, prawda, tylko telefonował do osób w Katyniu?
„Rz” w lipcu ub. roku pisała o mailach słanych przez Górczyńskiego, a dotyczących… braku informacji o tym, na jakim lotnisku ma lądować polski Prezydent ze swoją delegacją http://www.rp.pl/artykul/516122.html?print=tak„Rz” dotarła do e-maili wysyłanych przez urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych między 8 a 9 kwietnia w sprawie planowanego na 10 kwietnia lotu prezydenckiego Tu-154 do Smoleńska. Wynika z nich, że lotnisko Siewiernyj mogło dopiero w ostatniej chwili otrzymać informacje dotyczące lądowania polskiej delegacji. „Lotnisko w Smoleńsku nic nie wie o zgodzie na lądowanie samolotu z prezydentem. Będę wdzięczny za przekazanie e-mailem numeru zgody na przelot i lądowanie” – alarmował po południu 8 kwietnia Dariusz Górczyński, naczelnik wydziału MSZ odpowiedzialnego za sprawy rosyjskie, Jerzego Bahra, polskiego ambasadora w Moskwie.
Czy zatem, stosownie do braku rozpoznania ze strony BOR, którego funkcjonariusze nie zostali przez Rusków dopuszczeni do dokonania rekonesansu po lotnisku, NIE było decyzji o tym, że polska delegacja będzie skierowana na Siewiernyj? Czy nie podawano tej informacji ze względu na podwyższony stopień zagrożenia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Prezydenta? Oczywiście miałoby to całkowite uzasadnienie, niestety jednak nie mamy do tej pory jasności, co do tego, jakie w takim razie planowano by docelowe miejsce lądowania polskiej delegacji (zwłaszcza gdyby zostało ono utajnione ze względów bezpieczeństwa).
Sejmowe zeznania J. Sasina (mimo że nie jest podany w nich precyzyjny czas, to przynajmniej przytoczona jest pewna, istotna z punktu widzenia śledztwa, chronologia), rzucają tu pewne światło na całą tę tajemniczą sytuację z Górczyńskim (zeznania od 0h12′ materiału). Sasin twierdzi, że będąc w Lasku Katyńskim najpierw dostał informację od A. Kwiatkowskiego, że (ten z kolei dostał informację od Stachelskiego), że polski samolot nie wyląduje „na lotnisku Smoleńsku z powodu trudnych warunków atmosferycznych”, a zostanie skierowany do Moskwy. Stachelski zaś, gdy Sasin idzie do niego upewnić się, o co chodzi, otrzymuje już wtedy telefon o „wypadku w samolocie” (Sasin przysłuchuje się jego telefonicznej rozmowie). Sasin sądzi wtedy jeszcze, że nic poważnego się nie stało, po prostu samolot wyląduje w innym miejscu, „samolot wyląduje gdzie indziej i w związku z tym będziemy mieli tutaj (w Katyniu – przyp. F.Y.M.) opóźnienia w rozpoczęciu uroczystości”.
I Sasin opowiada teraz tak: „Kiedy skończył tę rozmowę, rozłączył się. Zaczął się tak na mnie badawczo patrzeć (…) „Dostałem (mówi Stachelski – przyp. F.Y.M.) jakąś dziwną informację, że zdarzył się jakiś wypadek (…) Wypadek w samolocie”. To pamiętam dokładnie, to stwierdzenie, bo ono mnie niezwykle zaskoczyło. Co może oznaczać „wypadek w samolocie”? Skala czy zakres wypadków, które się mogą zdarzyć na pokładzie samolotu, no, jednak jest dosyć ograniczona. No więc moja taka myśl była, że być może stało się coś któremuś z pasażerów (…) (I Stachelski dalej – przyp. F.Y.M.:) „…jakiś wypadek przy lądowaniu (…) samolot zjechał z pasa czy coś takiego”.” Z dalszych zeznań Sasina wynika, że zadzwonił zaraz do Wierzchowskiego, ten jednak NIE odbierał telefonu. Sasin skontaktował się z oficerem BOR w Katyniu, ten jednak nic „o wypadku” nie wiedział ani nawet, jak wyznał, nie miał do kogo na lotnisko zadzwonić. Zaczynają więc po naradzie w budynku przy cmentarzu organizować wyjazd samochodów do Smoleńska pod ruską milicyjną eskortą. Sasin usiłuje się jeszcze dodzwonić do dwóch osób z kancelarii Prezydenta oraz telefonuje z uspokajającym komunikatem do swojej żony. I dopiero w chwili, gdy gotowa jest kolumna do wyjazdu oddzwania do Sasina Wierzchowski ze swym wstrząsającym przekazem (skróciłem tę wypowiedź, całość do odsłuchania na stronie smoleńskiego zespołu Macierewicza):
„…nie był w stanie nawet słów za bardzo z siebie wydobyć. To była taka niezwykle dramatyczna relacja. On krzyczał, płakał (…) Zacząłem go uspokajać (…) On zaczął mówić: nie, słuchaj, jest w ogóle masakra, samolot jest rozbity, koła do góry i w ogóle samolot jest całkowicie rozbity (…) w lesie koło lotniska.
Wynika stąd, że najpierw do Katynia „lotem błyskawicy” dociera informacja Górczyńskiego, a długo potem, co można sądzić z opisanych wyżej wydarzeń, czyli jakieś kilkanaście minut po tymże pierwszym telefonie, dociera nerwowa i znana nam już aż za dobrze relacja Wierzchowskiego. Wynikałoby stąd też (z szacunkowych obliczeń w stosunku do godz. 10.42/10.43), że Wierzchowski faktycznie był na miejscu dopiero w okolicach 8.56 i „oficjalnego” wycia ruskiej syreny (http://freeyourmind.salon24.pl/278778,syrena-ruska).
Zwróćmy jednak na koniec uwagę na jeden istotny element informacji Górczyńskiego (pomijając jej nadzwyczajną, jak na okoliczności towarzyszące, „świeżość”) – chodzi mi o czas podany wedle ruskich współrzędnych. Jaka była wtedy realna godzina, to jest pytanie (http://freeyourmind.salon24.pl/286238,w-ruskiej-zonie)?
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s