Wokół zeznań Sasina


28.03.2011 07:08

Min. J. Sasin, jak wynika z jego relacji w sejmie (link poniżej; 0h22′ materiału; we wtrąceniach w nawiasach podaję czasy z późniejszych wypowiedzi JS) niedługo po dramatycznym telefonie M. Wierzchowskiego rusza ze swoimi współpracownikami i kilkoma borowcami pod milicyjną ruską eskortą na Siewiernyj. Jak długo trwa ten przejazd, nie wiemy. Sam Sasin mówi, że był na miejscu jakąś godzinę „po katastrofie”. Dociera on do punktu, gdzie stoi dużo karetek pogotowia (nie podaje ilości), zaś lekarze i pielęgniarki stoją przy nich bezczynnie, co dla Sasina jest wtedy znakiem tego, że „prawdopodobnie jest taka sytuacja, że nie ma kogo ratować”.
Potem zaś dociera na pobojowisko i znowu mamy historię, jak z Wierzchowskim i S. Wiśniewskim, gdyż Sasin też dostrzega rozmaite osobliwości „miejsca katastrofy” aczkolwiek wnioski wyciąga zupełnie odmienne aniżeli należało wyciągnąć (o czym niżej): „Zobaczyłem obraz miejsca, gdzie samolot się rozbił (…). To mnie uderzyło, no, że ten wrak był tak w jednym miejscu (…) tak mi się wydawało, nie miałem okazji nigdy wypadków lotniczych z bliska oglądać, ale tak mi się wydawało, że to może być na bardzo dużym terenie rozrzucone części… Tutaj jakby ten samolot, on był bardzo zniszczony, bardzo rozbity, ale jednak zasadnicze części tego samolotu, wydawało mi się, że są jakby w jednym miejscu.” (Później 1h19′ powie, że sądził, jadąc, iż doszło po prostu do awarii, a jeszcze później 1h52′, że miał wrażenie, jakby samolot spadł z jakiejś wysokości „pionowo w dół”; wykluczył też, by był tam jakiś wąwóz czy zbocze, w które miałby uderzyć tupolew).
I nieco dalej: „Zaczęliśmy (z J. Bahrem i Wierzchowskim – przyp. F.Y.M.) chodzić wokół tego wraku, oglądać to miejsce. (…) Widziałem też, w jakim stanie leżą zwłoki osób tam na tym miejscu katastrofy.” (Sasin doda później, że nie był w stanie nikogo rozpoznać; ciała były zmasakrowane (1h36′)). Sasin telefonuje (już któryś raz) do K. Bochenek, której przekazuje informację: „prawdopodobnie Prezydent nie żyje”. Przypominam, że Sasin (ani nikt inny jeszcze wtedy) NIE widział ciała śp. L. Kaczyńskiego (co więcej, Sasin stwierdzi w sejmie, że nie otrzymał wiadomości o znalezieniu ciała Prezydenta do czasu swego wylotu z Siewiernego (koło godz. 15.) (1h57′) – co w pewnym sensie kłóci się z relacją Wierzchowskiego albo stawia ją pod znakiem zapytania, no chyba że Sasina nie poinformowano by o tego typu wydarzeniu).
Jak więc to swoje zawiadomienie Sasin tłumaczy? Dość podobnie jak tłumaczył swoje relacje z pobojowiska Wierzchowski. „Tak wywnioskowałem po prostu z tego, co zobaczyłem, z tego, że… jak to wygląda.” W sytuacji więc, w której należało uznać Prezydenta za zaginionego i wszcząć poszukiwania tegoż Prezydenta (wcale nie przesądzając, iż NIE żyje), Sasin po pobieżnych oględzinach wraku „wywnioskowuje”, że Prezydent zginął.
Ale to nie koniec – teraz będzie najważniejsze i najciekawsze (podobna wypowiedź pojawia się w filmie „Mgła”, ale jest nieco bardziej lakoniczna). Sasin zastanawia się bowiem, co robić (dzwoni też wtedy A. Duda, prosząc, by szukali na pobojowisku ciała Prezydenta 0h28’/0h29′):
„…stwierdziłem, że nie jestem w stanie ani nikogo tutaj zidentyfikować (…) zdecydowana większość tych ciał, nie widziałem ich zbyt wielu, stwierdziłem, wiedziałem, że na pokładzie było 96 osób, a widziałem zaledwie kilka ciał, które były rozrzucone.” (Potem powie: „Tych ciał było dziesięć, kilkanaście” (1h37′))
Tego rodzaju widok skłania Sasina do następnego wniosku:
Więc stwierdziłem, że większość ciał znajduje się gdzieś tam, prawda, w samolocie czy pod tymi częściami samolotu (…) Nie będziemy, nie będę w stanie w żaden sposób się tam dostać.
Sasin widzi KILKA/KILKANAŚCIE CIAŁ na pobojowisku po katastrofie samolotu z blisko stu osobami na pokładzie. Jest to wprawdzie postęp w stosunku do tego, co widział Wołodia, Alosza (leśny dziadek z teczką), Igor i moonwalker Wiśniewski (a nawet Bahr przecież), którzy NIE widzieli żadnych ciał (Wołodii, Aloszy i Igora relacje są w „Superwizjerze”), no ale przecież nie jest to chyba normalny widok w takiej sytuacji. Mniejsza jednak z tym – potraktujmy miejsce zdarzenia przez chwilę na serio, a więc tak, jak traktowali zapewne i Sasin, i Bahr, i Wierzchowski i inni przybyli tam przedstawiciele strony polskiej (pomijam, naturalnie, udziałowców w zbrodni). Co nasi bohaterowie robią? Co robi Sasin z Bahrem?
Zaczęliśmy stać i przez dłuższą chwilę tak żeśmy się przyglądali temu, co się dzieje.”
Gdyby to nie było tragiczne, to można by w tym momencie wybuchnąć jakimś histerycznym śmiechem. Dwóch najwyższych wtedy (w Rosji) rangą urzędników państwowych z Polski stoi przed pobojowiskiem po katastrofie samolotu z delegacją prezydencką i się po prostu przygląda temu, co się dzieje. Sasin tłumaczy ten stan odrętwienia i zdezorientowania także w ten sposób, że „miał zahamowanie moralne” tego typu, że „nie chciał chodzić po szczątkach osób”. Proszę tego mojego zapisu nie traktować jako szyderstwa – jestem w stanie zrozumieć skrupuły polskich wysokich urzędników, ale pod warunkiem, że cały teren „po wypadku” zostałby natychmiast otoczony i zabezpieczony przed jakimikolwiek intruzami, do czasu przybycia (śmigłowcami czy samolotami z Polski) polskich lekarzy sądowych i specjalistów kryminalistyki. I nie robiono by na tym terenie przez ten czas zupełnie nic. Absolutnie nic. Tak przecież się jednak nie stało. Na pobojowisko wlazła cała masa ruskich funkcjonariuszy w mundurach i cywilu. I to na oczach skamieniałych polskich urzędników. Co zatem dzieje się dalej? Bahr z Sasinem znajdują osobliwe wyjście z sytuacji.
W pewnym momencie on (Bahr – przyp. F.Y.M.) mówi, zapytał mnie: co my powinniśmy teraz zrobić w stosunku do ludzi, którzy są na cmentarzu? (…) Doszliśmy do takiego przekonania, że powinniśmy pojechać na cmentarz i powinniśmy poinformować jakby wszystkich o tym, że zdarzyła się taka katastrofa.”
Pomijając już kwestię telefonicznego zawiadomienia o tragedii kogoś np. z wojskowych będących w Katyniu (co byłoby zupełnie zrozumiałe w związku z powagą chwili), problem jedynie w tym, że skali tej katastrofy wcale na razie nie oszacowano. Żadnej identyfikacji nie dokonano, ciała Prezydenta ani Prezydentowej nie znaleziono itd. Mimo to, Bahr z Sasinem decydują się na powrót z Siewiernego (autem ambasadora) do Katynia, tak jakby tam w takiej chwili było ich najważniejsze miejsce. Gdyby tego było mało Bahr stwierdza nawet, że podjął decyzję, iż „należy tą uroczystość jakby odbyć, (uroczystość – przyp. F.Y.M.) która była zaplanowana”, odbyć, ponieważ… są tam w Lasku Katyńskim… przedstawiciele Rosji (0h31′). (Dosłownie włos się jeży na głowie, gdy się to słyszy w relacji Sasina – cała ta sytuacja przypomina jakąś Gombrowiczowską opowieść a la polska placówka dyplomatyczna w Argentynie po wybuchu II wojny – w „Trans-Atlantyku”). Bahr decyduje złożyć wieniec na cmentarzu rosyjskim (Sasin uda się na cmentarz polski), potem zaś ma być nabożeństwo, ale Sasin ma w planie za jakiś czas jednak powrócić na północne smoleńskie lotnisko. Przedtem zaś dojdzie do wystąpienia przed kamerami telewizji i osobami zebranymi w Lesie Katyńskim, któremu to wystąpieniu towarzyszyć będzie przedziwne doprawdy rozumowanie Sasina. On wspomina to tak (0h32′):
„…cały czas miałem taką podświadomą nadzieję, że może ktoś się uratował z tej katastrofy (!! – przyp. F.Y.M.) i stwierdziłem, że ogłaszanie jakby w tym momencie, że Prezydent zginął, nie jest właściwym działaniem (…) W momencie, kiedy nie widziałem ciała Prezydenta, to jakby nie powinienem tej informacji publicznie podawać do wiadomości. W związku z czym ograniczyłem się do powiedzenia o tym, że była tragiczna katastrofa, że delegacja, która miała dotrzeć, nie dotarła i o Prezydencie… że nie ma go w tej chwili tutaj z nami. Natomiast nie stwierdziłem tego, że Prezydent nie żyje.
Jest to zupełnie kuriozalne przedstawienie sprawy. To przecież tenże Sasin był władny pozostać na lotnisku i szukać ciała Prezydenta, by je ujrzeć i mieć wiedzę do tego, by móc ogłaszać, co się z Prezydentem stało. Jeśli więc tego nie uczynił, to w jakim celu się zasłaniał takimi okrągłymi zdaniami? Co one zmieniały, skoro wiadome już było od Rusków, że „wsie pogibli”?
I w tej sytuacji obaj z Bahrem zamiast przedsięwziąć jakieś kroki pozostają na mszy świętej w Katyniu i dopiero po 20 minutach nabożeństwa Sasin decyduje się na działanie – dzwoni do stolicy, a Duda namawia go do powrotu, bo w Warszawie gajowy urządza już zamach stanu (z kolei Bahr będzie namawiał Sasina do pozostania w Smoleńsku). Sasin zatem wróci na Siewiernyj, a tam po różnych perypetiach (wedle relacji Kwiatkowskiego spowodowanych przez Turowskiego)… przesiedzi w jaku-40 dwie godziny, nim faktycznie wyleci do Polski.
Wróćmy na koniec do przygotowań do prezydenckiej delegacji. Sasin opowiada (1h13′): „Na etapie przygotowań, wstępnym etapie przygotowań w ogóle nie zakładano dwóch samolotów. Zakładano, że będzie jeden samolot, w którym pomieszczą się wszyscy – cała delegacja i towarzyszący dziennikarze. Następnie w trakcie tworzenia tej delegacji po pierwsze okazało się, że sama delegacja z przyczyn (…) ogromnego zainteresowania udziału musi być większa. Między innymi bardzo szeroka grupa parlamentarzystów się w tej delegacji znalazła na wniosek marszałka sejmu (…) Po drugie było ogromne zainteresowanie dziennikarzy udziałem w tych uroczystościach (…).
Powstał pomysł taki, żeby był jeszcze drugi samolot, żeby więcej osób przeleci tam na miejsce. No, w dyspozycji drugim samolotem, który mógł być w tym czasie, to był tylko i wyłącznie ten jak-40, ten mały samolot. I zaczęliśmy dyskutować, jak ta delegacja powinna być podzielona, czyli kto leci z Prezydentem, kto leci jakiem (…). Stwierdziliśmy, że rozsądnym będzie, że jakiem lecą dziennikarze, bo wtedy też przylatują wcześniej na miejsce, czyli mają czas na to, aby np. wcześniej udać się na cmentarz (…), a cała delegacja w pełnym składzie poleci oddzielnie. Nigdy na żadnym etapie nie była dyskutowana kwestia jakiegoś oddzielnego lotu jakiejkolwiek części delegacji, tym samym również, generałów.
o
Poniżej na prośbę Rolexa zamieszczam Apel:
NA POMOC RZĄDOWI TUSKA!
Nie grajmy w piłkę, tłumaczmy raporty!
Rządowi trzeba pomagać, to truizm. Więc i w nas, sygnatariuszach niniejszej inicjatywy, pomysł ten wykwitł jak młody przebiśnieg.
Nie tak dawno, złoto-ustami ministra Grasia „izwienitie pożałujsta, eto była takaja prosta oszibka”, rząd ogłosił, że w wypełnianiu swoich podstawowych obowiązków wyjaśnienia śmierci głowy państwa, pierwszej damy, ostatniego prezydenta Polski na uchodźstwie, senatorów, posłów, najwyższych urzędników, generałów oraz ludzi zasłużonych dla Polski, wyasygnuje z budżetu kwotę na wykonanie koniecznej, a przy tym prostej, operacji: tłumaczenia polskich uwag do końcowego raportu MAK.
Czynność to potrzebna, bo zbliża się rok od tragedii i pół roku od opublikowania raportu, a świat dalej może badać rosyjską, pełną zakłamań, jawnych szyderstw, złej woli wersję rosyjską, (o czym wiemy chociażby od dnia, w którym nakazano wycofać z eksploatacji wszystkie Tu-154), w wersji powszechnie zrozumiałej na świecie, a więc wersji angielskiej, a nie może czytać pełnego trafnych uwag dokumentu polskiego, gdyż konia z rzędem temu, kto w świecie Zachodu rozszyfruje choćby tytuł dokumentu.
Rzecz jasna jesteśmy najdalsi od tego, żeby podejrzewać rząd, że swoim zwlekaniem chce najzwyczajniej w świecie dostarczyć dodatkowej porcji komfortu pułkownikowi KGB Władimirowi Putinowi, ober-prokuratorowi Czajce, czy innym rosyjskim oficjelom.
Nie sądzimy również, żeby kancelaria prezydenta Komorowskiego i w tym przypadku bała się, że dokonanie tłumaczenie oficjalnego dokumentu sygnowanego dostojnym imieniem Rzeczpospolitej Polskiej może zdenerwować naszego wielkiego sąsiada, tak jak mogła zdenerwować go tablica o wydatnej pomocy jakiej udzieliła nam tuż po stłumieniu sowieckiej rewolty Beli Kuna Republika Węgier, przysyłając pociągi z amunicją i sprzętem wojskowym.
To są podejrzenia niegodne aż do bólu!
Sądzimy, że rząd polski znalazł się zwyczajnie w sytuacji rozrzutnego alkoholika, który po wyprzedaniu rodowych sreber i zrealizowaniu zaciągniętych zobowiązań wobec elektoratu w formie zawarcia wielu najkosztowniejszych na świecie kontraktów infrastrukturalnych, zatrudnieniu dziesiątków tysięcy krewnych i znajomych królika w administracji rządowej pod pretekstem podniesienia stawki VAT-u, co wzrost tej stawki znakomicie skonsumuje, znalazł się krawędzi bankructwa.
Jak każdy uzależniony od czegokolwiek, a w tym przypadku od narkotyku władzy i zabicia strachu przed odpowiedzialnością, rząd stacza się moralnie skupiając się na zdobyciu kolejnej porcji używki, sprawy honoru, prestiżu, prawdy, zadośćuczynienia, naprawienia krzywd, zostawiając na wieczne nigdy.
Stan wycieńczonego narkotykiem organizmu rządowego nie może pozostawić nas obojętnymi. Wobec totalnej niemożności rządu RP do wykonywania swoich konstytucyjnych, nawet najbardziej podstawowych obowiązków, zmuszeni jesteśmy, w akcie obywatelskiego poczucia lojalności wobec wspólnoty, przejąć i wykonać część podstawowych zadań państwa polskiego.
Blogerzy, komentatorzy, przy wydatnym wsparciuStowarzyszeniaRodzin Katyń 2010, podjęlidecyzję o sfinansowaniu części koniecznych do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej badań i ekspertyz ze składek i datków tej części polskiego społeczeństwa, która jest przywiązana do idei posiadania własnego państwa i uczestnictwa w życiu wspólnoty, jaką jest naród.
Pierwszą z szeregu czynności eksperckich musi być dokonanie najwyższej klasy tłumaczenia polskich uwag do raportu MAK.
Ponieważ chodzi tutaj o dokument rządowy musieliśmy wybrać firmę o międzynarodowej renomie, która gwarantuje absolutnie profesjonalną jakość prac.
Wybór padł na brytyjską firmę TransPerfect. Koszt tłumaczenia został wyceniony na GBP 7.500. Jak widzimy, jest to suma która przerasta połączone budżety rządu, kancelarii prezydenta i kieszonkowe rzecznika rządu z racji wykonywania czynności konserwacji powierzchni płaskich na niemieckiej parceli.
Wszystkich, którzy chcieliby przyłączyć się do naszej inicjatywy prosimy o wpłacanie dowolnych kwot na kontaStowarzyszeniaRodzin Katyń 2010z dopiskiem: “tłumaczenie”.
Każdy, kto będzie posiadał udokumentowany dowód wpłaty (nawet jeśli będzie chciał pozostać anonimowy, a skontaktuje się poprzez podane adresy mailowe:pomniksmolensk.artur@gmail.comlub in.konrad@yahoo.co.uk)uzyska prawo do korzystania z tłumaczenia w zakresie i w sposób określony w prawie autorskim. Zostanie, krótko mówiąc, współwłaścicielem dokumentu z prawem jego pobrania, przetwarzania i rozpowszechniania.
Liczymy na Waszą wspaniałomyślność i zaangażowanie!
W przypadku gdy kwota zebranaze składek przekroczy planowane koszty prac, zostanie przeznaczona na kolejne, wykonywane za granicami kraju, badania i ekspertyzy, w tym i te kluczowe dla wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej.
Zaufajcie nam! My tę sprawę doprowadzimy do końca!
Blogerzy, komentatorzy iStowarzyszenie Rodzin Katyń 2010
Numery kont:
Przy wpłatach z Polski:
StowarzyszeniaRodzin Katyń 2010
PKO BANK POLSKI S.A.
25 1240 1109 1111 0010 3809 7044

41 1240 1109 1787 0010 3809 7682

89 1240 1109 1978 0010 3809 7259

Prosimy przy wpłatach o dopisek “Tłumaczenie”
Przy wpłatach z zagranicy:
StowarzyszeniaRodzin Katyń 2010
PKO BANK POLSKI S.A.
PL25 1240 1109 1111 0010 3809 7044

PL41 1240 1109 1787 0010 3809 7682

PL89 1240 1109 1978 0010 3809 7259

SWIFT: PKO PPL PW.
Prosimy przy wpłatach o dopisek “Tłumaczenie”
Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s