Zamach tak, ale czy na Siewiernym?


06.05.2011 16:19

„(Prezydent L. Kaczyński – przyp. F.Y.M.)  nie odwiedził rosyjskiej stolicy. Nawet po śmierci
neokomunistyczny film „Syndrom katyński” (podkr. F.Y.M.)

W ciągu roku, który upłynął od tragedii drugiego Katynia ukazało się wiele publikacji książkowych dotyczących „Smoleńska”, przy czym większość nadaje się najwyżej do archiwum neosowieckiej dezinformacji, a nieliczna część ma wartość autentycznego dokumentu oraz rzetelnych poszukiwań prawdy o tym, co się stało z polską delegacją prezydencką udającą się na uroczystości 10.IV.2010. Publikacje te można podzielić, jak na razie, na dwie fale. Pierwsza to „fala powypadkowa”, druga zaś to fala „pozamachowa”. Ta pierwsza fala, zapoczątkowana niesławną książką P. Kraśki(zrecenzowaną przeze mnie tu  http://freeyourmind.salon24.pl/209287,smolensk-w-wersji-dla-idiotow),a twórczo rozwinięta przez wybitnego radzieckiego docenta S. Amielina („Ostatni lot. Spojrzenie z Rosji”, Warszawa 2010), jego wiernego ucznia J. Osieckiego itp. ekspertów, takich choćby jak radziecki ekspert E. Klich (http://www.tvn24.pl/13553,1,kropka_nad_i.html), trzyma się twardo ruskiej „naciskowo-wypadkowej” narracji z „błędami załogi”, a zbrodniomyśli o zamachu nie wywołuje nawet z koszmarnych snów autorów.
1
Doc. Amielin, jak wiemy, trzy dni „po wypadku” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100729&typ=po&id=po01.txt) zrobił zdjęcia połamanych drzew i na gruncie swych wielowątkowych i wieloaspektowych, dendrologicznych analiz dokonał nadludzkiego wysiłku „rekonstrukcji przebiegu katastrofy” na swoim blogu, z którego to bloga potem czerpali ożywcze myśli polscy „eksperci” (jakieś zarządzenie było w centrali w tej sprawie?), którzy już właściwie nic więcej nie musieli rekonstruować, gdyż zrekonstruowane już po radziecku, a więc jak należy, było. Zachwycony i oszołomiony geniuszem radzieckiego uczonego, młody polski dziennikarz, co niemal pół życia spędził na bieganiu po sejmowych kuluarach, wstąpił w ślady mistrza i nawet wspiął się na rażoną jakimś ruskim piorunem, pancerną brzozę, by dokonać jeszcze dokładniejszej analizy zdarzeń aniżeli mistrz-inżynier ze Smoleńska.
W hołdzie mistrzowi zatytułował jednak swoją książkę „Ostatni lot” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/ekspert-prezentuje-swoje-badania.html). Szkoda, że nie zatytułował „Ostatni lot Osieckiego”, gdyż śmiem podejrzewać, iż poza tym kompromitującym jego i jego kolegów-współautorów przelotem,więcej lotów intelektualnych Osiecki mieć nie będzie. Nigdy. Ci autorzy bowiem mają wdrukowane nawet do podświadomości, że żadnego zamachu być nie mogło, choć przecież gdyby byli konsekwentni w eksplorowaniu ruskiej narracji, to twierdziliby, że zamachu na delegację dokonała polska załoga „debeściaków”.
Druga fala to publikacje autorów związanych z „Gazetą Polską”, „Frondą” i „Najwyższym Czasem!”, optujące (całkiem słusznie) za tym, że doszło do zamachu na polską delegację, przy czym (nie do końca słusznie) w tych publikacjach zamach ten (niestety tak samo jak „głupi wypadek” w ruskiej narracji) umiejscowiony jest bezwzględnie na Siewiernym. W ten sposób, jak już kiedyś zasugerowałem, uzyskujemy w ramach tych dwóch podejść swoistą „dogmatykę” dotyczącą tego wojskowego, smoleńskiego lotniska, tylko że dla jednych osób niepodważalna jest wersja z głupim wypadkiem, a dla drugich z jakimś bombowym zamachem (celowym uszkodzeniem samolotu itp.). Mamy więc w tej drugiej fali książki powstałe na kanwie dokumentalnych filmów („Mgła”, „List z Polski”), głównie koncentrujące się na udokumentowaniu rozmaitych relacji dotyczących 10 Kwietnia (i oficjalnego „śledztwa smoleńskiego”) oraz na stawianiu pewnych pytań w obliczu rozmaitych niepokojących faktów.
Dzieło Szymowskiego należy tu do publikacji specyficznych, gdyż roi się w nim od błędów i zastanawiam się, czemu ma ono służyć. Wymieszane są czasy, fakty i konfabulacje, dezinformacje i informacje zupełnie niesprawdzone, wszystko zaś podlane jest sosem „ujawniania sensacyjnej prawdy”. Z kolei opracowanie Misiaka i Wierzchołowskiego napisane jest dużo ostrożniej i bez kategorycznych tez, ale zarazem tak, jakby żadnego blogerskiego śledztwa ws. tragedii smoleńskiej nie było, co jest o tyle dziwne, że jeszcze jakiś czas temu obaj autorzy często i gęsto odwoływali się do śledczych i analitycznych prac blogerów, także do tekstów niżej podpisanego.
Skoncentruję się głównie na Szymowskim, który na jednym ze zdjęć zamieszczonych w swojej książce widzi kokpit tupolewa.
2
Może więc ja jestem ślepy, ale jeśli ktoś z Państwa jest w stanie dostrzec kokpit, to proszę mnie oświecić. Z innymi ilustracjami sprawa wcale się nie miewa lepiej – zamieszczone jest wszak słynne i analizowane na wielu blogach (m.in.El Ohido Siluro (http://el.ohido.siluro.salon24.pl/231970,dwie-trajektorie-zakopywanie-samolotu), także na moim)ujęcie z „Bilda”, które autor prezentuje jako… fotografię zrobioną przez amerykańską agencję NSA i przekazaną polskiemu oficerowi ABW i podpisuje „Tupolew awaryjnie wylądował w lesie. Potem doszło do wybuchu.”
Jeśli tego rodzaju zdjęcie ma być dowodem w sprawie, to pozostaje mi tylko Szymowskiemu pogratulować. Ja to teraz piszę całkiem serio, starając się zrozumieć jedną rzecz: czy autor jest świadomy manipulacji, jakiej został poddany, czy też sam świadomie chce poddać czytelników manipulacji. Już pomijam to, że ujęcie uznano po długich i burzliwych, ale krytycznych dyskusjach, za złudzenie optyczne związane z taśmami przeciągniętymi na Siewiernym między szczątkami – ale nawet zakładając, że NSA miałoby zdjęcia z 10 Kwietnia i zakładając, że dostałby je w prezencie jakiś daleki od promoskiewskich sympatii oficer ABW (w przeciwieństwie do tych kolegów, co już koło godz. 9 rano 10 Kwietnia spotkali się w Warszawie z przedstawicielem FSB (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/konsultacje-z-fsb.html)), to podejrzewam, że nie tylko byłyby one dużo lepszej jakości (i nie budziłyby absolutnie żadnej wątpliwości, co do tego, co jest na nich pokazane), lecz przede wszystkim nie byłyby wykonane od strony ulicy Kutuzowa, tylko z jakiegoś dobrego i dokładnego satelity.
Najstraszniejsze jednak dopiero przed nami. Oto bowiem jedno z ruskich zdjęć (tych „drastycznych”), które przecież cyrkulowało po Sieci niedługo po tragedii, przedstawione jest jako materiał przekazany autorowi „w kwietniu 2010” przez „oficera Agencji Wywiadu”. Ponieważ sporo miejsca i czasu poświęciłem kiedyś analizie tego właśnie zdjęcia (http://freeyourmind.salon24.pl/217251,makabryczny-fotomontaz; oczywiście nie tylko ja zajmowałem się studiowaniem zdjęć z Siewiernego – m.in. Pluszaczek, Siostra111, Manek, 154), to czuję się zobligowany znowu zabrać głos w tej sprawie. Nie będę jednak rozwijał tego najdrastyczniejszego zagadnienia zwłok pokazanych na fotografii, nie uważam bowiem, by istniały jakiekolwiek podstawy do identyfikacji na niej ciała Prezydenta. Wskażę na wybrany i bardzo dobrze widoczny detal tego zdjęcia, który w sposób dobitny potwierdza, że mamy do czynienia z inscenizacją miejsca powypadkowego. Chodzi o ten fotel z prawej strony.
3
W książce Szymowskiego ten fotel jest mocno przycięty, ale widać jego krawędź, tak więc korzystam z tej samej ruskiej fotografii (wykonanej rzekomo na pobojowisku na smoleńskim Siewiernym), tylko z wybranego jej fragmentu. Ten fotel, co do tego chyba nikt, kto widział zdjęcia wnętrza „prezydenckiego” tupolewa, nie może mieć wątpliwości, NIE pochodzi z polskiego Tu-154M. Albo pochodzi z jakiegoś ruskiego autobusu, albo z jakiegoś ruskiego samolotu i to pośledniej klasy.
Ten fotel nie jest oczywiście tylko na tym zdjęciu. Jest on na tyle charakterystyczny, że można go dostrzec także na migawce z filmu moonwalkera S. Wiśniewskiego (widoczny w środku na wysokości dymu unoszącego się nad „ogniskiem”)
3
oraz na filmie zamieszczonym przez e-ostrołękę (po lewej stronie kadru obok ruskiego funkcjonariusza w spodniach moro).
4
Tak więc możemy z całą pewnością założyć, że faktycznie leżał na Siewiernym „po wypadku” (a być może nawet „przed” nim).
Jedne dziwne fotele, nawiasem mówiąc, są, a inne pojawiają się na pobojowisku wraz z upływem czasu. Zapewne (że wykorzystam błyskotliwą myśl min. Boniego) wynurzają się spod smoleńskiej błotnistej ziemi.
5
6
Niestety to, że Ruscy dostawiają rekwizyty na „miejscu powypadkowym” (po to głównie by znalazły się na uwiarygodniających to miejsce zdjęciach) nie jest uwzględnione ani przez Szymowskiego, ani przez innych autorów książek o 10 Kwietnia.
Wracam jednak do książki „Zamach w Smoleńsku”. Są więc w niej, jak wskazywałem wyżej, elementy naprawdę zdumiewające, ale są też zwyczajnie (i zapewne jest to efekt, którego autor wolałby uniknąć) śmieszne. Klatka z materiału nakręconego komórką przez „mechanika” Igora Fomina (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/igor.html), podpisana jest (naprawdę, cytuję dosłownie): „Kadr z filmu wykonanego amatorską kamerą przez  członka ekipy ratunkowej. Jeden strażak mówi do drugiego: „Patrz, załoga żyje””. Już pomijam to, czy faktycznie taka fraza pada na tym filmiku (i czy potwierdziłby to np. krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych po fonoskopijnej analizie pasma dźwiękowego) – kto jak kto bowiem, ale Fomin, z „ekipą ratunkową” nie miał 10 Kwietnia nic wspólnego. I nie sądzę, by do dziś miał. Pod innym kadrem z filmiku Fomina (obrazek z Wiśniewskim i dwoma wozami strażackimi) jest taki podpis: „Ekipy ratunkowe pojawiły się na miejscu niemal natychmiast. Ktoś specjalnie to zaplanował, wiedząc, że dojdzie do katastrofy”. To i „dokonaną przez FBI” rekonstrukcję zapisu dialogów z filmiku Koli pozostawię może bez komentarza.
Metodologia rekonstrukcji zdarzeń przyjęta przez Szymowskiego nie ma zbyt wiele wspólnego ze standardami kryminalistycznymi ani nawet z wymaganiami stawianymi pracy reporterskiej czy dziennikarskiej. Autor bowiem znalazł raptem paru oficerów wywiadu i kontrwywiadu (albo oni znaleźli jego, różnie to może być), którzy w wielkiej tajemnicy (ukrywają swoją tożsamość, rzecz jasna i o różnych dowodach mówią, że one są, lecz nie można ich pokazać) klarują czytelnikowi, co i jak zaszło na Siewiernym. Dlaczego Szymowski dla pełnego obrazu sprawy nie udał się ze swymi rewelacyjnymi materiałami do lekarzy sądowych, do specjalistów od kryminalistycznej analizy zdjęć itp.? Czy wysłał zdjęcia choćby do Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego (http://www.kryminalistyka.pl/pl/ek_ro_index.html)? Czy też uznał autentyczność otrzymanych fotografii na podstawie zapewnień tajemniczych panów z bezpieki i oparł się jeszcze na własnym „dziennikarskim węchu”? Przecież jeśli zdjęcia są rezultatem manipulacji, to wadę tę odziedziczy cała książka (nie mówiąc o kompromitacji, na jaką naraża się sam autor, publikując materiały o wyjątkowo wątpliwej wartości dowodowej). Co więcej, jeśli zdjęcia te dokumentują tak naprawdę makabryczną inscenizację na Siewiernym, a nie miejsce autentycznej tragedii, to  są w istocie dowodem przestępstwa (i to na niesamowitą skalę) nie zaś dowodami ws. smoleńskiego wypadku.
Przywoływany przez Szymowskiego w formie (kryminalistycznego?) autorytetu „mjr rezerwy Robert T.” (ponoć były pirotechnik BOR), który zabiera się za analizy niektórych materiałów z Siewiernego, ze szczególną uwagą pochyla się nad innym słynnym zdjęciem jednego z fragmentów wraku. Chodzi o fotografię, na której są ubłocone koła (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/powiekszenie.html,http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/najstarsza-czesc-na-siewiernym.html). „Robert T.” stawia problem tak: „w jakich okolicznościach na kołach i goleniach tupolewa znalazło się błoto?”. Po czym wnioskuje następująco: „Jeśli samolot odwrócił się na grzbiet, zanim uderzył o ziemię, to skąd wzięły się ślady błota na kołach i goleniach? (…) Pierwsza możliwość jest taka, że w wyniku uderzenia kadłuba o błoto, elementy samolotu zostały ochlapane (…)(jednakże – przyp. F.Y.M.) wygląda to tak, jakby oba (golenie – przyp. F.Y.M.)  były zanurzone w błocie, a potem nagle znalazły się w górze!” (s. 45-46).
Po pierwsze, jak na moje oko, to ta jedna część wraku ma ślady wielodniowego brudu, a nie krótkiego zanurzenia w błocie, no ale mniejsza z tym. Trzymajmy się tej wersji z błotem. Po drugie więc, gdyby samolot (przed jego wysadzeniem) awaryjnie wylądował, jak chce Szymowski, to ślady przyziemienia ciągnęłyby się przez całe pobojowisko na długości paruset metrów i najpewniej kilkudziesięciotonowy samolot zaryłby się bardzo głęboko, nie zaś tylko na wysokości kół; zatopiłby się po prostu w błotnistej ziemi. Wtedy zaś (po trzecie) jego wysadzenie spowodowałoby rozpad wraku na boki, nie zaś żadne wyskoczenie podwozia z ziemi i obrócenie się do góry kołami! (Już nie mówię o tym, jak obleczone roślinnością, korzeniami, śmieciami byłyby golenie po takim obrocie). Załóżmy jednak nawet, że te golenie by się jakimś nadludzkim wysiłkiem woli obróciły po eksplozji, to przecież (po czwarte) widać byłoby doły i ślady ruchu po takim obrocie, gdyż całkowicie zabłocone byłyby inne części wraku (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/koziokowanie.html), a skrzydła samolotu leżałyby połamane w niedalekiej odległości od tychże goleni.
Szymowski tymczasem wraz z „Robertem T.” twierdzi, że był wybuch, nie tylko dlatego, że błoto widać na kołach, ale też dlatego że części samolotu zostały rozrzucone na przestrzeni 1,4 km (!). No to pozostaje do wyjaśnienia tylko to, dlaczego fotele pasażerów, bagaże oraz ciała blisko stu ofiar nie zostały na tej przestrzeni rozrzucone. Jest to zresztą element większej zagadki. Schemat rozkładu szczątków samolotu jest taki, jakby maszyna twardo przyziemiała („zboczywszy z toru”), tylko że nie ma żadnych śladów tego przyziemiania. Skala zniszczenia wraku jest taka, jakby maszyna została wysadzona, tylko że (nieliczne) ciała ofiar zostały usypane w jednym miejscu, a nie porozrzucane na przestrzeni wieluset metrów.
Tupolew miałby być wysadzony, ale mimo posiadania przez niego 10 ton paliwa nie powstał żaden charakterystyczny dla katastrof lotniczych pożar ani nawet nie zapalił się okalający „miejsce zdarzenia” las (nie mówiąc o braku śladów ognia na elementach wraku). Fragmenty samolotu miałyby koziołkować po pobojowisku, tylko że nie sposób znaleźć na nich (i na samym terenie) śladu tego koziołkowania (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/koziokowanie.html). Części skrzydeł i usterzenia (bez względu na to, czy był upadek, „lądowanie na plecach” wysadzenie po awaryjnym przyziemieniu itp.) oparte zostały o drzewa i krzaki, jakby wcale nie fruwały z impetem po okolicy. I tak dalej (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/kilka-wyjatkowych-zagadek.html,http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/proste-pytania.html). Nikt jednak z autorów (pierwszej i drugiej fali publikacji) tymi dziwnościami się jakoś szczególnie nie przejmuje.
Idąc dalej w książce Szymowskiego tragedia miesza się z farsą. Oto znowu jakiś oficer, tym razem SKW, twierdzi np., że polskie „radary są bardzo czułe. Mogą zarejestrować każde pierdnięcie od Bugu aż po Ural” (s. 63-64). Ta zapowiedź stanowi obrazowe tło do innego odkrycia: „W sobotę 10 kwietnia 2010 roku między godziną 8.39.30 a 8.39.40 nasze radary zarejestrowały dwa, następujące po sobie w krótkim odstępie czasu wybuchy w okolicach lotniska Smoleńsk-Siewiernyj”. Wykrycie dwóch „pierdnięć” na Siewiernym (trzymając się żołnierskiej nomenklatury oficera SKW) zgrywałoby się nawet z tym, co zaobserwował moonwalker Wiśniewski (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/bilokacja-o-838.html), no ale miałoby się nijak do zawartości stenogramów CVR. W tych ostatnich zresztą, gdyby miało dojść do awaryjnego lądowania, to przede wszystkim byłaby na ten temat rozmowa samej załogi, no i odpowiednia informacja z ostrzeżeniem dla pasażerów.
Oczywiście możemy przyjąć z pewnością (i Szymowski też coś takiego zakłada, choć zarazem powołuje się na stenogramy), iż upublicznione przez Rusków zapisy CVR są całkowicie sfałszowane, skąd jednak w takim razie mielibyśmy wiedzieć, że o 8.39 polskiego czasu w okolicach Siewiernego był polski samolot? Z tego, że polskie radary wykryły tam dwa „pierdnięcia”? Przecież Centrum Operacji Powietrznych o tej porze jest jeszcze na etapie dyskusji o zapasowym lotnisku na Białorusi, parę minut później (8.52) jest mowa o Briańsku  (http://www.wprost.pl/ar/215934/Oficerowie-monitorujacy-lot-Tu-154-Witebsk-jest-na-Bialorusi/), zaś o 9.01 pojawia się jeszcze wątek jaka-40 pilotowanego przez śp. gen. Błasika (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czas-na-nowa-narracje.html).Tutaj COP monitorujący ponoć przelot delegacji prezydenckiej rozgląda się za zapasowymi lotniskami i zupełnie nic nie wie o żadnej katastrofie ani nawet o lądowaniu na Siewiernym, zaś gdzie indziej SKW już jest na etapie wykrycia eksplozji tupolewa? Ciekawe, czy jest jakiś meldunek na ten temat i zapis tego, co wykryły radary, czy też pozostało nam tylko uwiecznione przez Szymowskiego barwne wspomnienie oficera SKW.
Tezę o awaryjnym lądowaniu tupolewa potwierdza, zdaniem autora (i „Roberta T.”) to, że silnik na zdjęciu wygląda tak, jakby przed „wypadkiem” nie pracował (s. 64-66). Nie ma on bowiem uszkodzeń wirników, łopatek itd. Można by bowiem przyjąć, pisze Szymowski, że „silniki zacięły się w powietrzu”, ale w takiej sytuacji zauważyliby to piloci, no i byłyby ślady w rejestratorach. Taką możliwość jednak wykluczamy, więc „silniki nie pracowały, bo samolot… awaryjnie wylądował i kapitan Protasiuk po prostu je wyłączył”. Już może nie będę konfrontował tej wersji z opowieścią o „skrzydlatej orce” i „małym wojskowym samolocie” Wiśniewskiego (na którego zeznania przecież Szymowski się powołuje, choć chyba ich dokładnie nie prześledził), ponieważ chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną możliwość, której autor „Zamachu w Smoleńsku” i jego ekspert nie uwzględnili:  silniki na zdjęciach wyglądają tak jak wyglądają, ponieważ nie pochodzą z tego tupolewa, który leciał na uroczystości katyńskie tylko stanowią elementy  maskirowki  związanej z pozorowaniem katastrofy lotniczej w tamtym miejscu. No ale niestety, przy takim założeniu teza o zamachu na Siewiernym nie daje się obronić.
Napisałem na początku, że w książce Szymowskiego mieszają się fakty z konfabulacjami. Jednym z jaskrawych przykładów jest ten opis: „Osoby biegające po wraku samolotu i zarejestrowane telefonem komórkowym, mógł przez chwilę widzieć Sławomir Wiśniewski(mógł, widział czy może nie widział? Nie sprawdził tego Szymowski? – przyp. F.Y.M.) (…)Gdy tylko doszło do katastrofy, złapał kamerę i wybiegł w kierunku miejsca, w którym leżały szczątki samolotu. Biegnąc, prawdopodobnie minął postaci zarejestrowane telefonem komórkowym, jak również niewykluczone, że samego autora ważnego nagrania. Wiśniewski był jednak tak przejęty sytuacją, że nie zwrócił na to uwagi. Nakręcił drugi film z miejsca katastrofy. Widać na nim zwłoki ofiar  i wrak rozbitego samolotu. To o tyle cenne ujęcia, że pozwalają się zorientować, jak wyglądało miejsce tragedii w kilka minut po godzinie 8:39:38” (s. 83-84). Pomijając może to, że na filmiku Koli nie ma wozów strażackich, które widać na filmie Wiśniewskiego (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/fotosynteza.html), jak i to, że wg moonwalkera nie widać było żadnych ciał, no ale to drobiazgi przecież.
* * *
Z perspektywy czasu, czyli tego minionego roku śledztw smoleńskich (jest ich kilka i piszę o tym w osobnym artykule), wydaje mi się, że Kremlowi wcale nie musi przeszkadzać wersja z zamachem na Siewiernym – z prostego powodu: jest ona nie do udowodnienia. Nie tak dawno oglądałem jeden z (nakręconych parę lat temu) ruskich filmów dokumentalnych, w którym prezentowano dwa spojrzenia na zbrodnię katyńskiego ludobójstwa.  Sprawę przedstawiano tak, że jedni uważają, iż zbrodni dokonali Ruscy, a inni uważają, że zbrodni dokonali Niemcy – i że właściwie problem wciąż nie jest do końca rozwiązany, gdyż różnie można na tę zbrodnię patrzeć (jedni podają takie dowody, a drudzy siakie), a więc, że historycy jeszcze wokół niej na pewno będą toczyć spory. Sądzę, że  taką samą sytuację chcą wytworzyć Ruscy wokół drugiego Katynia. Niech jedni mówią, że to był wypadek, a drudzy, że to zamach, ale problem tak Bogiem a prawdą bardzo trudno rozwiązać i wokół całej sprawy będą zapewne jeszcze długo toczyć się spory.
O ile jednak ruska „filozofia” kłamstwa czy „polityka historyczna” ma swoje pragmatyczne i strategiczne uzasadnienie w planach rekonstrukcji bloku sowieckiego i coraz silniejszego podporządkowywania sobie państw (tego bloku), o tyle zupełnie nieuzasadnione wydaje się w publikacjach osób przywiązanych do antykomunistycznego światopoglądu nieuwzględnianie ruskiego upodobania do łgania, fałszowania, no i  maskirowki (jako elementów osłaniających zbrodnicze działania). Nad kwestiami: dwóch samolotów (jaka-40 i tu-154m) z delegacją prezydencką; niezgodności w zeznaniach świadków; rozjazdów czasowych poszczególnych zdarzeń etc. książki Szymowskiego, Misiaka i Wierzchołowskiego (tak samo jak publikacje innych autorów, o których już pisałem
http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/zakrzywienie-czasoprzestrzeni.html) przechodzą do porządku dziennego. To bardzo poważne zaniedbanie.
Oczywiście można zbagatelizować te kwestie i uznać, że np. nie jest istotne to, co się działo na Okęciu ani to, że jest tyle niezgodności w relacjach świadków, ani także to, że monitoring przelotu delegacji prezydenckiej praktycznie nie był prowadzony – no ale wtedy niestety, trudno mówić o wszechstronnym i rzetelnym śledztwie. Na pewno ważne jest zajmowanie się drobiazgowo wątkami, takimi jak Deripaska i Samara (jak to czyni choćby Wierzchołowski i Misiak), ale pod warunkiem, że się ma świadomość, iż  w Rosji wszystkie istotne firmy  (zwłaszcza zbrojeniowe)  są poobsadzane i kontrolowane przez mafię Putina, a więc i to, że żadnej różnicy nie robi to, czy polski samolot byłby remontowany w Samarze czy w Moskwie.
Należy tylko pamiętać o jednym:  każde śledztwo, by nie utknąć w martwym punkcie, musi być otwarte na zmiany punktu widzenia oraz na krytyczne przewartościowanie. Nie da się tak poważnej zbrodni, jak ta dokonana 10 Kwietnia, badać za pomocą metody na skróty ani też takiej, która tylko część dowodów bierze pod uwagę, zaś inne traktuje jako pozbawione znaczenia. Najgorsze bowiem byłoby to, gdybyśmy pochopne i błędne rozstrzygnięcia mieli przyjąć za wyjaśnienia tego, co się stało.
http://www.pluszaczek.com/2010/06/19/katastrofa-tu-154m-–-analiza-fotografii-–-falszerstwo-czesc-i/
P.S. Przy okazji serdecznie zapraszam wszystkich do odwiedzenia murów  Miasta Pana Cogito– w jego rocznicowej odsłonie (http://www.polis2008.pl/).

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s