Ostatnie ogniwo


12.05.2011 22:46

 

Wygląda na to, że FMS stał się najważniejszym elementem rekonstrukcji tego, co się wydarzyło 10 Kwietnia, skoro min. A. Macierewicz dość kategorycznie stwierdza w wywiadzie (link poniżej; podkr. F.Y.M.), że „ci ludzie zginęli nad Smoleńskiem. Tak rzeczywiście jest, dokładnie 15 metrów nad Smoleńskiem i to jest dana, która jest znana wszystkim, którzy to badali od bardzo dawna, pochodzi z raportu amerykańskiej fabryki, która wyprodukowała komputer pokładowy i która zbadała twardy dysk tego komputera(…) 15 metrów nad ziemią zostały wyłączone czy doszło do utraty wszelkiego zasilania elektrycznego w tym samolocie łącznie z awarią czy zakończeniem funkcjonowania akumulatorów tego samolotu (…) Ten samolot był od tego momentu już wyłącznie obezwładniony, on nie miał żadnego manewru. On musiał spaść. Czy przedtem się rozbił, czy było to inaczej, to jest osobna dyskusja. Mnie się wydaje jednak, że przedtem się rozbił, tak sądzę, dlatego że bardzo dokładnie staraliśmy się badać na podstawie istniejących zdjęć, czy są ślady przetaczania się tych 70, 80 ton przez błotnisty, podmokły teren. I tych śladów nie ma, w związku z tym raczej należałoby sądzić, że to, co widzimy, a zidentyfikowaliśmy już w zasadzie większość dużych części tego samolotu na podstawie (…) zdjęć, łącznie z kokpitem, bo to wszystko w ciągu pierwszych czterech godzin było na miejscu, dopiero po 4 godzinach były one przestawiane, usuwane, zmieniane (…) Kokpit był przynajmniej przez 4 godziny, są jego zdjęcia, jest nawet zdjęcie, jak jest transportowany przez helikopter, gdzieś wywożony ten kokpit, tak że to tak nie jest, że on zupełnie wyparował. Jego nie ma na miejscu tam na lotnisku, gdzie jest złożony, no, zrzucony na taką bezkształtną kupę ten wrak samolotu, części samolotu, tam kokpitu rzeczywiście nie ma. No ale gdzieś on istnieje (…)”.
Dana, o której wyżej mowa, podana jest nie tylko w amerykańskim raporcie, ale też przecież opublikowana została w raporcie komisji Burdenki 2 (s. 119), w którym, ośmielę się przypomnieć, aż roi się od kłamstw (stanowiących przesłanki do kłamliwych wywodów i fałszywych wnioskowań) – czy zatem możemy mieć pewność, że ta właśnie dana i ten właśnie przyrząd nie zostały przez Rusków zmanipulowane? Wcześniej jednak zajmę się tą wyjątkowo ciekawą kwestią kokpitu i fotografii go dokumentujących. Nasuwa się bowiem pytanie, czy to ten „kokpit”, który jest „pokazany” na s. 91 ruskiego „raportu”, czy jakiś inny?
Nie mam co do tej kwestii pewności, gdyż Macierewicz dodaje: „Jest zdjęcie zaraz po katastrofie, jak stoi na ziemi – zniszczony, zdestruowany, nie w całości oczywiście, ale z kołami podkokpitowymi na ziemi, bo to jest też niesłychanie charakterystyczne, że o ile ta część samolotu, to jest od skrzydeł do ogona jest, te części leżą w pozycji odwróconej, ale te części, które są od skrzydeł do kokpitu, znowu mówię o tych fragmentach, które się zachowały, leżą podłogą na ziemi. Nie w pozycji odwróconej. No ale to już jest osobna dyskusja na temat tego, co się działo po katastrofie. Katastrofa zdarzyła się w powietrzu (…) i charakteryzowała się tym, że (…) ten samolot został sparaliżowany, wszelkie zasilanie elektryczne zostało wyłączone na skutek jakiegoś działania. Jakiego? Tego nie wiem, ale dojdziemy do tego (…) Jest tam szereg innych danych zapamiętanych przez twardy dysk, np. wskazujących na to, że nie jest wykluczone, iż tu-154 m wiozący pana premiera trzy dni wcześniej jednak lądował od drugiej strony. Nie od tej samej, od której lądował pan Prezydent (…) i wszystkie samoloty, które lądowały po katastrofie też lądowały z drugiej strony”.
Pominę też może to, czy faktycznie Tusk przyleciał 7-go do Smoleńska (na Siewiernyj) tupolewem, bo jak do tej pory żadnego dowodu w tak zdawałoby się niewinnej i nieskomplikowanej kwestii nie udało się blogerom znaleźć, mimo istnienia paru poglądowych materiałów kleconych przez nadgorliwych montażystów TVN24 w ostatnich miesiącach (chyba że coś przegapiłem). Faktem bowiem jest, że tupolew na zdublowane przez promoskiewskich ciemniaków uroczystości katyńskie 7 kwietnia leciał z Polski, ale gdzie i jak wylądował, to już osobna sprawa.
Nie było do tej pory żadnego zdjęcia kokpitu. Te fotografie lub ujęcia, które uchodziły za dokumentujące kokpit, zostały dawno już wyeliminowane z obywatelskiego śledztwa (niedawno zresztą wspominałem o blamażu, jaki jest związany z „kokpitem” w książce Szymowskiego (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/zamach-tak-ale-czy-na-siewiernym.html)). Wychodziłoby jednak na to, że istnieją i to w całkiem dobrych rękach, bo zespołu Macierewicza, jakieś zupełnie nowe dokumenty ws. kokpitu. Czemu jak dotąd nie zostały upublicznione? Przecież nie stanowią chyba jakiejś szczególnej tajemnicy (ani państwowej, ani śledztwa), a na pewno przydałyby się blogerom prowadzącym z mozołem własne badania. Wprawdzie dość ciężko mi pojąć, jak to możliwe, że ani na filmiku Koli, ani u moonwalkera Wiśniewskiego, ani u Fomina, ani na robionych w biegu migawkach Sępa (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/tvp-info-10iv-od-940.html), ani na żadnym znanym mi filmie czy zdjęciu ze Smoleńska nie ma kokpitu polskiego tupolewa (zwłaszcza że, wedle słów Macierewicza, miał tam być ulokowany na pobojowisku przez 4 godziny) – no ale może był jakoś schowany przed obiektywami aparatów lub kamer. Dobrze zatem, że ktoś ten kokpit w tych niesprzyjających okolicznościach jednak ofotografował. Jak mniemam, bo ta kwestia nie jest do końca jasna, byli to polscy borowcy, którzy przybyli na Siewiernyj z Sasinem, a nie było np. tak, że polscy borowcy otrzymali te zdjęcia od życzliwych ruskich funkcjonariuszy.
Dobrze by było, gdyby udostępniono nam przynajmniej informację, jaki jest nr boczny (wspomnianego przez Macierewicza) śmigłowca, który transportuje kokpit. Tak się bowiem składa, iż udało się blogerom zebrać, po przeczesaniu ruskich forów, dane o wszystkich (tych oficjalnie wymienianych w „raporcie”, choć niekoniecznie z podawaniem nr-ów) śmigłowcach, które pojawiały się 10 Kwietnia (z samolotami jak na razie jest nieco trudniej (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/blitzkrieg-z-10042010.html)), więc skonfrontowalibyśmy te dane z wiedzą już zdobytą. Możliwe bowiem, że to taki helikopter, którego jeszcze nie znamy, a zatem warty dalszego wyśledzenia. Czy to maszyna wojskowa, czy należąca do MCzS? Czy może helikopter strażacki?
y
Nawet takie są w Rosji, choć akurat na Siewiernym ich nie było widać „po katastrofie”; pewnie dlatego, że, jak to ujęli autorzy neosowieckiego „raportu”, było „nieznaczne ognisko pożaru” (s. 18).
Proponowałbym zresztą, by zespół Macierewicza przekazał te zdjęcia do analizy kryminalistycznej, tak na wszelki wypadek, by upewnić się, co do ich wiarygodności – w czym zgadzam się z komentarzem, który napisał Unukalhai (http://freeyourmind.salon24.pl/304592,fotoamator-specjalnego-znaczenia#comment_4384251), dobrze byłoby, gdyby eksperci kryminalistyki na stałe włączyli się w prace zespołu, jeśli chce on faktycznie znaleźć ślady po użyciu środków wybuchowych na pokładzie polskiego tupolewa. Oczywiście nie dysponując ani wrakiem, ani badaniami dotyczącymi ciał ofiar, pozostaje zespołowi analizowanie fotografii, do tego zaś zalecałbym jednak pomoc specjalistów zajmujących się kryminalistyczną analizą zdjęć, by nie skończyło się tak, jak z badawczymi pracami Szymowskiego, który dośpiewał sobie w historii smoleńskiej to, co mu akurat pasowało, nie oglądając się na to, czy są jakieś dowody, czy nie i narażając na śmieszność śledztwo dotyczące zbrodni dokonanej 10 Kwietnia.
Wróćmy jednak do komputera pokładowego, czyli systemu zarządzania lotem, FMS, który, załóżmy, że nie stał się zabawką w rękach jednych z najlepszych na świecie, ruskich hakerów pracujących dla FSB i nie został też zdublowany, mimo że przez długie lata remontowano polskie rządowe tupolewy w neo-ZSSR (101-kę remontowano i w Samarze, i w Mineralnych Wodach; „raport”, s. 36) i znano na wylot ich elektronikę, zaś w ostatnich miesiącach, a nawet dniach przed tragedią 10 Kwietnia, dokonywane były jeszcze „techniczne przeglądy” (ruski „raport” wymienia następujące daty „technicznej obsługi” w 2010 r.: 23-03, 02-04 oraz od 08 do 10-04 („usuwanie uszkodzeń nosowej owiewki”), s. 37). Niby samolot po kapitalnym remoncie w najlepszych ruskich rękach, a wciąż specjaliści muszą go brać pod lupę.
Załóżmy więc, że FMS był przez czekistowskie laboratoria nietknięty i jako nietknięty powędrował za ocean (tak jak nietknięte zostały zapisy rozmów w kokpicie tupolewa). Otóż ów FMS, jak wspomina wyżej Macierewicz, pozwala przypuszczać, że lądowanie tupolewa 7 kwietnia 2010 było od zachodu. Co jednak ów FMS mówi o przelocie rekonesansowym tupolewa z 9 kwietnia? Bo „raport” wspomina o nim tak:
W książkach ewidencji lotów znajdują się wpisy o odbyciu kursów podwyższenia kwalifikacji. Na zapytanie Komisji o przebieg wstępnego przygotowania załogi przed lotem na lotnisko Smoleńsk „Północny”, strona polska przedstawiła informację, że przygotowanie do tego lotu załoga przeprowadziła samodzielnie 09. 04.2010. Wyniki przygotowania załoga przedstawiła dowódcy pułku i dowódcy eskadry. Zapisy o przeprowadzeniu przygotowania, rozpatrywanych problemach, wykorzystanych materiałach i wynikach kontroli przez przełożonych gotowości załogi do wylotu nie były dokonywane. Podczas przesłuchania dowódca eskadry oświadczył, że prowadzenie kontroli gotowości podwładnych mu załóg nie należy do jego obowiązków. W pododdziale znajduje się dziennik zadań (przedstawienie wyników wstępnego przygotowania i gotowości załogi), wypełniany przez dowódcę statku powietrznego, w którym widnieje wpis tylko o składzie załogi, numerze zadania lotniczego (rozkazu) Nr 69/10/101 i rodzaju lotu. Dalej znajduje się rubryka z podpisem dowódcy statku powietrznego o gotowości załogi” (s. 26 „raportu”, por. też s. 151).
Wprawdzie na s. 81 „raportu” nie ma śladu po tym, by wieża ruskich szympansów rejestrowała swoją tytaniczną pracę 9 kwietnia, ale skoro wyżej powiedziane jest, że chodziło o jakiś samodzielny lot załogi, to powinien być ślad właśnie w FMS-ie, prawda? Otóż jeśli śladów tego lotu tam nie ma, to możemy sądzić, że ruscy hakerzy związani ze specsłużbami zajęli się jednak jego twardym dyskiem lub też ów FMS został skonstruowany jako dublet oryginalnego FMS-a.
A co do eksplozji na wysokości 15 metrów – w „raporcie” jest powiedziane wprost: „Na fragmentach samolotu nie stwierdzono oznak pożaru w powietrzu” (s. 91). Co więc o tym sądzić?
I ostatnia rzecz, na którą pragnę zespołowi Macierewicza zwrócić uwagę. Na s. 103 „raportu”, gdy mowa o „akcji ratunkowej i przeciwpożarowej”, pada enigmatyczne: „14:00 – rozstawiony PU FSO FAPSI (w pomieszczeniu hotelu „Nowej”)” (pisownia oryginalna stosowna do stopnia inteligencji tłumacza ruskiego „raportu”). Otóż, warto sprawdzić, co to było (i czy wciąż jest, skoro zlikwidowano je kilka lat temu?) FAPSI („ФАПСИ”) w neo-ZSSR i jaki ma zakres działań. Kwestia ruskich specsłużb w smoleńskiej historii to temat na osobną, poważną notkę, ale mam wrażenie, że trzeba o ich obecności przypominać nawet min. Macierewiczowi, bo chyba zapomniał, iż to one czuwały nad wszystkim, co się działo 10 Kwietnia z polską prezydencką delegacją i „miejscem zdarzenia”. Niewykluczone też, że to właśnie chłopcy z FAPSI, np. z Woroneża, mieli w rękach FMS.
PS. Ciekawostki:
http://www.admin.debryansk.ru/news/2010/04/02/12716/ 2-04-2010 dzień jedności Białorusi z Rosją
http://www.videojug.com/expertanswer/csi-and-explosives-2/how-have-investigations-of-explosions-helped-in-historic-csi-cases Richard Saferstein w paru krótkich wypowiedziach mówi o badaniu śladów po eksplozjach
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s