Maskirowka – wybrane zagadnienia


16.05.2011 12:20

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

Proszę najpierw rzucić okiem na fotografie, a dopiero potem czytać niniejszy tekst. Mam nadzieję zresztą, że przykuwają one uwagę od razu i robią wrażenie niezwykłej autentyczności. Kilka z tych zdjęć otrzymałem dzięki uprzejmości p. Grażyny, która zrobiła je, zwiedzając plan zdjęciowy wytwórni Universal Studios, resztę znalazłem buszując po Sieci i blogach osób, które także odbyły wycieczkę do tej hollywoodzkiej wytwórni. Część fotografii można też znaleźć po kliknięciu na link pod moim postem.
Tak (jak to jest zilustrowane na tychże zdjęciach) wygląda profesjonalnie zrobiona, wszechstronna inscenizacja lotniczej katastrofy. Nawiasem mówiąc, gdy pokazałem te fotografie mojej żonie (nie informując oczywiście, skąd pochodzą), to pierwsza jej reakcja była właśnie taka: „zdjęcia z jakiejś lotniczej katastrofy”. Brakuje na nich wprawdzie imitacji ciał ofiar, ale nikt chyba nie ma wątpliwości, iż na pierwszy rzut oka widok jest właśnie taki, jakby naprawdę roztrzaskał się jakiś samolot, spadłszy na mieszkalną dzielnicę. Tymczasem wszystkie te rekwizyty są starannie zainstalowane i poustawiane na planie zdjęciowym jednego z głośnych swego czasu, amerykańskich filmów, przez specjalistów od kinowej scenografii.
Na tle zawodowstwa „fabryki snów” ruska maskirowka w Smoleńsku wygląda po prostu arcyżałośnie. Kawałki skrzydeł stoją oparte o drzewa, trochę lotniczych szczątków jest usypanych „na kursie i na ścieżce”, jak ryż z dziurawej torebki. Kawałek statecznika z szachownicą najbardziej chyba „wypadkowo” sponiewierany. Ogon i silnik leżące w błocie. Odwrócone golenie. Zwalisko złomu przy krzaku. Tak to mniej więcej wygląda. Pomijając już wielokrotnie wałkowaną na blogach nieobecność (na materiałach filmowych i zdjęciowych) ciał, to właśnie „wrak samolotu po wypadku na Siewiernym”, jego „wnętrze” i jego „zawartość” sprawiają wrażenie bardzo wybrakowanych. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że był to samolot świeżo po długim, kompleksowym remoncie, odnowiony, odmalowany, to przecież gdyby doszło na Siewiernym do jego katastrofy, to zachowałoby się mnóstwo rzeczy, które „były w środku” – rzędy foteli, bagaże, klamoty, ubrania, torebki, telefony, laptopy, aktówki itd., to wszystko byłoby rozsypane w nieładzie na całej długości „szorowania ziemi”, zaś drzewa potrzaskane byłyby w dwie strony, jak zgnieciona stopą kępa suchej trawy.
Domodiedowo 2010
Ruskie cepy, biorąc się za inscenizację katastrofy, nie chciały przesadzać z kosztami maskirowki, wyszły bowiem z założenia, że po pierwsze, szok Polaków będzie zbyt wielki, by zwracali uwagę na szczegóły, po drugie, im mniej będzie widać na błotnistym pobojowisku, tym bardziej „zrozumiałe i oczywiste” będzie to, iż „wsie pogibli” więc „nie było kogo ratować”, po trzecie, zorganizuje się potężny kordon wokół „miejsca wypadku”, więc i tak nikt dokładnie niczego nie będzie sprawdzał ani dokumentował, po czwarte, rozłoży się na „miejscu wypadku” trochę ludzkich szczątków, a to na pewno będzie najlepszym dowodem „katastrofy” (dla tych nielicznych świadków z Polski, którzy zostaną dopuszczeni do oględzin), a po piąte szybko się posprząta „plener zdjęciowy” i sprawa zostanie pozamiatana w trakcie „intensywnego śledztwa” z udziałem najlepszych radzieckich specjalistów od łgarstw.
Trudno się jakby ludziom Kremla dziwić. Jeśli bowiem można coś i to nie byle co (podbite państwo sąsiedzkie) mieć za niską cenę, to nie ma potrzeby przepłacać. Wiedzieli Moskale, że gabinet ciemniaków stanie od razu po właściwej stronie – nie wyśle żadnych medyczno-sądowych specjalistów od katastrof (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/natychmiast-wszczac-sledztwo.html), żadnych ratowników, żadnego wojska – kompletnie nic, pomijając takich wybitnych radzieckich ekspertów jak E. Klich i parę jeszcze osób do towarzystwa, jak choćby złotousty płk Z. Rzepa
r
(tę polską wycieczkę po ruskim planie zdjęciowym oprowadzać będzie jako kremlowski przewodnik sama gen. Anodina nocą 10 Kwietnia http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/wieczorne-kadry-z-polsatnews-1004.html),
t
bo rzecz jasna, w godzinach przedpołudniowych nikomu z Polski, w randze jakiegoś rządowego specjalisty, na „miejsce wypadku” do Smoleńska przyjechać się „nie uda”. Moskale mieli pewność, że w mainstreamowych mediach nikomu przez myśl (ani przez gębę) nie przejdzie słowo „zamach”, a samym śledztwem pokieruje sam car Putin, więc nie będzie możliwości, by sytuacja „po wypadku” wymknęła się spod jego kontroli.
Nie ma też co kryć, Ruscy pod względem technologicznym nie dorastają Amerykanom do pięt, więc i tak nie byliby w stanie zmajstrować takiej inscenizacji wielkiego wypadku, by „zwalała z nóg”. Abstrahuję od tego, że w USA nad planem zdjęciowym związanym z katastrofą lotniczą sztab znakomicie opłacanych ludzi pracuje w takim hollywoodzkim studiu przez wiele miesięcy, bo Ruscy do takich działań nie mieliby ani czasu, ani pieniędzy, ani ochoty, ani nawet miejsca (trudno wszak byłoby ukryć przygotowywanie takiej karkołomnej inscenizacji w nieodległej od ruchliwej ulicy, części miasta). Nie mieliby też jednak przede wszystkim nadających się do takich specyficznych działań ludzi. Ktokolwiek, kto widział ruskie filmy (znakomitym przykładem scenograficznej indolencji jest „monumentalny” obraz „1612”, gdzie braki dekoracji nadrabiają pokraczne symulacje komputerowe), wie doskonale, iż ruskiej kinematografii nie stać na żaden profesjonalizm ani rozmach. W Stanach ponadto nie tylko robi się inscenizację na potrzeby filmu, ale, jak widać powyżej, oprowadza się po niej potem wycieczki i czerpie dodatkowe zyski z pokazywania kinowych dekoracji. Czekiści natomiast nie mieli w planach oprowadzania wycieczek po pobojowisku Siewiernym. W ciągu kilku dni po 10 Kwietnia wymietli niemal wszystko,
cleaning
gruzawik smoleński
choć, jak pamiętamy, pojawiały się potem całymi tygodniami „wynurzające się spod ziemi”, jak w horrorze, jakieś coraz to nowe rekwizyty (typu ludzkie krwawiące szczątki, rzeczy ofiar itd.) mające „potwierdzać” i „dowodzić”, że tam, a nie gdzie indziej, doszło do masakry.
Ruscy nie mieli porządnych specjalistów od scenografii i nie mieli głowy do zawodowej inscenizacji. Można podejrzewać więc, że odbyło się to na zasadzie paru telefonów do SmAZ-u (czy innej „awiafabryki”): „weź tam, Wania (czy Wowa), zorganizuj pocięcie tupolewa i przerzucenie przez płot dźwigiem do lasku paru kawałków wraku, tylko niech to chłopy ułożą tak, by podwozie było kołami do góry, silniki gdzieś kilkadziesiąt metrów dalej, wicie, rozumicie”. No i ułożyli, jak umieli (radzieccy eksperci bowiem mieli potem „poobliczać” i „pomodelować” zdarzenie tak, by naukowo dało się wyjaśnić, czemu schemat rozkładu szczątków jest taki a nie inny – tzn. co gdzie jak poleciało w diabelnej mgle „feralnego dnia”). Nikt pewnie nie wpadł na pomysł, by zryć teren lasku i polany lub wykopać doły pod „koziołkujące” czy „spadające” części „prezydenckiego tupolewa z Polski” – albo też nie było na to czasu (taki „front robót” na Siewiernym mógł był też przyciągnąć niepotrzebnych gapiów). Gdzie niegdzie może chłopy przycięły parę samosiejek, bo się fragmenty samolotu nie chciały ustać.
wycinka
wycinka

wycinka

A potem i tak obróbką skrawaniem zajęły się promoskiewskie media, które zadbały o „wypełnianie luk” w kremlowskiej narracji zbrodniarzy.

P.S. Znalazłem takie fotele w tupolewie 144. Jakby znajome:

fotele Tu144

freeyourmind.salon24.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s