Okęcie 10 Kwietnia


17.05.2011 13:31

 

A. Klarkowski, który miał osobiście żegnać wylatujących na uroczystości katyńskie, twierdzi, że przybył na warszawskie lotnisko o 6.10 i przebywał na nim do czasu odlotu tupolewa o 7.25-7.27. Ta ostatnia godzina została ustalona dzięki żmudnej pracy badawczej ekspertów z „komisji Millera”, którzy nie dysponując monitoringiem ze stołecznego wojskowego lotniska, z którego odlatywała prezydencka delegacja (ten brak lotniskowego monitoringu to jeden z cudów gabinetu ciemniaków, choć i samego 36 Sp. Pułku też), dokonali „rekonstrukcji czasów” na podstawie „czasu kamery” moonwalkera S. Wiśniewskiego. Polski montażysta, jak wiemy, rejestrował najpierw mgłę (i przy okazji podejście do lądowania iła-76 – ponoć dwa, choć zaprezentowane zostało publicznie tylko jedno, z tego, co pamiętam), potem zaś swoją wędrówkę po ruskim Księżycu – następnie zaś przekazał swoje materiały (z tej wędrówki) do wozu transmisyjnego.
Materiały te musiały być pozbawione parametrów czasowych, gdyż świat cały był wtedy na etapie lotniczej katastrofy o godz. 10.56 ruskiego czasu, zaś pobojowisko filmowane było przez Wiśniewskiego jeszcze zanim do tej katastrofy doszło – bez tych parametrów zaś materiał filmowy robił się „pozaczasowy” i zarazem „ponadczasowy” (tak więc dziś jeśli ktoś myśli „Smoleńsk”, to od razu widzi kadr z materiału Wiśniewskiego) i można go było emitować bez dysonansu poznawczego. No ale potem, gdy już polska prokuratura poprosiła, by moonwalker naniósł parametry czasowe, to nasz montażysta to uczynił, a po naniesieniu tychże parametrów „komisja Millera” mogła „ustalić”, kiedy wystartował polski tupolew, biorąc zapewne za punkt wyjścia uchwyconą z hotelowej kamery montażysty chwilę „podchodzenia do lądowania” wysłanego przez FSB iła-76 (78817), która to chwila jest podana w szympansich stenogramach jako 9.25 ruskiego czasu.
Czemu jednak akurat ta chwila miała być takim „punktem wyjścia” do rekonstrukcji startu tupolewa z Okęcia, diabli wiedzą. Tak jak i wiedzą oni, czy Wiśniewski, ustawiając już wiele dni PO zdarzeniu „czas kamery”, odnosił się do „czasu moskiewskiego” czy raczej „smoleńskiego” (ten ostatni nieco niepewny do dokładnego ustalenia (http://freeyourmind.salon24.pl/286238,w-ruskiej-zonie)), zwłaszcza że w zeznaniach sejmowych posługiwał się z kolei czasem… warszawskim, mimo że opowiadał przecież szczegółowo o wydarzeniach ze Smoleńska (a więc z innej strefy czasowej). Ta sprawa jest o tyle istotna, że wcale nie możemy mieć pewności, co do tego, czy Wiśniewski prawidłowo oszacował różnicę czasową, jak i co do tego, czy szympansie stenogramy nie zostały poddane intensywnej obróbce skrawaniem (tak jak zapisy CVR). Jak jednak wiemy, „komisja Millera” nie przejmuje się takimi bzdurami, więc dla niej problemu nie ma.
No ale rozgadałem się znów o Wiśniewskim, a mieliśmy wrócić na Okęcie. Zostawmy więc może „oficjalną godzinę startu tupolewa” (tę fachowo ustaloną przez „komisję Millera”, a „potwierdzoną” z zaskakującą precyzją przez wspomnianego Klarkowskiego), zatrzymajmy się natomiast przy tej godzinie 6.10. Klarkowski twierdzi, że przybył wtedy, bo jego obowiązkiem było witanie przyjeżdżającego na lotnisko Prezydenta. Nie ma w tej informacji niczego nadzwyczajnego – wprawdzie tenże sam pracownik kancelarii dodaje potem, iż od piątej był na nogach, ale może chodzi mu o to, że musiał się przygotować do wyjazdu na lotnisko etc. Pojawia się jednak pytanie, czy ta 6.10 to nie za późno, skoro – co wynika nawet z raportu komisji Burdenki 2 (s. 16; tu w „raporcie” podany jest oczywiście „moskiewski czas”, by było zabawniej) – pierwotnie tupolew miał wylecieć o 6.30. Klarkowski nic nie wspomina o tym, by w przededniu 10 Kwietnia został poinformowany (mailowo, telefonicznie) o zmianie pory startu. Skoro zaś, jak sam opowiada, na 10-12 minut przed odlotem (tym o 7-mej 27) już pasażerowie byli na pokładzie, to tym bardziej gdyby odlot był, zgodnie z pierwotnym planem, godzinę wcześniej (6.30), to i Klarkowski musiałby być o godzinę wcześniej na Okęciu z racji swych obowiązków związanych z wymogami protokołu. O tym, że przybył dość późno świadczy też dalszy ciąg rozmowy:
Prowadzący program TV Trwam pyta:
(3’30”) „Rozumiem, pan był jedną z pierwszych osób na lotnisku?
Nie, paradoksalnie nie, ponieważ to były dwa wyloty.
Tu już zupełnie się sprawa komplikuje, gdyż Klarkowski, napomykając o tych, podkreślam, DWÓCH WYLOTACH, dodaje:
Najpierw dziennikarze. Poza tym przyjechało bardzo dużo osób. Tak że już, gdy przyjechałem był tłok, byłem zaskoczony, nie zdawałem sobie sprawy, że tak dużo osób będzie leciało, tak że dworzec mały lotniczy pękał w szwach. Tak że byłem zszokowany i ilością osób, i powiedzmy, tą rozmaitością osób. Proszę państwa, proszę sobie wyobrazić, że była tam cała generalicja, wszystkie rodzaje broni, oficerowie, generałowie ubrani w mundurach galowych, duchowieństwo w strojach, osoby starsze, młodsze. Wszyscy odświętnie ubrani1 (…) gdyby na moim miejscu był Wyspiański, to by mógł napisać drugie „Wesele” na temat tego, co tam właśnie na tej galerii tych ludzi, którzy spotykali się ze sobą, niektórzy pierwszy raz w życiu, wymiana zdań (…)”.
Pominę może te niezbyt chyba trafione odniesienia do Wyspiańskiego. Zwróciłbym uwagę na to, że jeśli Klarkowskiemu się coś nie pomyliło z czasem, to przecież po 6.10 nie było i nie mogło być wylotu żadnego samolotu z dziennikarzami. Jak wiemy, albo wylecieli oni o 5-tej, albo jakoś po 5-tej (tu również są dość niezgodne relacje), a więc godzinę wcześniej. Ten drugi wylot nie może więc dotyczyć dziennikarzy, ale jedynie generalicji – chyba że Klarkowski był już koło 5-tej na Okęciu (a nie o 6.10) i miał okazję widzieć start „dziennikarskiego” jaka-40. Wspomniana wyżej przez Klarkowskiego generalicja dość szybko zresztą znika z jego rekonstrukcji tego, co się działo na Okęciu. Gdy bowiem opowiada on o wsiadaniu pasażerów na pokład tupolewa, to mówi po prostu o tym, że padł komunikat na dworcu i: „cała grupa ludzi się udała ze swoimi bagażami (…) ktoś komuś pomagał iść (…) podeszli do samolotu, weszli”, co brzmi nieco zagadkowo, zważywszy na wcześniejsze uwagi o rzucających mu się w oczy odświętnych strojach oficerów.
Na 10-12 minut przed startem tupolewa jednakże Klarkowski ma (wedle relacji, do której się odwołuję) stać z gen. Błasikiem oraz z min. Handzlikiem przy trapie, zaś mjr Protasiuk ma się jeszcze krzątać wokół samolotu przed przyjazdem Pary Prezydenckiej (wg Klarkowskiego dwoma samochodami; „Pan Prezydent był zamyślony, skoncentrowany” po wyjściu z auta).
I prowadzący znowu pyta:
Czy ktoś coś mówił do pana Prezydenta przy trapie?”(11’02”)
Nie no, gen. Błasik złożył meldunek, tak jak to postawny generał, który właśnie, dowódca sił powietrznych, widzi przed sobą zwierzchnika sił zbrojnych, mówi właśnie tutaj, panie Prezydencie, gen. Błasik melduje… i tak dalej. Tak że to był zdawkowy meldunek. Pan Prezydent wysłuchał, no ale widziałem, że po prostu już chce iść czym prędzej do samolotu, żeby nastąpił odlot, tak że tutaj też nie widziałem, no, żeby cokolwiek, żeby sygnał czegoś niezwykłego, że coś tam, cokolwiek może zaburzyć ten wylot, no, coś się stało niezwykłego, no nic. Nic.”
Jak wyglądał ten „zdawkowy meldunek”, niestety, na razie nie wiemy. Być może Klarkowski go dokładnie nie słyszał na tle hałasu silników. Czy w przypadku lotu z Prezydentem to takiego meldunku głowie państwa nie składa kapitan statku? Klarkowski o meldunku Protasiuka nie wspomina, ale też nie pamięta dokładnie nawet swojej rozmowy z Protasiukiem. Co więcej, z tego, co mówi wyżej, wynikałoby chyba, że Prezydent kieruje się na pokład, zaś Błasik jeszcze nie, zwykle zaś to Prezydent (z pasażerów) wchodzi po trapie ostatni.
Jest jeszcze, naturalnie, inna relacja z Okęcia (T. Szczegielniaka przybyłego „po piątej”), którą słyszeliśmy kilka miesięcy temu na posiedzeniu zespołu min. A. Macierewicza. Szczegielniak wręczający 10 Kwietnia rano różne okolicznościowe materiały osobom mającym lecieć na katyńskie uroczystości, zaświadcza w niej, że „wszyscy wsiedli do samolotu; wsiadł również do samolotu pan Prezydent”. Jak wiemy też, zrobione zostało (przez kolegę Szczegielniaka) zdjęcie z podjazdu samochodów pod tupolewa (godz. 7.08-7.09 wg Szczegielniaka), przy czym, o ile w relacji Klarkowskiego mowa jest o dwóch, to na fotografii widać… cztery. Jeden z przodu, dwa niemal równolegle przy pierwszym trapie i jeden za tymi dwoma, przy drugim trapie. Oczywiście pojawia się pytanie, czy Klarkowski także jest na tym zdjęciu, skoro miał być naocznym świadkiem przybycia Prezydenta? Może też zaaferowany rozmową z Handzlikiem i Błasikiem nie zauważył zajechania dwukrotnie większej ilości samochodów? A może liczył tylko te dwa auta „w środku” kolumny? Nie widać też na zdjęciu chyba szefa sił powietrznych, za to widać wyraźnie jaka-40 za tupolewem na płycie lotniska.
foto kolegi T. Szczegielniaka
Szczegielniak twierdzi, że „o 7.17 samolot wystartował”, (podczas gdy Klarkowski mówi o 7.25-7.27; ale też Szczegielniak zaraz dodaje, że chodzi mu o kołowanie, a start był o 7.23), o czym, co ciekawe, poinformował pracownika kancelarii czekającego na lotnisku w Smoleńsku. Chodziłoby więc, jak mniemam, o Wierzchowskiego. Nie przypominam sobie jednak, by ten ostatni cokolwiek mówił o takim właśnie sms-ie i o chwili oraz miejscu jego otrzymania, tzn. czy to było na lotnisku Siewiernyj, czy gdzieś „w drodze” na nie (a może w hotelu?).
Szczegielniak miał być „po piątej” (albo „między piątą a szóstą”, jak dodaje później (21’30” materiału sejmowego)) na Okęciu, gdzie jako jedna z pierwszych była posłanka Natalli-Świat. „I tak widziałem praktycznie te wszystkie osoby, które tym samolotem leciały, jak wchodziły na terminal i szły do samolotu” (07’41” materiału sejmowego), mówi, lecz nie opowiada ze szczegółami, jakie to były osoby. Nie wspomina też o wylocie jaka-40 z dziennikarzami (twierdzi, że nie widział), może więc go po prostu przeoczył, będąc w holu i krzątając się z upominkami. Czy jednak widział… Klarkowskiego? Twierdzi bowiem, że przedostatnią osobą, parę minut przed przybyciem aut Prezydenta, osobą, która weszła po trapie, był min. W. Stasiak, którego z kolei Klarkowski jakby nie zauważył, stojąc tuż przy trapie.
Może by się przydała konfrontacja tych dwóch świadków z Okęcia? Zwłaszcza że Szczegielniak twierdzi (21’58”): „nie wszystkie osoby, które wsiadały do samolotu, obserwowałem, bo, no, mieliśmy określone obowiązki podczas tego pobytu na lotnisku, więc trudno było każdą osobę, która wsiada do samolotu, obserwować i widzieć”. Dobrze byłoby zatem zebrać w całość, kto co zaobserwował na Okęciu, szczególnie gdyby się miało okazać, że w tym samym czasie i miejscu obserwowano różne rzeczy i osoby naraz.
1Proszę pamiętać o tej kwestii odświętnego ubioru podczas oglądania zdjęć z pobojowiska, na których pokazane są zwłoki.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s