Widok z góry


25.05.2011 19:15

1.
Aby uniemożliwić opinii publicznej obserwowanie działań militarnych prowadzonych w Afganistanie, od 7 października 2001 roku Amerykanie płacili agencjom komercyjnym za prawo wyłączności do uzyskiwania informacji z cywilnych środków kosmicznych, mimo że militarne systemy zapewniały znacznie lepsze zobrazowanie sytuacji. Amerykanie zapłacili wiele milionów dolarów cywilnej agencji Space Imaging, która zajmuje się sprzedażą informacji zobrazowania powierzchni Ziemi na potrzeby biznesu, agencji cywilnych i rządów państw. Wykupienie na wyłączność praw do danych pochodzących z komercyjnych kosmicznych środków zobrazowania tego rejonu miało również uniemożliwić talibom i Usamie Ibn Ladinowi dostęp do informacji o położeniu sił Sojuszu. Dla przykładu, zobrazowanie lotniska w Kandaharze dostępne na stronie internetowej Space Imaging mogłoby ujawnić plany prowadzonych działań powietrznych. Komercyjny satelita Ikonos-2 jest wyposażony w aparat fotograficzny, który wykonuje czarno-białe zdjęcia z rozdzielczością zapewniającą możliwość rozróżnianie przedmiotów o powierzchni 1 m2.
Rozdzielczość aparatury tego satelity umożliwia zobrazowanie drzew, budynków, samochodów lub łodzi, ale nie jest wystarczająco duża, by można było rozpoznać indywidualne sylwetki ludzi czy odczytać tablice rejestracyjne samochodu (jest to wzorcowy punkt odniesienia do oceny zdolności satelitów rozpoznawczych). Kolorowe zdjęcia wykonywane przez tego satelitę zapewniają rozdzielczość około 4 m. Dokładna rozdzielczość, jaką osiągają najnowsze amerykańskie satelity rozpoznawcze, jest ściśle tajna, ale eksperci szacują, że mają one co najmniej dziesięciokrotnie większą zdolność rozdzielczą niż Ikonos-2. Analitycy wojskowi oceniają, że najnowocześniejsze satelity rozpoznania optycznego mogą zobrazować przedmioty wielkości 10 cm.
Bartosz Olbryś, „Satelity w operacjach ‚Enduring Freedom’ i ‚Iraqi Freedom’”, („Przegląd Sił Powietrznych”, nr z listopada 2010, s. 12-13).
Jeśli więc jankesi wpadli na taki prosty i skuteczny pomysł blisko 10 lat wcześniej, dopłacając nieco do wojennego interesu, to możemy założyć, iż Ruscy, w pewnych rozwiązaniach małpujący Amerykanów, także coś (tzn. jakąś taktyczną sztuczkę) z satelitarnym podglądem musieli zrobić. Czy zabezpieczyli sobie od strony wizualnej swoją militarną akcję, wykupując satelitarne usługi, czy też (np. za pomocą speców z FAPSI (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/ruskie-specsuzby-10-kwietnia.html) zwyczajnie zakłócili pracę satelitów, które mogły ten kawałek ruskiego terytorium, na którym przeprowadzano „operację Smoleńsk”, obserwować i rejestrować obraz wydarzeń? To już nie jest istotne, grunt, że na pewno jakoś sobie z satelitami poradzili, skoro jak dotąd żaden satelitarny obraz 10 Kwietnia się do Sieci ani do innych mediów nie przedostał.
Pocieszające jednak jest to, że są takie satelity, które mają podgląd na rzeczywistość z dokładnością do 1 decymetra (ponoć takie możliwości ma wyniesiony 5-12-1995 wojskowy satelita USA-116 zwany też KH 12-2 (http://nssdc.gsfc.nasa.gov/nmc/masterCatalog.do?sc=1995-066A) (http://www.tbs-satellite.com/tse/online/sat_kh_12_2.html) – co więcej, możemy całkiem zasadnie przypuszczać, iż Stany mają takie militarne technologie, o których ruski czekista może jedynie zamarzyć, a więc nawet nie wie, jak ich pracę zakłócić.
Czy firmy zajmujące się satelitarnym podglądem udzieliłyby informacji dotyczących 10 Kwietnia? Tzn. czy ktoś coś zamawiał lub też czy działy się jakieś „nieprzewidziane trudności”? Oczywiście należałoby popytać nie tylko o ruską zonę, ale koniecznie i o polską, ponieważ, jak już także doskonale wiemy, za Chiny Ludowe nie można się doszukać jakiegoś satelitarnego zdjęcia Okęcia z godzin porannych 10 Kwietnia, a przecież nic nadzwyczajnego się tam chyba nie działo, no i nie były wypalania traw przy lotnisku ani jakiejś demonicznej mgły. Nie podejrzewając, iż akurat wtedy nad stołecznym lotniskiem nastąpił blackout satelitów (taki jak monitoringu i pamięci pracowników Okęcia), możemy się spodziewać, iż coś się udało któremuś jednak zarejestrować. Czy też i w przypadku Okęcia nastąpił jakiś „zakup wyprzedzający”? Ejże.
Trudno byłoby nam mimo wszystko uwierzyć, że zbiegiem okoliczności akurat 10 Kwietnia nad polską i ruską zoną zapadła satelitarna ciemność i dopiero Łajka, Biełka, Striełka albo inny Szarik krążący od półwiecza na okołoziemskiej orbicie, parę dni później odblokował swą kosmatą łapą maszynerię, by zobrazować niesamowitą krzątaninę „ekip ratunkowych i śledczych” oraz „remontowo-budowlanych” na ruskim Księżycu o nazwie Siewiernyj. Złośliwi wprawdzie twierdzą, że nawet to zdjęcie (z numerami poszczególnych fragmentów wraku) w raporcie komisji Burdenki 2 nie jest satelitarne, tylko zrobione z pokładu „samolotu-laboratorium” (o nim enigmatycznie wspomina słynny W. Safonienko (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/spin-doctor.html)), no ale jakieś obrazy „z lotu ptaka” parę dni „po wypadku” są i już nie musimy się wrednie czepiać szczegółów.
Warto jednak byłoby wiedzieć, na które obszary zapobiegliwie „wykupiono” satelitarny podgląd lub też nad którymi obszarami firmy zajmujące się tymże podglądem i jego archiwizowaniem, odnotowały 10 Kwietnia „dziwne zakłócenia” (no bo raczej nie możemy oczekiwać, by nam powiedziano, jaka instytucja sobie zapewniła tu wyłączność). Albo też zakłóceń nie było, tylko się w bazie danych ze zobrazowaniami 10 Kwietnia zrobiła jakaś luka. Gdybyśmy choć takie informacje dotyczące „zagaszonych obszarów” uzyskali, to byśmy mogli snuć dalsze paranoiczne przypuszczenia, jakoby właśnie w tych „zacieniowanych” zonach, zachodziły tajemnicze wydarzenia, które, powiedzmy, nie miały zostać zarejestrowane. Jeśli natomiast po prostu o 7.27 pol. czasu wystartował polski tupolew z Warszawy i po prostu o godz. 10.41 rus. czasu uległ lotniczemu wypadkowi, to dlaczego po prostu NIE MA żadnego satelitarnego zdjęcia z tej pierwszej i ostatniej chwili? Może po prostu dlatego, że wszystko przebiegało wtedy zupełnie inaczej, czyli delegacja wyleciała w dwóch samolotach i o innych porach, i poleciała do innego celu niż to opowiada ruska legenda, zaś na smoleńskim Siewiernym to już była inna, pirotechniczno-wybrozkowa historia? No, tak czy tak, z tym „po prostu” jakoś nie jest do końca po prostu w smoleńskiej historii.
2.
Ale skoro już o lotnictwie mowa. Jak już nieraz w moich tekstach, a ostatnio w poście http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/w-polskiej-zonie.html, sugerowałem, branżowe pisma zajmujące się wojskowością, zbrojeniówką, zamówieniami publicznymi dla armii, uzbrojeniem etc., z wielką rewerencją podchodzą do tego, co się dzieje w „Federacji Rosyjskiej” i tamtejszych siłach zbrojnych – i od paru lat z dużą starannością oraz sympatią śledzą wszystkie zmiany zachodzące w tamtejszym wojsku. Jest to o tyle zrozumiałe, że z NATO większych nadziei nie łączy gabinet ciemniaków, zaś obecnie w dobie przyjaźni polsko-radzieckiej aż się prosi, by wychodzić naprzeciw geopolitycznym koniecznościom, takim jak przeprowadzana przez cara Putina, rekonstrukcja Układu Warszawskiego. No i nomen omen w kwietniowym (2010) n-rze „Przeglądu Sił Powietrznych” jest obszerny i szczegółowy artykuł o ruskim lotnictwie wojskowym. Miesiąc wcześniej, w marcowym n-rze jest zaś omówienie ruskich „bezzałogowców”. Zaś w majowym (2010), o czym już wspominałem niedawno (http://freeyourmind.salon24.pl/308350,w-polskiej-zonie#comment_4420506), gen. Z. Galec mający we wrześniu 2010 odejść z COP, podsumowuje znakomite wyniki pracy COP:
Kadra COP zdobywa niezbędne doświadczenie podczas codziennych dyżurów bojowych, w czasie których wykryto w ubiegłym roku ponad 30 przypadków utraty łączności przez statki powietrzne komercyjnych linii lotniczych, co było związane ze startami załóg samolotów myśliwskich pełniących dyżury bojowe w celu udzielenia pomocy załogom cywilnych maszyn. Ponadto przeprowadzono około stu treningów w powietrzu z załogami lotniczymi pełniącymi dyżur bojowy i podobną liczbę treningów z załogami pełniącymi dyżur w systemie ratownictwa powietrznego (SAR). Zrealizowano także ponad 50 przedsięwzięć z zakresu szkolenia operacyjno-taktycznego, w tym międzynarodowe ćwiczenia i treningi z użyciem realnych sił lotniczych (samolotów lotnictwa taktycznego zabezpieczanych przez powietrzne tankowce oraz samoloty wczesnego wykrywania i naprowadzania E-3 systemu AWACS, które wykonały przeszło 50 wielogodzinnych misji w polskiej przestrzeni powietrznej). Znaczny procent pracowników COP ma doświadczenie zdobyte podczas kilkuletniej pracy w sojuszniczych jednostkach i sztabach, głównie w CAOC-ach oraz Komponencie Powietrznym Sił Wczesnego Wykrywania i Naprowadzania. Takie przygotowanie daje gwarancję, że COP jest mocnym ogniwem w sojuszniczym i narodowym systemie OP.” (s. 6)
Galec przedstawia przy okazji chlubną, peerelowską historię instytucji, z której od początku lat 90. COP się wywodzi – co w kontekście tragedii z 10 Kwietnia wygląda jak kpina, choć pocieszam się, że może ten hurraoptymistyczny tekst Galca powstał jeszcze zanim do zamachu doszło, zaś w maju został opublikowany. A jeśli nie?
Zostawiam to pytanie w zawieszeniu. Jako pewną dygresję dorzucę dwa fragmenty z nr-u „PSP” (10/2010) całkowicie poświęconego polskim wojskom zajmującym się monitoringiem przestrzeni powietrznej i zagrożeń, fragmenty, które być może tłumaczą obecny stan rzeczy: „Po zakończeniu działań wojennych praktycznie wszystkie zadania związane z obroną powietrzną przejęły stacjonujące w Polsce korpusy obrony powietrznej kraju (OPK) Armii Radzieckiej – 5. i 10., wyposażone w radary (co ta „Armia Radziecka” robiła na naszym terytorium, skoro jeno „wyzwoliła” Polskę, tego autor nie dodaje – przyp. F.Y.M., w żadnym z artykułów na temat polskich wojsk radiotechnicznych nie wspomina się też, że swoje radary miały skierowane przeciwko NATO, ale to taki nieistotny szczegół). Radary te jako urządzenia objęte największą tajemnicą wojskową były wówczas niedostępne dla polskich żołnierzy.”
Nie było jednak tak źle, gdyż:
Pierwszą w Siłach Zbrojnych PRL jednostkę obserwacyjno-meldunkową powołał minister obrony narodowej 29 marca 1950 roku (a któż to był wtedy ministrem ON w „Polsce Ludowej”, nuuu? – przyp. F.Y.M.). Z niej wywodzą się obecne wojska radiotechniczne Sił Powietrznych (SP). Aby upamiętnić datę 15 października 1950 roku, kiedy to jeden z batalionów ugrupowania obsmeld (wojskowy żargon, skrót od „obserwacyjno-meldunkowe” – przyp. F.Y.M.) osiągnął pełną gotowość bojową, zarządzeniem nr 1/MON z 6 stycznia 2005 roku ustanowiono, że 15 października będzie obchodzone Święto Wojsk Radiotechnicznych.” (M. Sikora, „Wojska radiotechniczne sił powietrznych”, s. 5, 6)
Teraz więc widzimy, że ciągłość neopeerelu z peerelem jest nawet w tak subtelnych wymiarach, jak niektóre święta wojskowe. No ale przeskoczmy do współczesności, bo ta nas najbardziej interesuje, choćby w kontekście radiolokacyjnego rozpoznania sytuacji z godzin porannych 10 Kwietnia. O tym, że polskie stacje radiolokacyjne jakoś chyba nie prowadziły monitoringu przelotu prezydenckiej delegacji, to już z grubsza wiemy. Jednakże istnieją nie tylko naziemne sposoby śledzenia tego, co się dzieje w przestrzeni powietrznej. Są też sposoby „z góry” w ramach Lotniczego Systemu Ostrzegania i Kontroli pn. AWACS. To, że Ruscy mogli z takiego (choć nie tego, oczywiście) systemu skorzystać, sugerowałem już w kontekście osłony akcji uprowadzenia polskich samolotów z delegacją prezydencką (http://freeyourmind.salon24.pl/302549,blitzkrieg-z-10-04-2010), wskazując na Transaero 331 jako samolot (ściślej: kryptonim) będący przykrywką dla ruskiego A-50, takiego jak ten przechwycony nad Estonią jesienią 2009 przez niemieckie myśliwce (http://lotniczapolska.pl/Rosyjski-A-50-przechwycony-przez-Eurofightery,9742) (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100428&typ=po&id=po02.txt).
a-50
3.
Natowskie samoloty radiolokacyjnego dozoru poruszają się w przestrzeni powietrznej Paktu i nieregularnie siadają także na polskich lotniskach. I tak przykładowo Boeing E-3 Sentry (http://gdziewojsko.wordpress.com/listy/e-3/)(http://www.mon.gov.pl/pl/galeria/565) podchodzi do lądowania na wojskowym lotnisku Łask-Buczek (EPLK), należącym do 32 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku http://www.youtube.com/watch?v=4MnNTl8Eats; filmik wrzucony 6 października 2010; http://www.youtube.com/watch?v=_YgcqlvvUCU&feature=fvwrel). Spotterzy, nawiasem mówiąc, ostro się kręcą wokół tego położonego na południowy zachód od Warszawy lotniska, bo i jest co oglądać, więc może znajdzie się jakiś ślad dotyczący kwietnia 2010.
e-3
Samolot wyposażony w system AWACS potrafi śledzić przestrzeń powietrzną w odległości nawet 600 km, w czym zdecydowanie przewyższa naziemne radary (ma on zresztą lepsze parametry aniżeli ruski A-50, gdyż potrafi śledzić więcej celów w powietrzu i ma większy radiolokacyjny zasięg (http://archiwum.wiz.pl/1999/99073300.asp)). Czy taki E-3 pełnił jakiś dyżur w obszarze nadbałtyckim 10 Kwietnia (może są ślady na forach spotterów państw nadbałtyckich)? Gdyby pełnił, to mógł mieć podgląd także na to, co się działo w ruskiej przestrzeni.
No i na koniec możemy wrócić do początku, czyli do kwestii podglądu satelitarnego. Otóż, o ile można podejrzewać, iż zwykłe fotografie Okęcia oraz Smoleńsk-Siewiernyj są trudno dostępne lub niedostępne, to niewykluczone, iż można zdobyć dane dotyczące pożarów 10 Kwietnia, trzęsień ziemi w okolicach Smoleńska (skoro spadła ok. 100-tonowa, licząc z paliwem, bagażami i pasażerami, maszyna) lub choćby ukształtowania terenu w pobliżu Siewiernego. Dzisiejsze niezwykle wyrafinowane technologie obrazowania powierzchni Ziemi (teledetekcja, interferometria) służą przecież nie tylko celom militarnym, lecz cywilnym i wprost komercyjnym. No i rzecz jasna, naukowo-badawczym (badania geograficzne, geodezyjne itd.). Warto zresztą przypomnieć, że w maju 2010 r. bardzo dokładnie (właśnie satelitarnie) ofotografowano obszary zalane przez powódź w naszym kraju.
1
2
Za pomocą satelitów obserwuje się najmniejsze ruchy tektoniczne, pożary (jak choćby w „Federacji Rosyjskiej” w 2010 r. (http://glcf.umiacs.umd.edu/data/burned/gallery.shtml)), aktywność wulkanów, a nawet można wykrywać stany zanieczyszczeń wód, istnienie mokradeł i torfowisk, i przeróżne nierówności terenu.
Kalifornia
Arabia Saud.
Alaska
Może więc warto pod tym, by tak rzec, czysto krajoznawczym kątem zacząć badać Siewiernyj z 10 Kwietnia (a może i z 9-go?), zwłaszcza że metalowa powierzchnia samolotu należy do obiektów znakomicie odbijających fale elektromagnetyczne, którymi radary posługują się do teledetekcji. Trzeba by więc popytać i poszperać na stronach instytucji zajmujących się teledetekcją i interferometrią – oczywiście zachodnich, bo na polskie nie liczę. Przy okazji może by się udało tą okrężną drogą dowiedzieć o ubiegłorocznych kwietniowych anomaliach krajobrazowych na Okęciu.
r
P.S. Dzięki Rolexowi i Albatrosowi za inspiracje.
http://www.tbs-satellite.com/tse/ Satellite Encyclopedia

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s