Pułapka jaru


28.05.2011 21:24

 

W grudniu 2010 r. „Fakt” pisał o sensacyjnym odkryciu, jakiego dokonał radziecki ekspert E. Klich i jakim podzielił się z czytelnikami tej gazety: „Polski akredytowany przy MAK Edmund Klich (64 l.) ujawnia Faktowi, jak wyglądały ostatnie chwile lotu tupolewa. To wiedza na podstawie badań czarnych skrzynek, rejestrujących parametry samolotu. Już wiadomo, że piloci posługiwali się radiowysokościomierzem, który podaje odległość od ziemi, a nie od poziomu lądowiska. – Piloci wpadli w pułapkę jaru, który znajduje się tuż przed lotniskiem – mówi nam Klich,który bada przyczyny katastrofy smoleńskiej. – W ostatnich sekundach starali się poderwać maszynę – dodaje. Niestety, manewr się nie powiódł…
Oczywiście, jar, a nawet wąwóz widzieli też inni radzieccy eksperci, zarówno z Moskwy, jak i z Warszawy, już parę miesięcy wcześniej, bo już latem 2010 r. (http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/glosy-tu-154—eksperci-rozszyfrowuja-ostatnie-chwile,59833,2):
ARKADIJ SZURIN: – „Siewiernyj” to trudny, zaniedbany, stary wojskowy aerodrom. Procedura tego nie wymaga, ale wieża mogła ich ostrzec przed wąwozem. (…)
Płk PIOTR ŁUKASZEWICZ: – To jest moment, kiedy wszyscy musieli zrozumieć, że są bardzo nisko. Lotniska nie widać, więc jedynym wyjściem jest odejście na drugi krąg. Wszyscy wiedzą, że zanim automatyczny pilot wyrówna lot i zacznie się wznoszenie, samolot straci jeszcze 50 metrów, bo taka jest charakterystyka lotu tupolewa. Są spokojni, bo wierzą, że mają nadal w zapasie co najmniej 30 metrów. Nie wiedzieli, że samolot jest w jarze, dużo niżej, niż wskazują instrumenty. Do pasa startowego mają ponad kilometr. Autopilot, który przez cztery sekundy odczytywał równą wysokość 100 metrów, pogłębił opadanie, ponieważ obniżało się dno jaru, a wysokościomierz radiowy podawał wciąż tę samą wysokość.”
O wąwozie obszernie i z detalami pisał na początku czerwca 2010 r. inny znakomity znawca lotnictwa „gen. bryg. w stanie spoczynku” red. Piotr Śmiłowicz:
Jedną z przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 mógł być fakt, że samolot wleciał do znajdującego się przed lotniskiem w Smoleńsku wąwozu – wynika z ujawnionych stenogramów z „czarnych skrzynek”. Wąwóz zaczyna się ok. 2 km od lotniska, ma głębokość 60 m i szerokość 600 m.
Wprawdzie tygodnik, w którym publikowano te uczone teksty, jakoś nie wpadł na to, by wysłać fotoreporterów i zrobić dokładny fotoreportaż o wąwozie, tak by pokazać spragnionym wieści ze Smoleńska czytelnikom, jak ten wielki jar o 60-metrowej głębokości, jak jakieś pokopalniane wyrobisko, wygląda i gdzie są ślady zejścia tupolewa do tego jaru, ale Śmiłowicz widział wszystko dokładnie oczyma dziennikarskiej duszy, więc możemy wrócić do tejże właśnie wizji, w której początek wąwozu nawet jest określony czasowo (!):
Według ujawnionego zapisu „czarnych skrzynek” w odległości 2 km od lotniska samolot był na wysokości 150 m. Była godzina 8.40 i 38 sekund. Właśnie zaczynał się wąwóz.O godzinie 8.40.41 samolot już był na wysokości 100 metrów. Na tej samej wysokości 100 m samolot był jednak także o 8.40.49, czyli 8 sekund później!
8 sekund to w przypadku takiego lotu cała epoka. Skoro zniżający się samolot był w tym czasie na tej samej wysokości, to znaczy, że wleciał do wąwozu. Gdyby był na właściwym kursie, wysokość powinna się chwilowo – na czas przelotu nad wąwozem – powiększyć. To, że Tu-154 znalazł się w wąwozie potwierdza też fakt, że po sekundzie nagle wysokość zaczęła się gwałtownie obniżać – co sekundę o 10 metrów. To oznaczało, że samolot nagle znalazł się nad wznoszącym się przeciwległym zboczem wąwozu. I możliwe, że komenda drugiego pilota, wydana na poziomie 80 metrów – „odchodzimy” – była nawet realizowana. Ale było już za późno na wyprowadzenie samolotu z wąwozu.”
No i tu oczywiście nie mogło zabraknąć rozstrzygającego jak delficka wyrocznia, głosu radzieckiego eksperta, „marszałka” T. Hypkiego:
Tomasz Hypki przyznaje, że to wąwóz mógł zmylić załogę i przyczynić się do katastrofy. – Ale błędów było dużo, a głównym powodem katastrofy było złamanie procedur i zejście poniżej 120 metrów – mówi Hypki „Newswekowi.pl”.”
Innymi słowy, gdyby nie wąwóz czy jar, to tupolew by doleciał, a eksperci by jeno z zadowoleniem pokiwali głowami, że załoga nie spaprała sprawy.
Byłoby jednak niesprawiedliwością dziejową pominięcie faktu, że pierwszym, który odnalazł (odkrył?) ów wielki i straszliwy jar „na kursie i na ścieżce prezydenckiego tupolewa”, okazał się niezastąpiony radziecki ekspert dendrologii, doc. S. Amielin, który na swym blogu pisał tak o początkach swojej odpowiedzialnej raboty:
13 kwietnia 2010 roku (trzy dni po tragedii) wyjechałem na miejsce wypadku, zrobiłem zdjęcia uszkodzonych drzew i na podstawie analizy tych zdjęć próbowałem odtworzyć przebieg katastrofy. Wcześniej nie było możliwości zrobienia takich zdjęć, ponieważ cały teren katastrofy był zabezpieczony i zamknięty.
Pojawiające się w różnych mediach pierwsze próby rekonstrukcji przebiegu katastrofy były bardzo niedokładne, ponieważ nie brały pod uwagę ukształtowania terenu oraz rodzaju dokonanych przez spadający samolot uszkodzeń drzew. Dlatego w swoich rozważaniach nie opierałem się na podawane w mediach informacje, lecz próbowałem zbudować własną wersję wyłącznie w oparciu na odnalezionych faktach.
Chciałbym jednak od razu zaznaczyć, że nie jestem ekspertem w dziedzinie bezpieczeństwa lotów. Nic mnie nie łączy z lotnictwem. Uważam jednak, że posiadam wystarczający poziom wiedzy technicznej, żeby przeanalizować fakty i na podstawie tej analizy zbudować wersje o przebiegu katastrofy…” (pisownia oryg. – przyp. F.Y.M.)
Po nitce do kłębka Amielin dotarł więc podczas swoich badań do jaru i to nie jednego, a nawet epoki lodowcowej:
Smoleńsk i jego okolice mają dosyć zróżnicowany kształt terenu. Występują na nim wzniesienia i wąwozy. Taki kształt jest efektem epoki lodowcowej. Różnice w wysokościach w obrębie miasta dochodzą do 90 metrów. Tak też wyglądają okolice lotniska. Lotnisko znajduje się na wierzchołku wzgórza. Samoloty podchodzą do lądowania nad pagórkowatym terenem. Podczas podejścia do lotniska od wschodu samoloty przecinają głęboki, porośnięty lasem wąwóz. Jego głębokość od wierzchołka wzniesienia, na którym jest usytuowane lotnisko, wynosi około 60 metrów.
j

W ten sposób już wiemy, skąd radzieccy eksperci pracujący w Warszawie ten jar wytrzasnęli. Amielin, badając wąwóz, spostrzegł jedną osobliwą rzecz:
Po przejściu strefy 1 i ścięciu wierzchołka brzozy (która z całą pewnością nie uszkodziła w żaden sposób samolotu), samolot przeleciał nad łagodnym obszarem stoku wzniesienia. W tym miejscu nie ma drzew, dlatego też samolot nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Ale jego wysokość nad ziemią stale się zmniejszała i w strefach 3 i 4 osiągnęła minimalną wielkość. W tym miejscu drobne drzewka są ścięte na wysokości około 3 metrów nad poziomem ziemi. W strefie 3 żadnych oznak przechylenia samolotu nie widać. Wszystkie drzewa są ścięte mniej więcej na tej samej wysokości.”.
u e
Brak śladów niskiego przejścia samolotu był więc związany z tym, że nie było drzew. Jak się możemy bowiem domyślić samoloty, jeśli schodzą za nisko zostawiają ślady tylko na drzewach, nigdzie indziej. Aczkolwiek tam, gdzie bardzo nisko, bo na wysokości 3 metrów, „ciął samolot” („prezydencki tupolew”), to nawet nie ruszyła się, jak widać na zdjęciu radzieckiego doc. dendrologii, Amielina, żadna z butelek plastykowych leżących pod drzewkami.
x
Może po prostu załoga cięła drzewka za szybko i butelki się nie zorientowały, że trzeba gdzieś odlecieć. Możliwe też, że tak się butelki odleżały w trawie, iż wrosły w grunt, tak jak te śmiecie wokół pancernej brzozy (czy zrośnięte z nią, pancerne ptasie gniazdo (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/gniazdo-smolenskie.html)).
zi

Na szczęście dla dendrologów radzieckich, „tupolew” na skarpie wąwozu się nie zatrzymał, lecz wypełzł z zamglonego jaru i rozłożył się w paru skromnych częściach na polance, tak by eksperci nie musieli do żadnego jaru już złazić, zwłaszcza że w tymże jarze żadnych śladów doc. Amielin nie znalazł, bo tam nie rosły żadne drzewa.
w
Z drugiej jednak strony pojawiają się zdjęcia, jakby jakiś tupolew przy jakiejś skarpie leżał (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/pobojowisko.html).
1 2
A propos tupolewów. Ponoć ich produkcja się zakończyła w 2001 r. (http://aviation-safety.net/database/type/type-general.php?type=475), zaś eksploatacja „tuszek” ma się zakończyć latem 2011 r., a tymczasem pod koniec kwietnia 2010 pojawia się tupolew 154m prosto spod igły „Awiakoru” (http://russianplanes.net/reginfo/3531) i zapewne odporny na wszelkie ruskie jary…
t

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Pułapka jaru

  1. leo

    Od kiedy wariometr korzysta z radiowysokościomierza?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s