„Milicjanci przecząco kręcą głowami”


31.05.2011 11:45

O godz. 9.43, gdy już oficjalnie jest już w polskich mediach powiedziane, że „zginęło 87 osób w katastrofie lotniczej”, na antenie TVP Info dochodzi do pierwszego telefonicznego na żywo połączenia z J. Olechowskim udającym się na Siewiernyj. Jego relacja (pomijam nieistotne fragmenty) brzmi tak:
No, my w tej chwili jedziemy samochodem do Smoleńska, bo wszystkie ekipy telewizyjne były w Katyniu, w Lesie Katyńskim, tu na cmentarzu wojskowym. (…) Jedziemy samochodem, to jest mniej więcej pół godziny drogi takiej spokojnej jazdy. My oczywiście w tej chwili jedziemy jako do pożaru, nomen omen, tak więc być może nawet szybciej uda się nam tam dotrzeć. Ja mam na tę chwilę dwie informacje. Po pierwsze: wiemy o tym, że samolot (jaki? – przyp. F.Y.M.) – tutaj na cmentarzu w Katyniu to wiemy (no więc jedzie, czy jest jeszcze w Katyniu? – przyp. F.Y.M.), tak że to też uczulam na to, że to ciągle są nieoficjalne informacje – samolot podchodząc do lądowania (gdzie? – przyp. F.Y.M.)zahaczył o drzewa i się rozbił (drzewa na lotnisku? przed lotniskiem? za lotniskiem? – przyp. F.Y.M.).Według jednej wersji udało się tak pilotowi wylądować, że tam w zasadzie do strat wielkich nie doszło.
Druga wersja, bardziej pesymistyczna, jest taka, że samolot już po wylądowaniu, po uderzeniu w ziemię przypominał kulę ognia. Tak mieli tutaj przekazywać naoczni świadkowie tego zdarzenia (proszę zauważyć, że nie ma ani słowa o gęstej mgle – przyp. F.Y.M.).Która z tych wersji jest prawdziwa? Mam nadzieję, że w ciągu tych piętnastu, góra, dwudziestu minut, dotrzemy na miejsce i będziemy mogli te informacje zweryfikować, potwierdzić. Co ważne – jeżeli rzeczywiście prezydent podróżował tupolewem (skąd ten znak zapytania – skoro chodzi o „wypadek tupolewa”?),to 6 kwietnia, 7 kwietnia do Katynia przyleciał premier Donald Tusk z całą rządową delegacją. Oni nie przylecieli tupolewem. Ponieważ ten tupolew był niesprawny, skorzystano z pomocy wojska – delegacja przyleciała w części rządowymi CASami oraz innymi statkami powietrznymi, jakimi dysponuje polski rząd, czyli jakami, też starymi, wysłużonymi samolotami. Oni nie podróżowali tupolewem.
Parę minut później (9.45) na antenę TVP Info wchodzi ze stand-upem z Katynia P. Prus:
„(…) Tutaj 5 minut temu dosłownie (a więc o 9.40, tj. wtedy gdy w mediach ogłoszono komunikat smoleńskiego gubernatora – przyp. F.Y.M.) w jednej chwili na tym cmentarzu zapanowała wielka cisza (…) – w tej chwili ta informacja dotarła już chyba do wszystkich. Widzę ludzi rozmawiających przez telefony, widzę kobiety płaczące w tej chwili, więc wszyscy są trochę zdezorientowani (tu Prus się ogląda i strzyże uszami – przyp. F.Y.M.)… Właśnie w tej chwili słyszę, ktoś głośno przez głośniki podaje właśnie te informacje, że prawdopodobnie ten samolot się rozbił, że jeszcze nie mamy potwierdzenia (…) Na razie chyba jeszcze nikt nie wierzy w to, co się stało (…)
I po tej relacji Prusa, prezenter TVP Info mówi, zaglądając do kartki:
Zdarzyło się coś, szanowni państwo, niezwykłego, przypomnijmy, że z informacji, które docierają do nas z różnych stron, ale jednocześnie potwierdzonych przez MSZ i jej rzecznika Piotra Paszkowskiego – prezydencki samolot jak… tu-154 podczas lądowania na lotnisku w Smoleńsku zahaczył o drzewa, spadł, zapalił się, pożar został ugaszony, ale są ogromne zniszczenia (…) tak ogromne, że jak powiedział nam w TVP Info Piotr Paszkowski: trudno przypuszczać, by ktokolwiek wyszedł z tej katastrofy żywy. Tymczasem 87 osób, to podaje już kilka agencji, było na pokładzie. Wiemy na pewno, że był tam Prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką, prawdopodobnie było tam także wiele innych postaci, czołowych postaci życia politycznego w naszym kraju. Nie chcę wymieniać nazwisk. Nie wiemy jeszcze dokładnie, wiadomo jednak, że to ogromny dramat nas wszystkich, całego naszego narodu (…)
O 9.47 następuje połączenie z W. Łuczakiem z „Raportu” (stawiającym pytanie, czy brat Prezydenta był na pokładzie, ale przy okazji, mimo że, jak twierdzi, „trzęsą mu się nogi”, to rozwodzi się nad kiepskim stanem samolotów wożących VIP-ów, złymi warunkami pogodowymi w Smoleńsku i tym, że oprócz usterek technicznych mogą się przy takich katastrofach pojawiać błędy ludzkie wśród przyczyn), a w trakcie rozmowy z nim pokazywane są archiwalne migawki z… tupolewem 154m 102.
1
2
O 9.54 mowa jest na antenie (znowu z powołaniem się na rzecznika MSZ) o katastrofie tupolewa, „a nie jak wcześniej podawano jaka-40
3
i wymieniane jest „między innymi” nazwisko J. Kaczyńskiego wśród ofiar („Chcę jednak od razu zastrzec: te informacje nie są potwierdzone. Nawet MSZ nie jest w stanie podać nam pełnej listy osób, które mogły się znaleźć na pokładzie prezydenckiego samolotu”). O 9.55 podawana jest informacja (za ruskim gubernatorem), że „w tym wypadku nikt nie przeżył”.
Oczywiście nie ma żadnej migawki z Siewiernego, ale jest (9.55) połączenie z Marcinem Śmiałowskim, który ma być w Smoleńsku, który jakby mówił jednak z Katynia (bez kamery):
Nikt nie jest w stanie uwierzyć w to, co się wydarzyło na lotnisku w Smoleńsku. Jest tutaj na cmentarzu w Katyniu kilkaset osób (…) wszyscy mają w oczach łzy (…)”, bo dotarła tam także wiadomość o tym, że nikt nie przeżył, ale dziennikarz TVP dodaje taką jeszcze wersję wydarzeń (9.56): „Mówiło się też, że samolot tu 154 przy lądowaniu odbił się od płyty lotniska i uderzając w nią ponownie zapalił się. Pojawiały się określenia „kula ognia”. Ja w tej chwili jestem w drodze (kolejny korespondent „w drodze” – przyp. F.Y.M.) na lotnisko i będę się starał jak najszybciej przekazać kolejne informacje.
Czemu Śmiałowski nie pojechał z Olechowskim kilkanaście minut wcześniej? Czy kontaktował się z Olechowskim? Gdzie jest Prus? Nic nie wiemy. Pokazywane są za to migawki z rozpoczynających się modlitw różańcowych za poległych 10 Kwietnia. Strach pomyśleć, co by telewizja robiła, gdyby nie miała tych kamer w Lesie Katyńskim lub (potem) na Krakowskim Przedmieściu, gdzie palono znicze. Czy cały czas antenowy zapełniałaby dyskusjami z T. Hypkim i innymi radzieckimi ekspertami? W dobie „łączy satelitarnych” i innych wynalazków hi-tech NIE MA ŻADNYCH MIGAWEK Z „MIEJSCA KATASTROFY”, nie ma korespondencji na żywo, nie ma fotoreporterów, nie ma wywiadów. Nie ma kompletnie nic. Aż do godziny 10.18, kiedy pojawiają się pierwsze migawki R. Sępa towarzyszącego P. Kraśce (który nie był w Katyniu, lecz został w Smoleńsku rano 10 Kwietnia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/oko-zaby-4.html)). Podkreślam więc – zakładając, że do „wypadku” miało dojść (jak chce oficjalna ruska wersja) o 8.41, to przez 1,5 godziny nie ma ani jednego widzialnego śladu z „miejsca zdarzenia” – NIE MA ŻADNEGO OBRAZU WYPADKU. Wszystkiego widzowie TVP Info muszą się dowiadywać z relacji telefonicznych i to nawet nie z samego Siewiernego!
O 10.11 pojawia się za to pierwszy „stand-up” z Krakowskiego Przedmieścia i reporterka (Karolina Lewicka) mówi (stojąc obok zagadniętego warszawiaka, który akurat „nie jest zwolennikiem Pana Prezydenta Kaczyńskiego”), że rozmawiała z „prezydenckimi ministrami”, choć nie podaje nazwisk. Nie wiadomo więc, czy chodzi jej o tych pozostałych w Polsce, czy o tych będących w Smoleńsku. Podejrzewam, że o tych pierwszych. Na ekranie są równolegle przebitki z Katynia i Krakowskiego Przedmieścia.
Migawki Sępa pojawiają się zaraz po obrazach z różańcem w Lesie Katyńskim tj. o godz. 10:18. Ciut wcześniej jednak (ale też o 10:18) jest połączenie z ruskim korespondentem Włodzimierzem Pacem z Polskiego Radia, „który jest tam na miejscu”:
„(…) Ja obserwuję te wydarzenia trochę z pewnej perspektywy, z Moskwy, wiem już na przykład, że miejscowa rosyjska prokuratura, komitet śledczy rosyjskiej prokuratury, przedstawiciele tej prokuratury przybyli już na miejsce katastrofy (nie ma żadnych zdjęć ilustrujących to przybycie, Pac więc relacjonuje za agendami prasowymi Kremla to, co podano do relacjonowania – przyp. F.Y.M.) są już w Smoleńsku i podjęli oni czynności potrzebne do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Rosyjskie ministerstwo ds. nadzwyczajnych poinformowało, że zginęło 87 osób. Wg portalu internetowego „Gazieta. Runa pokładzie prezydenckiego samolotu znajdowały się 132 osoby… I w tym momencie pojawia się pierwsze zdjęcie drogi prowadzącej od remizy strażackiej (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/straz-pozarna-przy-siewiernym.html), do zony Koli – Sęp biegnie z kamerą, a obraz jest bardzo rozchwiany i nieostry (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/tvp-info-10iv-od-940.html).
S
Są to wedle mojego rozeznania historycznie pierwsze zdjęcia z Siewiernego na antenie polskiej telewizji. Wnet po nich pojawią się, oczywiście, legendarne migawki moonwalkera S. Wiśniewskiego, niemniej Sęp dzierży tu palmę pierwszeństwa. Pozostaje jednak pytanie, czy to są zdjęcia na żywo, czy odtworzone już po nagraniu. Sęp biegnie z kamerą do strażackiego wozu, mija go, ale niemal natychmiast z naprzeciwka wychodzi ku niemu stary czekista w beretce i jakiś mundurowy i zagradzają operatorowi drogę (w tym czasie Pac opowiada na antenie już ruską wersję zdarzeń, więc to nas nie obchodzi).
t
Czekista zasłania ręką obiektyw i Sęp musi się wycofać. Widać mur lotniska i innych Rusków. Widać też, że wozy strażackie służą do BLOKOWANIA DOJŚĆ do pobojowiska (w głębi planu kolejny wóz stojący opodal muru), nie zaś do jakiejkolwiek akcji przeciwpożarowej.
s
z
Nawiasem mówiąc, czy ktoś widział jakieś ślady ognia na częściach wraku leżącego na Siewiernym? A przecież samolot miał się rozbić i spłonąć w pożarze – zapewniali nas o tym polscy żurnaliści, korespondenci i „naoczni świadkowie” z ruskiej milicji. No i widać w końcu Kraśkę, jak usiłuje negocjować ze starym czekistą, ten ostatni zaś kuli się i chowa gębę przed kamerą
c
(BTW, czy gdziekolwiek w Sieci ten materiał się ukazał w oryginale, czyli ze ścieżką dźwiękową i dialogami z Ruskami?).
Sytuacja na lotnisku, w momencie „ukazania się” tych pierwszych migawek, wygląda już na całkowicie opanowaną przez Rusków, czyli „można zacząć nadawać przekazy o wypadku”, gdyż media nie mają dostępu do „miejsca katastrofy”. To wszystko dzieje się półtorej godziny po zdarzeniu. Sęp wodzi jeszcze z oddali kamerą po krzokach i ludziach – tajniakach, mundurowych i „strażakach”, wyłapuje też kawałki wraku i biały wielki wóz MCzS stojący w zonie Koli. To zdjęcie uważam za najważniejsze w jego relacji. Bezcenne.
x
Wspomniany zaś Pac kończy swoją korespondencję z Moskwy, nieco się zapędzając w analogiach i sam siebie mitygując: „To jest podwójna tragedia katyńska. Historię oczywiście możemy różnie traktować, wszyscy też pamiętamy historię z prezydentem Bierutem, który z Moskwy wrócił… Pojechał żywy, a z Moskwy wrócił… ale to jest zupełnie inna historia. Tutaj nie przekłada się na te zupełnie… dzisiejsze…
I o 10.20 (a więc zajęło mu nieco więcej czasu niż mówił o 9.43) jest próba połączenia z Olechowskim, który dotarł na Siewiernyj, ale słychać tylko, jak usiłuje negocjować coś z Ruskami i na antenie nic nie mówi do widzów. O 10.21 odzywa się zaś po raz pierwszy P. Kraśko opowiadający, że specnaz nie pozwala im podejść bliżej do pobojowiska. A poza tym dodaje (10:23) na, jak można sądzić, retransmitowanym materiale (mając stand-up opodal wozu strażackiego przy murze):
Od kilkunastu minut stoimy w tym miejscu. Jest całkowity zakaz podejścia bliżej. Nie ma żadnej informacji. Podobno ma przyjść kierownik służb prasowych, który powie, co dalej. Nie wiem nic więcej w tej chwili.
Wynikałoby więc z tego, że koło godz. 10-tej Kraśko z Sępem docierają na drogę do zony Koli. To także dość późno, jeśli wypadek miał się wydarzyć o 8.41, wiemy jednak, że Kraśko, autor pierwszej książki o „katastrofie” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2010/07/smolensk-w-wersji-dla-idiotow.html), będąc rano w Smoleńsku, o lotniczym wypadku miał się dowiedzieć po powrocie do hotelu z telefonu (z Polski?), który otrzymała jego koleżanka redakcyjna:
„(…) wszedłem do pokoju Alicji Daniluk-Jankowskiej, która tego dnia była wydawcą programu, właśnie do niej ktoś dzwonił: – Coś się stało z samolotem, awaria.
Z góry zobaczyliśmy więcej. Wozy strażackie skręcały pod stację benzynową i płot z tyłu lotniska. Do pasa startowego był stąd kilometr, do głównej bramy następne dwa. Dlaczego przyjechała tu straż? Zobaczyliśmy limuzyny, które miały przewieźć delegację spod samolotu do Katynia. Też skręciły pod płot, po czym zawróciły w stronę centrum miasta. Pobiegliśmy do wyjścia. W ostatniej chwili ktoś jeszcze krzyknął, że przyszła depesza o ofiarach, mogą być ranni.”
O 10.24 chwilę po tym, jak Kraśko mówi na antenie TVP Info o widoczności na lotnisku na odległość 1 km, widać też na migawkach Sępa wracających między drzewami pirotechników z „miejsca wypadku”.
1
2
3
Wracają też migawki z Katynia. W trakcie nadawania wypowiedzi gubernatora smoleńskiego pojawiają się zaś po raz pierwszy (o 10.27) migawki z filmu moonwalkera – od razu kadr ze statecznikiem. Oczywiście bez wyeksponowanego dźwięku. Prezenter mówi: „To są najnowsze obrazki z miejsca katastrofy, szanowni państwo. Rzeczywiście, widząc te szczątki, trudno wierzyć, że ktokolwiek przeżył tę katastrofę”. Tak jest, zwłaszcza że nie widać ani foteli, ani ciał ofiar, ani pożaru.
O 10.29, a więc blisko godzinę po poprzedniej relacji (tej cytowanej na początku niniejszego posta), wraca na antenę Olechowski:
Udało mi się przedrzeć przez ten szczelny kordon milicji (skąd kordon? gdzie kordon? gdzie zdjęcia kordonu? – przyp. F.Y.M.) (…) widziałem ogon samolotu, polskiego tupolewa, leży na ziemi. Rozmawiałem z milicjantem (a jakże, najlepsze źródło informacji – przyp. F.Y.M. – milicjant, jak się okaże dysponował kątomierzem), który wychodził z tego miejsca – był dosłownie na miejscu katastrofy. On mówił tak: samolot leciał bardzo nisko nad ziemią, przechylony na lewe skrzydło. Mniej więcej 45 stopni wynosiło to przechylenie. Zawadził skrzydłem o ziemię, drzewa, ziemię, wyrył, skrzydło wyryło w glebie taki dosyć długi i głęboki rów. Po upadku samolot eksplodował. Ten milicjant mówił mi tak: kiedy tutaj dotarły na miejsce pierwsze jednostki ratownicze, pierwsi, no pierwsi milicjanci, oni stwierdzili, że w ogóle nie ma po co wzywać karetek pogotowia, bo nikt tej katastrofy nie mógł przeżyć.
I rzeczywiście, jesteśmy tutaj jakieś 15, może 20 minut. Ja nie widziałem jeszcze ani jednej karetki pogotowia. Jesteśmy bardzo blisko tego miejsca, w zasadzie stoimy na jedynej drodze, która prowadzi (…) na to miejsce katastrofy. Nie widziałem ani jednego wozu na sygnale, ani jednej karetki pogotowia. To może oznaczać, że rzeczywiście ta katastrofa była bardzo poważna i że ofiar śmiertelnych będzie bardzo bardzo dużo. (…) Milicjanci (…) przecząco kręcą głowami.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s