Monthly Archives: Marzec 2010

Gra szyfrantem


13 kwietnia 2009 roku chorąży SWW Stefan Zielonka nie przychodzi do pracy. Zielonka pracował w wojskowych służbach specjalnych od 30 lat. Był szyfrantem. Jest żonaty, ma dorosłe dziecko. Od tego czasu ślad po nim zaginął. Policja umieściła w Internecie jego zdjęcie jako poszukiwanego. Media spekulują na temat dwóch najbardziej prawdopodobnych wersji wydarzeń. Według pierwszej – szyfrant mógł zostać porwany lub podjął współpracę z obcym wywiadem. Druga wersja, o której zgodnie zaświadczają premier Tusk, Jacek Cichocki i Janusz Zemke mówi o problemach zdrowotnych i osobistych, lub nieszczęśliwym wypadku, jako realnej przyczynie zniknięcia żołnierza SWW. Generał Marek Dukaczewski, ostatni szef WSI, tak komentuje sprawę:

Jestem przekonany, że służby od dawna poszukiwały już szyfranta. Możliwe, że jest to kontrolowany przeciek, wyraz bezradności służb przed nieuniknionym wyciekiem. Takie zniknięcia w służbach już się zdarzały ale rzadko.

Według przesłanych do Instytutu Prawdy Obywatelskiej materiałów wywiadowczych, Stefan Zielonka „zaginął” gdyż odkrył nieprawidłowości przy zakupie sprzętu kryptograficznego oraz dopuszczeniu do użytku urządzeń, które nie przeszłyby stosownej certyfikacji. Najprawdopodobniej został zamordowany. W Raporcie Macierewicza na stronie 146 czytamy:

Opisane, nie będące wyjątkiem, działania powodowały wymierne straty dla budżetu państwa. Stanowiły również, poprzez akredytowanie urządzeń kryptograficznych bez faktycznego przeprowadzenia wymaganych badań, olbrzymie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Z dopuszczonych w ten sposób do użytku urządzeń korzystały lub korzystają osoby sprawujące najwyższe urzędy państwowe w tym: Prezydent RP, Szef BBN, Minister Obrony Narodowej, Szef Sekretariatu MON, Sekretarz Stanu I Zastępca MON, Szef Sztabu Generalnego WP, Szef WSI czy Komendant Główny ŻW. Na uwagę zasługuje także fakt, iż gdyby zamiast wieloletnich starań zmierzających do zakupu obcych urządzeń zdecydowano się na przygotowanie własnych rozwiązań, prawdopodobnie w tym samym czasie udałoby się je wdrożyć. (…) Brak kontroli i dowolność w dysponowaniu państwowymi pieniędzmi były w WSI niemal codziennością.

Dochodziło do sytuacji, w których nie stosowano żadnych zasad przetargowych i kupowano sprzęt specjalistyczny z pominięciem jakichkolwiek procedur. (…) W roku 2004 wytypowano m.in. firmę INSAM, która została wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w 8 dni po wygraniu przetargu. (…) Informacje uzyskiwane przez oddział WSI w Bydgoszczy wskazywały, że w regionie tym regularnie odbywały się spotkania z udziałem wysokich oficerów WP, polityków, przedstawicieli lokalnego biznesu i aparatu władzy. Spotkania te określono mianem „ROLOWISKA”. (…) W trakcie spotkań dochodziło do zawierania porozumień i optowania na rzecz określonych inwestycji lub wykonywania określonych usług na zasadzie uprzywilejowania. Zamówienia uzyskiwały firmy powiązane z „ROLOWISKIEM”, zaś koszty realizacji znacznie przekraczały wartość kosztorysową.

W raporcie możemy przeczytać więcej szczegółów na temat spółki SILTEC i firmy INSAM. Jak pokazuje jednak czas oraz fakty, zagadnienie ochrony kryptograficznej nie tylko przerosło media, ale i Komisję Weryfikacyjną, a także zapewne prokuraturę wojskową, która od 14 lutego 2007 r. prowadzi śledztwo o sygn. Po.Śl.84/05 w tej sprawie i prawdopodobnie nie szybko można spodziewać się jego zakończenia oraz wyników. Jak widać z sygnatury, rozwikłanie sprawy kryptografii w MON jest bardzo skomplikowane, gdyż śledztwo jest faktycznie prowadzone od 2005 roku – piąty rok bez konkretnych wyników. Pojawia się więc kolejne pytanie: „Dlaczego?”. Przecież Antoni Macierewicz przed kamerami wielokrotnie twierdził, że ma niezbite dowody popełnionych przestępstw przez oficerów WSI.

Prawdopodobnie szyfrant odkrył podwójne dno afery kryptograficznej w WSI. Nie tylko odkrył poważne nieprawidłowości przy zakupie sprzętu kryptograficznego wykazane w raporcie ale także odkrył drugie – znacznie poważniejsze dno tej sprawy. Kupowany sprzęt kryptograficzny mógł być dostarczany przez obcy wywiad, być może, jak wynika z nieprawidłowości przy przetargach, współpracujący przy inwigilacji polaków z WSI. Odkrył, że dostarczany sprzęt zawierał podatne na złamanie ‚S-bloki’. W takim przypadku możliwe byłoby, niemal w czasie rzeczywistym, inwigilowanie między innymi kancelarii Prezydenta RP, Szefów BBN, Ministra Obrony Narodowej, Szefa Sekretariatu MON, Sekretarza Stanu i Zastępcę MON, Szefa Sztabu Generalnego WP, Szefa WSI i Komendanta Głównego ŻW.

Źródło: „Obserwowani.pl > Gra szyfrantem

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Nie widać końca cierpień Polaków – relacjonuje francuska telewizja


Wtorek, 13 kwietnia (14:33)

Cisza, skupienie, ból i nieprzebrane tłumy – tak największa francuska siec telewizyjna TF1 w głównym wydaniu popołudniowych wiadomości komentuje to, co dzieje się w Warszawie.

Niektórzy czekali na miejscu w ciszy już od wczorajszego wieczora, wielu innych przyszło dzisiaj wcześnie rano. Za nic na świecie nie chcieli strącić okazji złożenia hołdu prezydenckiej trumnie. Wcześniej wszyscy śledzili na telebimach przylot samolotu z trumna Marii Kaczyńskiej – relacjonuje TF1, która podkreśla, że cała Polska zamarła w żałobie. Francuska telewizja pokazuje zamknięte z powodu żałoby narodowej teatry oraz sprzedawców kwiatów, którzy nie nadążają z robieniem wiązanek.

Nie widać końca cierpienia Polaków – mówi z Warszawy specjalny wysłannik TF1. Ból nie gaśnie. Wręcz przeciwnie. Sięgnie prawdopodobnie zenitu w czasie weekendowych uroczystości pogrzebowych – tłumaczy.

Marek Gładysz
RMF FM

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Drugie kłamstwo katyńskie


Marcin Wolski, „Gazeta Polska”, 10-03-2010

Wokół mordu katyńskiego nadal toczy się  dziwna gra. W rosyjskich mediach powracają dawne kłamstwa, najczęściej złagodzone, a w procederze odchodzenia od prawdy, zmiękczania ilustr. Mariusz Troliński

jej i zadeptywania uczestniczą polskie władze, polscy historycy, a nawet rodziny katyńskie. O co tu chodzi? O przypodobanie się obecnym władcom Rosji? A jeśli tak, na ile jest to taktyka wymuszona przez doraźną politykę, a na ile – strategia wypływająca z kalkulacji?

„Nowa polityka wschodnia” jest jednym ze sztandarowych projektów rządu Donalda Tuska. Ożywianie kontaktów gospodarczych ze wschodnim sąsiadem należy do działań racjonalnych, również spotkania przywódców cieszą, gdy służą ociepleniu kontaktów czy pogłębieniu wzajemnego zrozumienia. Inaczej – jak niesławna obecność Aleksandra Kwaśniewskiego (w tylnych rzędach) podczas obchodów zakończenia II wojny światowej w Moskwie – działania takie przypominają jedynie hołd lennika. Dlatego tak zaniepokoił Polaków komunikat wydany po rozmowie telefonicznej premierów obu państw w lutym tego roku.

> Zbrodnia była zbrodnią

Wydawać  by się mogło, że wszystko jest jasne. Jelcyn przekazał  Wałęsie dokumenty z parafami sowieckich zbrodniarzy z Politbiura, z autografem arcyłotra na czele. Znany jest skład „OSO” osławionej „trojki”, która hurtowo „osądzała” polskich oficerów – Mierkułow, Kabułow, Basztakow. Wiadomo, kto nadzorował egzekucje, znane są nazwiska katów. W Katyniu mordowała ekipa Iwana Stelmacha, w składzie m.in. Gwozdowskij, Gribow, Mokrażyckij, Estrin. Ten ostatni podobno do niedawna jeszcze żył w Moskwie.

Istnieją  świadectwa nielicznych ocalonych, zapiski znalezione przy ofiarach, zeznania okolicznych mieszkańców i funkcjonariuszy sowieckich służb, jest raport komisji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. O kłamstwie katyńskim mógłby powstać film o dramaturgii bardziej urozmaiconej niż obraz Wajdy. Powinna się w nim znaleźć historia zacierania śladów przez Sowietów, polowanie na świadków – w tym tajemnicza śmierć 30 marca 1946 r. w Krakowie prokuratora Romana Martiniego, a 30 października 1947 r. w Londynie Iwana Kriwoziercowa – wieśniaka z katyńskich Kozich Gór. Nie mogłoby zabraknąć nacisków na aliantów, wystarczająco silnych, by rząd Jego Królewskiej Mości i władze Stanów Zjednoczonych musiały milczeć.

Wprawdzie mimo wysiłków i nieudolnych inscenizacji – wkrótce po odbiciu Smoleńszczyzny Sowieci powołali własną komisję – nie udało się w tę zbrodnię wrobić Niemców, a próba dopisania Katynia do listy zbrodni hitlerowskich w trakcie Trybunału Norymberskiego zakończyła się porażką, zakłamywanie trwało latami. Był czas, kiedy zbrodnię w Katyniu miały przykryć ekscesy nazistów w osadzie Chatyń. W schyłkowym PRL prawda ujawniana była na raty, a w Rosji, po okresie głasnosti i smuty Jelcyna, kiedy najtajniejsze nawet dokumenty znalazły się przez krótki czas na wolnym rynku, rozpoczął się regres i ucieczka od prawdy.

Dzisiaj w dwugłowym Imperium nadal znakomicie prosperuje kłamstwo katyńskie. W wielu wariantach – twardszym na rynek wewnętrzny, opanowany przez demony wielkomocarstwowego nacjonalizmu, i na zewnątrz, w wersji możliwszej do przełknięcia. Według komunistycznych deputowanych do Dumy rosyjskiej polskich oficerów rozstrzelali hitlerowcy po zajęciu Smoleńska w 1941 r., a nie NKWD w 1940 r. Deputowani z KPRF przekonują, że społeczna komisja historyków, która działała pod ich egidą, zebrała dowody świadczące o winie Niemców.

Z kolei wnuk Józefa Stalina Jewgienij Dżugaszwili wytoczył proces rosyjskiej gazecie, która opisała zbrodnię na polskich oficerach. Twierdząc, że artykuł ten zniesławia jego dziadka. Dlatego żąda gigantycznego odszkodowania…

Inną linia obrony jest pomniejszanie zbrodni i częściowe jej usprawiedliwianie. Ciągle wraca po wielokroć obalona teza o mordach na bolszewickich jeńcach 1920 r. (W istocie internowani żołnierze ginęli na skutek chorób.) Relatywizowana jest wielkość zbrodni w porównaniu z gigantycznym wkładem Sowietów i daniną krwi w II wojnie światowej (do której wybuchu skądinąd walnie się przyczynili), zaś rosyjscy nacjonaliści nawet przyznając fakt zbrodni, twierdzą, że jest to drobiazg w porównaniu ze zbrodniami Stalina wobec narodów ZSRR.

Wobec Polaków aktualni przywódcy Rosji wybierają inną strategię  – uznają rzecz za wyjaśnioną i zamkniętą, niewartą rozdrapywania „w imię dobrosąsiedzkich stosunków”. A przede wszystkim sprzeciwiają się uznaniu zbrodni na polskich oficerach za ludobójstwo, godząc się na definiowanie jej jako „zbrodnia wojenna”.

O co chodzi Rosjanom? Łatwo pojąć. O propagandowy wizerunek zwycięzcy w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej – rozpoczętej wedle ich podręczników nie 1 czy 17 września 1939 r., lecz 22 czerwca 1941 r. Sukces wojenny to najważniejszy składnik narodowej dumy i imperialnej tożsamości. Podważenie go groziłoby gigantyczną psychiczną dezintegracją. Jest też element bardziej przyziemny – uznanie „Katynia” za ludobójstwo mogłoby otworzyć pole do roszczeń, odszkodowań…

Ludobójstwa nie sposób określać jako pomyłki, do której w chwili szczerości przyznał się Ławrientij Beria. Nie bez powodu więc prokuratura rosyjska zamknęła śledztwo w tej sprawie. Zbrodnia wojenna ulega przedawnieniu, ludobójstwo w myśl prawa międzynarodowego, stworzonego zresztą wedle projektu sowieckiego – nie!

> O co chodzi polskim „przyjaciołom Rosji”?

O wiele trudniej jest zrozumieć, dlaczego prominentny poseł rządzącej partii prof. Stefan Niesiołowski, interesujący się najnowsza historią, stwierdza autorytatywnie: „To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i Wielki Głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego”. Czy tylko dlatego, że PiS ma w tej sprawie inne zdanie?

Zresztą  definicja ludobójstwa autorstwa prawnika Rafała Lemkina przyjęta przez społeczność międzynarodową głosi „Ludobójstwo nie oznacza bynajmniej bezpośredniego zniszczenia całego narodu. Oznacza raczej plan rozmaitych działań, skierowanych na zniszczenie istotnych podstaw życia grup narodowych”.

A czymże było planowe wyniszczenie elity kulturalnej narodu (wśród zamordowanych podoficerów przeważali rezerwiści rozmaitych specjalizacji), jak nie metodycznym przygotowaniem do podporządkowania narodu? Jeszcze bardziej zdumiewające stanowisko zajmuje Andrzej Skąpski, prezes Federacji Rodzin Katyńskich: „Ludobójstwem był Holokaust czy rzeź w Rwandzie, natomiast Katyń to zbrodnia wojenna!” Ciekawa teza!

Nie kwestionując ludobójczego charakteru Holokaustu, pragnę zauważyć, że rzeź w Rwandzie była normalną wojną domową, opartą na waśniach etnicznych, jakich w XX w. nie brakowało. (Choćby rzezie wołyńskie!) Aż trudno uwierzyć, że człowiek, który powinien być z urzędu rzecznikiem rodzin ofiar, angażuje się w umniejszanie win morderców: „Po raz kolejny śmierć naszych ojców jest wykorzystywana do takiej już najbrudniejszej polityki, jaką sobie można wyobrazić” – stwierdza w przypływie swoistej schizofrenii, we wcześniejszych wypowiedziach nader chętnie szafował terminem „ludobójstwo”. „Czepianie się słowa i robienie z tego afery politycznej jest dla mnie obrzydliwe i oburzające” – oświadczył.

Czy zmiana jego stanowiska jest wynikiem czyjejś perswazji, czy też nieznanego opinii publicznej kontraktu? Zresztą Skąpski swoją rolę szefa rodzin katyńskich (notabene nie uznawanego przez znaczną część środowiska) rozumie dość szczególnie. Na przykład ze wszystkich sił sprzeciwia się pomysłowi rzuconemu przez krakowskiego architekta Stanisława Drabczyńskiego. Na 30 hektarach w gminie Chęciny miałaby powstać gigantyczna nekropolia składająca się z 21 tys. 857 figur naturalnej wielkości symbolizujących ofiary stalinowskiej zbrodni. Monument porównywalny skalą z chińską terakotową armią tworzony byłby ze środków prywatnych darczyńców, jednak Skąpski z uporem twierdzi, że Federacji na to nie stać. „Ja osobiście nie chcę, by metalowa figura podpisana nazwiskiem mojego ojca stała w takim miejscu” – mówi.

Wiele podobnych głosów wpisuje się w taktykę nieobcą obecnemu rządowi, którą da się streścić w słowach: nie drażnić Rosji. Stanowisko jak każde mogłoby być tematem do dyskusji, gdyby nie zadziwiająca proweniencja głosicieli podobnych haseł. Już pół roku temu na łamach „Gazety Polskiej” ukazał się artykuł o kilku prominentnych postaciach zabierających głos w tym sporze, połączonych jednym wspólnym mianownikiem.

> Adwokaci diabła

Kim są  adwokaci diabła? Jednym z nich jest Jan Barcz, były ambasador Polski w Austrii (1995–1999), szef gabinetu politycznego szefa MSZ Władysława Bartoszewskiego (2000–2001), pracownik Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych, który w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” stwierdził: „Gdyby spojrzeć skrupulatnie na definicję zbrodni ludobójstwa, to zapewne Stefan Niesiołowski ma rację, że Katyń nie był ludobójstwem”. Barcz przed laty został zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt operacyjny „Jaksa”. Odręcznie napisał i podpisał zobowiązanie: „Deklaruję swoją pomoc Polskiej Tajnej Służbie Wywiadowczej i zobowiązuję się do zachowania tego faktu w tajemnicy, również w stosunku do najbliższej rodziny”.

Drugi to Adam Daniel Rotfeld – minister spraw zagranicznych od stycznia do października 2005 r., przewodniczący polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych niezwykle, który entuzjastycznie skomentował pamiętny list Władimira Putina opublikowany w „Gazecie Wyborczej” i jednocześnie stwierdził, że nie warto zajmować się informacjami rosyjskich mediów na temat Polski w kontekście II wojny światowej. „Czas najwyższy, żeby ten niezwykle skomplikowany temat wreszcie zakończyć i zająć się innymi problemami”. Rotfeld figuruje w dokumentach SB jako kontakt operacyjny pod czterema pseudonimami: „Rauf”, „Rad”, „Ralf” i „Serb”. Sam Andrzej Skąpski został zarejestrowany przez SB jako TW „Igor”. W czasach PRL był dyrektorem paksowskiego zakładu „Inco”, a także przewodniczącym PRON w Białym Dunajcu. Zbieg okoliczności?

> Dzień  refleksji czy półprawdy?

Mija właśnie 70 lat od chwili, gdy z Kozielska ruszyły wagony z zamalowanymi oknami, tzw. stołypinki, doczepiane po dwa, trzy do normalnych składów sowieckich pociągów, a następnie ze stacyjki w Gniezdowie autobusy z szybami zasmarowanymi wapnem dowoziły ofiary na skraj dołów śmierci. W myśl wcześniejszych planów część oficerów (449 osób) mogących jeszcze się przydać sowieckiemu państwu przeniesiono do obozu w Pawliszczew-Borze, resztę (14 852) skazano na śmierć. Więźniów z Kozielska mordowano w Katyniu, los tych ze Starobielska dokonywał się w kazamatach charkowskiego więzienia (ciała grzebano w Piatichatkach). Z Ostaszkowa ofiary przewożono do więzienia w Twerze, a następnie transportowano na teren ośrodka rekreacyjnego NKWD w Miednoje, gdzie wrzucono je do ogromnych dołów, które zasypywały koparki…

70 lat później premier rządu RP pojawi się na tym miejscu uświęconym krwią najlepszych synów Ojczyzny w towarzystwie wnuka kucharza Stalina. Co tam powiedzą? Napiętnują ostatecznie wielką zbrodnię, kładąc kamień węgielny pod rosyjsko-polskie pojednanie czy też oddadzą hołd „wszystkim ofiarom systemów totalitarnych”, roztapiając polskie ofiary w morzu rosyjskich cierpień i ogólnych kosztów wojny światowej przy podkreśleniu polsko-rosyjskiego „braterstwa broni”, doświadczeń wspólnej „walki z faszyzmem”, które można wykorzystać przy budowie „europejskiego domu”?

Z doświadczeń wyniesionych nie tylko z filmowych horrorów wiem, że w takim domu, budowanym na cmentarzu, na którym zmarli nie doczekali się zadośćuczynienia, będzie straszyć!

Marcin Wolski
Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized