Tag Archives: polityka

ABW: Nie mamy laptopa Aleksandra Szczygły


Laptop Aleksandra Szczygły – jak powiedział w Kontrwywiadzie RMF FM Witold Waszczykowski, powinien być w jego warszawskim mieszkaniu na Ursynowie. Ale zniknął. Pojawiły się doniesienie, że mieszkanie zostało przeszukane przez funkcjonariuszy ABW. Agencja jednak zaprzecza i podkreśla, że laptopa Aleksandra Szczygły nie ma.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w komunikacie przesłanym reporterowi RMF FM Mariuszowi Piekarskiemu zastrzega, że jedynie zabezpieczała próbki DNA od rodzin ofiar. W tym celu w dzień po katastrofie funkcjonariusze pojawili się w domu siostry ministra Szczygły koło Olsztyna. Pojawia się jednak pytanie: po co, skoro – jak podano w komunikacie – próbki DNA pobrano od bliskich Aleksandra Szczygły przed wylotem do Moskwy w warszawskim hotelu.

Minister Witold Waszczykowski przyznaje, że dzień przed feralnym lotem Szczygło był u rodziny na Mazurach, jednak – jak zaznaczył – nie zabrał ze sobą laptopa. Miał zostać w warszawskim mieszkaniu na Ursynowie. A tam – jak kategorycznie twierdzi ABW – funkcjonariusze nie wchodzili.

W poszukiwanym laptopie Aleksandra Szczygły nie było żadnych tajnych materiałów. Były za to ważne dokumenty z punktu widzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, m.in. przygotowywane nowe raporty o Marynarce Wojennej, o zwrocie Ukrainy w stronę Moskwy oraz analiza rozgrywania sprawy katyńskiej w mediach i w polityce. Wnioski z tych raportów miały trafić tylko do kilku osób – do prezydenta i jego najbliższych współpracowników.

Mariusz Piekarski
RMF FM

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Arogancja premiera Tuska i jego rządu: Prezydent zginął “zgodnie z procedurami”?


Podczas konferencji prasowej dotyczącej działań państwa po katastrofie prezydenckiego samolotu, premier Donald Tusk zapowiedział, że “nie będzie podejmował pochopnych decyzji kadrowych”. Była to jego odpowiedź na liczne apele wielu środowisk o odwołanie ministra obrony Bogdana Klicha po katastrofie Tupolewa w Smoleńsku.

Zdaniem szefa rządu, “zarzuty wobec ministra są przedwczesne”. Premier zaznaczył, że zakres odpowiedzialnych za katastrofy lotnicze jest zazwyczaj szerszy niż na początku się wydaje. Nie można więc wskazać jednego winnego – przekonywał szef rządu. Donald Tusk zaznaczył, że byłoby źle, gdyby premier przed zakończeniem śledztwa wydawał opinię w tej sprawie i dymisjonował ministra. Premier powiedział, że nie może podejmować decyzji tylko dlatego, że “komuś coś się wydaje”.

Premier Tusk w swojej arogancji nie jest w stanie zauważyć, iż działania jego samego oraz kierowanego przez niego rządu, przyczyniają się od wielu lat do destabilizacji państwa – chyba, że zdaje on sobie z tego doskonale sprawę i czyni to celowo. Sposób prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy, rezygnacja strony polskiej z przejęcia kontroli nad śledztwem, rezygnacja z zaproszenia międzynarodowych komisji mogącej przyczynić się do bezstronności śledztwa, wreszcie – brak nadzoru ministerstwa obrony w zabezpieczeniu bezpieczeństwa lotu funkcjonariuszy państowych – to tylko kilka przykładów stanowiących wystarczającą podstawę do podania się do dymisji całego rządu, z premierem Donaldem Tuskiem na czele.

Zamiast zapowiedzi podania się do dymisji całego rządu, usłyszeliśmy o odwołaniu Edmunda Klicha (brak powiązań z ministrem B.Klichem) z funkcji szefa polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem. Nowym szefem komisji został szef MSWiA Jerzy Miller. Edmund Klich, rzeczowy specjalista do spraw lotnicznych, w ostrych słowach zaprotestował przed kilkoma dniami przeciwko utrudnieniom czynionym ze strony rządu w pracach komisji. Rząd premiera Tuska nie zdołał nawet zapewnić polskiej komisji tłumacza, a śledczym nawet noclegu. Jak podaje dziennik Fakt, wojskowi śledczy, którzy udali się do Smoleńska i do Moskwy, sami musieli “płacić za noclegi i za jedzenie”, gdyż podczas ich pobytu w Rosji nie uzyskali wsparcia, ani ze strony polskich służb dyplomatycznych (resort ministra “Radka” Sikorskiego), ani ministerstwa obrony, ani ministerstwa sprawiedliwości. Polscy śledczy przebywający w Rosji przez dwa tygodnie dopiero teraz mogą starać się o zwrot poniesionych kosztów, co “obiecuje im” rząd.

Zamiast pomocy i chęci rozwiania wszystkich wątpliwości wokół katastrofy oraz zawieszenie w funkcji, co najmniej i przede wszystkim ministra Bogdana Klicha – lekarza psychiatry z zawodu – za którego kadencji zginęło już w lotnictwie wojskowym 121 osób, słyszymy, że rząd polski “jest sprawny”, funkcjonuje bez zarzutu, a w Ministerstwie Obrony Narodowej wszystko odbywa się “zgodnie z procedurami”.

Bibula.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

SOLIDARNI 2010


„Solidarni 2010” – taki tytuł nosi film dokumentalny Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, który został 26-04-2010 wyemitowany w Jedynce TVP o 20:25.

Solidarni 2010, 1/9

Solidarni 2010, 2/9

Solidarni 2010, 3/9

Solidarni 2010, 4/9

Solidarni 2010, 5/9

Solidarni 2010, 6/9

Solidarni 2010, 7/9

Solidarni 2010, 8/9

Solidarni 2010, 9/9

Źródło: Artur M. Nicpoń

Poniżej recenzje:

„Solidarni 2010” w TVP
„Solidarni 2010”. Zapis narodowej żałoby w TVP1
Solidarni 2010″
„Solidarni 2010” – Twarz wielkiego narodu
„Solidarni 2010” – Film propagandowy, czy głos ludzi, którzy nie mieli głosu?
Nie ma życia bez montażu
„Skandaliczny, oburzający”. W Rosji o filmie Pospieszalskiego
„Solidarni 2010”. Film, który na nowo rozbudził emocje
„Solidarni 2010”: Dwója z propagandy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Prezydencka „klątwa”


Jakaś niezrozumiała „klątwa” ciąży nad polskimi przywódcami w XX wieku, a poprzez „smoleńską katastrofę” wkroczyła także w wiek XXI. Oczywiście dla chrześcijanina nie istnieją takie pojęcia jak „fatum” czy „klątwa”, ale to wcale nie ułatwia odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak wielu, niemal wszyscy, polscy przywódcy od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku, nie doczekali końca swej kadencji. Co Opatrzność Boska chce nam przez to powiedzieć? Czy to jakaś kara, czy może wezwanie?

Choć piszę tu o historii, która zaczyna się z chwilą odzyskania po 123 latach, państwowości, to jednak jej początki można by umiejscowić w panowaniu, a raczej niechlubnym jego końcu, ostatniego polskiego monarchy, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wybrany królem Polski w wyniku zamachu stanu i pod osłoną rosyjskich bagnetów, łączył swe stanowisko z zasiadaniem w loży masońskiej (od 1777), i nie był niczym więcej jak marionetką w rękach carycy Katarzyny, a bezpośrednio jej ambasadora w Warszawie, Nikołaja Repnina.

Koniec jego był równie żałosny jak panowanie. W 1792 przystąpił do zdradzieckiej konfederacji Targowickiej (wówczas też mówiono o pojednaniu i realizmie współpracy z potężnym sąsiadem) a następnie dobrowolnie abdykował przekazując Polskę w ręce carycy w zamian za anulowanie potężnych długów prywatnych.
Być może, ta hańba, jaką okrył się wówczas tron Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, trwa do dziś, czekając aż ktoś, lub coś ją zmyje.

II Rzeczpospolita

Pierwszego prezydenta, wybrano dopiero po 4 latach od uzyskania niepodległości. Wiązało się to z jednej strony z pracami Konstytuanty, opracowującej ustawę zasadniczą, regulującą m.in. wybór głowy państwa; jak również ciągłym zagrożeniem bytu państwowego i koniecznością zbrojnej jego obrony.

Jednak w grudniu 1922 dokonano historycznego wyboru a prezydentem został Gabriel Narutowicz. Polska znów miała legalnie wybranego przywódcę… miała go całe 5 dni.

Narutowicz zginął w warszawskiej Zachęcie 16 grudnia, od kuli prawicowego zamachowca, Eligiusza Niewiadomskiego, który pozostając pod wpływami bardzo zażartej propagandy endeckiej (przypominającej tą stosowaną wobec Lecha Kaczyńskiego), święcie wierzył, że zabija wroga Polski, a zarazem agenta mniejszości narodowych i masonów.

Wybrany przez Zgromadzenie Narodowe w jego miejsce, kandydat ludowców, Stanisław Wojciechowski także nie dotrwał do końca kadencji. Po 3,5 roku przerwał ją bowiem zamach majowy, dokonany przez Józefa Piłsudskiego.

Kolejnym, trzecim już prezydentem IIRP został Ignacy Mościcki, który choć zajmował urząd przez 13 lat, aż do śmierci Piłsudskiego był tylko jego reprezentantem w Pałacu a nie rzeczywistym przywódcą.

Tak jak jego dwaj poprzednicy, Mościcki nie doczekał końca kadencji, a raczej została ona brutalnie przerwana przez wybuch II wojny światowej. 17 września wraz z całym rządem przekroczył granicę z Rumunią, gdzie został internowany, w związku z czym nie mogąc sprawować swego urzędu przekazał go następcy.
Tu należy się słowo wyjaśnienia, bo historia ta nie jest zbyt dobrze znana, a podręczniki historii wciąż przeskakują w tym miejscu od razu do Raczkiewicza i Sikorskiego.

Zgodnie z konstytucją kwietniową, która obowiązywała od 1935 roku, w czasie wojny Prezydent RP miał prawo wskazać swego następcę, bez normalnej procedury wyboru przez grono elektorów. Prezydent Mościcki z tego prawa skorzystał i na następcę, a zatem kolejnego Prezydenta wyznaczył wieloletniego adiutanta marszałka Piłsudskiego, legendarnego Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego.

I tu dochodzimy do wstydliwego epizodu, jakim był niewątpliwy zamach stanu i obalenie tego legalnego prezydenta przez stronników Sikorskiego i stojący za nimi wywiad francuski.

Generał Długoszowski nie za bardzo chciał przyjąć tą nominację, uważając się za niegodnego. Zaiste w przedwojennej Warszawie był doskonale znanym z umiłowania do kobiet, koni i hucznej zabawy, czym zaskarbiał sobie niecodzienną sympatię jednych, i nie zawsze skrywaną złość innych, zwłaszcza przeciwników obozu Sanacji.

Jako żołnierz i człowiek honoru, nominację Mościckiego jednak przyjął i stawił się z nią w Paryżu, gdzie formowano nowy gabinet. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że jeszcze wcześniej, 13 września, Mościcki podpisał także nominację dla Raczkiewicza, ale ponieważ w zawierusze wojennej nie wiadomo było gdzie się ten znajduje, a państwo polskie musiało mieć władze, logicznym było nominowanie kogoś, kto był pod ręką.
Zatem Wieniawa przybywa do Paryża i co dalej?

Zgodnie z art.13 Konstytucji, akt nominacyjny zyskuje ważność nie w chwili podpisania ( w tym przypadku byłoby dwóch legalnych prezydentów), ale w momencie ogłoszenia go w „Monitorze Polskim”- ówczesnym Dzienniku Ustaw.

Kiedy Wieniawa przybył do stolicy Francji, w drukarni p.Bystrzanowskiego na ulicy Faubourg Poissoniere, rozpoczęto druk „Monitora Polskiego” Nr.1 z aktem mianującym Wieniawę-Długoszowskiego na Prezydenta RP.
Nie zdążono, policja otoczyła drukarnie i zarekwirowała cały nakład. W tym samym czasie ambasador RP w Rumunii, hrabia Roger Raczyński, otrzymał depeszę od swego francuskiego kolegi treści:

Rząd Francji nie będzie mógł uznać żadnego rządu polskiego sformowanego przez generała Wieniawę…
W ten sposób, z inspiracji sporej grupy polityków a jednocześnie jak twierdzi Stanisław Cat-Mackiewicz, masonów z dwóch potężnych lóż, „Wielkiego Wschodu” i „Rytu Szkockiego” i z pomocą wywiadu francuskiego dokonano swoistego zamachu stanu i przekazano władzę w ręce Władysława Raczkiewicza.
Komunistyczni namiestnicy

W zasadzie należałoby pominąć ten okres zniewolenia, znany pod nazwą PRL, bo niewiele się on różnił od chociażby Kongresówki czy Generalnego Gubernatorstwa. Polską rządziła szajka komunistycznych aparatczyków i agentów obcego mocarstwa, a jej namiestników nie sposób nazywać przywódcami.

Jeśli już o tym wspominam to tylko z tego względu, że dwóch spośród jej zarządców nosiło tytuły prezydenta i przynajmniej z formalnego punktu widzenia należy to odnotować. Zwłaszcza, że jak łatwo się domyśleć, obaj kończyli sprawowanie swej władzy przedwcześnie.

Bolesław Bierut, agent NKWD, na Prezydenta RP wybrany został 5 lutego 1947 przez Sejm ukonstytuowany w wyniku sfałszowanych wyborów. Tytuł prezydenta RP nosił do 1952, kiedy uchwalona została nowa, stalinowska konstytucja, nieprzewidująca już tej funkcji. Dla Bieruta likwidacja stanowiska, nie oznaczała końca władzy, sprawował ją nadal, jako premier. Jej kres nastał dopiero 4 lata później w Moskwie i oznaczał on również kres jego życia. Okoliczności śmierci Bieruta nie są do końca jasne, kremlowscy lekarze podawali sprzeczne przyczyny śmierci, Faktem jest tylko, że ze swej podróży na wschód powrócił w trumnie.

Z kolei ostatni PRL-owski namiestnik, generał Wojciech Jaruzelski, jest jedynym noszącym tytuł prezydenta PRL. Już choćby z tej racji, nie należy go w żaden sposób łączyć z przywódcami wolnej Polski, zwłaszcza, że wyboru jego dokonał nie w pełni demokratyczny Parlament.

Jaruzelski prezydentem był przez 17 miesięcy a jego kadencja uległa skróceniu z powodu rozpisania pierwszych wolnych i powszechnych wyborów prezydenckich.

III Rzeczpospolita

Wydawało się, że wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, nastał koniec nieszczęsnego fatum, jakie spotykało osoby piastujące najwyższy urząd w państwie. Dwóch kolejnych prezydentów zasiadało w Belwederze a później w Pałacu Prezydenckim. Obaj dotrwali do końca swych kadencji, a Aleksander Kwaśniewski może się nawet pochwalić reelekcją. Faktem bezspornym jednak jest, że byli to zdecydowanie najmniej godnie sprawujący urząd prezydenci. Zarówno Lechowi Wałęsie, jak i Kwaśniewskiemu, towarzyszyły liczne skandale i oskarżenia o ośmieszanie i kompromitowanie zaszczytnego stanowiska. Można ironizować, że być może, dlatego właśnie dotrwali do końca.

I kiedy wydawało sie już, że zły los minął, że Rzeczpospolita wreszcie ma godnego reprezentanta, 10 kwietnia nadeszła „Hiobowa” wieść spod Smoleńska. Prezydent Lech Kaczyński, zginął w katastrofie lotniczej wraz z 95 towarzyszącymi mu osobami.

Pusty tron czeka

Ciężko pojąć, dlaczego spośród wielu narodów, właśnie Polskę dotyka tak ciężki los. Nie tylko tragiczna historia, setki tysięcy, jeśli nie miliony ofiar prześladowań, ale także niezrozumiała „klątwa” spoczywająca na przywódcach. W tym krótkim przeglądzie skupiłem się tylko na osobach sprawujących najwyższy urząd w państwie, ale przecież można tą listę uzupełnić o generała Sikorskiego, podczas wojny, najbardziej wpływowego polskiego polityka, czy choćby o dwóch ostatnich emigracyjnych prezydentów, którzy ginęli w sposób tragiczny i nagły.

Kazimierz Sabbat zmarł nagle na atak serca, który poraził go na ulicy w Londynie, dokładnie w chwili, gdy w Warszawie kontraktowy Sejm czynił z Jaruzelskiego Prezydenta PRL. Jego następca i zarazem ostatni emigracyjny prezydent, Ryszard Kaczorowski zginął wraz z Lechem Kaczyńskim w smoleńskiej katastrofie.
Być może nie sposób, tego wszystkiego zrozumieć, tak jak i innych dziwnych analogi, znaków i symboli, jakie uwidoczniły sie przy okazji ostatnich wydarzeń, tylko na gruncie racjonalnego poznania.

Być może Ktoś zmusza nas do sięgnięcia głębiej, w obszary wiary, czy wręcz mistyki. W końcu rozum i wiara nie są od siebie całkowicie niezależne, ale powinny się wspierać i uzupełniać.

Być może powinniśmy zacząć poważniej zastanowić się nad słowami S.B. Rozalii Celakówny, która jeszcze przed II wojną światową, w 1938 przekazała orędzia wzywające do Intronizacji Chrystusa, na Króla Polski, przekazując następujące słowa:

Przyjdzie straszna katastrofa na świat(…) Ostoją się tylko te państwa, w których Chrystus będzie królował (…) Polska nie zginie o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu (…). Jest ratunek dla Polski, jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele.

W 1938 roku, prymas Hlond potwierdził, że nie ma sprzeczności z doktryną katolicką w orędziach Celakówny, o Intronizacji zaczęto debatować, ale nie zdążono. Rok później wybuchła wojna a Warszawa została zniszczona, jak zapowiedziała mistyczka. W 2006 roku, grupa 46 posłów (PIS, LPR i PSL) złożyła w Sejmie projekt ustawy, nadającej Chrystusowi, tytuł Króla Polski. Inicjatywa ta została odrzucona, stając się powodem drwin i kampanii ośmieszającej wnioskodawców.

Być może czas przełamać opory i strach przed posądzeniem o wstecznictwo i podjąć tą inicjatywę na nowo.

Źródło: KonserVat

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Polska – globaliści – Smoleńsk


Wpis: Krzysztof Niekoniecpolski

Polska znalazła sposób na globalistów i zapłaciła straszną cenę pod Smoleńskiem.

„Wbrew obawom złoty zyskał na wartości wobec euro, zaś obroty na giełdzie utrzymały się na przeciętnym poziomie”- to okropne kłamstwo (!!!), które jest rozpowszechniane przez media. Kto nie wierzy niech sam się przekona. Wystarczy to właśnie zdanie: „Wbrew obawom złoty zyskał na wartości wobec euro, zaś obroty na giełdzie utrzymały się na przeciętnym poziomie” wpisać w wyszukiwarce na google, a wyświetlą się nam dziesiątki papużych informatorów, dezorientujących czytelnika. Nazywają one bez skrupułów klęskę zwycięstwem, Pamiętamyprzecież że premier Tusk parł w stronę wprowadzenia euro do Polski i teraz nikt już nie powstrzyma PO-wców by dokończyć procesu dobicia Polski.

Przypomnijmy to co najważniejsze. Doszło do sytuacji: POLSKA KONTRA GLOBALIŚCI

POLSKA ZNALAZŁA SPOSÓB na wyjście z kryzysu, w który wciągnięto cały świat w ramach Nowego Porządku Świata.

Dzień przed śmiercią w katastrofie naszego samolotu pod Smoleńskiem, nieżyjący już prezes NBP Sławomir Skrzypek „postawił się” i pokazał światu, że wcale nie musimy brnąć w spiralę zadłużenia wymyśloną przez światową finansjerę, czyli przez globalne elity. Po pierwsze – zapowiedział, że Polska nie weźmie ani grosza więcej z Międzynarodowego Fundusz Walutowego ponad kwotę 20,5 mld dolarów. Po drugie – zdewaluował, osłabił siłę nabywczą polskiego złotego względem euro i innych walut, czyli poprawił naszą konkurencyjność w eksporcie. Nasze produkty stały się tym samym tańsze dla nabywców z zewnątrz. I tak, jeśli nasz złoty miał relację np, jak 1:3 w stosunku do dolara, to po obniżeniu wartości złotego za 1 dolara nabywca z zagranicy mógł nabyć wiecej towarów aniżeli przed dewaluacją złotego.

„Wall Street Jurnal” zacytował wypowiedź Sławomira Skrzypka, który nazwał złotego „ bardzo dobrym absorberem szoku”. Powtórzmy: „bardzo dobry absorber szoku”. I tu jest klucz do zrozumienia tragedii która się rozegrała na naszych oczach.

Nie o prezydenta tu bynajmniej chodziło. Stało się to, co stać się musiało z punktu widzenia interesu światowej finansjery nieprzyjaznej nikomu poza swoim własnym gronem.

Wyjaśnienia nie doczekamy się, tak jak nigdy świat nie zostanie poinformowany o tym, że przyczyną śmierci prezydenta Kennedy-ego był fakt, iż wszedł w drogę prywatnemu Bankowi Rezerw Federalnych. A przeciętny Amerykanim do dziś wierzy że to bank rządowy. Oto co to znaczy mieć media w swoich rękach. To tak jak mieć „Rząd dusz”. Już Lenin to rozumiał i walczył o swoją „Iskrę” jak lew, wiedząc że prasą posłużyć się można równie skutecznie jak armią, a może i lepiej.

Podstępnie budowany od 20 ponad już lat proces przejmowania majątku poszczególnych państw przez niewidzialną gołym okiem grupę rozdającą karty ponad rządami, mógł nagle zawalić się z powodu Polski (!!!). Możnaby powiedzieć – znowu ci przeklęci Polacy. Na taki scenariusz przyzwolenia być nie mogło! Zaczęło się przecież od transformacji ustrojowej nad którą kazano nam się rozpływać w zachwytach, poprzez falę prywatyzacji i mamienia ludzi o przyszłych korzyściach, aż do sytuacji, że finansowo jesteśmy bankrutami na ileś tam pokoleń do przodu.

I to nie tylko Polska!!!

Ten sam manewr przeprowadzono w większości krajów Europy Wschodniej, głaszcząc wszystkich jak najbardziej z włosem, bynajmniej nie pod włos, wychwalając naszą dojrzałość obywatelską, podkreślając nasze ucywilizowanie i łechcząc nas tym, że jakieś złote wrota Europy przed nami lada moment otworzą się.

Czuję się i zapewne nie tylko ja, jak to cielę stojace u jakichś wrót. Tylko że to nie te wrota o których mi mówiono! Te wrota są z jakiejś innej bajki! Widzę tu króla któremu raptem dwóch krawców wmówiło, a uwierzyła i jego świta i plebs nawet, że ma szatę tak misternie utkaną, że aż niewidzialną. I trzeba było niewinnego, nie poddanego jakiemukolwiek procesowi urabiania dziecka, żeby krzyknęło prawdę: „Król jest nagi!” Król jest nagi! –widzę i ja, widzą moi znajomi, bliżsi i dalsi. Wszyscy to widzą. Powiedzmy to głośno.

Eksperyment przejęcia majątku krajów Europy Wschodniej powiódł się. Traktaty zostały podpisane. Jeszcze zostały jakieś niuanse do zamknięcia śmiertelnego dzieła. Przeniesiono już ten sprawdzony eksperyment na rynek amerykański i niepostrzeżenie, bez widocznego przewrotu dokonano transformacji ustrojowej. Zarządzanie centralne, ludzie zaciskają pasa, tracą prace, domy. Skąd my to znamy? Nas rozpędzono za pracą po całym świecie, gdyż bezpieczniej się czują wielcy tego swiata jeśli Polacy – dla nich zawsze „mąciciele” będą w rozproszeniu. Gdzie za pracą udać się mogą Amerykanie?

Decyzja Sławomira Skrzypka mogła okazać się przysłowiową puszką Pandory dla tych, którzy zaszli już tak daleko w swoich globalistycznych planach. Śladami bowiem Polski mogłyby zechcieć wyjść z ekonomicznego upadku kolejne kraje, na początek te, które nie bardzo chcą wejść do strefy euro, czyli Czechy, Bułgaria, Węgry, Rumunia. Na naszych oczach przecież odbywa się agonia Grecji, która w dobrej wierze weszła do strefy euro. Spójrzmy na konającą Portugalię. W kolejce do zniszczenia Włochy są trzecie. Siłą rzeczy nasuwa się skojarzenie z wdepnięciem nie tylko w g…. .o, ale w jakąś „czarną dziurę” w przestrzeni kosmicznej. Wciąga i nic po tobie nie zostaje.

I tu nagle znalazł się „cwaniaczek” – Polska, nie pierwszy raz w historii Europy odkręcająca bieg wydarzeń — Odsiecz wiedeńska, Cud nad Wisłą, Powstanie Warszawskie. I co ta Polska „narozrabiała” tym razem? Polska chwyciła ostrze sztyletu w nią wymierzone i jak sprytny rycerz nagle znalazła się w posiadaniu rękojeści w swoich dłoniach.

Globalnym elitom zatkało dech w piersiach! Prowadząc skrupulatną politykę wciągania kolejnych krajów w zadłużenie, z którego nie ma wyjścia, osłabiały systematycznie ekonomie poszczególnych krajów, osłabiały ich przemysł i bazę eksportową. Powodowały tym samym zadłużenie i de fakto stwarzały coraz realniejszą możliwość przejęcia władzy nad takimi bankrutami przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy badź przez Unię Europejską. Nie bez przyczyny decyzja Prezesa NBP, który znalazł skuteczny sposób na uratowanie polskiej gospodarki wywołała przerażenie swiatowej finansjery.

Gazeta globalistów „The Financial Times” podała, że piątkowa polska interwencja w rynek walut, może spowodować podobne posunięcia w innych krajach, a to z kolei oznaczałoby potężny cios dla planów globalistycznych na drodze kontroli ekonomii krajów europejskich.

Na swej stronie pisze o tym szerzej Jane Burgermeister, znana całemu światu Austriaczka, bojowniczka o ujawnienie okropnej prawdy o nikomu nie potrzebnych szczepionkach. Niestety od kilku dni (piszę 04/20/2010) globaliści położyli rękę na jej stronie internetowej. Jesli nie daj Boże coś jej się stanie (nieszczęśliwy wypadek) pamiętajmy że w takich wypadkach nie ma przypadków. Módlmy się, aby dobry Bóg uchronił ją przed jej wrogami.

Polacy, pamiętajcie!

Jeśli słyszycie dziś, iż złoty zyskuje na wartości wobec euro, zaś obroty na giełdzie utrzymuja się na przeciętnym poziomie to źle, to bardzo źle dla nas. W obecnych warunkach gdy kraje są popychane w stronę przepaści ekonomicznej, nie zależy nam bynajmniej, by wartość złotego względem euro czy dolara rosła.

Z kim nam po drodze? Z tymi, którzy jeszcze nie przyjęli euro i oby nigdy tego nie zrobili.

Źródło: Grypa666

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Obama wie, że popełnił błąd


Prezydenci USA niezwykle rzadko uczestniczą w pogrzebach zagranicznych szefów państw, w związku z czym decyzja prezydenta Baracka Obamy o przyjeździe na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii wywołała w ostatnich dniach niemałą sensację. Prawdziwe powody tej decyzji przedstawiał w rozmowie z telewizją CNN publicysta i redaktor naczelny „Newsweek International” Fareed Zakaria.

Udział prezydenta Stanów Zjednoczonych w uroczystościach pogrzebowych przywódcy innego kraju należy do rzadkości. Nie miało to miejsca nawet w czasie pogrzebu Winstona Churchilla. Dlatego tak szeroko komentowana była w zagranicznych mediach zapowiedź Białego Domu o obecności prezydenta Baracka Obamy na uroczystościach pogrzebowych w Krakowie. Ostatecznie przylot został odwołany z powodu zagrożenia, jakie dla ruchu lotniczego stanowi wulkaniczny pył zalegający od kilku dni nad Europą.

Decyzję amerykańskiego prezydenta wyjaśnia w piątkowej rozmowie z CNN redaktor naczelny „Newsweek International” Fareed Zakaria. Zdaniem publicysty, Obama nie tylko chciał pokazać, że Ameryka rozumie tragedię, jaka dotknęła Polskę, ale chciał też w ten sposób naprawić szkody, jakie wyrządziła jego administracja w naszych wzajemnych kontaktach. Chodzi o złe posunięcia USA w sprawie tarczy antyrakietowej.

– Są prawdopodobnie dwa powody, dla których Obama postanowił wziąć udział w pogrzebie prezydenta Kaczyńskiego.

– Po pierwsze, jest to tragedia na historyczną skalę i Obama chciał w ten sposób zasygnalizować, że Ameryka rozumie jej ogrom, że wykracza ona poza śmierć prezydenta – zaznacza publicysta.

– Drugi czynnik, który prawdopodobnie odegrał rolę, to fakt, że administracja Obamy popełniła pewne błędy w stosunkach z Polską – nie rozegrała dobrze zmiany stanowiska w sprawie tarczy antyrakietowej – dodaje. Przypomina, że prezydent USA podjął może dobrą decyzję, ale zrobił to bez konsultacji z nami. Powiedział o tym najpierw Rosjanom i poinformował nas dopiero po fakcie, w dodatku w dniu, kiedy nie powinien był tego uczynić, tj. 17 września, a więc w 70. rocznicę sowieckiej inwazji na Polskę.

– Myślę, że decyzja o przyjeździe na pogrzeb była sygnałem, że to były taktyczne błędy, ale że w szerszym, strategicznym sensie administracja Obamy uznaje znaczenie Polski jako zdecydowanie demokratycznego, kapitalistycznego i proamerykańskiego sojusznika – powiedział Zakaria na antenie CNN.

Redaktor „Newsweek International” zauważa ponadto, że ważne i dobrze zapowiadające się są także ostatnie posunięcia Rosji, które mogą wskazywać na zmianę jej polityki „nie tylko wobec Polski”. – Fakt, że Rosja zmierza do ostatecznego uznania swojej winy za masakrę w Katyniu jest sygnałem, iż Rosjanie zdają sobie sprawę z tego, że ich historyczna strategia postępowania wobec Polski – poprzez siłę, przymus i podbój – nie jest sposobem działania odpowiednim w XXI wieku i zaczynają rozumieć, że muszą mieć przyjazne i konstruktywne stosunki z Polską – powiedział.

W jego ocenie, może to znaczyć, że Rosjanie zaczynają sobie uzmysławiać, iż z krajami byłego imperium sowieckiego należy postępować, nie poprzez próby przywrócenia tam swojej strefy wpływów, ale raczej starając się zaprzyjaźniać z nimi. Publicysta przypomina także, że w związku z tragedią premier Władimir Putin zarządził w Rosji żałobę narodową na skalę, jakiej dotychczas nie było w przypadku śmierci „nie-Rosjan”. – To jest jeden ze znaków, że z tej tragedii może wyniknąć jakieś dobro – podkreślił.

Marta Ziarnik

Źródło: Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Zaklinanie rzeczywistości


„Pilnujcie tego miejsca, pilnujcie godnej pamięci Waszych przodków” – te słowa z niewygłoszonego przemówienia, które miały paść w Katyniu, a zabrzmiały dziś w Warszawie, powinny być drogowskazem przyszłego pojednania polsko-rosyjskiego. Pojednania opartego nie na emocjonalnych reakcjach, nie na powtarzanych jak mantra, słowach ale właśnie na prawdzie, która jest trudna i dla obu państw bolesna, ale dopiero pełne jej wypowiedzenie, wypowiedzenie słów „Przepraszamy, wybaczcie”, może pojednanie zainicjować.

Póki co dużo jest słów, które niewiele zmieniają. Zauważa to także niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Według „FAZ” uroczystości 7 kwietnia dla uczczenia ofiar masakry w Katyniu sygnalizują, że premier Władimir Putin „publicznie zrozumiał to, co świat już wie”. „Potępił on masowy mord na Polakach z 1940 r. jako zbrodnię totalitarnego sowieckiego reżimu i w drugim kroku wskazał Stalina jako winnego” – pisze dziennik.
Jednak – dodaje – rosyjskie władze nadal nie wykazują gotowości do cofnięcia decyzji o zamknięciu śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej, ujawnienia dokumentów oraz uznania pomordowanych za ofiary represji politycznych.

„Tak więc słowa Putina w Katyniu były wprawdzie ważne, ale nie stanowią jeszcze przełomu do nowej jakości w stosunkach polsko-rosyjskich” – ocenia „FAZ”.

FAZ patrzy na politykę w sposób realny, my, a raczej przeważająca część mediów i polityków próbuje zaklinać rzeczywistość, tymczasem interesy Polski i Rosji są skrajnie różne i różny jest sposób postrzegania sąsiada. Z jednej strony jest to strach, podejrzliwość, z drugiej lekceważenie i traktowanie sąsiedniego państwa jak „strefy wpływu”. Te stereotypowe podejścia rzeczywiście mają szansę ulec zmianie, tu ocieplenie może być najszybciej dostrzeżone.

Rozbieżność interesów jednak pozostanie i żadne patetyczne słowa premiera, polityków czy dziennikarzy tego nie zmienią. Ta rozbieżność to nie tylko kwestia „bałtyckiej rury” i polityki energetycznej Rosji, z której Kreml uczynił narzędzie nacisku i szantażu, to przede wszystkim geopolityka Europy środkowej, w której Polska i Rosja rywalizują od przeszło 400 lat. Rosja stała się potęgą europejską w chwili, gdy Polska przestała nią być, czyli po przejęcie kontroli nad Ukrainą w wyniku buntu Chmielnickiego. Od tego czasu, z krótkimi przerwami utrzymuje się rosyjska dominacja nad tą strefą, której zagrażać może tylko Polska i świadomość tego determinuje politykę Moskwy.

Po upadku komunizmu w 1990 roku, rosyjska dominacja uległa poważnemu zachwianiu, granice imperium cofnęły się aż pod Smoleńsk, czyli do stanu z połowy XVII wieku. Polska stanęła przed możliwością realizacji wielkiego marzenia marszałka Piłsudskiego, jakim była idea federacyjna, ale aktywnie działać w tym kierunku zaczął dopiero właśnie prezydent Kaczyński.

Z tej geopolitycznej perspektywy, śmierć polskiego prezydenta jest dla Rosji rzeczywiście dobrym momentem dla nowego kształtowania wzajemnych stosunków. Jeśliby jednak miało to oznaczać odwrócenie się od aktywnej polityki wschodniej w zamian za oznaki sympatii płynące od zasiadających na Kremlu władców, byłoby to skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością. Dlatego właśnie dążąc do pojednania, opierajmy go na prawdzie i pragmatyźmie a nie sentymentach i emocjach. Emocje są być może dobre w kontaktach między ludżmi, między narodami muszą obowiązywać twarde zasady realpolitik.

Źródło: KonserVat

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized