Tag Archives: tusk

Jak Tusk oddał śledztwo Putinowi


Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, 28-04-2010

„Nie bardzo wiadomo, co nowego mieliby wprowadzić zagraniczni eksperci do zrozumienia przyczyn katastrofy” – tak rzecznik rządu PO–PSL skomentował pomysł powołania międzynarodowej komisji śledczej ds. katastrofy pod Smoleńskiem. Słowa te najlepiej oddają stosunek Donalda Tuska do zdarzeń, w wyniku których śmierć poniósł polski prezydent, najwyżsi dowódcy sił zbrojnych i wielu ważnych urzędników państwowych.

Polscy prokuratorzy prowadzący dochodzenie w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem zgodnie z prawdą twierdzą, że ewentualne upublicznienie dowodów zależy od zgody „gospodarza” śledztwa, czyli Rosji. Płk Ireneusz Szeląg, rzecznik prokuratury wojskowej, powiedział na konferencji prasowej: „Mimo że braliśmy udział w czynnościach procesowych w Smoleńsku, to stanowią one dowody w postępowaniu karnym prowadzonym przez stronę rosyjską i bez jej zgody nie możemy upubliczniać treści dowodów”. Także prokurator generalny Andrzej Seremet przypomniał, że „gospodarzem” śledztwa jest rosyjska prokuratura i to w jej dyspozycji są wszelkie dowody rzeczowe. Jeszcze wcześniej Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, przyznał w rozmowie z „Super Expressem”, że „główne śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska. Niezależne postępowanie Prokuratury Wojskowej w Warszawie jest uwarunkowane przez śledztwo rosyjskie. Choć i nasze wnioski zostaną uwzględnione”.

Niemoc polskich prokuratorów, którzy robią dobrą minę do złej gry, chociaż zdani są na łaskę i niełaskę Rosjan, to wynik działania, a raczej braku działania polskiego rządu. Wbrew forsowanym przez mainstreamowe media opiniom, Federacja Rosyjska wcale nie musiała bowiem być „gospodarzem” śledztwa i wyłącznym dysponentem dowodów rzeczowych.

Zaskakująca bierność rządu

Wkrótce po katastrofie na miejscu zdarzenia pojawiła się rosyjska straż pożarna, milicja i służby specjalne (FSB). Strażacy dogaszali płonące części samolotu, a milicjanci i agenci zabezpieczali teren. Ciała, rzeczy osobiste ofiar i rejestratory lotu przewieziono do Moskwy. Rosjanie – wykorzystując próżnię prawną (tzw. konwencja chicagowska dotyczy lotnictwa cywilnego, a nie wojskowego) – zastosowali się do własnych przepisów wewnętrznych, co trudno zresztą mieć im za złe.

Dr Anna Konert, specjalistka od prawa lotniczego, która w wywiadzie dla „GP” (str. 10) szerzej uzasadniła wątpliwą użyteczność konwencji chicagowskiej w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, zwróciła uwagę, że w wyniku porozumienia szefów rządów Polski i Rosji (nawet ustnego) istniała możliwość odstąpienia od wewnętrznego prawa lotniczego Federacji Rosyjskiej i przeprowadzenia śledztwa przez polskich ekspertów na bardziej równoprawnych regułach. Można było np. w ramach szybkiego consensusu oprzeć dochodzenie na zasadach zapisanych w konwencji z Chicago; Polacy mieliby wtedy pełny dostęp do świadków, szczątków samolotu, rejestratorów lotu, wreszcie – zgodnie z załącznikiem nr 13 do konwencji – Rosjanie musieliby zaczekać z wydobyciem czarnych skrzynek do momentu przybycia polskich specjalistów (oczywiście na prośbę rządu Tuska, której nie było).

O tym, że takie sytuacje zdarzają się w praktyce, świadczą chociażby dwa wypadki samolotowe z ubiegłego roku. Najpierw – 30 sierpnia – podczas pokazów lotniczych w Radomiu (a więc na terenie Polski) rozbił się białoruski myśliwiec Su-27 z dwoma obywatelami tego kraju na pokładzie. Oto fragment depeszy Informacyjnej Agencji Radiowej z 1 września 2009 r.: „Rzecznik MON Robert Rochowicz powiedział, że czarna skrzynka została znaleziona tuż po wypadku. Z rozpoczęciem śledztwa wstrzymano się jednak do czasu przyjazdu ekspertów z Białorusi. Rochowicz wyjaśnił, że miejsce wypadku zostało od razu zabezpieczone, przeprowadzono też pierwsze oględziny. Natomiast do przyjazdu strony białoruskiej czekano z zabraniem odnalezionej czarnej skrzynki”. Jeszcze bardziej zadziwiająca jest informacja podana w depeszy IAR pochodzącej z 23 listopada 2009 r.: Śledztwo prowadziła wspólna polsko-białoruska komisja. Robert Rochowicz powiedział, że wyniki raportu może przedstawić jedynie strona białoruska. Według rzecznika, takie postępowanie wynika z międzynarodowych przepisów obowiązujących Polskę. – Mówią one jasno, że to strona, do której należał samolot, decyduje o tym, w jakim stopniu, kiedy i czy w ogóle udostępnione zostaną opinii publicznej informacje nt. ustaleń komisji – wyjaśniał rzecznik polskiego resortu obrony narodowej”. Słowa Rochowicza, jak i zachowanie polskich władz wobec Białorusinów stanowią więc dokładne przeciwieństwo „procedury” stosowanej w przypadku Rosjan – i to w sytuacji, gdy na terenie Federacji Rosyjskiej zginęli najważniejsi polscy urzędnicy państwowi i dowódcy armii.

Tak nie musiało być

– To skandaliczne postępowanie – ocenia nasz rozmówca, do niedawna związany z wojskiem. I podaje drugi przykład dowodzący niewytłumaczalnej uległości polskiego rządu wobec Kremla: – W październiku 2009 r. kilka kilometrów od lotniska pod Mińskiem rozbił się prywatny rosyjski samolot Hawker BAe 125 produkcji amerykańskiej. To typowa maszyna do lotów biznesowych dla kilkunastu osób. W wypadku zginęło pięciu obywateli Rosji. Natychmiast po katastrofie powołano pod naciskiem Moskwy… międzynarodową komisję śledczą – pisały o tym białoruskie media. W jej skład weszli Rosjanie, Białorusini i osoby z państw, w których produkowano samolot lub ważne jego części. Pytam więc, dlaczego w przypadku katastrofy, w której ginie prezydent RP, powołanie takiej komisji uważane jest za niemożliwe lub zbędne?

Zdaniem naszego rozmówcy, tragedia pod Smoleńskiem jest wydarzeniem takiej rangi, że międzynarodowa komisja powinna zostać powołana następnego dnia. W jej skład powinni wejść Rosjanie (w tym konstruktorzy tupolewa oraz osoby odpowiedzialne za remont maszyny w 2009 r.), Polacy (był to polski samolot rządowy), przedstawiciel NATO, a także Amerykanie z firmy Universal Avionics Systems of Tucson produkującej urządzenie TAWS (Terrain Awareness and Warning System). Do utworzenia komisji wystarczyłaby prośba polskiego rządu. Rzecznik prasowy w Kwaterze Głównej NATO Robert Pszczel poinformował „Gazetę Polską”, iż władze naszego kraju nie zwróciły się z prośbą o uczestnictwo przedstawiciela NATO w dochodzeniu. Nie prosiły w ogóle o jakąkolwiek pomoc w śledztwie związanym z wypadkiem pod Smoleńskiem.

Oczywiście Rosjanie mogliby taką prośbę odrzucić, ale postawiłoby to ich w wyjątkowo złym świetle i doprowadziło do wzmocnienia hipotezy o udziale Rosjan w spowodowaniu śmierci 96 Polaków.

Przypomnijmy, że obecnie śledztwo w sprawie katastrofy prowadzą osobno dwie prokuratury: polska i rosyjska. Wypadek bada także Międzypaństwowa (a nie, jak tłumaczą polskie gazety, „Międzynarodowa”) Komisja Lotnicza pod przewodnictwem Tatiany Anodiny; nie ma ona jednak uprawnień śledczych i wbrew powszechnemu mniemaniu nie została ona powołana po 10 kwietnia 2010 r., lecz istnieje od roku 1991 na podstawie porozumienia między Azerbejdżanem, Armenią, Białorusią, Gruzją, Mołdawią, Ukrainą i krajami Azji Środkowej.

Dodajmy także, że dochodzenie dotyczące zdarzenia pod Smoleńskiem ostro skrytykował Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych przy Ministerstwie Infrastruktury (która nie została dopuszczona do udziału w śledztwie – piszemy o tym obok). Powiedział on w TVN24, że zmuszano go do współpracy z rosyjskimi prokuratorami, ale rząd nie zapewniał jakiejkolwiek pomocy. – Polska jest tylko „petentem” w śledztwie prowadzonym przez Rosję – ocenił i dodał: – Tak nie musiało być.

Leszek Misiak , Grzegorz Wierzchołowski, M.M.

Źródło: Gazeta Polska
Zdjęcie: premier.gov.pl

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Arogancja premiera Tuska i jego rządu: Prezydent zginął “zgodnie z procedurami”?


Podczas konferencji prasowej dotyczącej działań państwa po katastrofie prezydenckiego samolotu, premier Donald Tusk zapowiedział, że “nie będzie podejmował pochopnych decyzji kadrowych”. Była to jego odpowiedź na liczne apele wielu środowisk o odwołanie ministra obrony Bogdana Klicha po katastrofie Tupolewa w Smoleńsku.

Zdaniem szefa rządu, “zarzuty wobec ministra są przedwczesne”. Premier zaznaczył, że zakres odpowiedzialnych za katastrofy lotnicze jest zazwyczaj szerszy niż na początku się wydaje. Nie można więc wskazać jednego winnego – przekonywał szef rządu. Donald Tusk zaznaczył, że byłoby źle, gdyby premier przed zakończeniem śledztwa wydawał opinię w tej sprawie i dymisjonował ministra. Premier powiedział, że nie może podejmować decyzji tylko dlatego, że “komuś coś się wydaje”.

Premier Tusk w swojej arogancji nie jest w stanie zauważyć, iż działania jego samego oraz kierowanego przez niego rządu, przyczyniają się od wielu lat do destabilizacji państwa – chyba, że zdaje on sobie z tego doskonale sprawę i czyni to celowo. Sposób prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy, rezygnacja strony polskiej z przejęcia kontroli nad śledztwem, rezygnacja z zaproszenia międzynarodowych komisji mogącej przyczynić się do bezstronności śledztwa, wreszcie – brak nadzoru ministerstwa obrony w zabezpieczeniu bezpieczeństwa lotu funkcjonariuszy państowych – to tylko kilka przykładów stanowiących wystarczającą podstawę do podania się do dymisji całego rządu, z premierem Donaldem Tuskiem na czele.

Zamiast zapowiedzi podania się do dymisji całego rządu, usłyszeliśmy o odwołaniu Edmunda Klicha (brak powiązań z ministrem B.Klichem) z funkcji szefa polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem. Nowym szefem komisji został szef MSWiA Jerzy Miller. Edmund Klich, rzeczowy specjalista do spraw lotnicznych, w ostrych słowach zaprotestował przed kilkoma dniami przeciwko utrudnieniom czynionym ze strony rządu w pracach komisji. Rząd premiera Tuska nie zdołał nawet zapewnić polskiej komisji tłumacza, a śledczym nawet noclegu. Jak podaje dziennik Fakt, wojskowi śledczy, którzy udali się do Smoleńska i do Moskwy, sami musieli “płacić za noclegi i za jedzenie”, gdyż podczas ich pobytu w Rosji nie uzyskali wsparcia, ani ze strony polskich służb dyplomatycznych (resort ministra “Radka” Sikorskiego), ani ministerstwa obrony, ani ministerstwa sprawiedliwości. Polscy śledczy przebywający w Rosji przez dwa tygodnie dopiero teraz mogą starać się o zwrot poniesionych kosztów, co “obiecuje im” rząd.

Zamiast pomocy i chęci rozwiania wszystkich wątpliwości wokół katastrofy oraz zawieszenie w funkcji, co najmniej i przede wszystkim ministra Bogdana Klicha – lekarza psychiatry z zawodu – za którego kadencji zginęło już w lotnictwie wojskowym 121 osób, słyszymy, że rząd polski “jest sprawny”, funkcjonuje bez zarzutu, a w Ministerstwie Obrony Narodowej wszystko odbywa się “zgodnie z procedurami”.

Bibula.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Posłowie mają wiele pytań do Tuska i Komorowskiego


Na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu posłowie zwrócą się do premiera Donalda Tuska i p.o. prezydenta, marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o wyjaśnienia w sprawie zabezpieczenia wizyty polskiej delegacji w Katyniu 10 kwietnia br. – Zarówno parlament, jak i olbrzymia część Narodu oczekują, że pan premier i pan marszałek przedstawią stan wiedzy na temat zarówno wydarzeń poprzedzających tragedię, jak i samego jej przebiegu oraz działań, które zamierzają podjąć w najbliższym czasie – mówi poseł Antoni Macierewicz (PiS), wiceminister obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Antoni Macierewicz jest zaniepokojony faktem, że po dwóch tygodniach od tragedii premier nie przekazał informacji na temat swoich działań. – Dotyczy to także pana marszałka, który pełniąc funkcję głowy państwa, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i również odpowiada w tym zakresie za bezpieczeństwo państwa polskiego – podkreśla poseł. – Jest nam wszystkim winien, nie tylko parlamentowi, ale całemu społeczeństwu i Polakom, informację na temat zabezpieczenia wizyty prezydenta. Będziemy się tego domagali – zaznacza.

Poseł Karol Karski dodaje, że dokładny plan działania PiS opracuje po zakończeniu wszystkich uroczystości pogrzebowych.

O obszerny raport na ten temat będzie wnioskowała również Komisja do spraw Służb Specjalnych. – Należy wystąpić do premiera o dokładny raport operacyjny służb, przede wszystkim Służby Kontrwywiadu Wojskowego. O wiele mniej znaczącymi sprawami się zajmowaliśmy i nie wyobrażam sobie, abyśmy się tym nie zajęli – mówi poseł Stanisław Rakoczy (PSL).

Najbliższe posiedzenie Sejmu rozpocznie się w środę. Według zapowiedzi rzecznika rządu Pawła Grasia, tego dnia opinia publiczna ma otrzymać informację na temat szczegółowych działań prowadzonych przez ostatnie dwa tygodnie w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy. – W środę pan premier wraz z odpowiednimi ministrami na dużej konferencji prasowej przedstawi pełną informację dotyczącą zakończenia pierwszego etapu działania instytucji państwa, działalności komisji i wszystkich urzędów odpowiedzialnych za prace nad badaniem okoliczności wypadku – obiecał Graś.

Dowódca bez uprawnień

Wątpliwości i pytań dotyczących katastrofy, również takich, na które może odpowiedzieć rząd, jest dużo. Okazuje się, że dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, którego piloci latają na samolotach rządowych, nie posiada uprawnień na prowadzenie maszyn Tu-154. Pułkownik Ryszard Raczyński pełni swoją funkcję od sierpnia 2008 r., a więc został powołany już w okresie rządów koalicji PO – PSL. – To jest znana sprawa, przyszedł z pułku myśliwskiego – mówi Tomasz Hypki, sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa. Jego zdaniem, samolot z głową państwa na pokładzie powinien być pilotowany właśnie przez dowódcę, który z racji swej funkcji powinien mieć większe doświadczenie.

Niewłaściwe parametry lotu?

Kolejna wątpliwość, którą powinni wyjaśnić śledczy, to poziom przygotowania merytorycznego pracowników lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Pod koniec ubiegłego roku nastąpiły tam daleko idące zmiany. – Niewykluczone, że problemem było to, że pułk transportowy, który tam stacjonował, został rozwiązany w grudniu ubiegłego roku – uważa ekspert w sprawach lotnictwa Grzegorz Hołdanowicz. Jak zaznacza, wcześniej było to normalne, aktywne lotnisko z pełną obsadą. – Jednak po rozwiązaniu pułku nastąpiło znaczące obniżenie jakości pracy na lotnisku w Smoleńsku, pozostali mniej wyszkoleni i mniej doświadczeni ludzie – podkreśla Hołdanowicz. – To lotnisko pod koniec roku było lotniskiem otwartym, wojskowym, a od tego roku jest już lotniskiem zamkniętym, otwieranym specjalnie na jakieś okazje, przyloty wojskowych samolotów czy delegacji – dodaje Tomasz Hypki.

Nie da się w chwili obecnej wykluczyć, że mniej doświadczeni pracownicy lotniska mogli podać niewłaściwe parametry lotu, dotyczące np. ciśnienia i wysokości. – Tym bardziej że cały Wschód lata na innych jednostkach i podaje inne ciśnienie odniesienia niż na Zachodzie, a co gorsza, lotnictwo komunikacyjne rosyjskie wewnętrzne też lata na innych jednostkach niż lotnictwo komunikacyjne międzynarodowe – dodaje Grzegorz Hołdanowicz.

Błędne podanie parametrów ciśnienia mogłoby zakłócić działanie systemu TAWS, który ostrzega pilotów np. przed wzgórzami i poprawnie może działać tylko wtedy, gdy ciśnienie atmosferyczne podawane jest w odniesieniu do poziomu morza, a nie do terenu. Według Międzypaństwowego Komitetu Lotnictwa w Moskwie badającego przyczyny katastrofy, z zapisu czarnych skrzynek wynika, że system TAWS był włączony w czasie lotu 10 kwietnia.

Tymczasem dziennikarz śledczy Łukasz Warzecha powiedział w Radiu dla Ciebie, że badająca sprawę katastrofy prokuratura wojskowa „ukręci tej sprawie łeb”. – Pułkownik Parulski, który kieruje tym śledztwem, może mieć osobisty interes, żeby nie doprowadzić go do końca – powiedział Warzecha. W jego opinii, naczelny prokurator wojskowy Krzysztof Parulski „miał na pieńku z prezydentem Lechem Kaczyńskim”, który nie podpisał jego nominacji generalskiej.

Paweł Tunia
Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Przed przylotem prezydenta usunięto sprzęt nawigacyjny?


„Woń gazu łupkowego unosi się nad Katyniem” – to tytuł artykułu Julii Łatyniny w internetowym wydaniu „Moscow Times”. Autorka w swoim artykule stawia kilka tez, które w jej opinii czynią katastrofę prezydenckiego samolotu wyjątkowo dziwną, a jej przyczyny coraz bardziej niejasnymi. Łatynina pisze m.in., że w czasie spotkania premierów Tuska i Putina na smoleńskim lotnisku ustawiono nowoczesny sprzęt nawigacyjny. Trzy dni później już go tam nie było.

W opinii Łatyniny, dramatyczny zwrot wydarzeń nastąpił po artykule „Wall Street Journal” z 8 kwietnia br., w którym opisano mechanizmy inwestowania amerykańskich gigantów gazowych w złoża gazu łupkowego w Polsce. Według gazety pierwsze wiercenia w naszym kraju mają się rozpocząć już w najbliższych tygodniach. „Oto i wasza odpowiedź. Rosja, której neoimperializm został zbudowany na fakcie, że posiada ona złoża ‚pokojowego gazu’ (podobnie do ‚pokojowego atomu’ w Związku Sowieckim), i na tym, że może ona przytkać swoje rurociągi z gazem biegnące przez Polskę, tak jak to Kreml zrobił z Ukrainą. Ale co jeśli Polska stałaby się eksporterem gazu?” – pyta Łatynina. Jak pisze dalej dziennikarka, wówczas Moskwa zdała sobie sprawę, że fakt, jak wiele gazu łupkowego Polska zamierza pozyskiwać, zależy w głównym stopniu od wyników następnych wyborów parlamentarnych w naszym kraju. „Jedna z opcji: partia byłego prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Był on żarliwym narodowcem, ludowcem i antykomunistą, człowiekiem, który doświadczył osobistej tragedii związanej z masakrą w Katyniu. Pojawiał się tam na uroczystościach co roku. Z drugiej strony mamy partię premiera Donalda Tuska, pragmatyka, który jest gotowy przyjaźnić się z każdym, tylko nie z Kaczyńskim” – czytamy w dalszej części artykułu.

Jak podkreśla autorka, to właśnie na trzy dni przed oficjalnymi obchodami premierzy Putin i Tusk spotkali się w Katyniu. „Specjalnie przyjechali wcześniej, aby nie musieć zapraszać Kaczyńskiego i aby go podejść” – zauważa Łatynina. Według niej, późniejszy przylot polskiego prezydenta, który zabrał ze sobą dużą część krajowej elity, był obliczony na „przelicytowanie” wartości spotkania dwóch premierów. Dziennikarka stwierdza, że wobec tego informacje o gęstej mgle mogły być odebrane przez Lecha Kaczyńskiego, jako próba politycznego fortelu z inspiracji Kremla mająca na celu uniemożliwienie mu wzięcia udziału w ceremonii. Jak zaznacza Łatynina, sprawa nie jest jednoznaczna. Zauważa, że kilka dni wcześniej ten sam samolot lądował na tym lotnisku, lecz – jak dodaje – prawdą jest, iż wówczas panowały na nim inne warunki. I nie chodzi tylko o warunki pogodowe. „Na ich wizytę [Putina i Tuska – przyp. red.] specjalny sprzęt nawigacyjny został sprowadzony na lotnisko w Smoleńsku, aby zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo. Możliwe jest, że ten sprzęt został usunięty przed lądowaniem samolotu Kaczyńskiego. Ta informacja dodaje jeszcze więcej mgły do tej i tak tajemniczej katastrofy” – czytamy w zakończeniu artykułu.

„A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się środków, to być może Polska będzie eksportować gaz do Europy. I że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę, gdyż sprawa wydobycia gazu łupkowego w Polsce jest, jak powszechnie wiadomo, polityczna i w dużym stopniu zależy od tego, która partia wygra następne wybory” – pisze Łatynina. Publicystka przypomina też incydent z wojny rosyjsko-gruzińskiej, kiedy prezydent Lech Kaczyński wraz z prezydentami Ukrainy, Estonii i Litwy lądował w Baku, bo powiedziano mu, że Rosjanie mogą strącić samolot. Wówczas na spotkaniu w Tbilisi Kaczyński oświadczył: „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a może i mój kraj”. „Rankiem 10 kwietnia, wiedząc, że w Rosji nie jest mile widziany, prezydent Polski nie mógł nie nakazać lądowania samolotu. To nie była samowola, nie była wielkopańskość: to w Rosji dyplomaci rozbijają się po pijaku, strzelając ze śmigłowca do górskich owiec. Było to wynikiem wszystkiego, co antykomunista, nowy Kościuszko, nowy Sikorski, człowiek, w którego krwi tętniły rozbiory Polski (…), Katyń, Powstanie Warszawskie, ‚Solidarność’ – wynikiem wszystkiego, co prezydent Polski Lech Kaczyński myślał o Rosji. Kaczyński nie wierzył w żadną mgłę. ‚Mgła’ oznaczała dla niego jedynie polityczne powitanie przez Putina, który w przeddzień polskich wyborów zawiązuje sojusz z Tuskiem, podobnie jak Katarzyna skorzystała z usług Branickiego i Potockiego”.

Łukasz Sianożęcki

Źródło: Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized