Monthly Archives: Wrzesień 2010

Tupolewa sprowadzali ludzie bez uprawnień


30.09.2010, 05:27

Osoby sprowadzające polskiego tupolewa z prezydencką delegacją 10 kwietnia w Smoleńsku nie miały uprawnień kontrolerów lotów – ujawnia Faktowi nam gen. Anatol Czaban, asystent szefa Sztabu Generalnego ds. sił powietrznych

Dwóch wojskowych w wieży kontroli lotów w Smoleńsku odpowiadało za przyjecie polskiego samolotu na lotnisko Siewiernyj.

–  To byli tzw. kierownicy lotów, a nie osoby posiadające uprawnienia kontrolerów – mówi nam gen. I dodaje, że wojskowi powinni mieć aktualne certyfikaty poświadczające ich uprawnienia oraz informacje o tym, w jakich sposób byli szkoleni. Dokumenty te powinny być wydane przez Wojskowa Służbę Ruchu Lotniczego Federacji Rosyjskiej.

– Takich dokumentów nie było – potwierdza poseł Jerzy Polaczek z sejmowej podkomisji ds. lotnictwa, wyjaśniającej przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Okazuje się, że wojskowi z Siewiernego od dłuższego czasu pracowali w innej jednostce wojskowej, a uprawnienia do sprowadzania samolotów po pół roku wygasają i muszą być odnawiane. Według naszych informacji, obaj wojskowi sprowadzający polską maszynę podczas przesłuchań przed prokuratorami nie odpowiedzieli na pytania o kwalifikacje i aktualne certyfikatydopuszczenia do pracy w wieży kontroli lotów.

Fakt.pl

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Gdzie są ranni ze Smoleńska?


Tomasz Zdunek, 28-09-2010

Szokujące zeznania funkcjonariusza BOR

W tajnych aktach prokuratury znajduje się zeznanie funkcjonariusza BOR, który po katastrofie widział trzy karetki pogotowia odjeżdżające z miejsca katastrofy na sygnale – twierdzą informatorzy „Gazety Polskiej”.

Przez pół roku prokuratura nie wykorzystała tych informacji. Gdyby nadała im bieg, obraz śledztwa byłby dziś zupełnie inny. Jeśli rzeczywiście karetki zabrały z miejsca katastrofy rannych, w jakim celu ukrywano fakt ich przeżycia? Na nasze pytanie: czy prokuratura zweryfikowała te informacje – płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie, nie odpowiedział.

Zeznania funkcjonariusza BOR o trzech karetkach wpisują się w komunikat polskiego MSZ po tragedii, że trzy osoby przeżyły, lecz są ranne. Informację taką podał 10 kwietnia o godz. 11.07 czasu polskiego rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Piotr Paszkowski. Jak później pisano, pochodziła ona z agencji Reuters.

Jeśli informacje te zostałyby zweryfikowane, uprawdopodobniłyby hipotezę zamachu. Karetki nie zabierają zmarłych. Ponadto ciał zmarłych nie przewozi się na sygnale. W tych karetkach, które odjechały na sygnale, musieli znajdować się ranni, prawdopodobnie z prezydenckiego samolotu. Jeśli tak było, kim byli i co się z nimi stało? A przede wszystkim dlaczego ten fakt ukryto? Co ciekawe, w Agencji Wywiadu, według informacji „GP”, znajdują się trzy notatki z rozmów polskich wywiadowców z Rosjanami, którzy byli na miejscu katastrofy. Ci ludzie zeznali, że słyszeli odgłosy wystrzałów i krzyki ludzkie.

Przypomnijmy, że na filmie, który obiegł cały świat, nakręconym przez Rosjanina tuż po tragedii, słychać strzały. Potwierdza to zeznania innych Rosjan złożone przed polskimi wywiadowcami. Idąc torem teorii celowego spowodowania katastrofy, można zadać pytanie: dlaczego w przypadku przeżycia rannych jednych miano by dobijać, jak spekulują niektórzy, innych zabierać karetkami? Odpowiedź dałaby identyfikacja osób, które znajdowały się w karetkach.

Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy twierdzi, że wszyscy pasażerowie polskiego Tu-154 M 101 zginęli jednocześnie. Właśnie ta zagadkowa śmierć na miejscu wszystkich 96 pasażerów, stan ciał i niewyobrażalne zniszczenie samolotu po upadku z zaledwie kilku metrów z lotu poziomego przy minimalnej prędkości wydają się ekspertom niezrozumiałe. Według MAK, nie było ani jednego rannego, który zmarłby po godzinie czy dwóch.

Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski

Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wybuchła BOMBA? Media okłamują także CIEBIE!


25 Wrzesień 2010 @ 11:08

Chiński Dongguan Times przygotował specjalne okładki.

Sprawa smoleńska tym razem także od strony manipulacji, jaka się teraz dokonuje. Oto bowiem część zatroskanych obywateli zbiera podpisy, pod swoją inicjatywą, i chce oddać śledztwo w sprawie smoleńskiej w ręce… globalistów z USA. Z deszczu pod rynnę. To już więcej wyjaśniają nam te perfidnie sfałszowane stenogramy z Rosji. A dlaczego? Zaraz wyjaśnię. Dodatkowo, w tym tekście także inne fakty i kontrowersje.

———————————————–

Spis treści tego tekstu:

1. Globalizm a Smoleńsk ? czyli dlaczego nie powinniśmy oddawać śledztwa w ręce USA i Izraela.
2. Kolejne nowe video! Tym razem wrak Tupolewa z bliska. Demaskuje także kłamstwo Rosjan o tym, iż wrak ten jest odpowiednio ochraniany / pilnowany.
3. Reportaż Misja Specjalna z dnia 21 września 2010. Ujawnia on skandale związane z niszczeniem materiałów dowodowych przez rosyjskie służby i nowe, niepublikowane nagrania.
4. Całkiem nowe nagranie, przedstawiające na pierwszym planie szczątki łudząco podobne do elementów naszego Tupolewa, zaś na drugim planie… inny samolot który wylądował w jednym kawałku, w lesie. (przypomnienie z poprzedniego tekstu)
5. Wypowiedź uznanego polskiego eksperta od spraw lotnictwa i badania wypadków lotniczych. (przypomnienie z poprzedniego tekstu)

———————————————–

1. Globalizm a sprawa smoleńska. Czyli dlaczego oddanie śledztwa w ręce globalistów z osi Izrael – USA jest błędem? Zacznijmy od początku. Otóż środowisko Gazety Polskiej rozpoczęło akcję zbierania podpisów:
cyt:  Środowisko ‘GP’ rozpoczyna akcję zbierania podpisów pod ‘Petycją do Kongresu USA ws. katastrofy pod Smoleńskiem’.

Jest nas osiem milionów – obywateli Polski, którzy znają swoje prawa i żądają wyjaśnienia katastrofy pod Smoleńskiem. W petycji zwracamy się do Kongresu USA o pomoc i udostępnienie informacji, które pomogą międzynarodowej komisji wyjaśnić przyczyny tej strasznej tragedii. Zrobimy wszystko, żeby przekonać rząd USA do udzielenia nam prawnej i merytorycznej pomocy potrzebnej do wyjaśnienia tego największego powojennego dramatu, jaki spotkał Polskę.
Link tutaj

Zacznijmy od tego, iż według wielu niezależnych publicystów to właśnie USA i tamtejsza finansjera z Wall Street odpowiada za katastrofę smoleńską. Finansjera ta i w dużym uproszczeniu ? tamtejszy system bankowy, straciłby ogromne pieniądze w wyniku decyzji zmarłego pod Smoleńskiem Prezesa NBP pana Skrzypka. Chodziło o ogromne pieniądze, w tym: ponad 20 miliardów dolarów tzw elastycznej linii kredytowej od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kolejne sumy mógł stracić miliarder i jeden z głównych architektów nowych czasów, George Soros. Kluczową sprawą jest też fakt, iż Sławomir Skrzypek nie chciał oddać w ręce rządu PO rezerwy z NBP. Rezerwa ta, po katastrofie smoleńskiej, została wykorzystana żeby załatać ogromną dziurę budżetową. Jedną z pierwszych decyzji nowego prezesa NBP tuż po wydarzeniach smoleńskich, było właśnie anulowanie decyzji p. Skrzypka. Kredyt w wysokości 20 miliardów dolarów został więc zaciągnięty na bardzo niekorzystnych warunkach.

O koncepcjach katastrofy smoleńskiej i kto może ewentualnie za nią odpowiadać, pisałem w tym tekście – link tutaj

Wśród przytaczanych przeze mnie opinii wyróżnia się opinia dziennikarki Jane Burgermeister, która obciąża odpowiedzialnością właśnie elity finansowe i polityczne USA i Izraela. Dlatego wydaje mi się kpiną być oddawanie najważniejszego śledztwa w historii powojennej Polski w ręce wielkiego brata zza oceanu. Albo jest to skrajna naiwność, albo jest to celowe działanie agentury wpływu, w tym agentury CIA i Mossadu, aby poszczuć Polaków na Rosję. Nie wiem jaki byłby cel takiego działania, jednym z nich może być:

  • tuszowanie samej sprawy smoleńskiej;
  • zrzucenie całości odpowiedzialności na Rosję;
  • wywołanie niepokojów i zamieszek, być może wojny (historia zna przypadki, gdy po takich wydarzeniach wybuchały wojny);
  • rozpoczęcia nagonki na samą Rosję w zemście za rosyjskie zbrojenia Iranu (wtedy jastrzębie z USA miałyby kolejny powód dla inwazji na Iran, i moralne usprawiedliwienie).

Szkoda tylko, że wielu patriotów daje się wciągać w takie gierki, wynikające albo z niewiedzy, albo z działań agentury. Niewłaściwym jest stwierdzenie części środowisk patriotycznych, że tylko Rosja i polska agentura byłego WSI maczała palce w wydarzeniach z 10 kwietnia, a USA nam teraz pomogą. Otóż nie pomogą nam, nikt nam nie pomoże. Śledztwo musimy przeprowadzić sami, ale bez zbudowania państwa od podstaw jest to niemożliwe. Wiele szans zostało już zaprzepaszczonych, jednak istnieją wciąż pewne dowody rzeczowe, np czarne skrzynki czy sam wrak samolotu (o nim pod koniec tekstu).

Akcję zbierania podpisów i przy okazji akcję kreowania wiernopoddańczej postawy wobec USA prowadzi portal niezalezna.pl. Pytam, jaka to ‘niezależna’ strona, jak nie zdaje sobie sprawy z tak prostych faktów? I dlaczego portal ten z góry zakłada, że winna jest tylko Rosja i koniec? Przecież taki sam schemat wdrożyły media korporacyjne: od razu założyły, że winien jest Prezydent i / lub piloci.

Coraz częściej mam wrażenie, jakoby portal ten wypełniał znaną wśród agentury wpływu strategię tzw ‘opozycji kontrolowanej’, polegającą na ‘słusznym’ kierunkowaniu prądów opozycyjnych i także ‘słusznym’ kanalizowaniu innych, niewygodnych. Zawsze prawdziwa opozycja, sam fakt jej powstania jest ogromnym zagrożeniem dla oligarchii skupionej na trwaniu status quo. Dlatego taka oligarchia podstawia swoich ludzi w to miejsce ideowe, gdzie zwyczajowo powinna znajdować się opozycja. Ci ludzie, udający opozycję, tak naprawdę zajmują się ośmieszaniem opozycyjnych idei (jest to usłużnie wzmacniane przez korporacyjne media) i kanalizowaniem tych najbardziej niewygodnych dla oligarchii opinii, inicjatyw. Tak załatwiono dawną Solidarność, w dużym uproszczeniu.

Wkleję wam rozsądny komentarz internauty Maksa na ten temat.
Cyt:
21-09-2010 12:00 Maks: Scenariusz dawno napisany
Od pierwszego komunikatu radiowego z 10 kwietnia, byłem przekonany, że katastrofa pod Smoleńskiem to zamach na prezydenta RP, a sprzeczne doniesienia płynące wtedy z Rosji tylko mnie w tym odczuciu utwierdzały. Dzisiaj wszystko co dzieje się w śledztwie zarówno ze strony rosyjskiej jak i polskiej, wskazuje z 300 procentową pewnością, że w Smoleńsku dokonano egzekucji na 96 wybitnych Polakach. Jest pewne, że to czego jesteśmy świadkami od wielu miesięcy jest niczym innym jak realizacją makabrycznego planu, napisanego znacznie wcześniej przez ruskich specjalistów od brudnej roboty, przy wydatnej pomocy skundlonej części polskiej elity władzy. (…) Dodatkowo, przerażające jest również to, na co wskazuje wiele faktów, że nasi zachodni ?przyjaciele? z UE i USA, od samego początku wiedzieli co tak naprawdę wydarzyło się na rosyjskim lotnisku 10 kwietnia. Nawet przynależność do sojuszu wojskowego NATO, nie spowodowała ostrej i zdecydowanej reakcji ze strony zachodnich sojuszników. To chyba takie małe ‘deja vu’ z 39 roku. (…) Gdyby jednak Amerykanie podjęli jakieś działania, musimy się liczyć z tym, że tak jak ruscy markują prowadzenie śledztwa, to tak samo nasi amerykańscy ‘przyjaciele’ mogą udawać pomoc w ustaleniu prawdziwych przyczyn katastrofy. Ja osobiście nie widzę bowiem powodu dla którego ktokolwiek na świecie – w tym również USA – miałby wystąpić przeciwko Rosji. Nikt na świecie nie kiwnął i nie kiwnie małym palcem w bucie, by zepsuć tak wspaniały plan. (..)

Link do komentarza tutaj

List otwarty Zygmunta Wrzodaka do Antoniego Macierewicza, cyt:

‘Panie Macierewicz, niech Pan grzecznie poprosi panów Kinga i Kuschnera aby ci zbadali zamach na WTC. Niech ci panowie odpowiedzą, dlaczego zostały zburzone dwa budynki WTC wraz z żywymi ludźmi oraz trzeci 37 piętrowy należący do CIA, która udokumentował ponad 50 – letnią pracę na giełdzie NY przy Word Street. Niech ci panowie wyjaśnią, gdzie jest złoto zdeponowane w siedmio piętrowych piwnicach pod budynkami WTC o wartości 167 mld $, dlaczego budynki WTC tuż przed zamachem zmieniły właścicieli wraz z wysokością ubezpieczeń od zamachów, kiedy i kto zaminował budynki WTC, dlaczego ci niby zamachowcy, którzy uprowadzili samoloty żyją sobie dobrze w swoich krajach, gdzie są szczątki samolotu, który uderzył w budynek pentagonu, gdzie są szczątki samolotu który ,,spadł” w stanie Pensylwanii itd. Panie Pośle, w USA to gorszy system zła panuje jak u sowietów, każde zło które dotyczy życia ludzkiego wypływa z USA, tam ludzie stworzyli obrzydliwy system zła oparty na strasznej propagandzie, gdzie nie odróżnia się dobra od zła. Panie Antoni, niech Pan zabiera z mojej Ojczyzny tych Kuschnerów i jedzie z nim tam do systemu diabła, (…) a od naszego kraju łapy zbrukane krwią niewinnych ludzi tacy King i jemu podobnym neo – konserwatystom towarzyszom precz od mojej Ojczyzny Polski, ponieważ problemy nasze należy rozwiązywać samemu i w naszym kraju’.

Piotr Bein ripostuje: „podpisuję się obydwoma rękoma… Macierewiz musi odpowiedzieć przed polską opinią publiczną, dlaczego gra na rękę judeocentrykom w śledztwie 10 IV. Czyżby oni stali za zamachem, jak za 11 IX? Jeśli już, to niezależni Polacy powinni skumać się z ruchem „Prawda 11 IX” w USA,  jeśli sami nie potrafią dojść do prawdy 10 IV”.

Tutaj istnieje pewna kluczowa kwestia. W sprawie zamachu z 11 września 2001 roku wolno pisać, iż była to robota rządu USA we współpracy z Izraelem. Nie ma ograniczeń stawianych przez administratorów i moderatorów portali, i znajdujących się tam forów dyskusyjnych i platform blogowych. Zupełnie inaczej wygląda kwestia pisania o katastrofie smoleńskiej. Tutaj na portalach zasady są rygorystycznie przestrzegane, istnieje ścisły kanon poza który wyjść nie można.

Klasyczną myślozbrodnię popełniło Radio Maryja z okazji rocznicy 11.09. Powtórzyło ono syjonistyczne kłamstwa, jakoby zamachu na wieże WTC dokonali pastuchowie kóz z organizacji Al – Kaida, która de facto nigdy nie istniała. Nie chcę, i nie życzę sobie aby patriotyczne media powtarzały kłamstwa i propagandę syjonistów. To są nasze media, mieniące się tytułem mediów niezależnych. Taki tytuł to zaszczyt, który zobowiązuje. Mamy więc prawo wymagać od takich mediów dużo, dużo więcej niż od mediów tradycyjnych.

———————————————–

2. Kolejne nowe video. Przedstawia ono część elementów wraku rządowego TU 154 leżącego pod gołym niebem, już od pół roku. Co ciekawe, nie ma tam ani jednego fotela z wnętrza samolotu; wygląda to tak, jakby spadł samolot pusty w środku
A teraz przedstawię wam interesujący komentarz do tego filmu z mediów oficjalnych (link tutaj):
cyt:
‘W połowie września wrak sfilmowali z dalszej odległości reporterzy radia RMF. Zdjęcia robili też dziennikarze ‘Gazety Polskiej’. Szczątki nie były niczym przykryte, a do ogrodzenia można było bez problemu podejść, bo w pobliżu nie było żadnych żołnierzy.

Nie wiadomo, kto jest autorem filmu, który można znaleźć w jednym z serwisów oferujących użytkownikom miejsce na filmy. Opis jest w języku rosyjskim. Film nosi tytuł: ‘Tu-154 Szczątki samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem’.
Autor filmu jest kilka metrów od wraku. Widać szczegóły: rozłożone na betonowych płytach kilkumetrowe fragmenty samolotu. Na jednym z nich można odczytać fragment napisu: ‘Republic of Poland’.

I tutaj, czytelnicy, wychodzi kolejne kłamstwo, tym razem Rosjan. Otóż już w lipcu bądź sierpniu, po protestach naszych władz, rosyjskie władze zapewniały, że wrak TU 154 jest silnie chroniony i że nikt niepowołany nie ma do niego dostępu. Wypowiedzi medialne robiły celowo takie wrażenie, aby każdy się domyślił, że tam nawet mysz się nie prześlizgnie. Tymczasem okazuje się, że teren gdzie jest ten wrak nie jest w ogóle chroniony, zaś każdy może tam wejść i zrobić zdjęcia. Każdy może także wejść na niepilnowany teren i zabrać dowolny fragment rozbitego samolotu.
Pamiętam też, iż w tamtym czasie, czyli w lipcu bądź sierpniu było dużo medialnego hałasu o to, aby zabezpieczyć wrak Tupolewa przed np deszczem. Choćby przykryć go jakimś nakryciem. Jednak nawet tego nie uczyniono. Elementy samolotu rdzewieją, niszczeją, są zawilgocone.

———————————————–

3. Reportaż Misja Specjalna. W dniu 21 września wyemitowano specjalny reportaż misji specjalnej. Reporterzy dotarli do wielu niepokojących nagrań i faktów. Na jednym z nagrań widać oderwane skrzydło. Na innych nagraniach widać, jak rosyjscy funkcjonariusze tuż po katastrofie cięli szczątki piłami mechanicznymi, wywozili je w nieznane miejsca i wykonywali inne czynności, które w tej sytuacji były bardzo podejrzane. Niszczyli oni dowody rzeczowe, które mogły być kluczowe dla śledztwa.

Reporterzy ustalili, że rosyjscy śledczy w ogóle nie pytali mieszkańców okolicznych domostw o nagrania czy zdjęcia z miejsca tragedii. Ba, wielu okolicznych mieszkańców potwierdza to, że byli straszeni przez rosyjskie służby. Nakazywano im absolutne milczenie. Bardzo polecam to wydanie Misji specjalnej, gdyż są tam umieszczone nieznane dotąd nagrania wykonane tuż po katastrofie.

Link do całości materiału (25 minut) tutaj

Wadą tego reportażu jest to, iż kreuje on atmosferę nienawiści wobec Rosji i napiętnuje tylko działania rosyjskich specsłużb. A co z NATO, które nie kiwnie nawet palcem, by nam pomóc? Przecież jesteśmy członkiem tego sojuszu.
———————————————–

4. Mamy kolejne nagranie! Jest to bardzo ważny materiał, gdyż pochodzi on z pierwszych chwil po katastrofie. Został wyemitowany tuż po niej. Dlaczego te materiały są dla nas tak ważne? Ponieważ wtedy panował ogromny chaos informacyjny. Do opinii publicznej przedostawały się różne materiały, emitowano rozmaite urywki filmów video i zdjęć. Wtedy, w tym trudnym okresie gdy byliśmy wszyscy w szoku, nie istniało jeszcze coś takiego jak „wersja oficjalna”. Nie istniał jeden spójny system, podług którego media „informowały” społeczeństwo. Specyficzny język i polityczna poprawność uwzględniająca wydarzenia smoleńskie zaczęły się na dobre kształtować w mediach w dniach 11, 12, 13 kwietnia. Wtedy ja pisałem pierwszy, dość krótki tekst, nie wiedząc, że wezmę udział w wojnie informacyjnej, jaka się przetoczyła przez media, fora dyskusyjne, blogi. Wysłałem ten tekst do kilkudziesięciu osób, i potem umieściłem go na blogu, dodając do niego inne fakty będące „tabu” w mediach. To właśnie w tych pierwszych dniach Wiktor Bater z publicznej telewizji wypowiedział się, iż słyszał jeden bądź dwa silne wybuchy. Na drugi dzień ten sam człowiek przepraszał na przysłowiowych kolanach za to, że ośmielił się użyć słów: „to musiała być wielka eksplozja”. Wyglądał wtedy na przerażonego, pisałem o tym. Dziś po panu Wiktorze Baterze nie ma śladu w mediach.

I właśnie teraz taki kluczowy materiał wam udostępnię. Jest to krótki filmik z Zachodniego medium. Chodzi konkretnie o pierwsze ujęcie z kamery

Poniżej wklejam obrazek z tego ujęcia. Oto on:

Co możemy wywnioskować z powyższych materiałów? Po pierwsze, na filmiku widać, iż ujęcie z powyższego obrazka zostało nakręcone zapewne przez przypadek i przez przypadek dodane do gotowego materiału. Skąd ten wniosek? Gdyż na filmiku samo ujęcie zajmuje zaledwie sekundę czasu, podczas gdy znane wszystkim zdjęcia szczątków TU 154 są pokazywane dość długo i na różne sposoby.
Po drugie, na załączonym ujęciu na pierwszym planie widać czerwoną, urwaną część, która łudząco przypomina część kadłuba rządowego Tupolewa. Na drugim planie zaś, za drzewami, widać po prostu jakiś samolot! Samolot ten jest nienaruszony, widać, iż wylądował w jednym kawałku. Musi być to inny samolot niż nasz Tupolew, gdyż według wersji oficjalnej TU 154 rozbił się w drobny mak. Co w takim razie robił tam drugi samolot i dlaczego musiał lądować awaryjnie, w lesie? Czy miał te same problemy z naprowadzaniem na pas lotniska, co nasz samolot i rosyjski IŁ, który próbował bez powodzenia wylądować przed polskim samolotem? Warto tutaj przypomnieć, iż rosyjski IŁ miał to samo odchylenie w bok, i problemy z naprowadzeniem na pas lotniska.
———————————————–
5. Wypowiedź eksperta od spraw lotnictwa.
cyt:
„Gazeta Polska” publikuje pierwsze w polskiej prasie zdjęcie kokpitu Tu-154 po katastrofie.
Fotografię omawia Ignacy Goliński, były członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych, pilot z 42-letnim stażem. 
?
Na zdjęciach, które zrobili reporterzy ?Gazety Polskiej?, widać, że komisja badająca przyczyny katastrofy nic nie zrobiła, wszystko ?poszło na żywioł?. Przyszli tam jacyś ludzie z grabiami, zgarnęli drobniejsze szczątki na kupę i zostawili, wrak samolotu załadowali na ciężarówkę i zrzucili z boku płyty lotniska. To, jak postąpiono z wrakiem polskiego samolotu, co widać na zdjęciach, to skandal, świństwo ? mówi ekspert.
Jak podkreśla, od samego początku nie wierzy, że to śledztwo wyjaśni przyczyny katastrofy.
Ignacy Goliński jest ekspertem prawa lotniczego. Będąc członkiem komisji badania wypadków, zbadał 25 proc. katastrof, jakie wydarzyły się w czasie jego pracy. Ma duże doświadczenie. Trudno mu ? jak mówi ? mimo ogromu zniszczeń, jaki widać na zdjęciach wykonanych przez redakcję, wypowiadać się na temat okoliczności tej katastrofy, ponieważ części wraku zostały przemieszczone.

?Jednak gdy patrzę na kokpit, który reporterom ?Gazety Polskiej? udało się sfotografować z bliska, a właściwie miazgę, jaka po nim pozostała, nie odważyłbym się powiedzieć: w tym samolocie na pewno nie było eksplozji. W swojej 42-letniej praktyce jako pilot, a potem członek Komisji Badań Wypadków Lotniczych, nigdy nie spotkałem się z samolotem, który byłby w tak strasznym stanie. A widziałem wiele samolotów po katastrofach.

Zastanawia mnie brak na zdjęciach szczątków samolotu trzeciego silnika. Silniki najczęściej zachowują się w całości, bo są zbudowane ze stali mocniejszej niż ta, z której powstają czołgi. Tu widać na jednej z fotografii tylko turbinę. Trzeci silnik powinien się zachować. Dziwne, że nie ma żadnych foteli, może je rozkradziono?
W lotnictwie używa się terminu ?twarde lądowanie? ? jeżeli w przyziemiającym się samolocie przeciążenie przekroczy 2 g, to przy twardym lądowaniu golenie podwozia, do którego umocowane są koła, powinny przebić skrzydła. Tu ? jak widać na zdjęciach ? tak się nie stało. Gdyby przyziemiając, samolot uderzył kołami w błotnistą glinę, powinno to spowodować urwanie kół. Tu koła nie urwały się od goleni.

Link do całości tutaj

To już nie są wypowiedzi zwolenników tzw „teorii spiskowych”. To wypowiedź uznanego eksperta od spraw lotnictwa, który przed laty w tym systemie pracował i widział wiele katastrof lotniczych. Warto tutaj dodać, że ten człowiek ryzykuje bardzo dużo wypowiadając tak niepoprawne politycznie słowa. Wypowiadający się w ten sposób eksperci, często pracujący także w Politechnikach, ryzykują pracę, dalszą karierę zawodową czy finansowanie / prowadzenie projektów akademickich. Wszak Polska lokalna to sitwa, kolesiostwo, koperta i rączka rączkę myje. To przecież wiemy wszyscy, bez względy na wyznawane przez nas opcje polityczne, i proszę, nie udawajmy, że jest inaczej.
Jednak ekspert i wielu blogerów nie zauważyło ważnej rzeczy. Otóż na pewno oglądaliście na popularnonaukowych telewizjach, np na Discovery, filmy dokumentalne na temat badań katastrof lotniczych. Pytanie podstawowe: co robią eksperci, gdy dojdzie do takiej katastrofy? Po pierwsze, KAŻDA, nawet najmniejsza część wraku takiego samolotu musi być znaleziona i złożona w chronionym miejscu (hangarze). Po drugie, gdy już wszystkie części są odnalezione, to sztab ekspertów przystępuje do bardzo żmudnej procedury odbudowy szkieletu samolotu z poszczególnych części. Robi się to po to, aby poznać przyczynę katastrofy. Takie rutynowe procedury są często pokazywane na tych filmach dokumentalnych. Widzimy wtedy, jak ekipa ekspertów miesiącami, część po części odbudowuje szkielet samolotu w ogromnym hangarze.

No i teraz zadajmy sobie pytanie: co jest nie tak jeśli chodzi o katastrofę smoleńską i wyżej podane informacje? To sprawa kluczowa. Po pierwsze, wiele tygodni po katastrofie rządowego Tupolewa szczątki samolotu, nieraz dużych rozmiarów, były znajdywane przez chodzących tam ludzi. Były one zabierane i przywłaszczane przez prywatne osoby, w różnych celach. Jedna z polskich gazet przywiozła do naszego kraju elementy kadłuba TU 154 w celu wykonania ekspertyz (o tym pisałem).

Szczątków polskiego samolotu po prostu nie wyzbierano, co jest karygodne. Zwieziono tylko te większe elementy i rzucono je na przestrzeń pod gołym niebem. Nie tylko nie przeprowadza się rekonstrukcji szkieletu samolotu, co jest chyba jakimś dziwnym precedensem. Wrak samolotu niszczeje, rdzewieje pod gołym niebem, na rosyjskiej ziemi i nic nie wskazuje na to, że Rosjanie przekażą nam ten wrak bądź przeprowadzą jakiekolwiek badania. Nie dziwi was takie postępowanie? Na logikę, chyba mamy prawo domagać się wypełnienia standardowych procedur przy tak ważnym śledztwie? Może inaczej: czego boją się badający tę sprawę? Czyżby obawiano się potwierdzenia tez pana Ignacego Golińskiego?

———————————

I coś na zakończenie:

alexirin.wordpress.com

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Rząd żyruje rosyjską ściemę?


piątek, 24 września 2010

Edmund Klich: Rosjanie uznali, że lot z 10 kwietnia operował jako cywilny. Natomiast my uważamy, że ostatnia część lotu powinna być zakwalifikowana jako operacja wojskowa, i takie też procedury powinny obowiązywać tego dnia w Smoleńsku. – Jeżeli przyjmiemy, że był to lot cywilny – jak chcą Rosjanie – to w takim przypadku całość odpowiedzialności spada na pilotów. To oni podejmują decyzję o lądowaniu, a wieża jest zobowiązana dostarczyć komplet informacji. W przypadku lotów wojskowych – w zależności od obowiązujących procedur – których, przypomnę, cały czas nie posiadamy, odpowiedzialność kontrolera ruchu zwiększa się. Szczegóły i uzasadnienie takiej, a nie innej kwalifikacji lotu MAK ma przedstawić w raporcie końcowym.

Jerzy Miller: Pomiędzy Rosją a polską komisją wyjaśniającą okoliczności katastrofy smoleńskiej nie ma sprzeczności w kwestii, jaki charakter miał ten przelot. O charakterze lotu nie decyduje właściciel samolotu, tylko cel przelotu. A celem tego lotu było przewiezienie konkretnych osób, w związku z tym miał on charakter lotu pasażerskiego.

Publiczny spór w jaki wdał się minister Miller z pułkownikiem Klichem świadczy o tym, jak ważną kwestią jest ustalenie statusu feralnego lotu. A także o tym, jak bardzo rząd jest zdeterminowany, żeby pomóc Rosjanom przeforsować ich wersję, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i jest sprzeczna z interesem Polski. Bo przecież jest mnóstwo dowodów, jeśli nie na to, że to Klich ma rację, to na pewno na to, że wersja rosyjska w żadnym razie nie jest wcale oczywista. Świadczy o tym nie tylko opinia Klicha, ale także liczne dokumenty wskazujące, że do dzisiejszej wypowiedzi Millera sami uważaliśmy ten samolot i lot za wojskowe. Przykłady?

Oto tzw. claris z lotu prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji. Na czerwono zaznaczyłam fragmenty pokazujące, że samolot będący własnością Polskich Sił Powietrznych traktowany był w oficjalnej korespondencji jako wojskowy.

Claris – cz. 1
Claris – cz. 2

Nie dysponuję clarisem ze smoleńskiej podróży, ale jestem pewna, że mówi dokładnie to samo. Mam natomiast pismo Kancelarii Premiera dotyczące lotu 7 kwietnie tego roku, w którym zarówno TU-154, jak i JAK-40 oraz CASA zamawiane przez Kancelarię na potrzeby lotu nazywane są „wojskowymi statkami powietrznymi”.

Pismo Kancelarii Premiera ws. lotu 7 kwietnia

Mam też informację dotyczącą tego co się działo bezpośrednio po katastrofie, kiedy ustalano procedurę jej wyjaśniania. W informacji przygotowanej przez Kancelarię Premiera czytam:

Na miejsce zdarzenia niezwłocznie skierowano specjalistów z polskich komisji zajmujących się badaniem wypadków lotniczych: zarówno z tzw. komisji wojskowej, jak i z tzw. komisji cywilnej. Przybywający na miejsce zdarzenia polscy specjaliści informowani byli, iż po stronie rosyjskiej działania podjęła komisja wojskowa, która miała prowadzić prace wg procedury opisanej w tzw. Konwencji Chicagowskiej, a przede wszystkim w Załączniku nr 13 do Konwencji. (…) Polscy specjaliści potwierdzali zasadność stosowania na miejscu zdarzenia procedury zgodnej z tzw. Konwencją Chicagowską oraz z Załącznikiem nr 13. Skutkowało to podjęciem współpracy ze stroną rosyjską w tym właśnie reżimie prawnym i to niezależnie od faktu, iż w świetle prawa polskiego samolot, który uległ katastrofie, był samolotem wojskowym, co wiązało się z koniecznością uruchomienia działań w ramach komisji powoływanej wspólną decyzją MON i MSWiA. Władze Federacji Rosyjskiej ogłosiły następnie o zmianie charakteru komisji z „wojskowej” na „cywilną”.

Informacja nt. procedury wyjaśniania katastrofy

Z notatki wynika, że Rosja najpierw narzuciła nie mającą zastosowania do lotnictwa wojskowego Konwencję Chicagowską i Załącznik 13 pod pretekstem większej jawności postępowania, a gdy się na to zgodziliśmy, zmieniła status komisji na „cywilny”. Dzięki temu dzisiaj, po pół roku, można udawać, że to co było jasne dla wszystkich zaraz po katastrofie, tj. status rządowego samolotu, musi być dopiero przedmiotem ustaleń. I nietrudno się domyślić, jakie one będą, bo po coś te starania strona rosyjska podjęła. A my się na wszystko godziliśmy, godzimy i godzić będziemy, bo jak niedawno oświadczył Radosław Sikorski, wcale się Rosji nie boimy i czujemy się wobec niej baaaardzo silni.

Ku wersji, że w Smoleńsku rozbił się samolot wojskowy zdaje się też skłaniać prawnik, któremu Edmund Klich zlecił przygotowanie ekspertyzy dotyczącej sposobu postępowania w przypadku katastrofy smoleńskiej. Już w pierwszym akapicie ekspertyzy czytamy:

Niniejsza ocena prawna została sporządzona na podstawie zlecenia Przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, Pana dr Edmunda Klicha, pełniącego jednocześnie funkcję akredytowanego przedstawiciela przy komisji powołanej przez władze Federacji Rosyjskiej, badającej wypadek polskiego samolotu państwowego (wojskowego), jaki uległ wypadkowi lotniczemu na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Ekspertyza prawna zamówiona przez Ministerstwo Infrastruktury

Gdyby zresztą TU-154 nie był samolotem wojskowym wykonującym operację wojskową, rozważania na temat umowy polsko-rosyjskiej z 1993 roku byłyby bezprzedmiotowe, bowiem dotyczy ona wyłącznie lotów wojskowych. Tymczasem nie tylko w debacie publicznej, czy wspomnianej ekspertyzie prawnej, ale także w działaniach polskich urzędników i władza zaraz po katastrofie rozważano przyjęcie tej właśnie umowy za podstawę badania katastrofy. Odstąpiono od tego wyłącznie dlatego, że dopracowanie szczegółów zajęłoby zbyt wiele czasu, a – podobno – w tej sprawie najważniejszy był pośpiech. Może to i dobrze, bo na podstawie danych przekazanych ekspertowi przez Klicha nieszczęsny prawnik omawiając polsko-rosyjskie porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw, sporządzone w Moskwie dnia 14 grudnia 1993 r, zaznaczył „zaznaczenia wymaga, że na podstawie informacji przekazanych opiniującemu nie sposób ocenić ważności czy prawidłowości tego porozumienia.” (jakby ktoś jeszcze potrzebował dowodów jakim żałosnym państwem jesteśmy, skoro nie wiemy nawet czy kluczowe porozumienie międzynarodowe jest w ogóle ważne).

***

Reasumując. Mamy samolot będący własnością Polskich Sił Powietrznych, dowodzony przez wojskowy pułk specjalny, całą obsługę też zapewnia wojsko, lądujący na wojskowym lotnisku ale będący samolotem pasażerskim. Choć zaraz po katastrofie uznano samolot za wojskowy i szukano uzasadnienia dlaczego zamiast umowy dotyczącej lotów wojskowych zastosuje się nie mającą zastosowania do takich lotów Konwencję Chicagowską.

Nie ma chyba wątpliwości, że minister Miller ściemnia. A jeśli są, łatwo je rozwiać. Wystarczy dotrzeć do clarisów feralnego lotu, a potem do dokumentów którymi Polska komunikowała się z Rosją ustalając szczegóły lotu. Założymy się, że we wszystkich będzie mowa o wojskowym statku powietrznym?

Sprawa statusu lotu to kolejna ściema Rosjan, taka sama jak cztery podejścia do lądowania, i inne bzdury. Nie rozumiem dlaczego Miller postanowił tak gorliwie wesprzeć wersję ewidentnie nie trzymającą się kupy. Jeszcze do niego nie dotarła najnowsza narracja Sikorskiego, „stać nas na bardziej otwartą, bardziej pragmatyczną, odważniejszą politykę wobec Rosji to nasze zwiększone poczucie siły, my się po prostu coraz mniej Rosji mniej boimy”?

kataryna.blox.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Tusk za a nawet przeciw


niedziela, 19 września 2010

Donald Tusk (sierpień): Nikt nie kwestionuje potrzeby upamiętnienia ofiar. Warszawa nie miałaby nic przeciwko temu, żeby w pobliżu Pałacu Prezydenckiego – w wyniku otwartego konkursu, możliwie szybko przeprowadzonego – powstała tablica czy postument.

Donald Tusk (wrzesień): Nie mam poczucia deficytu upamiętnienia ofiar katastrofy. Nie mam planów rozpisania konkursu na jego budowę.

Miesiąc, a jaka zmiana. Bo w tak zwanym międzyczasie udało się odbić i schować krzyż, a to przecież jego obecność pod pałacem, nic więcej, sprawiła, że Tusk składał obietnice szybkiego konkursu na pomnik w okolicach pałacu. A w każdym razie wypowiadał się tak, że ci, którzy sobie jeszcze biorą do serca jego słowa mogli odnieść wrażenie, że premier osobiście mocą swojego autorytetu daje gwarancję, że pomnik i pamięć będzie. Może się mylę, ale wydawało mi się, że pomnik był także jednym z elementów tzw. porozumienia między kurią, Kancelarią Prezydenta, władzami miasta a harcerzami. Jeśli tak, to harcerze właśnie boleśnie się przekonują ile jest warte słowo polityka. Bo nie tylko premier nie ma życzenia stawiać pomnika, ale także prezydent stolicy już kombinuje jak się przed nim obronić. Na razie wymyśliła, że jak wygra wybory, to zrobi sondaż czy warszawiacy sobie pomnika życzą. Jeśli warszawiacy zawiodą (czy raczej, jeśli zawiedzie sondażownia), to się znowu odezwie pani konserwator i się okaże, że w Warszawie nie ma miejsca, gdzie taki pomnik można postawić. Determinacja z jaką Platforma walczy z pamięcią o Smoleńsku jest naprawdę imponująca.

Gdyby władza w realizację obietnic wkładała choć trochę tej energii jaką wkłada w znajdowanie sposobów na wymiganie się od nich, żyłoby się lepiej. Wszystkim.

kataryna.blox.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Palikot montuje żywą tarczę


niedziela, 12 września 2010

Janusz Palikot: Dostałem zaproszenie do CBA. Enigmatyczne. Nie wiadomo w jakiej sprawie. Idę z adwokatem w poniedziałek. W zasadzie bym tego nie kojarzył z faktem, iż za dwa tygodnie jest kongres RPP, ale! Wybory regionalne w Lublinie na szefa partii w regionie lubelskim miały się odbyć pierwotnie 17ego kwietnia. Tragedia z 10ego spowodowała, że ustalono inny termin. Tak się składa, że na kilka dni przed 10tym – 6,7 kwietnia – do Polmosu Lublin wkroczyło 6 agentów ABW. W sprawie  błahej wprawdzie, więc tym bardziej dziwne, że w tak dużej gromadzie, wrażenie jednak zrobili. Niefortunnie 10 kwietnia ukazał się komunikat prokuratury suwalskiej, że będzie – co jest bez precedensu – wzywać PO do wpłaty na rzecz PKW pieniędzy wpłaconych przez tak zwane słupy Palikota, czyli moich sponsorów w 2005 roku. Przypomnę, że ta prokuratura prowadzi postępowanie w sytuacji gdy po czterech latach już czterokrotnie prokuratura radomska i lubelska wnosiły o umorzenie z powodu braku winy. Umorzenie nie wobec mnie, gdyż ja się tam w ogóle nie pojawiam, a jedynie wobec moich współpracowników. O przeniesieniu postępowania, a więc o jego nie umorzeniu zdecydował prokurator Zaleski – kolega Grzegorza Schetyny. Swoją drogą czas już chyba ograniczyć dowolność prokuratury w przedłużaniu postępowań. (…) W kilku innych, pochodnych postępowaniach, nie pozwala się umorzyć postępowania i szuka się dziury w całym. 

Palikot na swoim blogu skarży się na kolejne szykany jakich doznaje od podległych Platformie służb. Rzekomo w ramach wewnątrzpartyjnej walki o wpływy. I nie jest to sprawa nowa, bo pierwsza próba zastraszenia go miała miejsce jeszcze przed katastrofą smoleńską i miała formę wizyty 6 agentów ABW w Polmosie Lublin. Wiedzieliście o tym? Ja też nie. Dziwne, prawda. Od tamtego czasu Palikot zdążył nawiedzić dziesiątki razy wszystkie media, opublikował ileś tam wpisów na swoim blogu. A o najściu ABW dyskretnie milczał, choć wiąże je ze swoją działalnością polityczną. W ogóle jakoś mało pisze o swoich problemach z wymiarem sprawiedliwości, ale widać nie lubi epatować swoją krzywdą, a dziennikarze nie są ciekawi.

Jeśli Palikot zwęszył kłopoty już 7 kwietnia (a pewnie nawet wcześniej), trzeba inaczej spojrzeć na to co się działo później. I na to co się dzieje teraz. Wygląda bowiem na to, że posmoleńska aktywność Palikota, te wszystkie prowokacje i skandaliczne wypowiedzi służyły zrobieniu wokół swojej osoby wystarczająco dużo szumu politycznego, żeby potem każde działanie służb można było nazwać politycznymi szykanami. „Spontaniczny” Ruch Poparcia Palikota nakręcany przez samego Palikota też inaczej wygląda w świetle opublikowanych dzisiaj przez niego informacji o kłopotach z służbami, bo zaczyna wyglądać jako nieźle pomyślana żywa tarcza z lemingów, którzy uwierzą, że wszystko co spotyka Palikota to polityczna zemsta za zbyt postępowe poglądy i będą go bronić, skuteczniej niż mógłby to zrobić adwokat, mający jednak ograniczone możliwości. Będą więc listy rozmaitych artystek z pudlami, a i Teatr Ósmego Dnia się pewnie ujmie za ofiarą politycznych prześladowań. Naprawdę nieźle wymyślone. 

Gdy się to już na dobre rozkręci, pamiętajmy jednak o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że najpierw były kłopoty Palikota, a dopiero potem jego aktywność i ten cały śmieszny ruch, nie odwrotnie. To tylko on uznał, że mamy się o tym dowiedzieć w innej kolejności. Po drugie, rządzi Platforma, wszędzie i niepodzielnie. Szefem ABW jest Bondaryk, szefem CBA Wojtunik, o nic więc – tym razem – nie da się niestety oskarżyć PiSu. Problemy Palikota rozgrywają się wyłącznie w platformerskiej rodzinie. Więc albo jest tak, że ten prominentny polityk Platformy i jej wizytówka ma zasłużone problemy z ABW i CBA, i są one na tyle poważne, że nie da się ich zamieść pod dywan, albo Platforma faktycznie wykorzystuje podległe sobie służby specjalne do ustawiania polityki wewnątrz partii i rozgrywania agentami partyjnych walk o wpływy.

Niech sobie lemingi wybiorą, którą wersję wolą. I biegną sprawdzić czy są jeszcze miejsca na „spontanicznym” zjeździe mięsa armatniego, którego Palikot może wkrótce potrzebować do obrony przed służbami nasłanymi na niego przez własną partię.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wypowiedzieć Ruskim wojnę


Piątek, 10 września (10:45)

„Jeśli Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy wiedzą już, że pod Smoleńskiem 10 kwietnia popełniono zbrodnię, i to zbrodnię, za którą odpowiadają Rosjanie (…) to co dalej? Jaka jest perspektywa? Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją? Wypowiedzenie wojny? (…) To przecież absurdalna perspektywa” – napisał na łamach „Gazety Wyborczej” Kazimierz Orłoś. Argument, którego tu użył, jest powtarzany bardzo często, czasem, jak w cytowanym wystąpieniu znakomitego pisarza, otwarcie i w słowach wyważonych, częściej półgłosem i brutalnie: co, wypowiemy Ruskim wojnę? Nie wypowiemy. No to mordy w kubeł…

Przypomina mi to rozmowę z pewnym wysoko postawionym urzędnikiem brytyjskim, cytowaną przez Mariana Hemara. „Tej zbrodni (w Katyniu – przyp. RAZ) musieli dokonać Niemcy” – oznajmił Anglik. Hemar w odpowiedzi począł zarzucać go faktami, datami i innymi oczywistymi dowodami, a Anglik zbył je wszystkie jednym machnięciem ręki i powtórzył: „To MUSIELI być Niemcy. Wielka Brytania NIE MOGŁABY być w sojuszu z reżimem zdolnym do czegoś podobnego”.

Mniej lub bardziej jednoznacznie powtarzali nasi zachodni przyjaciele ten argument przez pół wieku, dopóki Jelcyn oficjalnie nie przyznał, że jednak nie byli to Niemcy.

Można też wziąć w rękę książkę Claire Sterling „Czas morderców”, poświęconą zamachowi na Jana Pawła II. Opisuje sławna amerykańska reporterka, jak CIA, prowadząca w tej sprawie własne śledztwo, stwierdziła, że tropy jednoznacznie wiodą do KGB i jej ówczesnego szefa, Jurija Andropowa. Gdy stosowny raport trafił na biurko prezydenta USA, ten natychmiast nakazał zamknięcie śledztwa i rozwiązanie zajmującego się nim zespołu. Andropow w tzw. międzyczasie został bowiem gensekiem i perspektywa samego tylko dowiedzenia się, że sowiecki przywódca zlecił podległym sobie służbom zamordowanie papieża uznana została w Waszyngtonie za niemożliwą do przyjęcia.

Gdyby, rozważając zupełnie teoretycznie, katastrofę w Smoleńsku rzeczywiście ktoś spowodował – czy nie mógłby liczyć, że nawet jeśli coś się „wysypie” i do świata dotrą twarde dowody zamachu, panować będzie powszechny strach przed przyjęciem ich do wiadomości? A czy nie taki właśnie strach przemawiał przez Donalda Tuska, gdy tłumaczył on, że żądanie szerszego udziału Polaków w śledztwie miałoby charakter „zimnowojenny”?

Przecież, by wrócić do historycznych analogii, emigracyjny rząd Polski, mimo oczywistych dowodów, nigdy nie oskarżył Sowietów o zbrodnię katyńską. Jedynie w najbardziej wyważonych słowach zwrócił się nieśmiało z prośbą o niezależne międzynarodowe śledztwo – w odpowiedzi na co Stalin obraził się i zerwał stosunki, a Roosevelt i Churchill udzielili mu pełnego poparcia, bluzgając nam od nieodpowiedzialnych durniów, szkodzących antyhitlerowskiej koalicji.

Hipoteza o zamachu jest hipotezą skrajną i przy obecnym stanie wiedzy mało prawdopodobną. Ale już hipoteza błędu rosyjskiego kontrolera lotów i zaniedbań na lotnisku wygląda bardzo poważnie. Pilot tupolewa bez wątpienia uważał, że jest gdzie indziej niż był w rzeczywistości, nie otrzymał w porę ostrzeżenia o nadmiernym zniżeniu lotu, bez wątpienia wadliwie ustawiona była jedna z radiolatarni i wiele wskazuje na wadliwą pracę lotniskowego radaru. Załóżmy, że mimo starań komisji, by całą winę zwalić na nieżyjących pilotów, ostatecznie potwierdzono by tę wersję. To co wtedy? Wypadałoby wystąpić do Rosji o odszkodowanie. No, ale Rosja by odmówiła. No przecież nie wypowiemy jej wojny? Więc lepiej może uwierzyć, że to naprawdę była wina pilotów?

Zostawmy katastrofę i żałosne zabiegi władzy, mające sprowadzić to wydarzenie do roli przedmiotu prymitywnych dowcipasów i pijarowskich „wrzutek” (tak nawiasem, gdzie ci archeologowie, panie premierze?).

Oto unijna komisja ds. energii założyła sprzeciw wobec umowy gazowej, w której rządząca ekipa oddaje Rosji monopol na kontrolowanie polskiej energetyki przez najbliższych 30 – 40 lat.

Przedmiotem sprzeciwu jest zapis o całkowitym oddaniu pod kontrolę Gazpromu linii przesyłowych, co jest sprzeczne z unijnym prawem – ale jest w tej umowie między innymi zapis o zrzeczeniu się przez Polskę nie spłaconych długów Gazpromu za tranzyt w latach ubiegłych i de facto rezygnacja z ich pobierania w przyszłości. Dlaczego? Dlatego, że Rosjanie nie zamierzają swoich długów nam spłacać. No co, wojny przecież im nie wypowiemy?

Bardzo chciałbym wiedzieć tylko jedno: gdzie są granice stosowania tego argumentu? Czy w pojęciu obecnego establishmentu istnieje – teoretycznie – ze strony Rosji cokolwiek na tyle poważnego, że Polska byłaby w stanie się na to nie zgodzić, i, z drugiej strony, czy elity widzą sprawy na tyle drobne, że jeszcze się o nie upomnieć by odważyły?

Nie kieruję tego pytania ani do naszych rządzących, ani do celebrytów intelektu. Szkoda czasu. Skierowałbym je raczej do przedstawicieli władz rosyjskich. Sądzę, że w tej kwestii dysponują oni doskonałą wiedzą i skutecznymi narzędziami wpływu, i cokolwiek robią, robią na pewniaka.

Rafał A. Ziemkiewicz

interia.pl

1 komentarz

Filed under Uncategorized