Monthly Archives: Kwiecień 2011

Blitzkrieg z 10.04.2010


30.04.2011 12:48

Wyniki ekspertyzy balistycznej potwierdzają obecność na pokładzie broni (kilka pistoletów) i amunicji (naboi) do nich. Nie jest możliwe określenie, kiedy po raz ostatni oddane zostały strzały z tych pistoletów
raport Komisji Burdenki 2, zwany potocznie „raportem MAK” o broni polskich borowców lecących z delegacją prezydencką, s. 146 (neosowieckiej wersji na Polskę)
Dlaczego nie możemy być znowu jednym państwem? Może politycy byli źli, ale między nami były takie dobre kontakty, słuchaliśmy Edyty Geppert, oglądaliśmy „Czterech pancernych i psa”, stosunki były wspaniałe
A. Koronczik o relacjach rusko-polskich (kwiecień 2011)
No to co zrobić? Wysadzić go (rurociąg NordStream – przyp. F.Y.M.) w powietrze. Już powinna być ekipa
1.
Przywołany z jednego z ostatnich wywiadów ze śp. Z. Herbertem cytat kilkanaście lat później okazał się proroczy, gdyż w ramach „manewrów wojskowych” latem 2009 (bez obserwatorów z NATO, za to z obserwatorami np. z Libii – w postaci syna M. Kaddafiego, Chamisa Kaddafiego (http://charter97.org/en/news/2009/9/30/22376)), a więc na pół roku przed zamachem na polską delegację 10 Kwietnia, Rosja z Białorusią ćwiczyły m.in. „odpieranie ataku na NordStream”. To było w ramach ćwiczeń „Ładoga 2009”, gdyż w ramach manewrów „Zapad 2009” broniono już samej Białorusi przed polskim atakiem. Jesienią rozpoczyna się zaś w FR restrukturyzacja armii, szczególnie sił powietrznych. Proces ten ma się wiązać m.in. z redukcją zatrudnienia w różnych bazach wojskowych, z wycofywaniem starego sprzętu i ze zmianami w strategii działania ruskiego wojska.
Do tych informacji dodajmy jeszcze tę, że w kwietniu 2010 (o czym pisałem niedawno (http://freeyourmind.salon24.pl/299561,ruscy-antyterrorysci-z-kwietnia-2010)) Ruscy urządzają także w wielu obwodach (w tym w wymienionych przez „raport MAK” jako te, które postawiono w stan pogotowia w związku z logistyczną i specjalistyczną „pomocą” dla Smoleńska) ćwiczenia wojsk wewnętrznych związane z sytuacją zaatakowania Białorusi przez NATO od strony Ukrainy. Dlaczego akurat z Ukrainy, skoro ta oficjalnie odrzuciła wstąpienie do NATO? Chyba dlatego, by wprost nie mówić znów o Polsce. Owe ćwiczenia wojsk wewnętrznych polegają m.in. na tym, że na lotnisku w Lipiecku przyjmowani są uchodźcy wojenni właśnie z Ukrainy (?), wśród których są w dodatku terroryści, z którymi to muszą toczyć bój brygady antyterrorystyczne wyposażone w przeszkolone do takiej walki ostre psy. (W kwietniu 2010 (dokładnie 7-go, a więc na parę dni przed wylotem polskiej delegacji) odbywają się też „strażackie manewry” na lotnisku Pułkowo w Sankt-Petersburgu, gdzie ćwiczone jest… gaszenie tupolewa 154 oraz sprawnaewakuacja pasażerów(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/7-kwietnia-2010-pukowo.html)) 9-go z kolei w obwodzie lipieckim przeprowadzane są manewry MCzS drużynami z 17 obwodów (http://www.lipetsktime.ru/news/2010-04-09/4399.htm, http://www.lipetsktime.ru/news/2010-04-09/4402.htm)1. Jeśli zbierzemy te wszystkie fakty w całość, to  mamy obraz kompleksowych ruskich przygotowań do kontrakcji NATO na planowany przez Kreml atak na polską prezydencką delegację.
Oczywiście nikomu się nie śniło w 2009 r. to, że Kreml przygotowuje się do takiego ataku i takiej manifestacji siły (wprawdzie BBN pod kier. śp. A. Szczygły analizował sytuację, lecz do tak daleko idących wniosków przecież nie mógł dojść (www.bbn.gov.pl/download.php?s=1&id=3068),); przypomnijmy sobie zresztą w tym kontekście wypowiedź śp. L. Kaczyńskiego w Tbilisi, gdy przestrzegał, iż za jakiś czas po ataku na Gruzję Rosja może zaatakować nasz kraj). Ale też chyba sami Ruscy nie byli do końca pewni, czy zamach terrorystyczny dokonany w biały dzień na wysokich urzędnikach państwowych i najwyższych rangą oficerach (natowskiego w końcu) wojska nie spotka się z jakimś natychmiastowym zbrojnym odwetem ze strony Paktu. Dlatego też  przeprowadzali ćwiczenia „samoobronne” (jak to wielokrotnie uspokajająco podkreślali). Najprawdopodobniej jednak rozpoznanie kontrwywiadowcze, które od wielu lat FR prowadziła na terenie krajów NATO dostarczało Moskwie jasnych i jednoznacznych analiz, co do tego, iż Pakt – w przypadku zaatakowania Polski – nie będzie wszczynał militarnej kontroperacji. Atak tylko musiał być przeprowadzony z chirurgiczną precyzją, właśnie poprzez dekapitację (W. Suworow obrazowo określa tego rodzaju akcję zbrojną „atakiem na mózg” danego państwa).
Kremlowscy gracze, zaprawieni już w terroryzmie państwowym, zastosowali więc coś w rodzaju szacha i mata w kilku precyzyjnych, sprytnych ruchach. Czasami szachiści popisują się przed początkującymi zawodnikami (tj. takimi, którzy nie wiedzą, że należy przewidywać ruchy przeciwnika i zastanawiać się nad jego strategią), jak to można kogoś zamatować w paru posunięciach niedługo po rozpoczęciu gry, tak że żółtodziób nawet nie zdąży się zorientować, że partia została już rozegrana i w mgnieniu oka skończona. Moskwa zastosowała taki właśnie błyskawiczny manewr obezwładnienia przeciwnika i zmuszenia do poddania się. Co też się stało. Po ataku dokonanym 10 Kwietnia ciemniacy natychmiast złożyli hołd, podporządkowali Polskę ruskiej Federacji i uznali zwierzchność Kremla nad polskim terytorium, polską polityką i nawet polskimi obywatelami. Neopeerel w parę chwil zamienił się w ruską prowincję, na której obszarze roztoczona została ruska jurysdykcja, zaś ładu i porządku tej ruskiej prowincji zaczęli bezzwłocznie strzec politrucy, promoskiewscy pismacy ścigający się w aktach serwilizmu wobec Kremla i waleczni polscy omonowcy, dzielnie wywijający policyjnymi pałkami przed terroryzowaną ludnością cywilną. Szach-mat w kilku celnych posunięciach, po których nie można się już obronić, bo nie ma gry.
Jak taki Blitzkrieg był możliwy? Poprzez umieszczenie „teatru działań wojennych” na całkowicie kontrolowanym przez Moskwę obszarze. Gdyby ataku dokonano na terenie Polski, sytuacja byłaby zupełnie inna – nie tylko w kontekście geopolitycznym (agresja na terytorium państwa należącego do Paktu), ale przede wszystkim w kontekście polityczno-społecznym w wymiarze lokalnym. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można by założyć, że sami Polacy stanęliby do obrony przed ruskimi sołdatami, a i część wojska (ta niechętna włączeniu polskich sił z powrotem do sowieckiej międzynarodowej struktury) mogłaby wszcząć zbrojny i zaciekły opór. Sytuacja więc mogłaby się nie tylko wymknąć spod kontroli, ale też zamienić w regularną, konwencjonalną wojnę, której przebieg i skutki trudno byłoby przewidzieć nawet kremlowskim geostrategom i jasnowidzom.
Ulokowanie „teatru działań” w obszarze ruskich obwodów kontrolowanych przez lotnictwo i inne militarno-bezpieczniackie siły FR zapewniało natomiast zachowanie kontroli nad przebiegiem operacji dekapitacji i ochronę działań terrorystycznych przed natowskim kontratakiem. W tym bowiem wypadku, gdyby NATO uderzyło, to jego dowódcy nie mogłoby już mówić o „obronie Polski”, gdyż doszłoby – skoro rzecz rozgrywała się na ruskim terytorium – do zaatakowania samej Rosji. Nie ma wątpliwości, że jako „zbrojną inwazję Zachodu na Matkę Rassiję” przedstawiłyby sytuację kremlowskie media. No i tym razem zachodni geostratedzy i jasnowidze mieliby problem z oszacowaniem przebiegu i skutków takich militarnych działań.
Ktoś, kto na Kremlu zaplanował więc ze szczegółami całą tę operację, a domyślamy się kto, wiemy wszak z historii współczesnej Rosji, kto stosuje terror państwowy do akcji wymierzonych w słabego i zwykle bezbronnego przeciwnika (terroryzm w Rosji to codzienność, można rzec; miesiąc przed atakiem na polską delegację były przecież dwa zamachy w moskiewskim metrze (http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2010-03-31/zamachy-w-moskiewskim-metrze)) – użył zwyczajnej,terrorystycznej metody sprowadzającej się do paru bezwzględnych posunięć: porwanie/uprowadzenie, obezwładnienie i zamordowanie ofiary. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, było za późno. „Stało się”. Szach-mat. Po grze.
Atak został przeprowadzony w miejscu, do którego nie sposób było dotrzeć tym, którzy ewentualnie chcieliby stanąć w obronie uprowadzonych. Jednocześnie zastosowano wobec NATO manewr charakterystyczny dla bandytów. Jakiś młodociany przestępca dokonuje na oczach właściciela np. włamu do jego samochodu, a gdy pokrzywdzony chce złodziejowi sprawić łomot, ten wzywa kilkunastu bandziorów i pyta: „Będziesz się z nami wszystkimi bił? Chcesz poświęcić wszystko dla tego ukradzionego radia? Chcesz, byśmy się zajęli twoją żoną i dziećmi?” Dodajmy jeszcze (pozostając przy tej metaforze), że właściciel auta po prostu udał, iż się nic nie stało i nawet nie zadzwonił na policję (tak można zobrazować zachowanie gabinetu ciemniaków); ta zaś więc nawet nie została zobligowana do zainterweniowania. A potem już zaczął działać „czas”, który, prawda, jak mawiają mędrcy z Ministerstwa Prawdy, „leczy rany”, szczególnie gdy w tym leczeniu pomagają specjaliści-psychiatrzy z Czerskiej i intelektualnych okolic.
Kwietniowy neosowieckiBlitzkrieg był zresztą całkiem wymowną odpowiedzią na natowski briefing (po obserwacjach manewrów Ładoga i Zapad (http://www.twojaeuropa.pl/2368/nato-krytykuje-rosyjska-armie)), kiedy to wprostśmiano się z ruskiej armii i jej możliwości militarnych. Przy okazji bowiem wymordowania tylu wysokich rangą przedstawicieli jednego z natowskich państw, pokazano całkiem sprawną organizację „kordonów osłaniających” tę zbrojną operację – no i nie ma co kryć:kompletną bezradność Paktu. Wydaje się niemożliwe, by służby wywiadowcze państw zachodnich nie monitorowały przebiegu operacji z 10 Kwietnia zwłaszcza w kontekście ostrzeżeń Interpolu (z 9 kwietnia 2010) dotyczących możliwego zamachu terrorystycznego na jakiś samolot unijny.
Niemożliwe też wydaje się, żeby nie widziały skierowania delegacji na zapasowe lotnisko i „akcji antyterrorystycznej”, a zarazem „działań powypadkowych” na Siewiernym w Smoleńsku. A mimo tej wiedzy nie doszło do żadnej kontrakcji, której mógł się obawiać Kreml. Sytuacja jednak z punktu widzenia Paktu musiała być zupełnie bezprecedensowa, no bo przecież władze nadwiślańskiej republiki wcale nie zwróciły się do NATO o pomoc w sytuacji tak ekstremalnej, tylko przyjęły… punkt widzenia ruskiego agresora, udając, że doszło do lotniczego wypadku. Wiadomo, wypadki chodzą po ludziach. „Stało się”.
Ruscy zresztą podeszli do całej terrorystycznej akcji niezwykle starannie, jak wspomniałem bowiem wyżej, przeprowadzali w wielu obwodach ćwiczenia „przeciwpożarowe” i „antyterrorystyczne” i gdzieś pośród nich „ukryli” tę „prawdziwą akcję” wymierzoną w polską delegację. Po drugie użyli niesamowitego wprost podstępu zmaskirowką na Siewiernym chronioną przez kordon wojska i bezpieki (mundurowi i czekiści pojawili się na miejscu o wiele szybciej od strażaków i medyków, tak jakby „czekali we mgle”) i zapewne tricku z manipulacją czasem (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/w-ruskiej-zonie.html).
Po trzecie mieli po swojej stronie promoskiewski gabinet ciemniaków i gajowego z jego zuchwałą świtą oraz media i ruskie, i mainstreamowe w Polsce (cały ten kordon zadbał, by słowo „zamach” nie przedarło się przez medialne zasieki, tylko by od razu zaczęto „analizować przyczyny lotniczego wypadku”). Czwarty kordon utworzyła ludzka indolencja oraz głupota (nie chcę na razie myśleć, że to było działanie celowe), inaczej bowiem nie można nazwać postępowania J. Bahra oraz J. Sasina na miejscu zdarzenia, którzy zwyczajnie stracili głowę i kompletnie nie wiedzieli, co się dzieje, pozostawiając właściwie wolną rękę Ruskom, a nie próbując jakoś zająć się zabezpieczeniem „miejsca wypadku” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/woko-zeznan-sasina.html). Tu oczywiście czynną rolę odegrali też ciemniacy nie tylko nie zabiegając o pomoc NATO, ale uniemożliwiając natychmiastowy przylot do pracy ekspertom medycyny sądowej z Polski (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/natychmiast-wszczac-sledztwo.html). Piąty kordon to już dezinformacja, propaganda i „śledztwo” nadzorowane przez Putina.
Wróćmy jednak do ruskich manewrów strażackich i antyterrorystycznych. Te manewry osłaniające prawdziwą zbrodnię były także w specyficzny sposób militarnie dodatkowo „osłaniane”. Wszystkie„ćwiczenia na lotniskach” odbywały się w nieodległym czasowo kontekście przygotowań do jubileuszowej i zaplanowanej z bombastycznym, międzynarodowym rozmachem, „majowej parady” na placu czerwonym w Moskwie – przygotowań, które z kolei wiązały się z manewrami w bazach wojskowych (jak 09-04-2010 na lotnisku Kubinka (http://pilot.strizhi.info/2010/04/10/8279#more-8279,http://album.foto.ru/photos/50029/m, http://album.foto.ru/photos/50049/), oraz przelotami wielu samolotów w różnych kierunkach (np. z Lipiecka pod Moskwę na poligon Ałabino2 (http://www.lipetsktime.ru/news/2010-04-13/4436.htm))), w różnych lotniczych szykach i różnych celach (np. transportowych) (nawiasem mówiąc, jak odkryła Amelka222 i opublikowała na swoim blogu (http://lamelka222.salon24.pl/280925,rozkladanie-szachownicy-watki-smolenskie-cz-6) w okolicy tego poligonu 10 Kwietnia też się działy dziwne rzeczy).
Jeśli więc nawet jakaś eskorta w pewnym momencie w przedpołudniowych godzinach 10 Kwietnia przejmowała 2 polskie samoloty zmierzające na uroczystości katyńskie i skierowane na „zapasowe lotnisko” z powodu piekielnej mgły nad północnym, wojskowym lotniskiem w Smoleńsku – to nawet wśród widzących taką akcję zwykłych Rosjan nie musiało to budzić niczyich podejrzeń (na zasadzie: „Pewnie ćwiczą maładcy z Polakami do defilady”). Jeśli natomiast na tymże lotnisku miała miejsce „ewakuacja” pasażerów oraz „odbijanie zakładników z rąk terrorystów” – to mogło to być z kolei związane z „manewrami antyterrorystycznymi” przeprowadzanymi w wielu ruskich okręgach w związku ze wspomnianymi już ćwiczeniami wojsk wewnętrznych.
Istota ruskiej maskirowki polega na tym, że osoby, którym jest ona pokazywana, widzą co innego niż jest w rzeczywistości i nie widzą tego, co rzeczywiście zachodzi. Akcja terrorystyczna widziana jest jako ćwiczenia, co zresztą podnosi na duchu („dobrze, że chłopaki pracują nad formą, jesteśmy coraz bezpieczniejsi w kraju”), zaś udawana akcja ratownicza w zainscenizowanej, księżycowej scenerii „powypadkowej” (przedstawiana w mediach w postaci „wstrząsających zdjęć z miejsca zdarzenia lotniczego”) traktowana jest jako rzeczywiste działanie na miejscu autentycznej katastrofy. W ten zatem sposób kamuflaż chroni zbrodniarzy, a dezinformacja wiedzie obserwatorów na ruchome piaski błędnych, wzajemnie wykluczających się domysłów i spiętrzających się nieustannie wątpliwości. Nieprzypadkowo zresztą w teorii dezinformacji mówi się o tzw. intoksykacji. Dezy bowiem wpuszczane są do społecznego organizmu tak jak toksyny do jakiegoś biosystemu – jeśli ktoś zatruje sobie umysł dezami, to właściwie nie ma szans, by dojść do jakiegokolwiek sensownego rozwiązania sytuacji, o ile ktoś mu nie poda „surowicy prawdy”, że się tak wyrażę. Trucizna bowiem rozchodzi się po całym organizmie i stopniowo go paraliżuje. W rezultacie taki człowiek albo sam się „zwalnia z myślenia”, albo przyjmuje postawę zobojętnienia lub otępienia, i jest mu wszystko jedno „jak tam było”, dochodzi bowiem do przekonania, że i tak nie da się odkryć prawdy. Nie da się.
2.
Zejdźmy jednak teraz z tych wysokich rejestrów do ruskiej przestrzeni powietrznej i na ruską ziemię, i zajmijmy się paroma „fizycznymi szczegółami”, przeglądając ruski „raport” neosowieckiej, całkowicie podporządkowanej Kremlowi, instytucji zwanej „MAK”. Na s. 167 możemy przeczytać: „Należy dodać, że dowódca samolotu ił-76 wcześniej odbywał służbę wojskową w Smoleńsku i doskonale znał schemat lotniska, a także możliwości środków radiotechnicznych i świetlnych. Niemniej jednak, właśnie ze względu na warunki meteorologiczne dowódca podjął prawidłową decyzję oodejściu na lotnisko zapasowe”. W tymże „raporcie” podane jest, że chodzi o iła o n-rze bocznym  78817 (http://russianplanes.net/EN/regs/RA-78817), który, wedle oficjalnych danych, często stacjonuje w porcie Moskwa-Wnukowo, choć zapewne jest przypisany do bazy w Twerze. I nic zapewne nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to, że w Smoleńsku na Siewiernym stacjonuje całkiem sprawny ił-76 o n-rze bocznym  78845 (http://russianplanes.net/EN/city/Smolensk_-_North) oraz parę innych iłów, które „latają”, a nie tylko sterczą na stojankach i rdzewieją (http://russianplanes.net/EN/regs/RA-78840, http://russianplanes.net/EN/REGS/RA-76649, http://russianplanes.net/EN/REGS/RA-86048).
Czemu więc musiał aż z Tweru czy Moskwy przylatywać ów ił-76, skoro inne były pod bokiem? Ruscy tłumaczyli to w ten sposób, że miał on przetransportować sprzęt i dziesiątkiludzi do obsługi polskiej prezydenckiej delegacji, tak jakby w Smoleńsku nie można było znaleźć wielu mundurowych (widzieliśmy ich różne akcje na Siewiernym) oraz odpowiednich samochodów, które mogłyby taką obsługę z ruskiej strony zapewnić. Z drugiej zaś stronyKrasnokutski mówi o ile-76 per „nasz Frołow” (co może potwierdzać, że chodzi o bazę w Twerze, z którą ten wojskowy był związany – aktualnie pełniący służbę w Iwanowie (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110418&typ=po&id=po01.txt))3. Ruscy więc jak zwykle łżą, ukrywając prawdziwe przeznaczenie iła, który wykonał lot z Moskwy i miał rzekomo (wedle raportu komisji Burdenki 2, s. 17) powrócić po nieudanych dwóch podejściach do lądowania, znowu do Moskwy.Tymczasem wedle stenogramów zapisów rozmów ruskich szympansów na wieży, ił ten kieruje się najpierw „na Biełyj”.
09:39:42 РП 8-17 выполняйте на Белый, занимайте 3900./8-17 wykonujcie na Biełyj, zajmujcie 3900.
(…)
09:39:49 Ил-76 На Белый 3900, 8-17-й./Na Biełyj 3900, 8-17-ty.
(tłum. blogerka MME-MZ – czasami z moimi poprawkami – przyp. F.Y.M.)
Po chwili zaś przez telefon Krasnokutski melduje:
09:40:03 Красн. Не знаю, пока не готов, в прогнозе его не было, вот за 20 минут все закрыло, сейчас Фролов, отправляем на запасной в Тверь его./Nie wiem, narazie nie [jestem] przygotowany, w prognozie tego nie było, w ciągu 20 minut wszystko przykryło, właśnie [jest] Frołow, wysyłamy go na zapasowe do Tweru.
A parę minut później ustalone zostaje (między „wieżą” a centralą) Wnukowo jako „zapasowe” dla iła (można sprawdzić w stenogramach). Na tym jednak wcale nie koniec, gdyż po następnych kilku minutach załoga iła znowu rozmawia z wieżą i ogłasza:
09:47:28 Ил-76 «Корсаж», 8-17, по указанию Москвы на Юхнов, пока 3900./ „Korsaż”, 8-17, z polecenia Moskwy na Juchnow, na razie 3900.
09:47:34 РП На Юхнов?/Na Juchnow?
09:47:35 Ил-76 На Юхнов, точно так, на Юхнов, 3900./Na Juchnow, tak jest, 3900.
09:47:38 РП Вас понял, курс Юхнов, 3900, работайте по направлению, удаление полсотни два, в азимуте 25. До связи./Zrozumiałem, kurs Juchnow, 3900, pracujcie na kierunku, odległość 52, w azymucie 25. Do zobaczenia.
09:47:46 Ил-76 Связь по направлению имею, до связи 8-17./Łącznośćna kierunku mam, do zobaczenia 8-17.
09:47:50 РП До связи./Do zobaczenia.
Dość szybko więc zmieniają się te „zapasowe” lotniska. Problem tylko w tym, że w Juchnowie, leżącym na wschód od Smoleńska, nie ma żadnego lotniczego portu, wygląda zatem na to, że w tym dialogu ukrywany jest docelowy punkt przelotu iła-76. Juchnow znajduje się w obwodzie kałuskim (sąsiadującym ze smoleńskim i briańskim) i jeśli już to lotnisko (i baza lotnicza) jest w samej Kałudze, nic więc nie stało na przeszkodzie, by tam skierować „Frołowa”. No chyba że nie chodzi także o Kaługę, lecz o jakieś ustronne bazy wojskowe – takie np. jak położona już w obwodzie smoleńskim Wiaźma (usytuowana najbliżej Juchnowa)4, Szatałowo czy Sieszcza5 (zaś hasło „na Juchnow” to tylko wojskowy kryptonim użyty w dialogu). Tylko co mieliby robić ludzie mający zabezpieczać delegację prezydencką i samochody do konwoju tejże delegacji – w leżącej na drodze do Briańska Sieszczy?
Nie prościej im jednak wrócić do Moskwy, skoro stamtąd niby cały transport przybył (tak przynajmniej mówi oficjalna ruska wersja)? Chyba że na pokładzie iła są inni ludzie i w innych celach aniżeli „reprezentacyjno-zabezpieczające”, czyli jest tam np. ekipa „antyterrorystów” z FSB (typu specnazowski, zaprawiony w bojach, „Wympieł”http://ru.wikipedia.org/wiki/Вымпел_(спецподразделение)6, którzy mają oczekiwać na przybycie polskiej prezydenckiej delegacji. Gdyby tak było, to znalezienie miejsca lądowania iła, byłoby zarazem odkryciem miejsca ataku na nią.
Przypomnijmy sobie jeszcze w tym kontekście taką wypowiedź Plusnina:
09:57:01 РП Вот когда, когда я ФСБшника принимал, такая же погода была (нрзб)./A kiedy, kiedy przyjmowałem FSB-iaka taka sama pogda była (niezr.)
Czy nie dotyczy ona iła-76 i jego „ładunku”?
3.
Zawiła historia iła-76 to zaledwie wierzchołek smoleńskiej góry lodowej. Nie wiemy (a mija rok od zamachu), ile dokładnie (i jakich) maszyn było w godzinach przedpołudniowych 10 Kwietnia nad Smoleńskiem. Jeżeli pominiemy „dziennikarskiego” jaka-40 i tę maszynę, która  imitowała „katastrofalny przelot” (widzianą z okna przez moonwalkera S. Wiśniewskiego o godz. 8.38 polskiego czasu (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/bilokacja-o-838.html)), to prawdopodobnie były przynajmniej cztery: dwie, których załogi rozmawiają o „zrzucie” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/eskorta.html), wspomniany już ił-76 (78817) oraz „Transaero 331” lecący niby z Domodiedowa do Barcelony, ale bardzo interesujący się warunkami pogodowymi na wojskowym lotnisku w Smoleńsku.
Przypomnijmy sobie fragment rozmowy między szympansią wieżą a tymże „Transaero 331” (czas ruski):
10:10:11 331 «Корсаж» ответьте, Трансаэро 331./Korsaż”, odpowiedzcie, Transaero 331.
10:10:16 РП «Корсаж» ответил./”Korsaż” odpowiedział.
10:10:18 331 Доброе утро, будьте любезны вашу фактическую погоду./Dzień dobry, bądźcie tak mili(podajcie – przyp. F.Y.M.)waszą aktualną pogodę.
10:10:22 РП Значит фактическая, туман, видимость порядка четырехсот, где-то не более четырехсот метров./Aktualna znaczy, mgła, widzialność rzędu 400, miejscami nie więcej niż 400.
10:10:31 331 А температура есть какая, давление./A jaka temperatura, ciśnienie.
10:10:33 РП Температура + 2, давление 7-45, а вы для польского борта работаете?/ Temperatura +2, ciśnienie 7-45, a wy dla polskiego samolotu pracujecie?
10:10:40 331 Да нет, мы просто пролетом, летим, нас Москва попросила./Nie, my przelotem, lecimy, nas Moskwa poprosiła.
10:10:45 РП Пока условий для приема нет, 3-3-1./Na razie warunków do przyjmowania nie ma, 3-3-1.
10:10:48 331 Хорошо, спасибо большое./Dobrze, wielkie dzięki.
10:10:55 331 А у вас прогноз какой есть вообще, нет?/A w ogóle to macie jakąś prognozę?
10:10:58 РП Прогноз тут в новом облике, блин, вообще не ожидали тумана, вот обещают где-то с час еще, что туман будет./Tu nowa prognoza, do bani, w ogóle nie spodziewali się mgły, a zapewniają, że gdzieś z godzinę jeszcze potrwa.
10:11:05 331 ну нам понятно, еще раз извините, спасибо./No rozumiemy, jeszcze raz przepraszamy, dziękuję.
Dialog ten wygląda z pozoru absurdalnie, a przynajmniej dziwacznie. Plusnin nie wie (lub udaje niewiedzącego), z kim rozmawia, a załoga, która się z nim porozumiewa, gra rolę „moskiewskiego posłańca”, tak jakby nie było stałej łączności między centralą w stolicy FR a wieżą ruskich szympansów i jakby ci z centrali musieli prosić inne statki powietrzne o „sprawdzenie sytuacji w Smoleńsku”. „Transaero 331dokonuje tego swoistego rekonesansu, pamiętajmy,na niedługo przed wejściem polskiego tupolewa w ruską przestrzeń powietrzną.
Na pierwszy rzut oka można by sądzić, że Plusnin, niejako szykując się już do tego, że może mieć wnet do czynienia z polską załogą, ten rekonesans „Transaero 331” traktuje jakby był związany z pojawieniem się delegacji z naszego kraju („dla polskiego samolotu pracujecie?”). Jaki jednak związek miałby mieć z polskim tupolewem jakiś samolot lecący z Moskwy do Barcelony? Gdy się uważniej przyjrzeć temu dialogowi, to można wywnioskować, iż Plusnin składa jakiś zakamuflowany meldunek: „Na razie warunków do przyjmowania nie ma, 3-3-1”. Ani „331” nie prosi przecież o zgodę na lądowanie, ani „331” nie dopytuje o przylot polskiego statku powietrznego, ani też nie „reprezentuje” polskiej delegacji, by dowiadywać się dla niej o „warunki meteo” na Siewiernym w Smoleńsku!
„Transaero 331” pojawia się też parę minut później (10:18 ruskiego czasu) w pobliżu punktu ASKIL, wymienia komunikaty z wieżą w Mińsku i na dobrą sprawę „mija się” w powietrzu z polskim tupolewem (oczywiście wedle załganych stenogramów CVR), który dolatuje do ASKIL7 niedługo potem, bo o 10:22 (gdyby te parametry czasowe były niezafałszowane, to rozmowa Prezydenta z bratem odbyłaby się jeszcze znad terytorium Białorusi). Czy więc w związku z tym niedawnym rekonesansem nad Siewiernym, „331” po prostu nie „monitoruje” także przelotu polskiej delegacji?
Samolotami pełniącymi w powietrzu funkcje koordynacyjno-kontrolne, ostrzegawcze i zarazem bojowe (w sensie np. wojny elektronicznej) są stacjonujące głównie w bazie Iwanowo (12 maszyn) iły typu A-50 (http://russianplanes.net/EN/city/Ivanovo_-_North). Pisał o nich już pod koniec kwietnia 2010 r. „Nasz Dziennik”: „Iljuszyn-Berijew A-50 (ang. Beriev A-50, kod NATO – Mainstry) – jest rosyjskim odpowiednikiem amerykańskiego E-3 Sentry, czyli samolotem wczesnego ostrzegania i dowodzenia (AEW&C). A-50 powstał w zakładach Berijewa na bazie transportowego Ił-76MD. Mainstry to czterosilnikowy górnopłat i na pierwszy rzut oka w niczym nie różni się od protoplasty, czyli Iła-76.
Uwagę zwraca charakterystyczny talerz systemu Schnell-M produkcji firmy Vega, który składa się z następujących elementów: stacja radarowa, system obróbki danych, system zawoławczo-odezwowy i transmisji sygnałów, komputer cyfrowy, system identyfikacji IFF, łącza danych z myśliwcami, system szyfrowania, radiostacja wielopasmowa, systemy telemetrii, system rejestracji.
System Schnell-M może równocześnie śledzić 60 celów, w tym samym czasie naprowadzając nawet 12 myśliwców. Pozwala bezbłędnie nawigować i kontrolować lot w każdych warunkach atmosferycznych, o każdej porze dnia i nocy, w każdym zakątku świata.
A-50 nie jest bezbronnym olbrzymem, w razie ataku może wykorzystać elektroniczny system samoobrony przed kierowanymi rakietami przeciwlotniczymi (SAM i AAM). Całość pokładowych systemów jest odporna na działanie elektromagnetyczne.
Do obsługi samolotu Mainstry potrzeba nawet 16 osób (10 osób załogi AEW i 5-6 osób personelu lotniczego)” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100428&typ=po&id=po02.txt).
Czy „transaero 331” to nie był taki A-50 (http://russianplanes.net/EN/st/Ilushin/A-50) „zarządzający” całą akcją przejęcia polskiej delegacji w ruskiej przestrzeni powietrznej i skierowania jej na „zapasowe lotnisko” (analogicznej jak ta ćwiczona na Pułkowie)? To kwestia wciąż do zbadania dla osób zajmujących się śledztwem smoleńskim, wydaje się jednak, że  „operacja Smoleńsk” musiała być koordynowana w powietrzu choćby z tego prostego powodu, żeby Polacy(dysponując zapasem paliwa)zwyczajnie nie zawrócili i nie uciekli z pułapki. Strategię z dozorem radiolokacyjnym przeprowadzanym przez A-50 (i współpracą myśliwców Su-27 oraz Mig-31) Ruscy zastosowali choćby podczas pierwszej zbrojnej inwazji na Czeczenię8. Dodatkowe tropy przemawiające za tym, iż było wiele ośrodków kontaktowo-koordynacyjnych smoleńskiBlitzkrieg stanowią przeróżne pseudonimy (dotyczące jakichś „ciał nadrzędnych”): „Logika”, „Antena”, „Wieża” (wywoływana przez Plusnina o 9:54 (09:54:35РППервый «Вышке»./Pierwszy do „Wieży”)) oraz „Burzołom” („Buriełom”) wywoływany o 10:22 (10:22:17РП«Корсажу» ответьте, «Бурелом»./Odpowiedzcie “Korsażowi”, „Buriełom”[„Burzołom”]), a więc, jeśliby, powtarzam, wierzyć ruskim stenogramom CVR, w momencie wchodzenia polskiego tupolewa w ruską przestrzeń powietrzną, a na minutę przed nawiązaniem łączności między naszą załogą a „Korsażem”.
4.
Największy jednak problem badawczy sprawiają luki w ruskich materiałach. Te ostatnie, jak doskonale wiemy, nie tylko są załgane i zmanipulowane (kopie zapisów CVR są zmontowane z zapisów dwóch lotów tupolewa: z 9 kwietnia 2010 i z 10-go), ale też wybrakowane. I tak np. pewnych informacji nie ma, a pewne kwestie w dialogach po prostu „są zniknięte”, czego najlepszym dowodem jest ten fragment stenogramów z „wieży”, gdy Krasnokutski ucina sobie o 9:20 (ruskiego czasu) pogawędkę z Władimirem Sypką (dowódcą lotniczej bazy Migałowo w Twerze) i w pewnej chwili ten ostatni pyta:
09:21:03 Сыпко А что ты говоришь туман сел?/A co ty mówisz, że mgła usiadła?

A Krasnokutski, wedle stenogramów, odpowiada tak:
09:21:05 Красн. B 8.50 у него посадка вот сейчас видимость вот сейчас уже улучшается, но никто и Марченко вчера весь день говорил, никто туман не обещал и утром все нормально, вот сейчас в 9 часов раз и затянуло, видимость где-то 1200. Ну нормально он зашел. Я думаю, там оборудование у него, ну такой самолет. Ну в принципе нормально зашел, сработали хорошо. Я думал, честно говоря, на второй круг. Значит ну в принципе все, и я думаю в 10.30 сейчас температура пойдет, ну во всяком случае, хуже 1500 не должно быть./O8.50 lądowali(dosł. jego lądowanie o 8.50 – przyp. F.Y.M.), a teraz widoczność już się poprawia, ale nikt i Marczenko wczoraj cały dzień mówił, nikt nie zapowiadał mgły, i rano wszystko normalnie, a teraz o 9 naraz zakryło, widoczność gdzieś 1200. No normalnie wylądował. Myślę, on tam ma wyposażenie, no taki samolot. W zasadzie normalnie wylądował, spisaliśmy się dobrze. Ja szczerze mówiąc myślałem, ze odejdzie na drugi krąg. To w zasadzie wszystko, myślę, że o 10.30 teraz temperatura się podniesie, no, w każdym razie gorzej niż 1500 nie powinno być.
Abstrahując od tego, na ile ta odpowiedź jest faktycznie reakcją na powyższe pytanie (bo być może coś wycięto z rozmowy), to przecież, wedle oficjalnych danych, nikt tego dnia nie lądował na Siewiernym o 8.50! Co więcej, o 9.21, gdy Krasnokutski wypowiada te słowa, jest dopiero co (jeśli znów wierzyć stenogramom, oczywiście) po lądowaniu jaka-40 (9.15), a jeszcze nawet nie próbuje przyziemiać ił-76 (pierwsze podejście o 9.25, a drugie o 9.38). O co więc tu może chodzić? O wcześniejsze lądowanie innego samolotu niż dziennikarski jak-40 czy też o lądowanie jaka-40 właśnie o 8.50 (a zatem o późniejsze manipulacje w dokumentacji i stenogramach z czasem lądowania)? Przy tej pierwszej ewentualności nie mamy żadnych informacji o jaką maszynę mogłoby chodzić, przy drugiej zaś, czas podejść do lądowania iła-76 też by się przesunął o pół godziny wstecz, gdyż były one widziane przez dziennikarzy (oraz załogę jaka-40) niedługo po wyjściu z samolotu. A może Krasnokutski mówi o czyimś lądowaniu w jakimś innym miejscu?
W tym kontekście niemniej zastanawiający od poprzedniej wymiany zdań jest z kolei ten komunikat Sypki, ponieważ pojawia się on w momencie, gdy „wieża” rozmawia już z „Frołowem” (!):
09:21:38 Сыпко Так, хорошо смотри, вот этот что там выпускают, убирают. Фролов уходить не будет, уже пойдет сразу (нрзб) все заберет и будет уходить, да, он не будет сейчас перелетать./Tak, dobrze popatrz, to, że coś tam wypuszczają, zabierają(sprzątają, usuwają – przyp. F.Y.M.).Frołow odchodzić nie będzie, pójdzie już od razu (niezr.) wszystko zabierze i będzie odchodzić, tak, on nie będzie teraz przelatywać.
Zdaniem Zezorro (http://freeyourmind.salon24.pl/292955,byly-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbila#comment_4200712), słowo „ubirajut” ma tu bardzo specyficzne, wyjątkowe wprost znaczenie: „Nie muszę mieć racji, raczej bym nie chciał. Uważam, ze przeoczono to kluczowe zdanie. Ustalenia co do IŁa (frołow) są zupełnie nieistotne, faceci próbują się dogadać szyfrem, coś IŁ zrzuca, coś zabiera, gdzie ma przelecieć, ale nie lądować. Z tego nic nie wyciągniemy. Oni świadomie zaciemniają, wiedząc, że sprawa nie jest koszerna. W odróżnieniu do sytuacji z naszym samolotem. Wot etot szto tam wypuskajut. Chodzi o ustalenie, co z tym „polakiem” robimy, jak on się ma do naszych operacji z IŁem? Pada odpowiedź – ubirajut. Możliwe, że chodzi o przekazanie z białoruskiej kontroli lotów, która naszego „wypuszcza” (faktycznie wypuszcza ze swojej przestrzeni, to poprawny komunikat, dokładnie jak przy starcie), ale – niestety – ta kontrola go „sprząta”. Dla mnie słowo ubirajut to jest absolutny odjazd. Nie można w kontroli lotów niczego sprzątać, można co najwyżej przekierować, wpuścić, posadzić, zabronić, ale nie sprzątać. Czasownik  ubirat‚  w języku półświatka (i także omonu) oznacza sprzątnąć/załatwić. Nie da się tego komunikatu inaczej zrozumieć. Ten, który do nas leci, zostanie sprzątnięty.”
A na wieży Sypko jeszcze mówi o innej ciekawej rzeczy:
09:21:55 Сыпко Николай Евгеньевич, давай вкратце обстановку доложу. Смотри, я 12 числа где-то, или в воскресенье, завтра, в 11, должен будут вечером уехать, 12 числа состоится конференция в Ашулуке, которую переносили./Nikołaju Jewgieniewiczu, ja jeszcze krótko o dalszych planach. Otóż ja 12-go albo w niedzielę jutro o 11 powinienem wieczorem wyjechać, 12-go jest konferencja w Aszułuku, którą przenosili.
Otóż Aszułuk to olbrzymi ruski poligon (http://8oapvo.su/training-grounds/28-training-grounds.html), na którym w kwietniu 2010 r. odbywają się wspólne wojenne manewry lotniczo-rakietowe z udziałem wojsk FR, Białorusi i Kazachstanu (http://www.vesti.ru/doc.html?id=353267) (http://beta.rian.ru/video/20100415/222769248.html), nazywane eufemistycznie „konferencją”. Czy to znowu jeszcze jeden z wątków wojennych przygotowań Kremla na kontrakcję NATO?

Jest jeszcze nieco dalej inny dziwny fragment dotyczący jakiegoś samolotu:
09:59:41 А Я не думал, я видел, что (нрзб) думал (нрзб) нормально (нрзб)./Ja nie myślałem, ja widziałem, że (niezr.) myślałem (niezr.) normalnie.
10:00:15 РП В тот раз он в Минск уходил на запасной, да? Сейчас бы в Минске сел (нрзб)./Tamtym razem on do Mińska odchodził na zapasowe, tak? Teraz by w Mińsku wylądował (niezr.).
(…)
10:02:53 РП Хорошо, что я его на привод не стал выводить, а ко второму сразу на посадку./Dobrze, że go na radiolatarnię nie zacząłem naprowadzać, a na drugi od razu do lądowania.
10:03:02 РП Вот с ним-то мы на***сь, пока его на запасной отправили (смех) как бы по-нормальному./No, z nim się najeb…śmy, zanim go na zapasowe nie odesłaliśmy (śmiech) jakby normalnie.
10:03:23 РП Уже снижались и(нрзб)./Już się zniżali i (niezr.)

Czy to jest tylko wspominanie jakiegoś incydentu, czy też na tle jakiegoś wspomnienia („tamtym razem”) ruskie szympansy mówią o czyimś niedawnym przylocie („teraz by w Mińsku lądował”)? Kto by lądował, skoro oficjalnie nikt się od godziny 9.40 (ruskiego czasu) w okolicy nie pojawił, zaś „TSO 331” pojawi się dopiero o godz. 10.10? Moonwalker Wiśniewski w swojej relacji sejmowej, gdy rozmowa schodzi na kwestię katastrofy „małego, wojskowego samolotu” (jeden ze świadków przywołanych w filmie „10.04.10” mówi o ruskim transportowym samolocie (http://www.youtube.com/watch?v=_RjaBrqoLmw 10’52”)), napomyka o tym, że miał wrażenie, iżjakiś czas przed tą katastrofą było czyjeś lądowanie i odlot:
Dopóty, dopóki nie dowiedziałem się, dostając sms-a od kogoś znajomego z Polski, że rozbił się prezydencki samolot, że Rosjanie dlatego się specjalnie nie kwapili (z pomocą, z akcją ratunkową – przyp. F.Y.M.), bo ja odnosiłem wrażenie, że to jest, owszem, polski nasz samolot, jak już później poznałem po znakach rozpoznawczych, że przyleciała sama załoga. Bo ten samolot, który niby wcześniej lądował, to właśnie był samolot prezydencki, oni sobie gdzieś polecieli, bo było słychać, że odlatują  i wrócili na przykład, powiedzmy sobie, polecieli w jakiejś sprawie technicznej i wrócili. Wróciła tylko załoga na lotnisko, stąd nie za specjalnie na początku mnie nie zdziwiło, że nie ma właśnie ciał w dużej ilości…”
Przypomnijmy sobie relacje świadków z 10 Kwietnia, którzy mówili o krążeniu nad lotniskiem samolotu (samolotów?) przez dwie godziny (http://www.wiadomosci24.pl/artykul/tragedia_narodu_polskiego_to_dramat_na_miare_katynia_132824.html). Gdyby tego było mało, to w jednym z ruskich (kwietniowych 2010) doniesień medialnych (http://www.vesti.ru/doc.html?id=353172&cid=549) jest wprost mowa o przyjęciu przez smoleńskie lotnisko wojskowe dwóch jaków-40: „Несмотря на туман, аэродром благополучно принимает два российских Як-40. А крупный Ил-76 все-таки уходит на запасной аэродром. Настает черед и польского Ту-154: люди слышали, но не видели из-за тумана, как он долго кружил в том районе, но не решился приземлиться./Pomimo mgły, lotnisko bezpiecznie przyjęło dwa rosyjskie jaki-40. Ił-76 odszedł z powodu mgły na zapasowe lotnisko. Potem przyszła kolej na polski TU-154. Ludzie słyszeli jak podchodzi do lądowania, ale nie widzieli go z powodu mgły” (tłum. Kazia) (http://freeyourmind.salon24.pl/301386,2-akcje-ratunkowe#comment_4330389).
Czy może zatem chodzić o manewr touch-and-go wykonany na smoleńskim Siewiernym przez „prezydenckiego jaka” pilotowanego przez śp. gen. Błasika? Jeśli oba samoloty delegacji prezydenckiej zostały po wkroczeniu w ruską przestrzeń powietrzną odcięte w pewnym momencie (np. przez ruski A-50) i od Polski, i od łączności między sobą, to taki lot rozpoznawczy na „docelowe” lotnisko w Smoleńsku miałby pełne uzasadnienie. Błasik mógł, krążąc, sprawdzać, czy (np. zgodnie z „uspokajającymi” zapowiedziami Rusków) nikt na lotnisku nie czeka na delegację (bo „oczekującym powiedziano, by udali się na zapasowe lotnisko” w rzeczywistości zaś została dokonana manipulacja z czasem lokalnym, tj. smoleński różnił się od moskiewskiego) i czy faktycznie warunki pogodowe uniemożliwiają bezpieczne podejście tupolewa do lądowania.
Wszystko oczywiście zależałoby od tego, czy, kiedy i jak załogi odkryłyby, że Ruscy przyszykowali śmiertelną pułapkę i że nie ma z niej właściwie żadnej ucieczki, gdyż Polacy nie mają jak zaalarmować odpowiednich instytucji w kraju, ani osób oczekujących w Smoleńsku lub Lesie Katyńskim – nie ma też jak uciec z ruskiej przestrzeni powietrznej, gdyż uniemożliwia to eskorta myśliwców (taka eskorta wydaje się całkiem racjonalnym rozwiązaniem z punktu widzenia zamachowców, skoro chce się sprowadzić delegację w jakieś dokładnie wyznaczone, odosobnione miejsce). Co gorsza, nawet gdyby jakoś udało się zaalarmować Polskę, to i tak taki alarm zostałby przez neopeerelowskie specłużby (współpracujące z zamachowcami w Rosji) „wykasowany”, „zniknięty”, jak monitoring i inne ważne dane z Okęcia z poranka 10 Kwietnia.
5.
W ten sposób dochodzimy do najtrudniejszej do zrekonstruowania części „smoleńskiej historii”: w jaki sposób zachowały się polskie załogi; gdzie i jak pokierowały samolotami, i czy w jakiś sposób pasażerowie byli w stanie przygotować się do ewentualnej obrony przed zamachowcami. Mamy tu, sądzę, dwa możliwe warianty rozwoju sytuacji: 1) w obu samolotach (już w powietrzu) jest wiadomo od pewnego momentu, że Ruscy coś szykują i może zrobić się niebezpiecznie, 2) atak terrorystyczny przeprowadzany jest po wylądowaniu delegacji na „zapasowym lotnisku” – z całkowitego zaskoczenia (przelot nie zawiera elementów niepokojących). Mało możliwy wydaje mi się taki wariant (3), w którym załogi i pasażerowie wiedzą od razu, że szykuje się terrorystyczny atak – wtedy bowiem załogi, jeśli uniemożliwiano by im swobodne manewrowanie (poprzez jakieś agresywne zachowania myśliwców), próbowałyby za wszelką cenę posadzić samoloty na takim terenie, gdzie znajdowałoby się wielu świadków potencjalnego ataku i gdzie można byłoby liczyć jeszcze na czyjąś pomoc.
Próbując (hipotetycznie) wczuć się w tamte realia, powinniśmy uwzględnić więc to, że delegacja prezydencka mogła nie domyślać się wcale, że szykuje się bezwzględny terrorystyczny atak. Nawet, jeśli działo się coś niepokojącego i nietypowego (np. pojawienie się ruskich myśliwców, takich jak podczas manewrów nad Pułkowem (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czy-tak-to-wygladao-10-kwietnia.html), to  nie podejrzewam, by ktokolwiek z Polaków na pokładzie spodziewał się, do jakiego dramatycznego końca ta sytuacja zmierza. Możliwe, iż sądzili, że Ruscy nieco chcą utrudnić start z uroczystościami katyńskimi (lub też nadmiernie się rządzą w swojej zonie, manifestują swoją siłę bojową etc.), ale równie dobrze mogło być tak, że Ruscy przez cały czas „przekierowania” zachowali pozory całkowitej uległości i niezwykłej uprzejmości wobec uprowadzanej delegacji. Mogło być więc tak, że nie dawali oni prezydenckiej delegacji żadnych powodów do niepokoju (stąd też mogli np. pozwolić Błasikowi na lot rozpoznawczy jaka-40 nad Siewiernyj).
Poza tym działania musiały przebiegać (zgodnie ze strategią Blitzkriegu) błyskawicznie i poprzez fakty dokonane. Mniej więcej tak: Moskwa nawiązuje (po godz. 8.20 polskiego czasu? Koło 8.30?) łączność z polskimi załogami (lub tylko z samolotem, na którego pokładzie jest Prezydent9) i z powodów „oczywistych” („informujemy, że Siewiernyj w Smoleńsku nie nadaje się dziś do lądowania i proponujemy nieodległe lotnisko X – nie ma sensu robić nawet próbnego podejścia”) następuje „przekierowanie”. Przy okazji Moskale zapewniają, że delegacja oczekująca na lotnisku już została o wszystkim powiadomiona, kolumna samochodów tam pojechała, a nawet ił-76 z ruską „ochroną” właśnie tam został odesłany, tak więc „nic nie powinno zbytnio opóźnić uroczystości katyńskich”.
Jak sugerowałem wcześniej, niewykluczone zatem, że trop z iłem jest najważniejszym w całej „smoleńskiej historii” (jak wiemy zresztą, Ruscy absolutnie wykluczają jakiekolwiek badanie iła i jego załogi w związku ze zdarzeniami z 10 Kwietnia, uznając kwestię iła za niezwiązaną ze śledztwem ws. „wypadku polskiego tupolewa”), gdyż stojący (wraz z ruską kolumną) na jakimś lotnisku tenże ił (78817) i widziany z okien polskich samolotów mógł być „gwarantem”, że nie dzieje się nic szczególnego, czyli, że Ruscy faktycznie tylko zmienili docelowe lotnisko, ale wszystkie przygotowania do uroczystości ruszą bez większych zakłóceń.
Skoro w relacjach medialnych była na samym początku mowa o „prezydenckim jaku”, to myślę, że możemy przypuszczać, że najpierw wylądował i gdzieś odkołował jak-40 pilotowany przez Błasika, a następnie na „zapasowym lotnisku” przyziemił tu 154m. Niewykluczone, że wojskowym, którzy lecieli jakiem-40 pozwolono wysiąść i dopiero na płycie lotniska ich zatrzymano – do jaka bowiem ciężko byłoby się wedrzeć grupie ruskich „antyterrorystów” (w ten więc sposób maszyna mogła pozostać nieuszkodzona i być może nawet mogła wrócić do Polski). Atak na drugi samolot zaś został przeprowadzony zapewne w podobny sposób do tego, jaki widzieliśmy podczas manewrów na Pułkowie (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/czy-tak-to-wygladao-10-kwietnia.html). Tylko bowiem uwięzienie pasażerów i załogi w samolocie pozwalało na sprawną akcję terrorystyczną np. z użyciem gazu usypiającego. Ściany tupolewa tłumiły wystrzały z broni borowców usiłujących odeprzeć atak, dla zaatakowanych członków polskiej delegacji nie istniała możliwość ucieczki i nie mieli oni większych szans na obronę.
P.S.
Gdyby udało się przywieźć i zbadać choćby fotele, które Ruscy przechowują wraz z wrakiem, to po ich analizie kryminalistycznej mogłoby wyjść na jaw, że nie pochodzą one z tupolewa, którym lecieli Polacy. Nie tylko obicia, materiały w środku etc. pochodziłyby zapewne z jakiejś ruskiej fabryki, ale i ślady krwi (o ile takowe byłyby w ogóle – osobiście wątpię, obejrzawszy mnóstwo zdjęć foteli z Siewiernego) nie należałyby do polskich ofiar tragedii.
1Tych manewrów na przełomie marca i kwietnia jest mnóstwo w różnych obwodach. W pskowskim pod koniec marca 2010 r. ćwiczenia przechodzą np. wojska powietrzno-desantowe (m.in. ił-76 + „wybroska desantników”) http://rutube.ru/tracks/3073598.html?v=796f841e340b8368030f7757b6202b54, http://www.youtube.com/watch?v=tOa3f6gOQFs http://rutube.ru/tracks/3084325.html?v=e4b1b957e912d26ed493431b29b390c9 http://desantura.ru/forum/forum45/topic14147/ .
2Tam „trenirowka” odbywała się 13 kwietnia 2010 (http://album.foto.ru/photos/50278/) (http://album.foto.ru/photos/50589/). Z kolei w bazie w Lipiecku była 14-go i 15-04-2010 (http://pilot.strizhi.info/photos/v/Lipetsk_2010/), zaś 16 kwietnia znowu w Kubince (http://pilot.strizhi.info/2010/04/17/8342#more-8342).
3Baz lotniczych Dowództwa Lotnictwa Transportowego jest 9: Iwanowo, Orenburg, Troick, Czebienki, Sieszcza, Taganrog, Psków, Twer i Klin (por. K. Załęski, „Kierunki rozwoju sił powietrznych”, „Lotnictwo” 9/2010, s. 44-53). Iły-76 stacjonują w Iwanowie, Orenburgu, Sieszczy, Taganrogu, Pskowie i Twerze.
4Baza lotnicza w Wiaźmie (http://warfare.ru/?lang=&catid=239&linkid=2238&base=349), tak jak ta w Kałudze, podporządkowana jest Dowództwu Sił Powietrznych i Obrony Powietrznej St.-Petersburga. Stacjonują na niej oficjalnie m.in. 24 helikoptery Mi-24W oraz 12 helikopterów Mi-8T (2 helikoptery Mi-8, przypomnę, biorą udział w akcji „powypadkowej” na smoleńskim Siewiernym, wprawdzie w raporcie komisji Burdenki 2 pisze się bez podania nr-ów rej., iż przybywają one z lotniska Ramienskoje http://russianplanes.net/EN/city/Moscow_-_Zhukovskiy_(Ramenskoe), tylko że niewiele informacji w tym raporcie jest prawdziwych), ale nie wydaje się to ścisłą informacją, skoro kiedyś stacjonowały też Migi-23P, a na pokazie „Gydroaviasalon 2010” była eskadra L-29 z Wiaźmy właśnie. Wiaźma, dodajmy, położona jest przy międzynarodowej drodze E30 wiodącej prosto do Smoleńska. Por. też http://lamelka222.salon24.pl/280925,rozkladanie-szachownicy-watki-smolenskie-cz-6. Przypomnę jeszcze, że wg ruskiego „raportu” alarm (czyli tzw. „gotowość nr 1”) wprowadzony zostaje 10 Kwietnia w 4 obwodach – kolejno w: smoleńskim, briańskim i kałuskim, a następnie w moskiewskim (s. 102-103), aczkolwiek „pomoc” do Smoleńska przybywa nawet z obwodu włodzimierskiego (jeden z Mi-26 z jednostki wojskowej 42663) (http://lamelka222.salon24.pl/282956,miejscowosci-w-dochodzeniu-smolenskim).
6Wymieniam tę formację przykładowo – są w FR też inne „antyterrorystyczne” grupy specjalne: Alfa (http://ru.wikipedia.org/wiki/Альфа_(спецподразделение2 specoddziały „antyterrorystyczne” zostały rozformowane w 2010 r. („Wega” z Saratowa i „Skif” z Rostowa nad Donemhttp://voiska.ru/forum/index.php?showtopic=179&st=15„Dzień Specnazu”, czyli 24 października 2010 r. (http://www.youtube.com/watch?v=_N5ImsI63n0w 2010 upłynęło 60 lat od powstania Specnazu, czyli od 24-10-1950 (http://www.rg.ru/2010/10/23/gru-specnaz-site.htmlhttp://www.youtube.com/watch?v=QxIPDmH3Vfw)) 80. rocznicę wojsk powietrzno-desantowych (http://www.youtube.com/watch?v=WtZxk7Kvz20&feature=related); przy okazji proszę sprawdzić, jakie emblematy mają na beretach żołnierze tychże wojsk.) – Polacy więc mieli swoją 70. rocznicę Katynia, czekiści 60. rocznicę Specnazu, a „desantniki” (ci od „wybroski” () jacyś bojcy FR nie zostali odznaczeni za specjalne zasługi w „walce z terroryzmem” (http://www.rian.ru/spravka/20101024/287165612.html) (http://rutube.ru/tracks/3759664.html?v=d93d5c36a96ae20213e31589b14ba5db) (http://www.youtube.com/watch?v=vcpmOZ4zt9o), a jakieś rodziny bojców nie dostały gwiazd „Gieroja Rosji” za tych, co polegli w boju w kwietniu 2010 (http://www.rian.ru/society/20100914/275490210.html?id=) (http://www.5-tv.ru/news/32513/). Na pewno po pracowitym roku 2010 było kogo i za co nagradzać w każdym z obwodów, zwłaszcza w smoleńskim i okolicznych. Rok to zresztą był nie tylko pracowity, ale i jubileuszowy, bo ) por. też http://ru.wikipedia.org/wiki/Внутренние_войска_МВД_России#.D0.A1.D0.BF.D0.B5.D1.86.D0.BD.D0.B0.D0.B7_.D0.B2.D0.BD.D1.83.D1.82.D1.80.D0.B5.D0.BD.D0.BD.D0.B8.D1.85_.D0.B2.D0.BE.D0.B9.D1.81.D0.BA. Można by sprawdzić, czy (ustanowiony przez Putina dekretem z maja 2006) na ), Witaź http://ru.wikipedia.org/wiki/Витязь_(спецподразделение), Rosicz (http://ru.wikipedia.org/wiki/Росич_(спецподразделение), Edelveis (<a href=”http://ru.wikipedia.org/wiki/
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Mapa Smoleńsk-Siewiernyj


2011-04-28 06:32

Zapowiedziałem wcześniej na blogu Tommy Lee, że przygotuję mapę podejścia do lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Mapa gotowa. Jako tło wykorzystałem zdjęcie satelitarne z 11 kwietnia, które zdobył Pluszaczek. Naniosłem na nie wszystkie punkty, dla których MAK w swoim raporcie podał współrzędne geograficzne.

Więc po kolei:

M – wewnętrzny marker (Tabela 1 pkt.1, strona 83 w angielskiej wersji raportu),
B1 – miejsce ścięcia pierwszej brzozy (Tabela 1 pkt. 2),
B2 – „feralna” brzoza (Tabela 1 pkt 8),
FMS – punkt zamrożenia FMS (strona 107)

Dodatkowe oznaczenia:

Sk – fragment lewego skrzydła,
St – pozycja lewego statecznika w dniu 11 kwietnia,
SK-42 – XUBS we współrzędnych SK-42 bez przeliczania na WGS-84.

Naniosłem również na swoją mapę ścieżkę podejścia (linia biała) i trajektorię TU-154 (linia czarna) przedstawione przez MAK na stronie 160 (rysunek 48). Uzyskałem przy tym dobrą zgodność i pokrycie białej linii z pozycją markera, a linii czarnej z punktem FMS. Schemat samolotu dopasowałem do skali mapy.

Wykorzystanie zdjęcia satelitarnego w oryginalnej rozdzielczości ma bardzo ważną zaletę. Zana jest jego rozdzielczość: 0.5 metra na piksel (72 pixels/inch). Pozwoliło to na naniesienie na całą mapę siatki w metrach (najmniejszy kwadrat pomiędzy zielonymi wykropkowanymi liniami to 25×25 metrów).

Na blogu zamieszczam miniaturę tej mapy, dopiero po kliknięciu na niej można załadować tą właściwą bez żadnej kompresji (8 MB).

Podczas analiz podejścia do lotniska taka duża mapa może być niewygodna, więc wykroiłem z niej najbardziej interesujący fragment, obejmujący główne miejsca katastrofy. Ponownie, po kliknięciu na miniaturze, ukaże się mapa we właściwych rozmiarach: (1 MB).

Starałem się nanieść wszystkie punkty, linie i całą siatkę bardzo uważnie. Proszę jednak o dokładne sprawdzenie obu map i przekazanie ewentualnych uwag. Sądzę, że warto mieć takie wspólne i sprawdzone narzędzie. Powinno ono ułatwić nam wzajemną komunikację.

PS
W związku z uwagami komentatorów obie mapy zostały zaktualizowane. Wszystkie szczegóły podam w najbliższej notce.

KaNo, Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

2 akcje ratunkowe


26.04.2011 07:52

W wielkanocnym wydaniu „NDz” ukazał się krótki i zarazem ciekawy wywiad z jedną z pracownic pogotowia Aleksandrą Ignatienkową, która miała być jako „jedna z pierwszych” na ruskim księżycu, czyli lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku: „Byliśmy jednymi z pierwszych, którzy tam dotarli. Widzieliśmy fragmenty samolotu. Wszystko w ziemi, takiej błotnistej, mokrej, jak to po roztopach. To jest w ogóle ciężkie zobaczyć katastrofę z taką liczbą ofiar. Ten obraz zostaje na zawsze. Do dzisiaj mam przed oczyma ten straszny widok. Już pięciu martwych ludzi robi wrażenie. A tu tylu!
Właśnie, aż chciałoby się zapytać: ilu? Problem bowiem w tym, że Ignatienkowa twierdzi, iż nie widziała żadnych całych ciał, tylko zdefragmentowane szczątki: „To bardzo trudno opisać komuś, kto tam nie był. To nie były zwłoki, tylko fragmenty ciał, krew, wnętrzności. Biegaliśmy między tym wszystkim i próbowaliśmy znaleźć chociaż jakieś ciało w całości.” Za chwilę zaś dodaje: „Nie szukaliśmy ciał. To śledczy byli od tego. Nas przy tym nie było” – no więc widziała jakieś ciała, czy nie? Szukała, czy nie? I kto z nią był? Czy ona była wśród tych „ludzi w kitlach”, co biegali na oczach M. Wierzchowskiego (no ale ci mieli dotrzeć z kolei przed strażakami, jak relacjonował tenże świadek http://freeyourmind.salon24.pl/278778,syrena-ruska, http://freeyourmind.salon24.pl/286238,w-ruskiej-zonie)? I jacy znowu śledczy, skoro przed „pracownikami pogotowia”, jak mówi Ignatienkowa, byli jedynie „strażacy”, a śledczy dopiero mieli dojechać? W rezultacie opowiada ona jak to mieli nie tyle zajmować się miejscem „powypadkowym”, co… ratownikami MCzS, którzy tam z piłami i innym ciężkim sprzętem mieli dojechać, by pogotowie mogło zainterweniować, gdyby ktoś się zranił, „źle poczuł, zasłabł”.
Ignatienkowa opowiada też o tym, że jadąc na „miejsce katastrofy” już zawiadamiali „głównego lekarza, żeby wezwał więcej karetek”, potwierdza w ten sposób, że były (przynajmniej) dwie akcje „medyczne”. W tej drugiej zapewne brały udział znane nam już pracownice pogotowia ze Smoleńska (Irina Tałałajewa i Oksana Kułakowa), które w ciągu pół godziny naliczyły się około 90 ciał (http://freeyourmind.salon24.pl/234632,film-swiadkowie). Jeśli one ledwie się obejrzały, ledwie się przerzedziła mgła, doliczyły się aż tylu zwłok, to Ignatienkowa albo była w jakiejś innej „strefie zero”, albo też w żadnej akcji ratunkowej na Siewiernym nie brała udziału i z tego też powodu tak się dziwi, że dziennikarz każe jej przypominać sobie „takie rzeczy” („Po co wy przychodzicie, jeszcze każecie wspominać takie rzeczy?! Człowiek, który tego nie widział, nie zrozumie. Tego nie da się opisać”).
Może też być tak, że Ignatienkowa mówi prawdę i prawdę też mówią Tałałajewa oraz Kułakowa, bo ta pierwsza mogła być w momencie, gdy jeszcze wszystkie konwoje z ciałami nie dotarły na „miejsce zdarzenia”, te drugie zaś mogły już być na Siewiernym w chwili, gdy dowieziono zwłoki (no chyba że Tałałajewa i Kułakowa były w jakimś innym miejscu „awarii”). Jedną z najczęściej powtarzanych fraz w ruskiej narracji okołosmoleńskiej jest ta, że „nie było kogo ratować” (bo „wsie pogibli”), toteż żadnej akcji ratowniczej nie widzieli ani polscy dziennikarze, ani dyplomaci (http://freeyourmind.salon24.pl/287193,red-moon-2). J. Olechowski relacjonował na gorąco dla TVP Info: „pierwsi milicjanci (…) stwierdzili, że nie ma po co wzywać karetek pogotowia, bo nikt tej katastrofy nie mógł przeżyć i rzeczywiście, jesteśmy tutaj jakieś piętnaście, może dwadzieścia minut – ja nie widziałem jeszcze ani jednej karetki pogotowia.
1
2
Niby nie było kogo ratować, a takie sznury aut ciągnęły przez cały dzień na Siewiernyj, tak jakby same gruzawiki z trumnami nie wystarczyły.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Zwycięzca śmierci


23.04.2011 07:22

Niejednokrotnie w obliczu śmierci ogarnia nas jakaś bezradność, tak jakbyśmy nie wiedzieli, że jest Ten, który ją zwyciężył. Czasami zadajemy sobie pytanie, dlaczego aż taka Męka była potrzebna, by odkupić nasze ludzkie grzechy – widocznie innej drogi nie było. Tylko czyjeś cierpienie, a w tym wypadku niewysłowione cierpienie Zbawiciela, jest w stanie przemawiać do serca człowieka wprost i zarazem tak, by samo to serce uległo przemianie, tzn. by nasze sumienie drgnęło, poruszyło się. I byśmy pojęli, co to znaczy żyć, istnieć, działać, pracować. Co to znaczy? To znaczy miłować.
W uszach nieraz mi brzmi powtarzana z naciskiem fraza z różnych homilii Jana Pawła II: „do końca” – w kontekście „do końca umiłował”, „do końca ich umiłował”, „do końca nas umiłował”. Chrystus umiłował do końca – każdego z nas. Oddając więc nawet swoje życie za nas i pokazując drogę poprzez swoje Cierpienie do Zmartwychwstania. Także naszego zmartwychwstania. Podążając więc za Chrystusem wiemy, że Jego Miłość (ta „do końca”) jest taka, że śmierć jest tylko przejściem do Nowego Życia. Pamiętajmy o tym, gdy myślimy nie tylko o naszej śmierci, która kiedyś przecież nastanie, ale i o męczeńskiej śmierci tych, którzy odeszli 10 Kwietnia.
Śp. Z. Herbert kiedyś z bólem mówił przed laty (pierwsza połowa lat 90.), że współczesna Polska tak Bogiem a prawdą nie odzyskała wolności, gdyż wolność bez krwi przelanej niewiele jest warta. Innymi słowy nie da się zbudować wolnego kraju na iluzji wolności. Wolność musi być autentyczna. Podobnie niepodległość. I zarówno wolność, jak i niepodległość muszą Polacy osobiście, całymi sobą czuć. Ta uwaga Herberta zdezaktualizowała się po części 10 Kwietnia. Krew za Polską wolność i niepodległość została wtedy przelana. Nam, to jest tym, którzy ofiarę tych poległych traktują z pełną powagą i czcią, pozostaje teraz, gdy Polska w jakiś sposób została złożona do grobu i jakby nie istniała, przypomnieć sobie inne ważne słowa „Jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy”. I mam nadzieję, że z pomocą Zmartwychwstałego, z pomocą Tych, którzy już cieszą się pokojem w Domu Ojca, z pomocą Jana Pawła II, który swoją posługą tak zmienił Polskę, świat, Lud Boży – tak się stanie.
Ofiara 10 Kwietnia z jednej strony staje się kresem i niesie przerażenie ogromem cierpienia niewinnych ludzi. Z drugiej jednak niesie przecież nadzieję na powstanie z martwych całej naszej Ojczyzny. Skoro więc Jezus Chrystus żyje, „Zwycięzca śmierci, piekła i Szatana” – to i my powinniśmy siłę do pełnego życia, siłę do wolności i niepodległości, czerpać z Mocy Chrystusa. Alleluja!
Zmartwychwstanie
Radości Bożej i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy 2011 życzę PT. Blogerom, Komentatorom, Czytelnikom i wszystkim ludziom dobrej woli. (Ludziom złej woli zaś życzę, by miłosierny Chrystus przemienił ich serca, nim będzie za późno :))
Sursum corda!

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Odważne pytania o katastrofę smoleńską


2011-04-22 13:39

W liście adresowanym do Prokuratora Generalnego, a przesłanym także do naszej redakcji, Niezależne Stowarzyszenie Prokuratorów „Ad Vocem” stawia odważne pytania dotyczące katastrofy smoleńskiej.

Prokuratorzy ze stowarzyszenia w związku z wypowiedzią Andrzeja Seremeta, z której wynika, że w toku śledztwa nie będzie badany wątek przyczynienia się osób trzecich do katastrofy smoleńskiej domagają się odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy, kiedy i w jaki sposób, przeprowadzone zostały przez polskich biegłych – ekspertów – wszechstronne badania wraku samolotu prezydenckiego Tu – 154M oraz urządzeń i przedmiotów w nim się znajdujących?
  2. Czy, kiedy i w jaki sposób, polscy biegli zbadali oryginalne rejestratory lotu (czarne skrzynki) oraz znajdujące się w nich oryginały zapisów i czy wykluczyli manipulowanie tymi zapisami?
  3. Czy, i kiedy, zostały wydane opinie specjalistyczne polskich biegłych – ekspertów – z których wynikałoby, iż nie doszło do uszkodzenia – w skutek umyślnego działania osób trzecich – żadnego istotnego elementu, mechanizmu, samolotu, w szczególności elementów systemu sterującego statkiem powietrznym oraz jego silnikami (wykluczające działanie osób trzecich)?
  4. Czy, i jakie, inne dowody pozwoliły na wykluczenie przez Pana oraz prokuratorów prowadzących śledztwo wersji udziału osób trzecich w tym zdarzeniu?

– Sposób prowadzenia tego śledztwa winien być wzorcowy i nie powinien dawać asumptu do zasadnych twierdzeń, że jest ono źle prowadzone i nie są wykorzystywane wszystkie możliwości dowodowe w wyjaśnianiu przyczyn tak szczególnego i złożonego dla społeczeństwa polskiego zdarzenia, nie tylko w wymiarze prawnym, ale przede wszystkim o wymiarze historycznym. W oparciu o sposób prowadzenia śledztwa w sprawie tzw. katastrofy smoleńskiej, mogą nie tylko obecnie, ale i w przyszłości, być dokonywane oceny, niekoniecznie pochlebne dla prokuratury, co w efekcie może skutkować negatywnie na postrzeganie prokuratury oraz zatrudnionych w niej prokuratorów, nawet tych, którzy nie byli zaangażowani w jego prowadzenie czy też nadzorowanie. – czytamy w liście do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta.

Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Pułkownik Klich jak rosyjska tuba


2011-04-22 08:58

Pułkownik Klich to właściwy człowiek na właściwym dla Rosjan miejscu. Zamiast pytać o katastrofę Klicha, lepiej od razu pytać jego wyrocznię Anodinę.

Widziałem przed chwilą pułkownika Klicha u Pani Olejnik. Tragedia, katastrofa lotnicza… Ten człowiek powtarza tylko to, co mu Rosjanie wmówili. Powtarza bezkrytycznie, traktując rosyjskie ustalenia jak wyrocznię, od której nie ma odwołania. Poza tym nie wie nic.

Klich publicznie powtarza tezę raportu MAK, że generał Blasik był w kokpicie. Skąd wie? Rosjanie ustalili. I nie przeszkadza mu, że głosu Błasika nikt w kokpicie nie słyszał, wypowiedzi pilotów też nie wskazują, żeby rozmawiali z jakimś generałem. Mało tego – Klich opowiada o tym nie tylko w Polsce, ale i w Brukseli, gdzie jacyś znawcy wydali ponoć ekspertyzę, że obecność generała w kokpicie oznaczała nacisk. Polska prokuratura wyklucza nacisk, należy zatem rozumieć, że wyklucza to, iż generał stał nad głowami pilotów. Ale dla Klicha nie jest ważne, co ustaliła polska prokuratura, bo on wierzy święcie w raport MAK.

Klich poniewiera pamięć generała Błasika i powtarza rosyjska tezę o alkoholu we krwi generała. Skąd wie? Rosjanie ustalili. I rękę da sobie uciąć, a nawet głowę, że Rosjanie zbadali tę krew rzetelnie. Mało tego – okazuje się, że Klich nieśmiało protestował, żeby o alkoholu Błasika nie pisać, bo był pasażerem, ale Rosjanie nalegali, więc Klich ustąpił.

Na pytanie, czy ktoś z polskiej strony badał wrak, Klich zapewnił, że tak, ale potem szybko zmienił temat. Widać, że ciemnotę facet wciska, aż słuchać się nie da. Kto badał, co badał, jak badał? Ruscy go badali: siekierami i piłami…

Klich zaręcza, że samolot był sprawny. Skąd wie? Bo Rosjanie zaręczyli. Sami go przecież naprawiali. Pani Monika zapytała o eksperyment, że tupolew jednak odszedł w autopilocie mimo braku systemu naprowadzania, a podobno miał nie odejść… Klich, dotychczas gadatliwy, tu zamilkł profilaktycznie i zasłonił brakiem oficjalnej wiedzy.

Pułkownik Klich, człowiek pełniący ze strony polskiej kluczowa rolę w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy, zachowuje się jak rosyjska tuba. Właściwie to po cholerę słuchać Klicha. Lepiej od razu zaprosić jego wyrocznię generalissę Anodinę, ona wszystko wyjaśni, a my przyjmiemy to jako prawdę objawioną i nieodwołalną.

Pułkownik Klich – właściwy człowiek na właściwym dla Rosjan miejscu.

PS. Prokurator Generalny Andrzej Seremet zwrócił się do premiera o przyciśnięcie Rosjan w sprawie polskiego śledztwa. W drugim roku śledztwa – nie za wcześnie? Trzeba było może jeszcze z pięć lat poczekać i dopiero wtedy zapytać nieśmiało Rosjan, czy byliby tak łaskawi…

Gazeta Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

„Nie mówiłem, że powodem katastrofy był błąd pilotów”


TVN24, wp.pl | aktualizacja 2011-04-21 (21:40)

– Nigdy nie mówiłem, że powodem katastrofy pod Smoleńskiem był błąd pilotów. Mówiłem jedynie, że piloci działali nieprofesjonalnie, a katastrofa to „powtórka z CASY” – powiedział płk Edmund Klich w programie „Kropka nad i” w TVN24, komentując wypowiedzi wdowy po generale Andrzeju Błasiku. Ewa Błasik w wywiadzie dla „Super Expressu” stwierdziła, że „ma żal do płk. Klicha i pewnych rzeczy nie powinien był wygadywać”.

Według wdowy po generale, wyjaśnianie tragedii, jaka miała miejsce w Smoleńsku, przerosła płk. Klicha oraz innych. – Płk Klich w czasach swojej kariery wojskowej prawdopodobnie bardzo pragnął zostać generałem. Nie wyszło. I między innymi dlatego, tak jak wielu innych, wyżywa się na moim mężu, który mając 48 lat, był dość młody jak na generała i dowódcę lotnictwa -mówiła wdowa po generale. – Oczernianie męża przez „ekspertów” było często wyrazem własnych niespełnionych marzeń, zazdrości i frustracji.

– Słuchając Rosjan, wspomnianych „ekspertów” i naszego pożal się Boże przedstawiciela przy MAK, miałam wrażenie, że mówią zupełnie o kimś innym. I na Zachodzie przyjęto niestety rosyjską wersję o pijanym dowódcy sił powietrznych, który naciskał i zabił 96 osób z prezydentem na czele. To przykre już nie tyle dla mnie, co dla Polski – mówiła Ewa Błasik.

W programie „Kropka nad i” płk Klich przyznał, że MAK nie powinien zamieszczać w raporcie informacji na temat alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika. Zapewnił, że wnioskował, żeby nie umieszczano wzmianki na ten temat, bo generał Błasik był pasażerem. Jego zdaniem było to „małe nadużycie ze strony rosyjskiej”.

Płk Klich tłumaczył także, że nie powiedział nigdy, że generał Błasik wywierał naciski na pilotów. – Mówiłem jedynie o swoich osobistych odczuciach. Gdybym to ja pilotował samolot, a za mną stał mój przełożony, to bym odczuwał to jako nacisk – mówił Edmund Klich.

– Kiedyś posłańców, którzy przynosili złe wieści, zabijano. Dziś rozstrzeliwuje się ich medialnie. Rozumiem żal Ewy Błasik, której mąż zginął. Ona nie jest zainteresowana prawdą, do tego jest w bardzo trudnej sytuacji. Nie mam o to pretensji. Mogę mieć uwagi do tego, że mówi nieprawdę i mnie szkaluje, bo nigdy nie miałem parcia na to, żeby być generałem – wyjaśniał płk Klich.

Polski przedstawiciel przy MAK przyznał, że nie dziwi się wdowie po generale, bo prawda byłaby dla niej gorzka. – Piloci byli słabo wyszkoleni, a za to odpowiada dowódca sił powietrznych. Ta katastrofa to była powtórka z CASY – co zrobiono przez te kilka lat w lotnictwie, czemu nie naprawiono? – zastanawiał się.

Wirtualna Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized