Tag Archives: katastrofa

Przeciążenie 100 g


Na pasażerów działały przeciążenia wielkości około 100 g.  Przeżycie tego wypadku było niemożliwe

To tylko nowa i jedna z bardzo wielu „niejasności” dotyczących Smoleńska.

W Raporcie MAK
Raport Miedzypanstwowego Komitetu Lotniczego w sprawie tragedii …

podane zostało w Grupie 8. pkt 6:
Badania medyczno-śledcze wykazały, że w chwili zniszczenia konstrukcji samolotu w odwróconym położeniu na pasażerów działały przeciążenia wielkości około 100 g [stukrotnie większe od ciążenia ziemskiego]. Przeżycie tego wypadku było niemożliwe.

Informacja ta jest dla mnie – mówiąc delikatnie – trochę szokująca.

Przy tych parametrach katastrofy (trajektoria i szybkość samolotu) nieprawdopodobne jest wręcz, aby w chwili jego zniszczenia działało przeciążenie 100 g.

Najprostsza nawet „przymiarka” do analizy pokazuje, że samolot leciał w ostatniej fazie pod bardzo małym kątem (1-2 stopni). Daje to składową pionową prędkości rzędu 5 do 10 km/godz.

Źródło: Rzeczpospolita

Jeżeli nawet przyjmiemy, iż samolot nieznacznie wzniósł się w odległości 200-300 m przed upadkiem,  to kąt ten nie był większy aniżeli 2-3 stopni. Potwierdza to również fakt, iż na miejscu katastrofy nie ma śladu po wbiciu samolotu w ziemię.

Wcześniej w Raporcie stwierdza się ponad wszelką wątpliwość:
Komisja Techniczna jednoznacznie stwierdziła – nie doszło do aktu terrorystycznego, wybuchu, pożaru na pokładzie ani awarii sprzętu lotniczego. Silniki pracowały aż do zderzenia z ziemią.

A zatem skąd tak olbrzymie przeciążenie???

Raport ten równocześnie dowodzi, że nie została przeprowadzona najprostsza nawet symulacja mechaniczna. Mam tu na myśli zupełnie inną symulację, aniżeli symulacja „lotu” jakiej rezultaty zostały częściowo opublikowane.

Dla pewnego jedynie przybliżenia – jest to symulacja analogiczna do symulacji komputerowej katastrof samochodowych – uderzenia w pionową ścianę. Są oczywiście wyspecjalizowane programy dla celów lotniczych.

Symulacja taka powinna być bezwzględnie wykonana, może ona zweryfikować chociażby hipotezę, czy w takich warunkach prawdopodobny jest taki rozrzut części wraku samolotu oraz jego stan z jakim mamy faktycznie do czynienia. Symulacja taka może być przeprowadzona również niezależnie w Polsce, chociażby w ITWL. Można w tej sprawie zwrócić się również o pomoc do odpowiednich służb USA

Dysponujemy w tym momencie wystarczającą ilością danych do przeprowadzenia takiej symulacji:

  • prędkość lądowania
  • trajektoria lotu
  • szybkość obracania się
  • szczegóły upadku (pozycja odwrócona)
  • ilość paliwa
  • dane dotyczące miejsca upadku

Symulacja taka mogłaby też zweryfikować w pewnym przybliżeniu istniejące niejasności na temat prawdopodobieństwa oraz wielkości samego pożaru oraz wybuchu przy równoczesnym porównaniu tych danych z istniejącymi danymi satelitarnymi.

Raport ten dowodzi, że ocena przeciążenia została przeprowadzona na podstawie bliżej nieokreślonych „badań medyczno-śledczych”.

Faktem przy tym jest, że na podstawie informacji, które były do tej pory opublikowane, również wielu zdjęć, można zasadnie domniemywać, iż mieliśmy do czynienia z bardzo dużym „przeciążeniem”, być może nawet rzędu 100 G. I tu rzeczywiście jest pewna zgodność.

Pytanie w tym momencie do ekspertów, czy w tym przypadku przeciążenie 100 G nie dowodzi wręcz, iż prawdopodobnie doszło do czegoś więcej aniżeli katastrofa lotnicza z wysokości zaledwie kilku metrów i przy prędkości samolotu ok. 260 km/godz. oraz bardzo małym kącie rzędu 2-3 stopni. Absolutnie nie mam zamiaru sugerować tu czegoś bardzo konkretnego, jeżeli nawet hipoteza taka jest oficjalnie brana pod uwagę przez naszą prokuraturę.

Za wikipedia.org: Największe przeciążenia przeżyte przez człowieka

Dobrowolne: ppłk John Stapp w 1954 r. doznał przeciążenia 46,2 g w saniach rakietowych[1]. W wyniku tego eksperymentu popękały mu naczynia krwionośne w gałce ocznej (okresowa utrata wzroku, który J. Stapp odzyskał – szczęśliwie siatkówki w oczach nie były uszkodzone).

Mimowolne: kierowca Formuły 1, David Purley, doświadczył przeciążenia równego średnio 179,8 g w roku 1977, gdy wyhamował ze 173 do 0 km/h na długości 66 cm, w wyniku uderzenia w ścianę[2][3].

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Kilka refleksji na temat artykułu „Walka na mity, walka na śmierć”


Kilka zdań na temat artykułu Pana Redaktora Pawła Lisickiego:

Szanowny Panie Redaktorze

Pisze Pan [w artykule „Walka na mity, walka na śmierć„]:

Teorie spiskowe mają dwie zalety. Po pierwsze, pozwalają ludziom, którzy w nie wierzą, zracjonalizować śmierć i jej grozę. Przestaje być ona czymś nieodgadnionym, brutalną raną zadaną nie wiadomo po co i przez kogo. Staje się dziełem człowieka i to człowieka złego.

W pewnym sensie ma Pan rację, ale być może jest właśnie dokładnie na odwrót, że to brak racjonalnego wytłumaczenia Tej Śmierci i Tej Tragedii jest naturalną przyczyną powstawania różnych teorii (niekoniecznie spiskowych).

Od samego początku jesteśmy karmieni kłamstwem smoleńskim. Trwa to zresztą do dnia dzisiejszego. Trudno oczekiwać, że w takiej sytuacji wiele osób nie zacznie zadawać pytania lub próbować też samemu udzielić na nie odpowiedzi. Jest  to czymś bardziej niż naturalnym.

Informację o włączonym niemal do ostatniej chwili autopilocie pominięto, prezentując w środę raport z badań Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Do polskich mediów dopiero dotarła, gdy dziennikarze zapoznali się z materiałami MAK.

Niejasne decyzje załogi prezydenckiego tupolewa

Gdy samolot był na wysokości 120 m, która była w tej sytuacji wysokością decyzyjną, a pilot zdecydowałby o lądowaniu, powinien wyłączyć autopilota i przejść na sterowanie ręczne – tłumaczy płk Piotr Łukaszewicz, były szef oddziału szkolenia lotniczego Dowództwa Sił Powietrznych. Autopilot został jednak wyłączony dopiero ok. pięciu sekund przez uderzeniem skrzydłem w drzewo. – Może to świadczyć o tym, że załoga nie miała świadomości i rozeznania, na jakiej wysokości znajduje się samolot – ocenia płk Łukaszewicz.

Uważa, że wyłączenie autopilota pięć sekund przed uderzeniem w drzewo wskazuje na to, iż dopiero wtedy załoga zorientowała się, jak blisko ziemi jest samolot i podjęła działania, by nie dopuścić do zderzenia. – Myślę, że wtedy próbowali przejść na wznoszenie i zwiększyli obroty silnika, ale było za późno – mówi pułkownik.

Niejasne decyzje załogi prezydenckiego tupolewa

Zgodnie z raportem Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w sprawie tragedii pod Smoleńskiem:

Raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w sprawie tragedii pod Smoleńskiem

Grupa 8: Wyjście na ostatnią prostą i schodzenie do lądowania. 2. „Pierwsze ostrzeżenie systemu TAWS typu PULL UP (w górę) nastąpiło 18 sekund przed zderzeniem z przeszkodą, inicjującym zniszczenie konstrukcji samolotu. Przed tym momentem dwa razy ogłaszany był komunikat TERRAIN AHEAD.

Dlatego bardzo ważna jest w tym przypadku opinia pilotów i ekspertów:

Według pilotów latających na tupolewach, informacja ta jest o tyle dziwna, że żaden z doświadczonych lotników – a z takich składała się przecież załoga prezydenckiego samolotu – nie pozwoliłby na to, by autopilot był włączony blisko ziemi. Na autopilocie schodzi się wyłącznie do tzw. wysokości decyzji, na której pilot ocenia, czy w ogóle może wylądować.

Dlatego, moim zdaniem, najprawdopodobniej załoga miała włączony autopilot w tzw. ścieżce schodzenia. Z kolei ona powinna być trzymana na stałej prędkości. Jednak tej stałej prędkości oni nie trzymali, ponieważ dość szybko zbliżali się do ziemi. Może więc warto by było postawić pytanie, czy ten autopilot był w pełni sprawny? Z tego, co podaje MAK, wynika, że piloci Tu-154 odłączyli go dość późno. MAK podaje, że na 18 sekund przed zderzeniem z drzewem piloci otrzymali komendę „pull up – ciągnij do góry”. To w tym momencie powinni wyłączyć autopilota. Zagadką dla mnie pozostaje to, dlaczego czekali jeszcze 13 sekund? Powinni odłączyć autopilota zaraz po uzyskaniu tej komendy – mówi pilot.

Co się stało z autopilotem?

Mamy przy tym następujące fakty:

Pilot otrzymuje ostrzeżenie systemu TAWS typu PULL UP (w górę) 18 sekund przed zderzeniem z  przeszkodą, inicjującym zniszczenie konstrukcji samolotu.

Pilot podejmuje reakcje dopiero po 13 sekundach.

Pilot ma włączony autopilot

Reakcja pilota –  analogicznie jak wyżej.

Mało tego, wtedy pilot miał zwiększyć prędkość zniżania dwukrotnie – do 8 m/s. [Według ekspertów „Kommiersanta”]

Niejasne decyzje załogi prezydenckiego tupolewa

Jest to zgodne z wieloma analizami:

Jakie były rzeczywiste przyczyny katastrofy Tu-154M w Smolensku

Na tropach przyczyn katastrofy w Smolensku

Dlatego też,  mówienie o czymś, co uzasadniałoby takie „szaleńcze” wręcz postępowanie całej załogi samolotu prezydenckiego Tu-154M nie tylko, że nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia ale wzbudza zaniepokojenie wśród społeczeństwa  wściekłość pilotów i ekspertów.

„Niepokoi mnie ciągle powtarzana teza, że nie było żadnej awarii. Ci sami ludzie, którzy oceniają stan prezydenckiego samolotu, jednocześnie nadzorują zakład naprawczy tupolewów. To daje do myślenia – konkludują lotnicy. Ich zdaniem, załoga miała pełną świadomość, na jakiej wysokości się znajduje. Działały bowiem wysokościomierze baryczne.

Autopilot nie steruje ciągiem silników. Utrzymuje on tylko parametry lotne. Bada, czy maszyna znajduje się na trasie – dane te lotnik odczytuje z pulpitu maszyny. Lotnicy zastrzegają też, że nie włącza się autopilota przy słabej widoczności. Eksperci lotnictwa krytykują też ciągłe doniesienia mediów, które lansują tezę o skrajnej nieodpowiedzialności polskiej załogi Tu-154M, decydującej się na lądowanie mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych.

Co się stało z autopilotem?

Wcześniej przedstawiona była hipoteza pilotów o utracie sterowności samolotu. Ta dzisiejsza hipoteza nie tylko, iż nie jest z nią sprzeczna ale jest oparta na materiałach udostępnionych przez MAK.

Jest to również zgodne z zapisami rozmów pilotów w zapisanych w czarnych skrzynkach:

Ostatnie krzyki pilotów: “Jezu, Jezu!”

Hipoteza ta wyjaśnia i racjonalnie wyjaśnia te wszystkie „niejasne decyzje załogi prezydenckiego samolotu”.

Z całą pewnością, to nie polscy „szaleńczy piloci kamikadze” w akcie pełnym męstwa i niesamowitej odwagi, podchodząc do celu lotem nurkującym i to z prędkością 8 m/s próbowali dopuścić się ataku terrorystycznego na tajny, podziemny obiekt wojskowy Rosji znajdujący się tuż obok lotniska w Smoleńsku.

Można w tym miejscu zasadnie stwierdzić, że to awaria lub zakłócenie pracy autopilota (a być może też innych systemów) jest w tym momencie jedną z najbardziej prawdopodobnych przyczyn katastrofy, która miała miejsce w dniu 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Pozdrawiam,

Admin

Za wikipedia.org Autopilot

Ze względu na bezpieczeństwo pasażerów i pilota jego konstrukcja musi być bardziej niezawodna od innych typów autopilotów.

Autopilot porównuje zmienne wejściowe otrzymane od pilota lub układu nawigacyjnego z wartościami rzeczywistymi (uchyb) i na tej podstawie wytwarza sygnał sterujący zapewniający odpowiednią stabilizację lub manewrowanie statkiem powietrznym. Generowanie uchybu odbywa się dla wybranego rodzaju regulacji, najczęściej typu PD lub PID ze stałymi współczynnikami wzmocnienia. Ze względu na zmieniające się warunki lotu (zmiana masy aerodyny, zjawiska związane ze zmianą wysokości lotu np. gęstość powietrza) konieczne jest stosowanie układu adaptacyjnego formułującego optymalne współczynniki wzmocnienia (najczęściej będące funkcją wysokości i prędkości lotu) dla bieżących stanów lotu.

W skład autopilota wchodzą:

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Wypadek czy zamach? A jeśli zamach to czyj – FSB czy CIA?


Szok wywołany katastrofą w Smoleńsku powoli mija. Nie kończą się natomiast pytania – czy to był wypadek, czy zamach? W mediach i w internecie krążą domysły, spekulacje, podejrzenia czy wręcz oskarżenia. Przy czym jako winnego ewentualnego zamachu widzi się przede wszystkim Rosję.

Rosja solidnie i rzetelnie zapracowała sobie w okresie ostatnich trzystu lat na niechęć Polaków.

Przy czym nawet zbrodnie reżimu Stalina na Polakach przypisywane są Rosji. Choć w czasie jego dyktatury najwięcej wymordowano Rosjan, a najwyższe stanowiska zajmowali wtedy niekoniecznie Rosjanie.

Z góry zaznaczam, że wolałbym, aby katastrofa w Smoleńsku okazała się wypadkiem, a nie zamachem. Nadal jest możliwe, że był to splot kilku niekorzystnych okoliczności i przypadków. Ani jeden z nich samodzielnie do katastrofy by nie doprowadził; ale wszystkie one zebrane razem zakończyły się katastrofą.

Najtrudniej jest wytłumaczyć, dlaczego samolot schodząc do lądowania był za nisko, dlaczego był przesunięty w stosunku do osi pasa startowego i dlaczego był ustawiony względem niego pod ukosem.

Niepokój wśród wielu obserwatorów wywołują zbyt powolne ich zdaniem komunikaty i opóźnianie ogłoszenia wstępnych wyników badania czarnych skrzynek ze strony Rosjan. Padają pytania – czy czarne skrzynki można wymanipulować? Pytania te sugerują, że Rosja będzie chciała – manipulując zapisami w czarnych skrzynkach – zatrzeć ślady prawdziwej przyczyny katastrofy, a więc ślady zamachu na samolot.

A może jest inaczej?

A może jest inaczej? Może Rosjanie już wiedzą, że katastrofa nie była wypadkiem a zamachem. Jedynie nie mają możliwości udowodnienia, że zamach ten nie był ich “dziełem”. Dlatego kluczą i zwlekają.

Ja osobiście uważałem i nadal uważam katastrofę w Smoleńsku za wypadek. Choć ostatnio nie mam jednak takiej absolutnej tego pewności.

W sieci pojawiła się wiadomość o książce Caspara Weibergera pt. “Następna wojna światowa”. [link]

Właściwie wszystkie przepowiednie autora okazały się nietrafne. Poza tą jedną jedyną, choć i ona umieszczona jest w niewłaściwym czasie – a więc, że (za sprawą Rosji – ?) zginie polski rząd i dowódcy wojskowi. Gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że dla Amerykanina, jakim był Weinberger, właśnie prezydent i jego gabinet i doradcy, poprzez analogię do systemu politycznego USA, to właśnie “rząd”.

Trudno jest mi wyobrazić sobie uduchowionego polityka, mającego prorocze wizje. Politycy w ogromnej większości są to zazwyczaj zimni, wyrachowani pragmatycy, ludzie wychodzący z zasady, że cel uświęca środki. Weinberger nie “przewidział” zamachu. On wiedział, że do niego dojdzie. Podał jednak nieprawdziwych wykonawców zamachu.

Jeszcze słowo o Weinbergerze. Był on bezpośrednio zamieszany w aferę rządu Reagana znaną jako afera Iran-Contras. Polska wikipedia pisze o tym bardzo oszczędnie i lakonicznie: [link]. Obszerniejsza jest relacja o aferze w wikipedii niemieckiej: [link]. A więc mamy tutaj do czynienia nie z Weinbergerem – uduchowionym wizjonerem, a z cynicznym, łamiącym prawo uchwalone przez kongres USA politykiem.

NWO

W tym miejscu istotna jest znajomość kilku najważniejszych dla losów dzisiejszego świata spraw zakulisowych, mających bezpośredni wpływ na obecną politykę USA , a poprzez nie na politykę światową.

W USA od dziesięcioleci mówi się o NWO. Nawet prezydenci Stanów Zjednoczonych w oficjalnych wystąpieniach o tym wspominali. Zakulisowym ideologiem i reżyserem NWO jest świat finansjery, bankierzy (FED), potentaci gospodarki. Czyli mówiąc krótko – liderzy grupy Bilderberga i Komisji Trójstronnej.

Przypomnę jedną tylko wypowiedź Davida Rockefellera:

Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują Nowy Światowy Porządek [New World Order].

Przypomnę też wypowiedź Jamesa Warburga (CFR):

Będziemy mieli rząd światowy czy wam się to podoba czy nie; za waszą zgodą, lub poprzez zabór.

Kapitalną rolę w planie narzucenia światu NWO odgrywa rząd i armia USA.

W roku 1997 powstała organizacja PNAC (Projekt dla Nowego Amerykńskiego Wieku). Głównym celem PNAC jest zdobycie przez USA w świecie absolutnej wyższości. I to przy użyciu wszelkich sposobów i środków, także militarnych. [link]

We wrześniu roku 2000 w raporcie PNAC o przebudowie amerykańskich sił pisze się o potrzebie “nowego Pearl Harbour”. W styczniu 2001 władzę obejmuje prezydent Bush junior. 11 września 2001 Amerykę spotyka “nowy Pearl Harbour”. Przy czym w nowej administracji prezydenta Busha pracowało wielu ludzi z PNAC, którzy takiego właśnie nowego Pearl Harbouru z wytęsknieniem oczekiwali (aby rozpocząć realizację ich własnych planów). W międzyczasie wypływa coraz więcej wątpliwości pod adresem oficjalnej wersji, jakoby koczujący w jaskiniach w Afganistanie fundamentaliści byli w stanie te zamachy przeprowadzić. Coraz więcej poważnych badaczy, naukowców, a nawet wojskowych przekonanych jest, że zamachy z 11/9 były “własną robotą” władz USA, którą zwalono na Al-Kaidę i Osamę bin Ladena.

W internecie istnieją setki, a nawet tysiące stron i portali zajmujących się tym kluczowym dla dzisiejszego świata wydarzeniem. Podam przykłady: [link], [link], [link].

Zamach z 11/9 i obarczenie winą za niego Al-Kaidy dało z kolei Ameryce pretekst do agresji na Afganistan. Dwa lata później, na podstawie sfabrykowanych dowodów, jakoby Irak posiadał fabryki broni chemicznej i biologicznej nastąpiła inwazja na ten kraj.

Niedawno Brytyjczycy za wysłanie ich wojsk do Iraku postawili Tony Bleira przed specjalną komisją. Zarzuca się jemu, że jego rząd fabrykował “dowody” na istnienie broni masowej zagłady w Iraku, aby mieć pretekst do wojny u boku Ameryki.

Bush junior miał więcej szczęścia. Amerykanom nie przyszło do głowy, aby i jego postawić przed taką komisją. Bo kogo to dzisiaj w Ameryce interesuje, czy broń masowego rażenia Saddam miał, czy nie. Ważne jest, że iracka ropa jest bezpieczna.

Wszystko zgodnie z planem PNAC!

Ponadto, poza bezpośrednią korzyścią, jaką jest trwała obecność wojsk USA w strategicznym terenie roponośnym, uboczną korzyścią było przyzwyczajenie opinii światowej do agresji różnych “wojsk koalicji” pod przywództwem USA na suwerenne państwa. Armia USA przejęła rolę światowego żandarma.

Problem Rosji

Najtwadszym orzechem do zgryzienia dla realizatorów NWO jest problem Rosji. Osłabiona rozpadem ZSRR Rosja powoli odzyskuje pozycję drugiego supermocarstwa. Militarnie nadal nim jest. Gospodarczo wprawdzie Rosja kuleje, ale jej potencjał w postaci zasobów naturalnych plasuje ją nawet przed USA. Nie widać też, aby miała Rosja ochotę poddać się dyktatowi amerykańskiej oligarchii finansowo-bankierskiej. Prowokacje na jej obrzeżach, jak ostatnio w Kirgistanie, a wcześniej w Gruzji, a mające Rosję osłabić, to jeszcze za mało, aby rzucić Rosję na kolana.

I w tym momencie przydarza się tragedia w Smoleńsku. A więc “przewidziany” przez Weinbergera zamach na polski rząd i dowództwo wojskowe.

Zachodnie media już informują o podejrzeniach pod adresem Rosji, jakie coraz głośniej wypowiadane są w Polsce. Jeśli katastrofa okaże się zamachem, a Rosji nie uda się udowodnić, że to nie ona zamachu dokonała, jej pozycja na arenie międzynarodowej nie będzie godna pozazdroszczenia.

Postawienie Rosji pod obstrzałem, poderwanie jej autorytetu na arenie międzynarodowej byłoby na rękę ideologom NWO. Ponadto pokazaliby w ten sposób Rosji, że nawet na jej terenie, stosunkowo niedaleko od Moskwy, są oni w stanie urządzać wymierzone przeciwko niej samej tak nieprawdopodobne prowokacje!

Najważniejszym pytaniem jest wszakże, dlaczego USA miałoby dokonywać zamachu na znanego z proamerykańskich sympatii prezydenta Lecha Kaczyńskiego?

Lech Kaczyński był miernym politykiem. Głównym celem jego polityki było uzyskanie przez Polskę statusu ważnego, a nawet “strategicznego” partnera (a raczej wasala i satelity) USA. Kaczyński próbował osiągnąć to nawet kosztem polskiej racji stanu.

Proamerykańska polityka Kaczyńskiego zakończyła się fiaskiem. O ile jeszcze Bush junior czasem łaskawie zauważał polskiego prezydenta, o tyle Obama Kaczyńskiego całkowicie ignorował. Ideolodzy NWO zmienili bowiem w międzyczasie strategię.

Obama na ostatnie obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej, zorganizowane z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego, wydelegował pierwotnie niskiej rangi urzędnika. “Tarczę” obronną, o którą nasz prezydent zdecydowanie zabiegał, ku upokorzeniu Kaczyńskiego odwołał Obama w dniu tak dla Polski znaczącym – 17 września.

Lech Kaczyński angażował się w różne prowokacje antyrosyjskie. O jego zaangażowaniu w prowokację gruzińską pisano już wiele.

Postawa progruzińska znalazła wtedy poparcie dla niego w środowiskach zdecydowanie antyrosyjskich. Była jednak krytykowana z innych pozycji. Przypomnę pewien ciekawy tekst na ten temat: [link].

Próba wciągnięcia przez Kaczyńskiego całej Unii w poparcie dla Gruzji zakończyła się fiaskiem. Prowokacja Gruzji była szyta bowiem zbyt grubymi nićmi.

Niepowodzeniem zakończyła się dla Kaczyńskiego jego polityka projuszczenkowska. Kaczyński popierał Juszczenkę nawet wtedy, gdy tamten nie krył się już z jego proUPA-owską i probanderowską sympatią. Na koniec spotkała Juszczenkę sromotna porażka w wyborach.

Niepotrzebnie też wdał się Kaczyński w rozpętaną przez Condoleezzę Rice nagonkę na ”ostatniego dyktatora Europy“. Belweder wykorzystywał do tej nagonki ostatnimi czasy Andżelikę Borys. Nie zauważył przy tym nikt z otoczenia Lecha Kaczyńskiego, on sam zresztą też nie, że dziesiątki udekorowanych polskimi odznaczeniami państwowymi działaczy polonii na Białorusi, umieszczonych przez A. Borys na jej czarnej liście, miało zakaz wjazdu do ojczyzny. Belweder jedynie A. Borys honorował i cmokał ją w rączkę.

Duży talent wykazywał Kaczyński w zasadzie w jednej sprawie.

Do perfekcji opanował on granie na uczuciach patriotycznych milionów Polaków. Z dużym rozmachem ogranizował on obchody różnych ważnych i tragicznych rocznic. Wygłaszał pełne patosu i patriotycznej frazeologii przemówienia. Uroczysty nastrój dopełniały zawsze sztandary, flagi, fanfary, defilady.

Niestety, ta patriotyczna frazeologia nie szła u Lecha Kaczyńskiego w parze z jego polityką, w której rzadko decydowała polska racja stanu. Częściej bardziej dbał on o interesy USA czy o interesy organizacji żydowskich, niż o interesy polskie. Wielu zapamiętało jemu jego poparcie dla zdelegalizowanej dekretem przez prezydenta II RP, Ignacego Mościckiego, loży B’nai B’rith. Najbardziej jednak do spadku jego popularności przyczyniło się ratyfikowanie przez niego Traktatu Lizbońskiego. Niektóre ugrupowania prawicowe określały Lecha Kaczyńskiego z tego powodu grabarzem suwerenności Polski.

I to właśnie spowodowało, że jego szanse na reelekcję były znikome. Zbyt wiele środowisk, które na niego głosowały w roku 2005, nie miało zamiaru ponownie go popierać. Nawet na zasadzie mniejszego od kandydata PO zła.

Kariera polityczna prezydenta Kaczyńskiego dobiegała końca. Groziło mu popadnięcie w polityczny niebyt, całkowita utrata znaczenia na politycznej scenie w Polsce.

W tej sytuacji dla USA (i ideologów NWO) stawał się Lech Kaczyński bezwartościową, bezużyteczną i zgraną kartą.

Przydatny byłby jeszcze tylko wtedy, gdyby na czele ważnej delegacji, przy okazji ważnej wizyty, zginął on w okolicznościach rzucających podejrzenie o wykonanie zamachu na niego przez Rosję.

Zamach?

Jeśli pozostaniemy przy założeniu, że przyczyną katastrofy był zamach, dwie rzeczy przeczą udziałowi rosyjskich służb.

Po pierwsze – obsługa lotniska proponowała zbliżającemu się Tupulewowi lądowanie gdzieś indziej. Gdyby Rosjanie faktycznie zamach planowali, nie proponowaliby lotu np. do Mińska. Bo a nuż pilot posłucha i zamachu nie uda się przeprowadzić. Gdyby więc za zamachem stali Rosjanie, postąpiliby wręcz odwrotnie. Mimo niesprzyjającej pogody zachęcaliby załogę prezydenckiego samolotu do lądowania w Smoleńsku.

Po drugie – komu jak komu, ale to właśnie nie Rosjanom zależało na nagłośnieniu sprawy Katynia. Gdyby to oni stali za tym zamachem, zrobiliby to w innym miejscu i przy innych okolicznościach. Ale nie w sąsiedztwie Katynia i nie w 70-tą rocznicę tamtej zbrodni.

Jest możliwe jeszcze inne wyjaśnienie zamachu, poza tropem “rosyjskim”, przy pozostaniu przy wersji celowego spowodowania katastrofy.

Jak już wspomniałem, najwięcej wątpliwości budzi niewłaściwe podchodzenie samolotu do lądowania. Czym można ten fakt wytłumaczyć? Znalazłem ciekawy tekst na ten temat – Meaconing czyli jak oszukać nawigację pokładową. [link]

Istotne w tym miejscu jest spostrzeżenie, że USA zdecydowanie góruje nad Rosją w technologii satelitarnej. GPS czy “Tarcza” (z wykorzystaniem systemu satelitarnego) to pomysły i realizacja amerykańska.

Podejrzane zachowanie Rosjan po katastrofie jest też w sumie łatwe do wytłumaczenia. Osoba, która przypadkowo znajdzie się w miejscu napadu rabunkowego czy zabójstwa, a nie mająca alibi, aby odsunąć od siebie podejrzenia gotowa jest zmyślać co tylko może, aby uniknąć posądzenia jej o dokonanie zbrodni. Rosjanie przerażeni katastrofą dawali na początku sprzeczne czy nieprawdziwe wyjaśnienia, mogące w ich przekonaniu ich samych odciążyć. Sam Putin nie był w stanie nad początkowym chaosem informacyjnym zapanować. Przypuszczam, że on jako doświadczony KGB-owiec od początku domyślał się, że ktoś mógł podrzucić Rosji straszliwy problem. Bo wszystko, co zrobi, czy też czego nie zrobi Rosja od tego momentu, będzie podejrzane.

Ponadto na miejscu katastrofy wystarczyło umieścić kilku obcych agentów, np. przebranych za dziennikarzy, aby rozsiewali oni plotki, domysły i powiększali dezinformacje. Jak choćby tę kolportowaną zaraz po katastrofie pogłoskę, że trzy osoby przeżyły katastrofę i w ciężkim stanie prawdopodobnie przebywają w szpitalu.

Tak samo mogło być ze znanym, a nagranym tuż po katastrofie i kolportowanym w sieci amatorskim filmikiem. Organizatorzy zamachu na nagrany filmik czekali. Następnie narzucono na niego dodatkową ścieżkę głosową, ze strzałami, “dobijaniem rannych” itp. Filmik puszczono następnie w sieci.

Przy okazji filmiku kolportuje się też sprzeczne informacje o losach domniemanego autora filmu. Przy czym, nie ma pewności, że jego autorem był Andriej Mendierej. A jeśli taką osobę nawet faktycznie zamordowano, niekoniecznie musi mieć to związek z filmikiem z miejsca katastrofy. A nawet, jak ma to związek z filmikiem, mordercą nie musi być ktoś z KGB. CIA też potrafi robić takie rzeczy. A w tym konkretnym przypadku podejrzenie i tak padnie na rosyjskie służby.

Za to wszystkie te plotki, domysły i rewelacje powodują jedno: wciąż narastającą atmosferę podejrzliwości pod adresem Rosji.

Jeśli katastrofa pod Smoleńskiem nie była wypadkiem, a była zamachem obcych, nierosyjskich służb, to zadanie to służby te wykonały perfekcyjnie. Bo jeśli śledztwo wykaże, że katastrofa była zamachem, Rosja będzie podejrzanym nr. 1.

Jeszcze jedna sprawa wymaga wyjaśnienia. Tuż po wypadku krążyła w mediach i sieci informacja, jakoby początkowo planował prezydent Kaczyński podróż do Katynia pociągiem z setkami rodzin katyńskich. Później jednak zmienił decyzję. Może więc było to tak, że ktoś go od tego pomysłu odciągnął.

Nawet zresztą w wypadku, gdy podróż od początku planowana była samolotem, brak odpowiedzi na pytanie – dlaczego tak dużo polityków, a zwłaszcza najwyższych dowódców wojskowych, znalazło się na pokładzie jednego samolotu.

Otoczenie prezydenta, jak i on sam znane było z sympatii proamerykańskich i antyrosyjskich. Zapewne trudno byłoby rosyjskim służbom znaleźć dojście do prezydenta i wpływać na jego decyzje. Dojściem takim dysponowały natomiast służby USA i Izraela. Ktoś podpowiedział więc prezydentowi, aby leciał samolotem. A na dodatek podpowiedział mu, aby zabrał on na pokład samolotu wielu ważnych polityków i dowódców wojskowych. Po to na przykład, aby przyćmić uroczystości sprzed trzech dni z udziałem Tuska i Putina.

Prezydent, mimo katastrofy w Mirosławcu dwa lata wcześniej, nieostrożnie usłuchał podszeptów i wziął na pokład zbyt wielu ważnych polityków i dowódców wojskowych. Resztę znamy: w Smoleńsku doszło do tragicznej katastrofy. Zginął “rząd” i dowódcy wojskowi.

“Przepowiednia” Caspara Weinbergera się spełniła.

W tym miejscu wyraźnie podkreślam, że nadal pozostaję przy wersji tragicznego wypadku, jako jedynej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku.

Dopiero gdy wypłyną niezbite dowody na udział osób trzecich w katastrofie, uznam to za zamach. Przy czym już teraz, niejako z góry, na wszelki wypadek sugeruję, aby w przypadku udowodnienia wersji zamachu brać pod uwagę także innych sprawców zamachu, a nie głównie, czy wręcz wyłącznie, Rosję.

Andrzej101
Bibula.com

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

„Ci, co rozpylali mgłę w Rosji, uruchomili wulkan – tak dochodzimy do absurdu”


Już w dzień tragedii pod Smoleńskiem w internecie pojawiło się wiele teorii spiskowych na temat przyczyn katastrofy. Bogusław Wołoszański, autor m.in. programów „Sensacje XX wieku” mówi w rozmowie z Wirtualną Polską, że tragedia została wykorzystana do zbijania kapitału politycznego. Dziennikarz twierdzi też, że dochodzenie do prawdziwych przyczyn katastrofy może potrwać miesiące, a nawet lata.

Agnieszka Niesłuchowska: Po tragedii pod Smoleńskiem niektórzy politycy straszyli, że będziemy mieli do czynienia z chaosem. Krótko po katastrofie poseł PiS Antoni Macierewicz określił sytuację jako stan zagrożenia państwa. Czy ta opinia była uzasadniona? Mieliśmy się czego bać?

Bogusław Wołoszański: „W każdym państwie zawsze wydarzenie tak tragiczne i głośne staje się tematem rozgrywek politycznych i propagandowych. To obrzydliwe, bo w tym czasie należy milczeć. A tak dochodzimy do absurdu, gdyż można uznać, że ci sami, którzy rozpylili mgłę nad Smoleńskiem, tuż potem rozpylili pył z islandzkiego wulkanu nad Europą, żeby prezydent USA nie mógł przylecieć na pogrzeb.

Na temat przyczyn tragedii pod Smoleńskiem pojawiło się jednak wiele teorii spiskowych. Jedną z nich jest to, że za zamachem stoi Rosja, która chciała pozbyć się niewygodnych Polaków, którzy upominali się o Katyń. Jak pan ocenia takie pogłoski?

– Staram się ich nie słuchać. Zawsze gdy dochodzi do tragedii na taką skalę pojawiają się bardziej, mniej lub całkowicie bezsensowne teorie. Aby dojść do prawdy musi upłynąć wiele czasu ale ludzie są niecierpliwi, dlatego wymyślają takie historie. Robią to również politycy, którzy płacząc nad trumnami, starają się równocześnie zebrać polityczne zyski.

Ale są również bardziej wiarygodnych hipotezy o tym, że mógł zawieść system naprowadzania, że były naciski na pilota, że warunki geograficzne i atmosferyczne się do tego przyczyniły. Czy kiedyś poznamy prawdziwe przyczyny katastrofy?

– Jesteśmy na tym etapie rozwoju techniki, że możemy liczyć na całkowite odtworzenie przebiegu tej tragedii. Rejestrowane są rozmowy między wieżą a samolotem, czarne skrzynki i rejestratory głosu nagrywają rozmowy pilotów i pasażerów (choć podobno nagrania w kabinie pasażerskiej prezydenckiego samolotu nie było), zapisują dokładne parametry lotu i informacje o działaniu głównych zespołów samolotu. To tam jest zarejestrowana prawda.

Nad poznaniem szczegółów pracują polscy i rosyjscy specjaliści, więc nie sądzę, abyśmy mieli do czynienia z próbami manipulacji zapisami. Zaczekajmy więc na głos ekspertów.

Jak długo możemy na to czekać?

– Miesiącami a nawet latami, bo chodzi nie tylko o odsłuchanie nagrań z czarnych skrzynek, ale również szczegółowe badanie wraku. Trzeba będzie wykluczyć awarię mechanizmu, która np. mogła prowadzić do zablokowania sterów, a więc odnaleźć tysiące części, na jakie rozpadł się samolot i zbadać je szukając uszkodzeń. Nie ma innego wyjścia.

Jakie wnioski należałoby wyciągnąć z tej tragedii?

– Wnioski będziemy mogli wyciągnąć dopiero po poznaniu prawdy, bo na razie nie wiemy, czy pilot nie został skłoniony do lądowania, czy nie doszło do awarii któregoś z zespołów samolotu.

W kontekście tragedii smoleńskiej często przywoływana jest katastrofa lotnicza, w której zginął premier polskiego rządu na uchodźstwie i naczelny wódz – generał Władysław Sikorski. Jakie piętno odcisnęła na Polakach tragedia z 4 lipca 1943 r.?

– Śmierć generała Sikorskiego zmieniła historię Polski. Utrata przywódcy tej rangi, charyzmy, szacunku, jakim był darzony, polityka, który tak dobrze znał najważniejszych ludzi tamtego świata: Roosevelta i Churchilla, musiała się przełożyć na naszą historię. Ułatwiła bowiem zadanie Stalinowi, który chciał podporządkować sobie Polskę. Gdyby nie doszło do tej tragedii z pewnością historia naszego kraju potoczyłaby się inaczej.

Od czasu katastrofy liberatora, w którym zginął generał do czasu Smoleńska wydarzyło się wiele innych katastrof, w których ginęli czołowi politycy, jak choćby prezydent Pakistanu (1988 r.), prezydenci Ruandy i Burundii (1994 r.) czy Macedonii (2004 r.).

– To prawda. Warto też wspomnieć o katastrofie 17 września 1961 r., w której zginął sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjöld. To on doprowadził do usunięcia z Konga wojsk belgijskich, które przez dłuższy czas rabowały afrykańskie państwo. Czy to było powodem jego śmierci? Nie wiemy, gdyż wtedy czarne skrzynki dopiero instalowano w samolotach pasażerskich.

Jak takie katastrofy wpływają na późniejsze losy osieroconych narodów?

– Wszystko zależy od państwa i jego stopnia zorganizowania. W państwach młodych, jak Macedonia, tego rodzaju wypadek ma większe przełożenie na życie państwa. W innych, bardziej dojrzałych państwach demokratycznych zagrożenie chaosem nie istnieje.

Łatwiej z taką tragedią radzą sobie jednak kraje, w których funkcjonuje system parlamentarny, trudniej w krajach takich jak USA, gdzie prezydent odgrywa dominującą rolę. Trzeba jednak podkreślić, że śmierć przywódcy nie zmienia nagle losów kraju, to kwestia dłuższego procesu.

No właśnie, jak zatem śmierć prezydenta Johna F. Kennedy’ego odbiła się na losach Ameryki?

– Za życia Kennedy, w sposób nieuzasadniony, zyskał sławę i sympatię, choć był najgorszym politykiem w historii USA. Czego się nie dotknął to spaprał. Miał na swoim koncie porażające klęski – jak np. inwazję w Zatoce Świń na Kubie, próby zabicia Castro, rozmowy z Chruszczowem w Wiedniu, budowę muru berlińskiego przez Rosjan i enerdowców. Był jednak lubiany ze względu na żonę, rodzinę, urodę. Ludzie kierowali się sympatią, a nie oceną polityki. Kennedy był jednak schorowany, wplątał się w niezliczone miłostki z prostytutkami podstawianymi przez KGB. Prawda o nim zaczęła jednak wychodzić wiele lat po jego śmierci. Następca Kennedy’ego, Lyndon Johnson, był nieudany – wplątał Amerykę w wojnę w Wietnamie.

Mówił pan, że śmierć polityka zmienia sposób postrzegania go. Tak też dzieje się w przypadku Lecha Kaczyńskiego. Czy będziemy świadkami dalszej mitologizacji prezydenta?

– W polskiej kulturze, ze względu na naszą tragiczną historię, głęboko zapisany jest szacunek dla zmarłych. Stąd zasada, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale. W przypadku prezydenta Kaczyńskiego sądzę, że raczej wcale.

Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska
(neska, ap)

Źródło : Wirtualna Polska

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Ił-76 i godzina katastrofy w Smoleńsku


Witam wszystkich na moim blogu. Jest to moja pierwsza notka na Salonie24, mam nadzieję że nie ostatnia:).

Notka ta jest rozwiniętą wersją komentarza, który umieściłem na blogu Łukasza Warzechy (tu). Dyskusji, która rozwinęła się po komentarzu, zwróciła moją uwagę na dodatkowe okoliczności, które chciałem przedstawić razem. Dziękuje blogerom: Prof. Maryan, tehta, uchachany, Ksymenes, puer, A-Tem,  kolejowy za cenne uwagi i spostrzeżenia.

Nie możemy chyba liczyć na nasze władze, jeżeli chodzi o wyjaśnienie okoliczności i przyczyn katastrofy w Smoleńsku, musimy radzić sobie sami. Dzięki dociekliwości i odwadze w zadawaniu pytań i formułowaniu różnych hipotez przez blogerów, mam nadzieję że nie uda się sprawy zamieść pod dywan i zamknąć usta poszukującym prawdy za pomocą medialnego szumu pod hasłem „pojednania”.

O ile mniej więcej wiemy, jak wyglądały ostatnie sekundy lotu samolotu z naszym prezydentem na pokładzie (poza samym ostatecznym skutkiem w postaci kompletnego rozbicia tu-154 na małe cząstki) to wciąż zagadkowe pozostają przyczyny nagłego zmniejszenia wysokości lotu w odległości około jednego kilometra od lotniska. Pojawiają się tutaj różne mniej lub bardziej prawdopodobne hipotezy, pozwolę sobie więc na przedstawienie również własnych przypuszczeń.

Według ostatnich wiadomości, możemy z dużą pewnością określić godzinę katastrofy na 8:40, podczas gdy dotychczasowa oficjalna wersja mówiła o godzinie 8:56. Należy przypuszczać, że ta rozbieżność nie jest przypadkowa, coś się za nią kryje. Tu, jako wyjaśnienie, pojawia się zagadkowe podejście do lądowania rosyjskiego samolotu transportowego (prawdopodobnie Ił-76) przed planowanym lądowaniem Tu-154. Informacje o tym zdarzeniu sprowadzają się do tego, że próbował on wylądować ale odbił się od lotniska, wykonał ryzykowny manewr przechylenia się na skrzydło, prawie zahaczając o ziemię, a następnie odleciał do Moskwy.

Jednak o której godzinie to było? Tu relacje są różne, na pewno po lądowaniu polskich dziennikarzy: godzina 7:20
(według http://www.wprost.pl/ar/193256/Piloci-Jaka-40-ostrzegali-zaloge-Tu-154M-przed-fatalna-pogoda-w-Smolensku/?K=1&KI=215858))
a przed katastrofą naszego samolotu.

Ponieżej przykładowe linki określających czas tego zdarzenia:
„Około 8:30”
http://www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100411/KRAJ_SWIAT/333748647
„15 minut przed lądowaniem prezydenckiego samolotu” (przepraszam,to cytat, samolot przecież nie lądował)
http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100411/KATASTROFA_SAMOLOTU_PREZYDENCK/856389464

Tego typu informacji można znaleźć w internecie dużo. Na podstawie tych relacji możemy śmiało twierdzić, że podejście Ił-76 do lądowania nastąpiło między 8:30 a 8:40. Moja hipteza brzmi: była to 8:40, czyli wtedy, gdy rozbił się polski samolot! Oba samoloty podchodziły do lądowania w tym samym czasie!

To wyjaśniałoby dlaczego Tu-154 nagle obniżył lot, wcześniej podchodząc prawidłowo. Piloci zobaczyli na kursie kolizyjnym inny samolot, musiał być wyżej od ich pozycji, wobec czego awaryjnie wykonali manewr jego ominięcia schodząc w dół. Dalszy przebieg wypadków, jak wspomniałem, jest mniej więcej znany.
Teraz otwiera się miejsce do dalszych rozważań: czy jednoczesne podchodzenie do lądowania dwóch samolotów było wynikiem przypadku z powodu bałaganu panującego na lotnisku, czy też wynikiem celowego działania.

Teraz podam dodatkowe argumenty za powyższą hipotezą, które wynikły w czasie dyskusji:

  1. Samolot Ił-76 krążył długo nad lotniskiem jakby na coś czekał.
  2. Wyjaśnia to „dlaczego kontrolerzy lotów uciekali co sił i milicja ich ledwo złapała. W takiej sytuacji doskonale bowiem wiedzieli, co się stało i jaki był zakres winy Rosjan” (Ksymenes)
  3. tehta wskazał na film: http://www.youtube.com/watch?v=UZIwqH–HHM
  4. z wypowiedzią Pana Wiśniewskiego. Mówi on, że w czasie jego pobytu w hotelu kamera stała na oknie i pracowała cały czas od chwili wylądowania pierwszego samolotu, zakładam że chodzi o Jak-40. Przez ten czas nie słyszał by inny samolot podchodził do lądowania, a wiemy że Ił-76 próbował lądować. Można to wytłumaczyć w ten sposób, że samoloty były bardzo blisko siebie przez co odgłos ich silników zlewał się. Jeżeli moja hipoteza jest prawdziwa to przelot samolotu Ił-76 nad lotniskiem powinien nastąpić prawie jednocześnie z katastrofą.”Pan Wiśniewski wspominał (…) w swej pierwszej relacji o dziwnym dźwięku silników. Więc może był to odgłos dwóch samolotów” (kolejowy).
  5. Z innych relacji Pana Wiśniewskiego, który był w hotelu, wiemy, że słyszał on odgłos wybuchu lub uderzenia. Nie znam takich relacji od dziennikarzy, którzy byli na lotnisku. Może nie słyszeli wybuchu ponieważ właśnie przelatywał Ił-76? Stąd też Pan Wiśniewski był pierwszy na miejscu katastrofy, a przecież z lotniska jest tam całkiem blisko. Sądzę, że osoby na lotnisku nic nie wiedziały o katastrofie, bo jej nie słyszały, do czasu włączenia syren.

Na podstawie danych z rejestratorów czy zachowanych odgłosów z kabiny można byłoby łatwo sprawdzić moją hipotezę, ale na razie nie mamy tych danych i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będziemy mieli. W tej chwili widzę inną możliwość jej weryfikacji: podejściu do lądowania samolotu Ił-76 przyglądało się wielu dziennikarzy, być może da się określić bardziej precyzyjnie jego czas na podstawie ich relacji. Osoby zbliżone do nich mogłyby takie informacje uzyskać.

Źródło: tommy.lee.salon24.pl

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Po dwóch latach koniec śledztwa?


W cieniu śledztwa dotyczącego katastrofy Tu-154M, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, prokuratura wojskowa kończy postępowanie w sprawie wypadku wojskowego samolotu CASA w okolicach Mirosławca, w której ponad dwa lata temu zginęło 20 osób, w tym 16 wysokich wojskowych. Prokuratorzy czekają na wydanie opinii uzupełniającej do toczonego postępowania.

W międzyczasie umorzono śledztwo dotyczące rzekomego wywierania presji i zastraszania członków rodzin poległych żołnierzy, by przestały dociekać przyczyn tej tragedii.

Transportowiec CASA C-295M rozbił się 23 stycznia 2008 roku w Mirosławcu w woj. zachodniopomorskim. Zginęła wtedy czteroosobowa załoga i 16 wysokich oficerów lotnictwa. Śledztwo dotyczy: niewłaściwej organizacji lotów w jednostce w Krakowie, do której należał samolot, działania służb lotniskowych w Mirosławcu i centrum dowodzenia lotów w Warszawie oraz postępowania załogi samolotu. Maszyna wykonywała lot na trasie Warszawa – Powidz – Krzesiny – Mirosławiec – Świdwin – Kraków, rozwożąc uczestników konferencji „Bezpieczeństwo Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP”.

– Śledztwo aktualnie trwa, jest cyklicznie przedłużane. Przesłuchano podejrzanych, którzy złożyli wyjaśnienia, a my je weryfikujemy – informuje ppłk Sławomir Schewe, rzecznik prasowy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Dodaje, że prokuratorzy czekają teraz na opinię uzupełniającą. – Jest ona niezbędna, chodzi o pewne uszczegółowienie i wyjaśnienie kwestii opinii pierwotnej, którą posiadamy. Bez tego nie możemy podjąć decyzji o sposobie zakończenia tego śledztwa – twierdzi Schewe.

Opinię uzupełniającą ma wydać zespół około 10 specjalistów z różnych dziedzin. Dotyczy ona m.in. przełożenia na język prawniczy terminologii technicznej. – Myślę, że potrwa to kilka tygodni i wówczas będzie można podejmować decyzje dotyczące śledztwa: czy je zakończyć, postawić akt oskarżenia lub umorzyć, albo ewentualnie przedstawić zarzuty innym osobom. Bez tego nie możemy z niczym ruszyć – zaznacza rzecznik.

W kontekście wypadku lotniczego CASY członkowie rodzin ofiar złożyli doniesienia w 2009 r. o popełnieniu przestępstwa, gdyż uznali, że naciskano na nich, by zniechęcić ich do interesowania się tragedią oraz jej skutkami. Chodzi o Andrzeja Smyczyńskiego, brata drugiego pilota samolotu i wdowę po gen. Andrzeju Andrzejewskim Małgorzatę i jego córkę Klaudynę. Pierwszy miał być zastraszany przez nieznane osoby. W drugim natomiast przypadku nieżyjący już gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych (zginął w katastrofie smoleńskiej), miał wywierać wpływ na kobiety, by zrezygnowały z prasowej krytyki armii w związku z sytuacją socjalną rodzin poległych. Oba wątki śledztwa zostały objęte odrębnymi postępowaniami. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła je z powodu niewykrycia sprawców oraz braku znamion czynu zabronionego.

Jacek Dytkowski
Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Jedna z przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem


Wpis: Marek 22.4.2010

Co wiemy?

1. Była mgła – większa lub mniejsza. Raczej nie za gęsta, bo inaczej piloci nie podjęliby się manewru lądowania. Niemniej była.

2. Z lotniska zabrano urządzenia naprowadzające, które były tam podczas lądowania Tuska i Putina.

3. Prezydencki samolot miał system ostrzegania przed nadmiernym zbliżeniem z ziemią. Ponieważ nie ostrzegł on pilotów, był niesprawny – przynajmniej w chwili lądowania. Dlaczego?

4. Samolot lądował wg wskazówek wieży kontroli. I tu:

a) samolot ma urządzenie / urządzenia (Tupolew miał ich dwa) ciśnieniowe – do określania wysokości nad poziomem morza lub pasa startowego.

b) lotnisko ma identyczny i zamontowany na poziomie pasa startowego.

Aby BEZBŁĘDNIE wylądować wg wskazań przyrządu, wieża podaje odczyt ciśnienia na swoim przyrządzie (w tym czasie samolotowy przyrząd wskazuje mniejsze ciśnienie, bo jest na znacznej wysokości). Pilot kalibruje swój przyrząd i jest gotowy do manewru lądowania – posiada dane / wskazania z dokładnością do 1 m wysokości.

Wzrost ciśnienia na przyrządzie pokładowym odpowiada obniżeniu wysokości. Zrównanie się wskazań przyrządu lotniskowego i samolotowego oznacza, że samolot dotyka kołami pasa startowego.

I tak jest, gdy wieża poda DOKŁADNE i PRAWDZIWE WSKAZANIA. Tak jest, gdy kontroler celowo nie wprowadza w błąd pilota lub, gdy nikt NIEPOWOŁANY nie INGEROWAŁ w prawidłowość wskazań przyrządu lotniskowego (albo samolotowego).

Można to zilustrować przykładem:

1. Poprawne i prawdziwe wskazania przyrządu lotniskowego wynoszą 1.000 jednostek ciśnienia. Samolot jest na pułapie 2.000 m ponad pasem startowym i jego przyrząd wykazuje 800 jednostek. Różnica wskazań obu przyrządów wynosi 200 jednostek.

Tak więc na jednostkę ciśnienia przypada 10,00 m wysokości.

Gdy na przyrządzie samolotowym wskazania będą wynosiły 993 jednostki (1000-993=7 jednostek), samolot będzie na wysokości 7 x 10 m = 70 m (obniżył pułap lotu o 193 jednostki, czyli o 1930 m).

2. wskazania przyrządu lotniskowego wynoszą 1005 jednostek (w tym czasie PRAWDZIWE CIŚNIENIE wynosi 1000) i tak je podaje wieża pilotowi polskiego samolotu. Pilot kalibruje swój przyrząd i jest przekonany, że na 2000 m pułapu przypada różnica 1005 – 800 jednostek = 205. 2000 m : 205 jednostek = 9 m 76 cm / jednostkę ciśnienia.

Kiedy pilot jest pewien, że samolot obniżył lot (wzrost ciśnienia na samolotowym przyrządzie z 800 do 998 jednostek – do 1005 pozostało jeszcze 7 jednostek x 9,76 m ~~ 68 m 32 cm) do ok. 70 m (pilot jest pewien, że wzrost ciśn. o 198 jednostek oznacza obniżenie wysokości o 198 x 9,76 m = 1932 m do 68 / 70 m), w rzeczywistości znajduje się ok. 2 jednostek nad pasem (przy poprawnych wskazaniach różnica wynosiła nie 205, a 200 jednostek, a więc zostało 2 w zapasie), czyli nie 70, a 20 m nad ziemią. Piloci są przekonani, że lecą np. 40 m ponad drzewami, podczas, gdy za chwilę samolot zamienia się w kosiarkę. Leci ok. 20 m nad ziemią.

Proszę zwrócić uwagę na fakt, że błąd odczytanych wskazań przyrządu wynosił w tej hipotetycznej sytuacji zaledwie 0,5 % (5 z 1000). Jeśli będzie większy, to i różnica w ocenie wysokości będzie większa.

Błąd in minus powodowałby sytuację odwrotną – samolot próbowałby wylądować na pasie, będąc znacznie ponad jego powierzchnią. Gdy błąd jest in plus, piloci lecą nisko, choć przekonani są, że jeszcze wysoko.

Do katastrofy potrzeba było jednak zarówno przeregulowania przyrządu na pasie startowym, jak i uszkodzenia samolotowego przyrządu radiowego ostrzegania przed nadmiernym zbliżeniem z ziemią. Uszkodzono w W-wie, czy raczej zdalnie – sygnałem radiowym, już w Smoleńsku?

Inaczej piloci zareagowaliby, niezależnie od wskazań ciśnieniomierza, który jest wyskalowany w metrach (dla celów edukacyjnych posługiwałem się i metrami i jednostkami ciśnienia, które w miarę obniżania lotu rośnie, czyli ubywa metrów aż do momentu zetknięcia się kół samolotu z pasem). I odpowiednio wcześnie zorientowaliby się, że ten przyrząd źle wskazuje. Poderwaliby maszynę w górę. Na czas.

Pilot musi ufać wieży, bo inaczej nie mógłby latać. Ale czasem zaufanie może być zabójcze.

Dwie niesprawności, to za dużo, jak na przypadek / wypadek. No, jeżeli to zamach, to pewnikiem baćko Łukaszenka. Za Andżelikę Borys. Gaz łupkowy, gruzińskie wypadki nie mają z tym nic wspólnego. Tylko, kto w te ostatnie uwierzy?

Poza tym okazuje się, że nasi piloci lecieli w stronę pasa startowego wąwozem* i poniżej poziomu pasa. Jak to możliwe, że aż tak zostali w błąd wprowadzeni?!?!

Marek
dawniej Centrum Dowodzenia Bojowego Armii Lotniczej / Frontu Lotniczego

P.S. Widziałem, jak nasz pilot ze specj. 36 pułku lotniczego wylądował w 10 razy gorszych warunkach, niż te smoleńskie. A leciał z marszałkiem Ustinowem. I była cholerna śnieżyca, że samolotu nie było widać, pilot nie widział lotniska, tylko śnieg, był mróz, silny, boczny wiatr i czarne chmury na 80 m wysokości. I to była dla niego bułka z masłem.

* Komentarz grypa666

Czy Tu-154 leciał wąwozem czy chodzi raczej o to, że przeleciał w poprzek płytkiej dolinki, celując już poniżej wysokości pasa lądowań – patrz raporty świadków. Już wtedy przyrządy czy wieża kłamały. Schematy topografii i lotu jak i zdjęcia zniszczeń drzew pokazują zbyt niskie położenie maszyny na podejściu do lądowania.

Schemat topografii i linii lotu. Powiększenie. To samo na tle zdjęcia z lotu ptaka.

Schemat ze zbioru informacji technicznych, pokazuje położenie radiolatarni, o którą miałby zahaczyć Tu-154. Kierunek lotu odwrotny względem powyższych.

Źródło: Grypa666

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized